Obejrzałem w sierpniu…

9/10

Sing Street (2016) – obok Zootopi i The Witch jak na razie to najlepszy film roku jak dla mnie. Film Johna Conreya znanego z filmów Begin Again oraz Once to znakomita historia Conora próbującego poderwać starszą Raphinę zakładając zespół w latach 80 w Dublinie.

Jak się okaże zespół nie będzie służył jedynie w celu poderwania dziewczyny, ale też by poradzić sobie z szarą rzeczywistością. Ferdia Walsh-Peelo, który śpiewa od dziecka i pokazuje w filmie swój talent (piosenki napisane przez reżysera) oraz równie dobra i przeurocza Lucy Boynton grają główne role. Cała obsada się spisuje pierwszorzędnie, zarówno znane twarze jak Aidan Gillen czy młodzież i oprócz wyżej wymienionych warto wspomnieć też o Eamonie multiinstrumentaliście co uwielbia króliki czy menagerze zespołu oraz o bracie głównego bohatera, który nic tylko obija się w domu, pali marychę, i szkoli brata w zakładaniu zespołu oraz różne mądrości życiowe wygłasza. Bardzo pozytywny film.

Sing+Street+band+15

8/10

A Bigger Splash (2015) –  Marianne Lane (Tilda Swinton) wraz z Paulem (Matthias Schoenaerts)spędzają wakacje na sąsiadującej ze słoneczną Sycylią wyspie.                                 Z niespodziewaną wizytą wpada jej ekschłopak Harry (Ralph Fiennes) razem z córką Penelope (Dakota Johnson). Warto obejrzeć ten francusko włoski remake”Basenu” z Delonem choćby dla aktorów, zwłaszcza Tildy Swinton oraz Fiennesa. Swinton kojarzy się      z charakterystycznymi rolami, a przynajmniej nie przypominam sobie jej w roli kobiety o której względy bije się dwóch gości. Nie tylko zjawiskowo wygląda w tym filmie, więc nie trudno uwierzyć, że faceci na nią lecą, ale jak zawsze świetnie gra. Równie dobry jest starszy z braci Fiennes, ten wybitny aktor musiał mieć niezłą zabawę grając gościa którego każdy ma w końcu dość. Zachowuje się jakby był na jakiś prochach albo miał ADHD, buzia mu się w ogóle nie zamyka, rządzi się mimo że nie u siebie, paraduje na basenie na golasa. Szarżuje na całego Ralph, ale nie przesadza co najważniejsze. W sumie nie gorsi od bardziej znanych nazwisk są pozostali czyli  Matthias Schoenaerts, który może nie ma tak popisowej roli jak Fiennes, ale dobrze spisuje się. No i całkiem ok sobie radzi Johnson (ta sama co grała w 50 twarzach Greya). Poza świetnym aktorstwem film warto obejrzeć też dla krajobrazów wyspy na jakiej kręcili, aż się chce jechać na wakacje. Bardzo fajny mieszanka klimatów, bo trochę mamy Hitchcocka, Polańskiego oraz psychodramy, thrillera i komedii, ale dzięki aktorom oraz dobrej reżyserii film znakomicie się ogląda.

8fad017f0562060b3c29704be642f92b-600x330

The Bourne Supremacy (2004) – powtórka części drugiej trylogii z Damonem i wciąż uważam że to pierwszorzędna rozrywka, jeszcze lepsza jak część 1. Jak nie przepadam za trzęsącą się kamerą i szybkim montażem w większości filmów bo nie wiele widać jak w np. Quantum of Solace to jedyne filmy gdzie taki styl kręcenia pasuje mi  to produkcje Greengrassa. Jakimś cudem nie mam problemu z nadążaniem za akcją, wszystko jest czytelne i dodaje jego filmom dodatkowego poweru np. scena jak siedzi w czasie przesłuchania Jason i nagle wyrywa bron, scena kapitalnie zrealizowana i niesamowicie trzyma w napięciu. Poza tym świetne sceny pościgów jak choćby finałowy, bójek, wiadomy kawałek Moby’ego, który zawsze będzie już kojarzony z tą franczyzą oraz świetna muzyka. Damon to idealny wybór do tej roli, świetni są też na drugim planie aktorzy. Ale niezapomniane sceny akcji nie są najważniejsze tylko są dodatkiem do ciekawej fabuły, jest jest to jeden z elementów bardzo dobrej całości.

