Z Archiwum X – Seria 10, Odcinek 1 – My Struggle

                                   334296_1

No i wróciło “Archiwum X” w formie minisezonu. Nie pisałem wcześniej, bo postanowiłem obejrzeć drugi raz pierwszy odcinek.  Być może przy pierwszym seansie emocje przesłoniły mi wady i pierwsze wrażenie było mylące. Większość recenzentów i fanów krytykuje “My Struggle”, choć kolejny epizod oceniany jest lepiej.  A jednak mi nadal się podoba 10×01,  chociaż jestem w pełni świadom problemów i wad na jakie cierpi ten epizod.

Jednak  nim zacznę – mała ciekawostka: zarówno w pilocie serialu, jak i w filmach kinowych pierwszą osobą pojawiającą się na ekranie jest Scully. Dla mnie to jeden z wielu dowodów na to, że dla Cartera w serialu najważniejsza jej postać jest. I w 10×01 ponownie – pierwsza pojawia się pani doktor.

tumblr_o1ycuwbBUW1sk0jh2o1_1280

A co do premiery – już na początku zauważyłem błąd – agenci poznali się w 1992 a nie  w 1993.  Kolejną kwestią jest apokalipsa, która miała nastąpić – według słów Palacza, które padają w finale 9 sezonu – w 2012 roku –  jak podejrzewałem, wątek został zamieciony pod dywan w charakterystyczny dla Cartera sposób: jednym zdaniem wyjaśnienia. Nic zaskakującego. Po dziewięciu latach oglądania serialu doskonale wiem czego się można spodziewać po Carterze i znam jego typowe zagrywki. Raczej nie spodziewam się, by wrócono do wątku w finale i to nawet nie irytuje, ale za to szkodzi dotychczasowemu “finałowi”, czyli podważa zakończenie dziewiątej serii.

Drobnym zgrzytem była scena, w której zamordowano “E.T.” – zbyt dosłowna, jak na ten dotychczasowe standardy  “The X-Files”. Ponadto, o tym że Scully ma w sobie obce DNA wiadomo przynajmniej od czasu gdy urodził się William. Nikogo chyba to nie zaskoczyło, dziwne jedynie, że nie przeprowadziła na sobie badania w 8 lub 9 serii.

Liczę też, że jednak wyjaśnią jakim cudem przeżył tutejszy “Darth Vader”. Prawdopodobnie skończy się wyjaśnieniem na poziomie tego dotyczącego inwazji.  Kilka dialogów i po sprawie. Jakkolwiek bardzo dosadnie pokazali jego “śmierć”. Według mnie niepotrzebnie wraca – jego rola się zakończyła  i zresztą wcześniej “zginął” trzy razy. Nie lubię takich zagrań bo wiadomo, że każdy może powrócić zza grobu i wtedy całe napięcie szlag trafia.

Odcinek jest dokładnie taki jakiego się spodziewałem. Z jednej strony nowy start a z drugiej Carter pędzi z wątkami bardzo szybko bo ma jedynie 40 minut na to by M i S powrócili do FBI. Lepiej by wyszło jakby 2 parter był, ale wiadomo, za mało odcinków – więc Carter upchał fabułę dwóch odcinków do jednego, przez co na żadnym wątku nie mógł się należycie skupić. Showrunner miał ciężkie zadanie – musiał zrobić odcinek dla fanów znających cały serial i filmy kinowe, dla fanów którzy przestali oglądać po tym kiedy w 6 serii klimat serialu zmienił się na eksperymentalno – komediowy oraz dla fanów którzy opuścili serial po odejściu Duchovnego. Pewnie dlatego jest mówione wprost o wielu sprawach zamiast zabawy w niedomówienia. Jednocześnie epizod skierowany jest do całkowicie nowych widzów, przez co miałem skojarzenia z pierwszym filmem kinowym. Tam też było sporo scen – ekspozycji dla nowych widzów którzy mogli serialu nie znać – dialogi opowiadające co i jak, kto jest kim, było też sporo scen żywcem przeniesionych z serialu. Fight the Future to taka składanka najpopularniejszych elementów serialu i podobnie jest z 10×01. Nie traktuję tego jako zarzut, bo niemożliwym jest wymyślić coś nowego w mitologii po dziewięciu seriach,  można się więc jedynie powtarzać z lepszym lub gorszym skutkiem.

W My Struggle powtarza się wiele motywów i pomysłów wcześniej użytych w serialu, jak np. dziewczyna która wg Foxa jest “kluczem” a wcześniej “kluczem” był dzieciak Gibson Praise obdarzony podobnymi zdolnościami. Do tego Fox uważający, iż tylko rząd za wszystkim stoi –  to też miało miejsce w 5 serii, gdzie przestał wierzyć w ufo i obarczał o wszystko rząd mimo tego co widział wcześniej (np. w odcinku “Patient X”).

