Z Archiwum X – Seria 10, Odcinek 4 – Home Again

plaka

“Home Again” pozytywnie zaskoczył mnie, bardzo pozytywnie. Od strony technicznej to typowa archiwowa robota. Zdjęcia mi się podobają – zwłaszcza nocne lub w półmroku jak np. ujęcie z krzyżującymi się promieniami światła latarek (jadą ciągle na nostalgii, ale w fajny sposób) czy ostatnia scena i ujęcie na jezioro i siedzących bohaterów.

the-x-files-flashlights-168897

Wogóle oglądając 10×04 miałem wrażenie miejscami jakbym oglądał odcinek w reżyserii Davida Nuttera (np. Beyond the Sea, Revelations, Irresistible) albo mojego ulubionego Kim Mannersa. A jednocześnie widać kto odpowiada za scenariusz odcinka. Dochodzę do wniosku że Glen Morgan to lepszy reżyser jak jego partner od scenariuszy Wong porównując ich odcinki z 10 serii. I oczywiście jak to w Morgana odcinkach mamy brutalną scenę a w tle leci fajny, pozornie nie pasujący kawałek, w tym przypadku “Downtown” Petuli Clark.

Od razu nasuwają się skojarzenia z podobnymi scenami w “Never Again” z 4 serii gdzie w scenie morderstwa leciał “Doesn’t Somebody Want to be Wanted” The Partridge Family lub w scenie masakry w “Home” też z 4 serii leci “Wonderful, wonderful” Johnny Mathis’a.

Chociaż na mnie największe wrażenie zrobiła sekwencja z finału 2 serii Millennium gdzie dał duet Morgan – Wong kawałek Patti Smith “Land” – GENIALNA SCENA.

Sezon dla fanów więc jest od groma nawiązań, przerabiania motywów znanych z serialu i jechanie na nostalgii. Mamy nawiązania oczywiście do Home, ale i do One Breath, Beyond the Sea. W przypadku Home chodzi mi o scenę, w której agenci rozmawiają o sprawie siedząc w szpitalu – podobna scena była w odcinku o rodzinie Peacocków jak rozmawiali o morderstwie dziecka i czy Scully nadaje się na mamę (wtedy nie planowali zrobić jej mamą ale ciekawie się to łączy z wydarzeniami w ostatnich seriach). Zresztą w tej scenie w 4 serii Mulder mówi prawie taki sam dialog jak pada ostatni dialog z ust Scully w 10×04.

mis home

m is na lawce home again

A co do Muldera i Scully to nie ma chyba sensu powtarzać, iż już dawno odnaleźli w sobie dawne postacie. Fox nawet żartuje, uśmiecha się i w ogóle muszę Davida pochwalić bo fajnie wypadł w tym odcinku. Super scena była jak rozmawiają o tym że są za starzy na bieganie i jakby ująć flirtowanie za pomocą latarek. Co prawda podobał mi się duet w 10×01 i w 10×02, ale widać było,  że są jacyś inni w stosunku do siebie. Wiało między nimi rezerwą i chłodem i chyba im tak po prostu kazali grać ze względu na relacje z filmu i co się działo między nimi po filmie, ten ciężki okres co przeszli. Fajnie że pomału zaczyna się miedzy nimi układać ale z drugiej strony 10×04 to kolejny dowód na to, że ich relacje opierają się od początku głównie na bólu i tragediach jakie ich spotykają, ich łączą głównie dramatyczne sytuacje i jednocześnie te dramaty zbliżają ich do siebie. Jest to taki chory związek trochę o czym pisałem w opinii o jednym z wcześniejszych odcinków. Są bliżsi sobie jak byli w 10×01 i 10×02, ale znowu przez dramat, a tym razem jaki spotkał Scully. Można powiedzieć że znowu, bo nie ma serii w której nie byłoby przynajmniej jednego odcinka gdzie by nie spotkała ją jakaś tragedia. Mogli by być w końcu szczęśliwi i w finale tej serii w jakiś sposób zakończyć wątek bólu Scully jaki nosi w sobie od 9 serii. Bo jak tak spojrzeć na całość to ostatni raz szczęśliwi byli M i S w odcinku Je Souhaite z 7 serii czyli w 2000 roku a później (prawie) same dramaty, tragedie i ciężkie życiowe wybory. Więc nie dziwne, że Fox z czasem w depresję popadł a ze Scully też najlepiej nie jest wciąż.