The Bourne Ultimatum (2007) – jak część 1 to było  kino szpiegowskie z małą ilością akcji,  a część druga kinem zemsty, to część ostatnia trylogii jest kinem akcji (jedna sekwencja w której jest ujęcie gdy kamerzysta skoczył za aktorem przez okno trwa z 20 minut i nie pada ani jeden dialog). Film pędzi od pierwszej do ostatniej minuty, nie wiele jest scen by złapać oddech, a jednocześnie niesamowicie trzyma w napięciu. Co mnie najbardziej zaskoczyło w czasie powtórki, że Ultimatum nie zaczyna się wcale od finałowej sceny środkowego epizodu trylogii, tylko wcześniej od sekwencji w Moskwie, a scena finałowa jest w filmie, ale w 80 minucie. Od strony technicznej to podobne mistrzostwo  jak poprzednia część jeśli chodzi o sceny mordobić, gonitw, pościgów samochodowych. Chociaż wydaje mi się że pod koniec filmu zaczynają być bardziej przegięte w hollywoodzkim stylu pościgi samochodowe, a to film, który stara się być realny, ale jakoś nie przeszkadza mi to. Zresztą nie przeszkadzała mi pamiętna scena z trupem na schodach w Tożsamości Bourne więc nie będę narzekał. Nie dziwię się że trylogia jest wysoko oceniana – choć na pewno jakieś wady w każdym filmie się znajdą – i uważana w swoim czasie za coś nowego i świeżego w tym gatunku. Nie potrafię wybrać, który epizod jest najlepszy, bo część druga i trzecia prezentują podobnie wyrównany poziom. Znakomita rozrywka w typowym stylu Greengrassa.

Year of the Dragon (1985) – Mickey Rourke gra polskiego nieprzekupnego gliniarza rasistę Stanleya White’a, który chce zniszczyć za wszelką cenę chińską mafię w Chinatown w wyniku czego wszyscy się od niego odwracają. Kolejny niedoceniany film Michaela Cimino (za ten film oberwało się reżyserowi że rasistowski jest), ale tym razem według scenariusza reżysera oraz Olivera Stone’a. Sporo rzeczy jest do których mógłbym się przyczepić, np. miejscami wydaje mi się że sporo materiału wypadło z filmu, ale poza tym to naprawdę dobra mocna sensacja z dobrą rolą Rourke’a oraz Johna Lone’a w roli młodego gangstera, który chce zmienić politykę chińskiej mafii i czyni to brutalnymi metodami. Zresztą Stanley też nie patyczkuje się w swojej walce z organizacją przestępczą co wpływa na jego życie osobiste. We Wrotach niebios było widać, iż Cimino ma smykałkę do scen akcji i tym filmem potwierdza ten fakt. Scen akcji jest mało jak na ponad dwugodzinny film i są bardzo krótkie, ale mają niesamowity power. Przypominają mi trochę sceny akcji z filmów Johna Woo, ale bez slow motion. W poprzednich filmach Cimimo wątki polskie i wschodnioeuropejskie odgrywały dużą rolę, ale tym razem Polakiem uczynił głównego policjanta, gościa którego ciężko lubić, ale to nie jedyny element polski filmu. Ważny wątek rozgrywa się też wokół polskiego okrętu. Mocna sensacja od panów Cimino i Olivera Stone’a, którą polecam.     Jedną z rzeczy co mnie zaskoczyła mocno jak na film Cimino to fakt, iż   jest sporo humoru co wcześniej się nie zdarzało (może poza jego debiutem), np. scena z podsłuchem w którym policji pomagają zakonnice.

year-dragon-rourke-barry

7/10

The Nice Guys (2016) – fajna komedia sensacyjna w stylu typowym dla Blacka (zimy i świąt co prawda nie ma ale pojawia się choinka pod koniec). Więc jeśli cenicie sobie jego poprzednie pomysły jak np. Ostatni skaut, Bohater ostatniej akcji i Długi pocałunek na dobranoc to spodoba się Wam film z Crowe i Goslingiem w rolach równych gości. Choć na pewno do najlepszych scenariuszy Blacka filmowi daleko, gdyż w połowie fabuła trochę siada i żartów jakby mniej, ale nadrabia tytułowym duetem (plus córka Goslinga) w słabszych momentach, więc warto. No i słówko o dawno niewidzianej Kim Basinger – po jakie licho jej botoks.

