Z Archiwum X – Seria 10, Odcinek 6 – My Struggle II

tumblr_o2z57xst801sk0jh2o1_1280

 

Musiałem drugi raz obejrzeć odcinek, bo liczyłem że zmienię zdanie jak zmieniłem częściowo o Babilonie, ale jednak nie. W sumie to powiem coś co sądziłem, że nigdy nie powiem po odcinku autorstwa showrunnera. Raz w serialu miałem ochotę przestać oglądać serial i było tak po Lord of the Flies z 9 serii, choć serial ma naprawdę sporo złych odcinków i po obejrzeniu finału taka sama myśl mi przeszła przez głowę. Po prostu przykro mi się zrobiło oglądając finał, zwłaszcza drugą połowę i nawet nie chodzi o śpieszenie się z fabułą co było pewne, tylko z innych powodów.

Nie będę powtarzał że bronię Cartera i to mój jeden z ulubionych scenarzystów, bo pisałem o tym wielokrotnie. Nawet wszystko się tu w miarę kupy trzyma, ale tak fabuła pędzi, jeszcze szybciej jak w 10×01, że ogląda się bez emocji. Dla mnie to jest jeden z najgorszych odcinków w serialu – to już finał 9 serii zyskuje po tym odcinku, chociaż jakiś super nie był. A zaznaczyć muszę że lubię mitologię nawet z 8 i 9 serii. Wiadomo było że fabuła będzie pędzić jak w 10×01, ale nie to jest najgorsze.

Na dodatek dużo Scully (z Einstein którą lubię w duecie, ale ona też wypada tak sobie w porównaniu z poprzednim odcinkiem) i super, ale co z tego jak w ogóle nie ma co grać Anderson (no może w pojedynczych scenach jak np. finałowa była dobra). To w ogóle dla mnie szok, bo nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się, że odcinek skupiający się bardziej na Scully, mnie fanowi Anderson się nie spodoba.

The-X-Files-10x06-Scully475x258
Najgorsze jest że “przeskoczył kilka razy rekina” 10×06. Nie pierwszy raz w serialu bo w końcu to 10 seria, a dla każdego fana inny odcinek lub inne wydarzenie jest jump the shark i dla mnie takim odcinkiem jest 10×06. A jakbym nie uwielbiał postaci/serialu to bym nie oglądał 11 serii, jeśli w ogóle będzie. Poczułem się po finale jakby mi ktoś w twarz rypnął i wcale nie przez koniec, który był w sumie najlepszy z całego odcinka.

Powody które najbardziej mnie wkurzają łagodnie mówiąc, to:

Palacz – dla mnie faceta rola się skończyła już dawno w serialu i ja bym wolał jakby go sklonowali już, bo jak można przeżyć jak on całkiem się spalił, a nie twarz i dostał rakietą? Wiem obce DNA i w ogóle ale jednak. I niestety jak aktora lubię, to dobry aktor, może nawet najlepszy w obsadzie, ale w tym odcinku jest Palacz parodią/karykaturą postaci jaką był w seriach 1-9 – facet w ogóle grozy nie budzi. W sumie to taki trochę archiwowy Darth Vader się stał – skończył podobnie jak Anakin w “Gwiezdnych wojnach”. Jak wcześniej akceptowałem że przeżył 2 razy i uwielbiam tą postać, choć to była bardziej taka dwuznaczna postać niż wcielony diabeł, to teraz chciałbym by Reyes w 11 serii odstrzeliła go, ale nawet jak do tego dojdzie kiedyś, to i tak się pomyśli zaraz – przecież i tak może on wrócić. Liczę że będzie go jak najmniej w 11 serii, bo skoro go ożywił Carter to na pewno jeszcze wróci. Nawet aktorstwo Davisa nie ratuje tego wątku. Podobny twist zaserwowano w komiksowym 10 sezonie, ale nie mam pojęcia jak wyjaśniono jego powrót.