Oczywiście do Anderson nie można mieć zastrzeżeń – gra subtelnie, bez szarżowania, ale każdy co widział ją w poprzednich seriach i zna ją z innych ról, głównie angielskich produkcji czy sztuk teatralnych, to wie że dla niej to żaden problem zagrać dramatyczne sceny bez cienia fałszu. Podoba mi się też gra w tym odcinku Davida w scenach ze Scully – facet głównie milczy i słucha jej wyznań.

pogreb

Szkoda kolejnej fajnej postaci jaka pożegnała się z serialem, zwłaszcza takiej co była od początku serialu. Skinner został ale wiadomo że jemu się raczej nic nie może stać odkąd awansował do czołówki (Doggett niby jeszcze jest ale jego nie ma w 10 serii ze względu na inny serial).

Kapitalne sceny są z duetem w szpitalu na czele z tą jak Scully zapytała coś w stylu czy kogoś kiedyś przywróciliśmy do życia (  Fox powinien odpowiedzieć “a nie pamiętasz jak zmarłem i 3 m-ce później zmartwychwstałem”), ale chyba najlepsza jest ta różnica zdań między nimi gdy nie zgadza się Mulder by wróciła do pracy (trochę przypomina scenę z “Beyond the Sea” gdy mówiła Dana że potrzebuje wrócić do pracy) i mocny jest też ostatni dialog o porzuceniu na koniec odcinka.

Czytałem wywiad z Morganem gdzie mówił, iż nie do końca zadowolony jest z tego, że nagle takie przeskoczenie z dramatu Scully do powrotu do pracy, chciał więcej nakręcić scen z wątkiem osobistym i jakby odcinek dłuższy był lepiej by to rozwiązał/połączył oba wątki.Zresztą nawet planował zrobić 2parter początkowo gdyby było więcej odcinków jak 6. Choć w przeciwieństwie do 10×01 i 10×02 nie odczułem tym razem, że za bardzo śpieszą się z wątkami i by coś tu zgrzytało -idealnie  zostało rozegrane połączenie wątków osobistych z monster of the week. Nawet w scenie gdy żartuje sobie z Foxem Dana wogóle nie przeszkadzało mi to mimo faktu jaki przed chwilą przeszła dramat – może dlatego że wcześniej jest scena jak się zagapiła w samochodzie, zamyśliła o wiadomej sprawie i w czasie przesłuchiwania też widać, iż błądzi myślami. Więc nie jest tak że się całkowicie odcięła od tego co się dzieje. Wróciła do pracy bo potrzebowała zająć czymś głowę co zrozumiałe w takich sytuacjach, ale widać że nie do końca się to jej udało. Akurat jak Mulder wychodzi ze swojej choroby to zaś ze Scully nie najlepiej jest – nawzajem się nakręcają swoimi dramatami.

Wznowienie serialu pokazuje nie tylko to jak agenci świetnie ze sobą współpracują, są jak stare dobre małżeństwo i jak pokazano w 10×03, że sporo uciechy przynosi im wciąż wspólna praca, ale też sezon pokazuje jakie odcisnęła na nich ta praca ogromne piętno. W 10×04 mamy pokazane rany, które się nie zagoniły jeszcze i pewnie jeszcze długo się nie zagoją, dobitnie pokazano co przeszli i jak wiele poświęcili.

Wydaje mi się, że też w pewnym sensie wątkiem z Williamem Carter jakby próbuje przyznać racje tym fanom co uważają że nie powinno się to stać; tak jakby przez Scully chciał powiedzieć, iż popełnił błąd pozbywając się dzieciaka w 9 serii. A ja odbieram to też w taki sposób, że przez te 14, 15 lat co bohaterowie byli ze sobą i rozstali się w końcu czego właśnie jednym z powodów była sprawa dziecka ( sumie to ona podjęła sama decyzje bez konsultacji z ojcem). Nie potrafili ze sobą rozmawiać na trudne tematy do teraz, trzymali w sobie ten dramat i to między innymi przyczyniło się do choroby Foxa a  z czasem “rozwodu” między nimi. Wątkiem z dzieckiem pokazują twórcy serialu, że nauczyli się bohaterowie nawzajem wspierać/rozmawiać na trudne osobiste tematy, co wcześniej miejsca nie było poza finałem 9 serii i jednym zdaniem w filmie drugim, gdzie można było wyczuć iż jakby unikają tematu. Wydaje mi się że teraz ich ten dramat zaczyna łączyć a nie dzielić.