Nowych widzów pewnie odrzuciła nowa teoria spiskowa ale dla fanów to nic nowego i dziwię się że ktoś narzeka na tą konspiracje, zwłaszcza, że niewiele mądrzejsza była poprzednia. Kosmici za pomocą pszczółek postanowili zarażić ludzkość wirusem co był na naszej planecie od milionów lat w wyniku którego ludzie stają się inkubatorami dla małych zielonych ludzików a w 2012 roku koniec świata – w czym ten wątek mądrzejszy był od tego nowego?

Ja sam serial, a zwłaszcza mitologię, traktuje z ogromnym przymrużeniem oka od początku, to tylko dobra zabawa, zresztą sami twórcy nie traktują serialu śmiertelnie poważnie, co nie raz udowadniali. Dlatego nie boli mnie, że w sumie wyrzucił Carter dotychczasowe wydarzenia z mitologii do kosza, zrobił restart (przynajmniej tak wygląda na razie, bo może coś wymyślą w finale) i dzięki temu serial startuje z czystą kartą dla nowych widzów a starych wątków nie gmatwa kolejny raz jak w 9 serii. Zresztą już wolę taką mitologię niż tych nieszczęsnych superżołnierzy z 9 sezonu. Choć rozumiem fanów, że może ich to wkurzać, (choćby dlatego że np. nie pamięta Fox swojego porwania i innych rzeczy które doświadczył, ale nie pierwszy raz Mulder obarcza rząd a nie kosmitów pomimo tego co widział jak wspomniałem wcześniej, więc mnie akurat nie przeszkadza to specjalnie. Ale trzeba przyznać że Carter pojechał po bandzie z teorią spiskową nową przez co wydaje mi się, że sporo nie znających serial widzów może ten odcinek odrzucić wręcz.

Ale dopiero podczas drugiego seansu wpadłem na to, dlaczego Mulder łyka jak pelikan wszystkie nowe teorie i odnoszę wrażenie, iż częściowo może mieć to związek z jego chorobą i z tym że facet żył dosłownie robotą. Dla niego nic więcej się nie liczy, niby się trochę zmienił, ale w kinówce drugiej pokazali, iż nie aż tak bardzo. Dla niego archiwum to dosłownie narkotyk, a facet był około 15 lat na “głodzie archiwowym” więc teraz przyjmuje każdą teorie choćby najbardziej niedorzeczną. Przypomniałem sobie też w czasie odcinka epizod o duchach z 6 serii gdzie idealnie podsumowano jego charakter i jak może skończyć i w sumie 10×01 to pokazuje. Nic dziwnego że Scully zerwała z nim, ale jednocześnie martwi się o niego – ten facet to ciężki przypadek.

Przejdę może teraz do najważniejszego elementu serialu czyli duetu M i S. Chemia między nimi jest nadal wyczuwalna, czego byłem pewien już przed premierą nowego sezonu – wystarczy zobaczyć ich poza planem razem, w wywiadach, talk showach.

Nie mam się do czego przyczepić, bo to są ci sami bohaterowie co dawniej ale starsi, zmęczeni życiem, przygaszeni, mający do siebie żal, zmienili się trochę. Choć racje miała Anderson mówiąc,   iż początkowo nie potrafiła sobie przypomnieć Scully i na początku czuła się jakby grała Stelle z The Fall. W pierwszej scenie z Anderson takie odniosłem wrażenie, ale później było dobrze. Do Davida też nic nie mam, bo gra w typowym swoim stylu, ani lepiej ani gorzej. A że on zawsze gra tak samo i cały odcinek wygląda jak menel to nie dziwię się, że niektórym przypomina bohatera innego swojego serialu czyli Hanka. Powiem to co wiadomo od dawna, że razem tworzą tak dobrany duet, iż potrafią sprzedać każdy dialog nawet najbardziej drętwy. Nawet słabsze momenty odcinka dzięki nim ogląda się bez specjalnego bólu. Podobała mi się każda ich wspólna scena poczynając od sekwencji w limuzynie z podrywającym Scully Joel McHalem (który również fajnie wypadł).

A co do kontrowersyjnej decyzji showrunnera, który dał duetowi “rozwód” – mnie się taki myk podoba z prostego powodu. Bo ma to sens. Zapowiedzią tego była już druga kinówka gdzie pokazano konflikt ich postaw wobec związku – Scully chce normalnego życia, normalnej rodziny, a Mulder wciąż ganiać za potworami. Jednym z powodów mogą być wszelkie dramaty jakie oboje przeszli przez 9 lat plus choroba o której wspominają, i odbiło się to wszystko na ich relacjach. Carter od początku serialu bronił się bardzo przed romansem bohaterów, bo nie chciał popełniać błędu jaki zrobiono w serialu “Na wariackich papierach” z Willisem – kiedy bohaterowie zaczną romansować i patrzeć na siebie maślanym wzrokiem to nie będą chcieli gonić za mordercami, potworami, zielonymi ludzikami. Dał się w końcu złamać, ale też w pewnym momencie w serialu po prostu doszli do ściany z wątkiem, okolice 7 serii i nie było wyjścia. Więc zrobił to po swojemu, rozwijał ich relacje coraz bardziej i ładnie i sprytnie ten wątek prowadzili w serialu. Przyznam że sam byłem przeciwny zmianom w relacjach ale podobało mi się jak prowadził ten wątek, znalazł złoty środek. Niby zrobił z nich parę w końcówce 7 serii, ale pokazywał to w typowo carterowy sposób czyli ogólnikowo bardzo. Nie dziwię się więc gdy wielu fanów doznało szoku, iż Scully jest w ciąży, a ci co czekali na romans od dawna  zirytowali się, bo nie pokazano tego na co czekali. Showrunner rzucał fanom ochłapy w postaci sugerowania że może spali/nie spali ze sobą w “all things”, w “Hollywood a.d.” i “Je Souhaite” spędzają razem czas poza pracą i można podciągnąć pod randke ale niekoniecznie. A jak już wiadomo było że są parą to akurat Duchovny odszedł i pokazali ich jako parę w finale 9 serii i filmie.