william-b-davis-the-x-files-01-600x350

Reyes – o wiele bardziej wolę Doggetta, a jego partnerka była nudna czasami, ale pomimo tego w życiu nie uwierzę, że będzie robiła za kolejną wersje Fowley co wkurzała w 6 i 7 serii. A jak zareagowali na to fani Moniki, że stała się tchórzem? Gdyby nakręcili 2 odcinki to pewnie lepiej by wyjaśnili powody jej decyzji, ale ta zmiana mi zupełnie nie pasuje do jej charakteru. Jeśli w ogóle powstanie 11 seria to liczę, że jednak będzie i może jakoś dokładniej wyjaśnią powody. Jestem prawie pewien ze podobnie by zrobiono z Doggettem jakby Patrick wrócił i może dobrze że jednak go nie ma. I jak teraz będzie się oglądało Monikę w 8 i 9 serii wiedząc, że okazała się kim się okazała? Mam nadzieje że jak zobaczymy ją w 11 serii to się jakoś zrehabilituje. Może dlatego że sporo osób nie cierpi 9 serii i taki prezent im zrobił z Reyes zmianą charakteru jakby chciał powiedzieć showrunner, że skoro nienawidzicie 9 serię, więc zmienię charakter Moniki i dostaniecie inną wersje byłej dziewczyny Foxa co pracowała z CSM.

x-files-10x06-dana-y-monica

No i właśnie dochodzę do najważniejszej sprawy, która mnie najbardziej wkurza (używam najbardziej łagodnych słów bo nie chce przeklinać), bo dotyczy Scully – mojego number one w serialu. Co prawda nie zrobiono ze Scully kosmitkę (teaser można odebrać jako obawy agentki), ale wspominał Carter w wywiadach, że będzie w finale nawiązanie do teorii,  że jest nieśmiertelna. Kosmitą nie została, ale zrobiono z niej w finale prawie  supergirl.

Po rozmowach z innymi fanami doszedłem do wniosku że mogę się mylić, bo przecież obce DNA nie oznacza że jest nieśmiertelna. Inni fani wcale tak nie odbierają tego wątku, bo przecież widać w 10×01, że kosmitów można zabić i z tego by wynikało, że od teraz każdy człowiek jest nieśmiertelny, a zwyczajnie uodpornili ją na wirusa. Nie irytuje mnie to już aż tak jak wcześniej, ale pozostałe twisty związane z CSM i Moniką nie przekonują mnie w ogóle. Też dlatego tak pomyślałem o Scully, bo skoro Palacz domyślam się, że ma obce DNA też i tyle przeżył zamachów na własne życie, więc podobnie pomyślałem o agentce biorąc pod uwagę teorie o jej nieśmiertelności. Najlepsze że jakoś nie przeszkadza mi specjalnie co się stało z Mulderem w Deadalive albo w Gift z Johnem  – może dlatego że o wiele lepsze odcinki.

Odcinek nie ogląda się źle, podobnie jak 10×01 zlatuje bardzo szybko, ale poza paroma drobnostkami co mi się podobały jak współpraca agentek, muzyka Snowa, i scena na moście  z M i S plus cała ta akcja z agentką jak jedzie szukać partnera, to jako całość odcinek jest słaby i po prostu irytuje. Nie mam nic przeciwko takiej inwazji – więcej podoba mi się co próbował showrunner zrobić w finale – ale z drugiej strony wiem że odkręcą to w 11×01 od razu, bo serial to nie tylko mitologia, a Mulderowi nie może się nic stać. W sumie częściowo już odkręcili bo Scully uratowała świat. Podobny wątek był w finale 2 serii Millennium, który był genialnym odcinkiem i też musieli odkręcać scenarzyści skale wydarzeń w 3 sezonie co zaowocało słabszą serią jak sezon 1 i 2.

