Dwóch magików się spotkało

aa0a7a41b36c2508ea0af006ad3037c9

Uwielbiam angielskie seriale. Oczywiście nie każdy oglądam, bo kiedy trafi się taki, który mi nie podejdzie, to odpuszczam. Moja przygoda z angielskimi serialami zaczęła się od produkcji z Gillian Anderson, która po zakończeniu “Archiwum X” postanowiła wyjechać do Wielkiej Brytanii i wesprzeć swoim talentem angielską kulturę. Jednym z jej pierwszych seriali dla BBC był “Bleak House” według powieści Charlesa Dickensa, gdzie stworzyła świetną rolę, nieco podobną do jej kreacji z filmu “House of Mirth”. Pojawia się też m.in. Charles Dance znany chociażby z “Obcego 3” Finchera, czy  z “Gry o tron”. I tak jej się widocznie spodobało granie w adaptacjach klasyków literatury, że pojawiła się później między innymi w “Wielkich nadziejach” (znowu Dickens). Były to na tyle dobre i ciekawe seriale, że zainteresowałem się tymi bardziej znanymi serialami z Anglii, jak np. “Luther”, bijący rekordy popularności “Sherlock”  lub – tak oryginalnymi produkcjami – jak “Utopia”.

Dodatkowym plusem angielskich seriali jest fakt, że serie składają się z małej ilości odcinków. Trend ten powoli przenika do amerykańskich stacji, gdzie wiele seriali zamyka się w góra 12 odcinkach na sezonie (dawniej po 20).  Jednak w Anglii, gdy serial ma góra 10 odcinków to jest długi serial. Zdarzają się serie mające po 2, 3 odcinki na “sezon”, bardziej przypominające podzielony na kilka części film.  Można więc obejrzeć za jednym “przyłożeniem” całość . No i w większości z nich przewijają się te same, znane i lubiane twarze  – światek aktorski w Zjednoczonym Królestwie wydaje się bardzo mały – ci sami aktorzy grają w teatrze, kinie i telewizji. Wielu znanych aktorów zaczynało od grania w serialach i filmach telewizyjnych jak popularny od jakiegoś czasu Tom Hardy, który czasami wraca do telewizji (miniserial “Take” – dla mnie obok  występu w “Bronsonie”  najlepsza jego rola – pojawił się też na drugim planie w “Peaky Blinders” z Cillianem Murphym).

Postanowiłem, że będę polecał nie tylko te bardziej znane seriale angielskie  i nie tylko te z moimi ulubionymi aktorami (Tom Hardy,  Gillian Anderson, David Tennant), ale też takie, które niesłusznie przeszły niemal niezauważone przez widownię a są warte uwagi. Dzisiaj napiszę kilka zdań o średnio znanym serialu fantasy z 2015 “Jonathan Strange & Mr Norrell” Jest to ekranizacja powieści Susanny Clarke,  opowiadająca o Anglii XIX wieku, czyli trochę klimaty jak z Dickensa połączone z klimatami fantasy podane w trochę pastiszowej formie.

153221.1444051941

Mamy więc dwójkę bohaterów. Norell, zawodowy mag, jest samotnikiem i najchętniej spędziłby całe życie z nosem  w książkach o magii. Zaś Strange to facet,  który szybko się wszystkim nudzi i nie ima się żadnego poważniejszego zajęcia, dopóki nie odkrywa w sobie żyłki do magii, sztuki oficjalnie uznanej w Anglii za zakazaną.

Bardzo ciekawie wyszło pokazanie początku wieku XIX z magią i wogóle nic tutaj nie zgrzyta. Co do strony technicznej to wszystko wypadło “tip-top” (łącznie z efektami specjalnymi). Ogólnie odnoszę wrażenie, że na serial poszło więcej kasy, niż na inne seriale i filmy BBC. Pewną wadą serialu jest to, iż oglądając pierwsze odcinki przy nieznajomości książki, miałem wrażenie, że umykają mi niektóre wątki. Jednak w okolicach trzeciego-czwartego epizodu  fabuła zrobiła się już wystarczająco klarowna.

Co do aktorów – wszyscy są świetni, ale im bliżej końca serialu tym bardziej zachwycał mnie  Strange. Zupełnie nie przypomina on bohatera z pierwszych odcinków. Pan Norell jest równie dobry, choć ma mniej popisową rolę. A elf powinien dostać swój serial. Facet niszczy system i jestem pełen podziwu dla aktora, że nie przeszarżował roli i bardzo “daje radę”. Ma też genialną “stylówę”, kojarzącą mi się trochę z Davidem Bowie i rolą Gary’ego Oldmana z “Draculi” F.F. Coppoli.

Strange_and_Norrell_S01E01_TVGM

Serial przypomina filmy Burtona z okresu, kiedy był w formie – zwłaszcza “Sok z żuka” (z elementami “Prestiżu” Ch. Nolana). Ekipa serialu świetnie operuje klimatem. W jednym momencie sekwencja trzymająca w napięciu a za chwilę taka w której można się popłakać ze śmiechu (jak w genialnej scenie z orzechami i elfem – dla samej tej sceny warto zaznajomić się z serialem). Polecam mini-serial każdemu, nie tylko miłośnikom produkcji angielskich, ale też fanom  fantasy, gdyż naprawdę dobrych seriali czy filmów w tych klimatach powstaje, jak na lekarstwo. Ile w końcu można oglądać “Grę o tron”? Jedna z najlepszych produkcji 2015 roku, zdecydowanie niedoceniana.

Advertisements
Dwóch magików się spotkało

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s