Wogóle ciekawa sprawa z dzieckiem M i S, bo jak nie było go w 8 serii, był wątek ciąży to fajnie całkiem był prowadzony, ale jak się pojawił w 9 serii bobas to wątek się popsuł.  Wiadomo nie chciał Carter 9 serii, inaczej skończyłby 8 serie cliffhangerem, a o zdolnościach dziecka dowiedzieliśmy się dopiero w pilocie 9 serii i to było spowodowane głównie tym że musiał być jakiś główny wątek, musiał dać jakiś wątek dla Scully by miała co grać,  a i tak zakończyli wątek bobasa w sposób taki że został wyleczony. I podobnie jest w 10 serii jak w 8 serii bo nie ma fizycznie chłopaka, ale wątek o wiele lepiej jest prowadzony jak w 9 serii – nie jest tak męczący i nieznośnie patetyczny. Choć wiem że  dla wielu fanów William to najbardziej kontrowersyjny wątek w serialu i najlepiej by wystrzelili co niektórzy go w kosmos. Zwłaszcza ci co są przeciwni romansowi bohaterów, bo od końca 7 serii nie da się udawać, iż zmieniły się ich relacje, chłopak jest fizycznym dowodem tego czego nie chcieli.

Ale koniec o Williamie i napiszę parę słów o sprawie jaką prowadzili agenci. Muszę przyznać, że nawet bez wątku osobistego podobał mi się odcinek i chyba każdemu skojarzył się z powieścią “Frankenstein” i na pewno takimi odcinkami jak np. Kaddish  o Golemie czy Arcadia o śmietnikowym potworze gdzie agenci udawali małżeństwo.

Choć nie rozumiem do końca o co chodzi w scenie gdy zmieniła się twarz potworowi. Stwórca mu zmienił twarz na uśmiechniętą i nie będzie zabijał już? Można też zadać pytania kto prowadził śmieciarkę, ale serial znany jest z tego że nie odpowiada na wszystkie pytania nigdy i sporo rzeczy widzowie sobie muszą dopowiadać. Wiem że to żadne wyjaśnienie, to ułatwia wiele scenarzystom serialu, ale jakoś w tym przypadku nie przeszkadza mi to tak jak w 10×01 i 10×02. Choć rozumiem słowa krytyki jak ktoś uważa że trochę po łebkach lecą z wątkiem śledztwa co zresztą sam scenarzysta przyznaje że powinien być 2parter. Zgadzam się że na pewno o wiele lepszy to byłby odcinek jakby podzielili na dwie części. Zresztą nie było w serialu 2partera klasycznego standalona oprócz komediowego Dreamland i może powstały by 2 odcinki na miarę najlepszych z najlepszych.

Ciekawi mnie tylko czy to że w 10 serii mamy kolejny odcinek gdzie łączą śledztwa z osobistymi wątkami i mitologią to zasługa współczesnych seriali takich jak np. PoI gdzie najlepiej mieszają procedural z mitologią.

POI_Season_3

A może jest to spowodowane małą ilością odcinków i chcą jak najwięcej upchać do odcinków. Raczej w seriach 1-9 poza wyjątkami jak np. choroba Scully i porwanie Foxa to nie bawili się w takie łączenie/przeplatanie wątków czyli w sumie jest to coś nowego jak na XF. Niby 10 sezon jest taki jak poprzednie serie, ale jednak serial się zmienił trochę. Tak czy inaczej mnie akurat to odpowiada. Postacie się rozwijają cały czas, nawet w komediowym odcinku, nie stoją w miejscu, dowiadujemy się o nich wciąż czegoś nowego.

Dla mnie to serial o M i S na tle prowadzonych przez nich spraw i wcale nie najważniejsze są tutaj sprawy jakie prowadzą i zjawiska paranormalne. Dla twórców serialu też jest tak gdzieś od 4, 5 serii, a na pewno od 6 serii gdzie wątek ich relacji oraz bohaterowie byli na pierwszym planie i podobnie jest w 10 serii.

Dziwię się że sporej ilości osób nie podobał się odcinek (ale też sumie sporej części fanów się podobał), nawet gorszy od 10×01 i 10×02, które w większości fani oceniają  jako średniaki, zwłaszcza 10×01. A nawet są tacy co uważają że zupełnie niepotrzebny odcinek co mnie totalnie zaskoczyło gdyż to istotny odcinek dla rozwoju głównej bohaterki, tak jak komediowy epizod był istotnym odcinkiem dla Foxa. Wydaje mi się że może spowodowane to być tym, iż standalony nie są do końca standalonami, ale ja uwielbiam jak serial bardziej się skupia na bohaterach oraz ich problemach dzięki temu bohaterowie są bliżsi widzom. Mulder i Scully przypominają normalnych ludzi, nie są idealni, mają różne wady i można się dzięki temu identyfikować z postaciami.