A jednocześnie nie jestem już pewien czy William przyleciał w końcówce, bo może to konspiratorzy co wściekli się na Scully, że pozamiatała ich plan. Nie sądzę że Williama znajdą w 11×01 i to pewnie będzie taki dłuższy wątek jak z Samanthą – będą go szukać całą serię, a Muldera inaczej odratują. Najlepiej nadawałaby się Reyes – w ramach odkupienia win pomoże Scully syna znaleźć (choć wcale nie zdziwię się że pomoże, ale odda Williama Palaczowi – to dopiero byłoby chamskie rozwiązanie i nie pasujące do tej postaci).

 

S10E06 My Struggle II.mkv_snapshot_04.56_[2016.02.26_19.40.36]

A co do napisu w czołówce to na pewno odnosi się do archiwum starego czyli mamy w finale  koniec serialu znanego z serii 1-10. Wiem że zamiótł pod dywan (choć w sumie wrócili do wątku inwazji w finale jednak) oraz zmienił całkowicie reguły gry showrunner i charakter postaci jak Reyes (choć Scully później wciąż nazywa ją przyjaciółką – ciekawe), ale podoba mi się pomysł z apokalipsą poprzez choroby, przedstawiony naukowym językiem. No ale przez to że akcja pędzi jak oszalała to emocji nie budzi. Na początku mamy apokalipsę a na końcu Scully ratuje cały świat i o wiele lepiej wyszło by z dwoma, trzema odcinkami i jestem pewien że zaplanował 2partera, ale musiał fabule skracać pod 40 minut. Do wątków naukowych nie wtrącam się, bo za odcinek odpowiadają naukowcy co od 1 serii współpracują ze showrunnerem, ujęci są nawet jako autorzy scenariuszu, więc pewnie jakiś tam w miarę sens mają, a ja nie jestem odpowiednią osobą do wyjaśniania teorii naukowych.

Podoba mi się pomysł bo zrobił coś czego wcześniej nie robił Carter, nie cofnął się z wątkiem, a do tej pory zawsze jak był spisek to po chwili się kończył, pojawiał się kolejny wątek. No i teraz cała konspiracja wyszła z cienia, ale nie wyszło. Nawet nie przeszkadza mi że M i S są rozdzieleni, ale poza właśnie ostatnią sceną z M i S (którą aktorzy bardziej emocjonalnie zagrali początkowo z pocałunkami, ale showrunnerowi się to nie spodobało) i całą sekwencją od momentu jak Scully jedzie do Muldera (muzyka!), to jakoś emocji żadnych nie budzi odcinek.

11 seria to może być nowy etap serialu, mniej jadący na nostalgii jak 10 sezon i tym tłumaczę napis w czołówce czyli zmiany jakie nadejdą w kolejnej ewentualnej serii. Zresztą wspominał showrunner, że ma rozplanowany wątek na dłużej. No i podoba mi się ostatnia scena plus połączenie jej z ich synem gdyż jak powstanie 11 seria to może w końcu Scully odnajdzie spokój i nie będzie się obwiniać o to co zrobiła. Choć trochę zagranie jak z Lukiem w SW – wspominali o nim przez film a w serialu co drugi odcinek o dziecku, nawet jak nie wspominali to widać było że o nim myśli Scully i nie pojawił się jednak.

No i czym dłużej od zakończenia to myślę, iż Carter dał nowych agentów w 10×05 bo Doggetta i Reyes nie miał. Może planował że będą w czwórkę współpracować, ale nieobecność Patricka zmieniła jego plany. Oni by się najlepiej nadawali do poszukiwań Foxa w finale, a na pewno John. Co do Johna to możemy sobie dopowiedzieć że np. odszedł też z FBI po tym co zrobiła Reyes, ale pewnie nigdy się tego nie dowiemy (chyba że nie będzie kolejnych sezonów serialu “Scorpions” i Patrick wróci).