Jest to logicznie, że showrunner ich rozdzielił biorąc pod uwagę wydarzenia w serialu i w filmie nawet jeśli wyszło przypadkiem. Podoba mi się bo łączą ich normalne, ludzkie relacje  (inna sprawa jak długo miała utrzymywać Scully bezrobotnego, który żyje jak pustelnik ileś tam lat:-)  Ale wydaje mi się że akurat dla widzów nie znających serialu ten wątek będzie mało istotny.

Na pewno do najgorszych odcinków mitologicznych “Mojej walce” daleko, ale i do najlepszych też daleko, zaznaczam. Nie spodziewałem się odcinka Cartera na poziomie np. jego “Triangle” albo lepsze porównanie “Duane Barry” bo nie napisał żadnego scenariusza od ponad 14 lat, nie licząc nieszczęsnego “After” i drugiej kinówki, ale mimo wszystko nie jest aż tak źle . 10×01 wady ma ale nie przeszkadzają na tyle bym odcinek ocenił na poziomie najgorszych dziadostw jakie przewinęły się przez 9 lat w serialu jak np. 9×01/9×02 i do średniaków też mu sporo brakuje. To odcinek, który równie dobrze mógłby lecieć zaraz po finale 9 serii, ten sam klimat serialu i ci sami bohaterowie tylko pomarszczeni i zmęczeni.

I właśnie dobrze że serial nie próbuje się ścigać z arcydziełami współczesnej telewizji i nie próbowali zrobić np. archiwowego “Detektywa”, że serial kręcony jest jak 20 lat temu tylko z lepszymi efektami specjalnymi. Próbowali odtworzyć serial w dawnym stylu, tak jakby nic się nie zmienił i na tym polu odnieśli sukces (przynajmniej po 2 odcinkach tak wygląda). A że fani są podzieleni to się nie dziwię się, bo kultowy fenomen wracający po latach zawsze dzieli fanów. Jestem świadom wad, ale to nie oznacza że te wady są na tyle duże bym odcinek całkowicie przekreślił. Na szczęście to nie jest też przypadek drugiego filmu, który chyba w ogóle nie miał ani jednej pozytywnej opinii i ja go broniłem jako jeden z nielicznych, ale nawet nie za poziom, bo film jest w sumie góra średni tylko broniłem za fakt fajnego rozwoju bohaterów,  pokazano jak się zmieniają, dlatego film lubię, choć całościowo na więcej jak 6/10 nie zasługuje. Nie oczekuję super poziomu, dorównującego epoce świetności serialu, ale wystarczy jak będzie sezon na dobrym poziomie.

XF miał genialne odcinki, arcydzieła, ale wiadomo że to sinusoida poziomu. Nigdy nie nazwałbym Archiwum X arcydziełem. Arcydzieło to np. “Twin Peaks”, “Kompania braci”, “The Wire” a XF to fajna rozrywka, która czasami ocierała się o genialność.  Mój jeden z ulubionych seriali jak pisałem w tekście o powrocie serialu do telewizji, ale to nie znaczy, że nie widzę jego wad. Ocena: 7/10.

P.S. A jeszcze słówko o Skinnerze, który lepiej/młodziej wygląda jak Fox i co prawda jest w czołówce (tak jak był w 9 serii), ale nie sądzę by odgrywał istotną role jak np. w 8 serii gdzie nie siedział tylko za biurkiem. Pewnie będzie robił za tatusia dla agentów i tyle. Fajną scenę mieli, zwłaszcza jak łysy zaczął opowiadać o tym, iż chciał od dawna do Foxa zadzwonić to chciało mi się śmiać bo zaraz przypomniała mi się scena przytulania Skinmana i Foxa z  filmu “I Want to Believe”.

18

Advertisements
Z Archiwum X – Seria 10, Odcinek 1 – My Struggle

2 thoughts on “Z Archiwum X – Seria 10, Odcinek 1 – My Struggle

  1. magda says:

    Mulder łyka jak pelikan- to mnie rozwaliło, ale trafiłeś w sedno. Właśnie pomimo wad, a znając zalety obojga agentów, tak bardzo ich lubimy. I tak bardzo chcemy ich oglądać znowu. Mam podobne zdanie co do odcinka i do powrotu serialu. Carter próbuje być twórczy, ale widać, że goni go czas. I to może być największa wada wznowienia serialu.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s