Trochę mnie zawodzi jedynie Snow jak na razie. Świetną muzykę tworzy, odpowiednio klimatyczną, ale poza kawałkiem w 10×02 w scenie ze Scully i zdjęciem nie ma żadnego kawałka, który by się zapamiętało jak z serii 1-9. A 10×04 idealnie nadawał się zwłaszcza ze względu na wątek osobisty Scully, żadnego krótkiego kawałka na skrzypcach ani na fortepianie w stylu np. kawałka z zakończenia Release z 9 serii. Pojawia się na końcu jeden dobry ale akurat dali go w czasie dialogu Scully.

the-x-files-home-again-168889

Podsumowując bardzo dobra robota brata Darina Morgana. Zaskoczenie gdyż nie wiedziałem czego się spodziewać po Glenie. Nie znam jego seriali co nakręcił w ostatnich latach. Szkoda jedynie że jak się serial rozkręcił to doszliśmy do końca 10 serii.

Ocena 8/10.

Kilka uwag na koniec.

Mulder gwiżdżący na Scully – rozbawiło mnie to, wcześniej takiej akcji nie było.

Scully jako kick ass – chcę więcej takich scen.

Fajnie wyjaśnili nieobecność jednego z braci Scully co nigdy się nie pojawił. A Bill nawet jak się nie pojawia to i tak się okazuje być dupkiem wciąż.

Przed emisją odcinka pojawiła się plotka, że może to być kontynuacja Home z 4 serii,  ale może dobrze że akurat to nie jest Home 2, bo mało która kontynuacja w serialu zakończyła się sukcesem. Co ciekawe w komiksowym 11 sezonie jest kontynuacja Home i z takim samym tytułem jak epizod 4 serii 10.

I ostatnia rzecz. Może się mylę ale w seriach 1-9 nie było takiej reklamy a tutaj co odcinek reklamują telefony a zwłaszcza samochody głównie marki Ford, aż za bardzo nachalnie. Może nie było to w tym odcinku tak widoczne jak w poprzednim i w 10×02 ale przesadzają z reklamą.

Advertisements
Z Archiwum X – Seria 10, Odcinek 4 – Home Again

3 thoughts on “Z Archiwum X – Seria 10, Odcinek 4 – Home Again

  1. magda says:

    Morgan chyba nie lubi Scullych, bo jak się nie mylę pana Scully też jego pióro uśmiercilo.
    Ta scena w aucie kiedy Scully odpłynęła sobie myślami i Mulder “pieszczotliwie” przywołał ją do porządku, to jest sedno tego co między nimi. W takiej sytuacji i takimi metodami! Kto tak postępuje? a jednak nie czuć tu żadnych negatywnych skojarzeń. Jak to zobaczyłam to sobie powiedziałam “ludzie, kocham was”. To po prostu jest to, nie trzeba lepszego dowodu na chemię między Mulderem i Scully. Oni mogą sobie wszystko, wszędzie i zawsze, bo wszystko już z sobą robili, tyle lat narażania życia, musi czymś skutkować.
    Ale ogólnie odcinek niezbyt mi się podobał. Te końcowe rozważania Scully czy nie potraktowali Williama to mi leci jakaś tandetą. Niepotrzebnie to ujmowali w słowa. Tak dosłownie, lepiej jakby można było to wyczytać gdzieś między wierszami.

    Like

  2. Prawda że ojca też uśmiercił Morgan w duecie z Wongiem jak pisał scenariusze. Co do końcowych rozważań to zgadzam się że trochę zbyt grubymi nićmi szyte powiązanie wątku Scully z obrońcą bezdomnych i śmieciarką widmo, ale dzięki grze Anderson mnie to w ogóle nie przeszkadza – podoba mi się aktorsko scena, tak samo gra David’a, Fox fajną ma tu rolę, gra twarzą, nie wiele mówi – głównie wspiera, słuchając i milcząc. No i na pewno Anderson umiała by zagrać to nie mówiąc wprost co myśli, ale tak byśmy mogli wyczytać to między wierszami.
    A właśnie co do całego sezonu to za dużo rzeczy dopowiadają wprost i miejscami są przegadane odcinki przez co też muza Snowa nie ma się jak wybić, np. ostatnia scena powinna być bez dialogów, coś jak finałowa scena w Release z 9 serii.
    A wracając do śmieciarki to największa zagadka odcinka, kto ją prowadził i bodaj Morgan zażartował odpowiadając fanom, że duch Krycek’a:-)

    Like

  3. magda says:

    A ja jakoś nie zgłębiałam kto prowadzi ciężarówkę. Pytanie, czy ta ciężarówka w ogóle materialnie istniała? Bo gdyby przyjąć, że nie istnieje, to też nic nie stracimy z fabuły. Zagadka zostanie ta sama.
    Myślę, że mógł ją prowadzić ten z Arcadii, on chyba lubił porządek i czystość, więc po odcinku mógł się potem zatrudnić w służbach oczyszczalnia miasta.😂

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s