A jak nie John to Skinman powinien pojechać z Millerem i szukać Muldera. W finale zmarnowali całkiem postać Skinnera. Zaraz się przypomina sytuacja jak się udzielał w 8 serii w podobnej sytuacji. Nowych agentów było więcej jak Skinmana.

Carter mówi że nie chce tak pędzić w kolejnej serii jak w tej, bo sporo robili w pośpiechu i po łebkach i mam nadzieje że tak będzie nawet jeśli oczekiwanie oznacza z rok albo więcej.

Jestem wkurzony na finał, bo pomimo słabości dało się oglądać poprzednie odcinki, nawet do Babilonu się częściowo przekonałem, ale tym razem przegiął Carter. Nawet chamskie zakończenie nie przeszkadza mi specjalnie bo z tego serial znany jest, bardziej cała reszta odcinka i twisty nie podobają mi się.Najgorsze że pewnie nie odkręcą tego co się tu stało z postaciami i to mnie bardziej wkurza niż słaby poziom odcinka, ale na pewno scenę finałową odkręcą. A przyznać muszę że dowalił do pieca w końcówce, choć nie wkurzył mnie cliffhangerem, podobała mi się scena, cała reszta mi się nie podobała. Chyba w finale 4 serii oraz w 7 sezonie były mocne równie zakończenie, ale tak się nie robi jak nie wiadomo co dalej! Zresztą nie każda seria ma cliffhanger bo 8 sezon ma happy end.

Może problem z 10×06 leży w tym też że w scenariuszu pomagało dwóch naukowców w tym Anne Simon i te panie są pewnie odpowiedzialne za naukowe dialogi w 10×06. Simon jest odpowiedzialna za wszelką tematykę naukową i medyczną w serialu. Od połowy 1 serii pomaga showrunnerowi. Z tym że przez pierwsze 5 lat robiła to anonimowo, ponieważ będąc profesorem na Uniwersytecie obawiała się, że ludzie nie będą jej brali poważnie jak się dowiedzą, że współpracuje przy xfiles. I dopiero gdy się okazało, że jest wprost przeciwnie, ujawniła się, a nawet napisała książkę.

A może wina słabego poziomu odcinka leży w tym co przyznał w wywiadzie showrunner, że kręcąc 10×04 nie miał pojęcia jak skończyć sezon, czyli 2 odcinki przed końcem i musieli się śpieszyć ze wszystkim i często wymyślali/zmieniali fabułę na ostatnią chwile. Nie chce kręcić tak kolejnej serii i mam nadzieje że tak będzie.

Ocena: 4/10 – najgorszy mitologiczny od czasu 9×01/9×02. I to pisze fan co zawsze broni Cartera i ceni jako scenarzystę i fan co lubi mitologię.

TXF-10x06-ScullysHere-1-tumblr235x192TXF-10x06-ScullysHere-2-tumblr235x192

 

I parę uwag co do całej serii.

Odpowiednio dopasowana muza w całej serii, tylko o wiele za mało! Bardziej będę pamiętał piosenki z serii 10 jak muzykę Snowa. Z serii na serie muza była coraz lepsza w klasycznym serialu i mistrzostwo osiągnął w 8 i 9 sezonie kompozytor gdzie w co drugim odcinku był kapitalny soundtrack Snowa, ale tutaj jak są fajne kawałki, to można policzyć na palcach jednej ręki, np. w 10×02, 10×03 w scenie erotycznej i w finale na moście. Najbardziej zawiodłem się na 10×04, bo tam przez wątek osobisty Scully powinno być sporo dobrej muzy i niby jest, ale zagłuszana przez dialogi.

Skinnera bardzo mało w całej serii, ale on prawie zawsze za biurkiem siedział i pewnie dlatego, bo odcinków tylko 6.

Widać że bardziej dla fanów sezon 10, zwłaszcza hardcorowych co znają serial/kulisy serialu i całość co mi akurat odpowiada że nie zapominali o poprzednich latach i mam na myśli głównie wątek z mama Scully i Williamem. No i podoba mi się fakt, nawet jak czasami topornie wyszło łączenia wątków mitologicznych/ważnych wydarzeń dla bohaterów z proceduralami. Choć przez tak małą ilość odcinków bardziej wady rzucają się w oczy serialu i różnorodność odcinków – to jak odmienne style mają.

Dziwna sprawa z Carterem, bo jak napisze odcinek z humorem, to wciąż ma fajne pomysły, fajne dialogi (piszę tak pomimo faktu, że Babilon do końca nie podszedł mi), ale na mitologii się wykłada. Częściowo rozumie z jakich powodów, bo musiał skompresować fabułę do dwóch odcinków i dawno nic nie napisał, ale pamiętam że oprócz łopatologicznych opowiadających wprost co się dzieje dialogów jakie zdarzały mu się w seriach 1-9 pisał też sporo fajnych dialogów w mitologii jak w Memento mori, Requiem, te w których szukano Muldera z Doggettem na czele gdzie były świetne ping pongowe dialogi między agentami. No i jego standalony miały sporo fajnych dialogów, a tutaj głównie łopatologia. Na pewno odejść nie powinien showrunner, ale powinien Spotnitz mu pomóc pisać jak w seriach 1-9, albo reszta scenarzystów starych co wrócą na 11 serię – może ściągnęli by jakiś nowych też. Powinni też pomyśleć o archiwowych reżyserach jak np.  Bowman, Nutter.

Podobno chce nakręcić Carter musicalowy odcinek, co może być ciekawe bo nie wydaje mi się by aktorzy umieli śpiewać (mimo faktu że wydał płytę David). Choć nie wiem czy dorównałby musicalowi z serialu Buffy.

Kończąc mój post mówi Carter w wywiadach, że to początek dłuższej historii w 10×06 co ma rozplanowaną mniej więcej i wydaje mi się, że lepiej jakby podpisali umowę np. na 2 lata i na 6-8 odcinków bo tak po każdej serii fani będą schodzić na zawał jeśli ma zamiar fundować nam showrunner takie zakończenia co sezon , zwłaszcza jak nie nie wiemy kiedy i czy w ogóle powstanie kontynuacja. W sumie po finale wiem już jakbym się czuł po finale 7 serii jakby był ostatnim odcinkiem serialu jak planowano na początku. Chyba bym doniczką rzucił w telewizor wiedząc, że nie będzie kontynuacji w formie 8 serii.

Ocena: 7 za 10 sezon, z minusem za finał.

 

Advertisements
Z Archiwum X – Seria 10, Odcinek 6 – My Struggle II

One thought on “Z Archiwum X – Seria 10, Odcinek 6 – My Struggle II

  1. magda says:

    No i mamy zakończenie tego squeezonu.Zakończenie jak cały sezon- bez ładu i składu. Jeden z gorszych odcinków w historii. Prawie nic mi się nie podobało. Jednak najgorsze chyba dla mnie to było jak olbrzymią skalę wymyślili dla wydarzeń które pokazywali. Tego dotychczas nie było. I to jest bardzo złe posunięcie wg mnie.
    A co do Moniki, bo to chyba jedyne mocne zaskoczenie w tym odcinku, mnie jakoś nie zdziwiła jej zmiana stron. Zawsze widziałam w niej raczej wariatkę, która jest w stanie uwierzyć prawie we wszystko, a już na pewno w znacznie więcej niż Mulder. Więc starczyło, że Palacz jej nagadał bajek i łyknęła to.
    To, że pod scenariuszem podpisało się dwóch naukowców, tylko dodało więcej naukowej gadki, bo odcinek jest jednym z najbardziej fantastycznych w historii. Ja bym wolała, żeby podpisało się pod nim dwóch dobrych scenarzystów i jeden naukowiec do pomocy, a nie do wymyślania fabuł.
    Porażka, ale czekam na jeszcze.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s