River (2015) – Rossif Sutherland (młodszy brat Jacka Bauera) w roli lekarza pracującego w Laosie, który wpada w poważne kłopoty próbując ratować dziewczynę. Dobry film i porządnie zagrany przez syna Donalda, choć czasami nielogiczne wydawało mi się zachowanie głównego bohatera, ale dzięki aktorowi jakoś kupowało się nawet największe głupoty jakie robił jego bohater.

gettyimages-124723188

A Hologram for the King (2016) – sympatyczny film Tykwera z Hanksem w roli biznesmena, który wybiera się do Arabii Saudyjskiej by wykorzystać swoją ostatnią szansę na sukces. Wiem że nie wiele film ma wspólnego z rzeczywistością jeśli chodzi o pokazanie Arabii Saudyjskiej, ale na tyle miło spędziłem czas, że nie potrafię ocenić na mniej jak właśnie miły, sympatyczny seans.

Bolgen (2015) – w sumie nie dziwne że to norweski kandydat do Oscara bo to idealnie skrojony pod amerykańskiego widza film z gatunku kina katastroficznego. Za o wiele mniejszą kasę jak amerykanie Norwegia potrafiła nakręcić dobry film z tego gatunku z jego wadami/zaletami, ale jest lepszy od filmów z USA, bo trzyma w napięciu, sceny z falą robią wrażenie (choć nie wiele tych scen)i są ciekawi bohaterowie. Dodatkowy plus czyli zdjęcia norweskiego krajobrazu – coś pięknego.

Warcraft – Początek (2016) – nie ma się czego wstydzić syn Davida Bowie – czekam na kolejną część, oby powstała. Fajne kino fantasy, choć nie pozbawione wad. Więcej w recenzji.

 The Right Stuff (1983) – niesłusznie zapomniany ponad 3 godzinny film Phillipa Kaufmana opowiadający o dwóch istotnych momentach XX wieku: złamaniu bariery dźwięku oraz początków lotów załogowych w kosmos. Warto obejrzeć choćby dla samej obsady czyli Sama Sheparda , Eda Harrisa (ma jeszcze włosy), Dennisa Quaida, Scotta Glena, a w epizodach np. Lance Henriksen (niesamowite zobaczyć Franka Blacka/Bishopa uśmiechniętego, choć chyba w ogóle dialogów nie ma) oraz Jeff Goldblum. Bardzo ciekawy film, który w dzisiejszych czasach by nie powstał,a przynajmniej wiele wątków wyleciało by do kosza jak np. cały wątek z Samem Shepardem, ewentualnie doczekał by się film wersji rozszerzonej.

0 wLsDX2LcoEM96rfA

The Conjuring (2013) – powtórka przed obejrzeniem części 2 jednego z lepszych filmów Wana i wciąż dobra robota. Z Wana to mistrz jednak gdyż potrafi z ogranych schematów kina grozy nakręcić dobry horror i jeszcze pozwala aktorom pograć co w tym gatunku raczej się nie zdarza.

Thunderbolt and Lightfoot (1974) – ciąg dalszy nadrabiania filmów  zmarłego jakiś czas temu Michaela Cimino. Tym razem padło na jego debiut reżyserski Piorun i Lekka Stopa w którym Clint Eastwood gra pastora, który uciekając przed bandziorem wpada na młodego tułacza/złodziejaszka i w tej roli Jeff Bridges (świetnie prezentuje się jako blondynka:-)      Kto by się spodziewał że twórca Łowcy jeleni i Wrót niebios zaczynał od komedii kryminalnych i trzeba przyznać że kolejny film dobry Cimino, choć czym dłużej trwał to z komedii kryminalnej zamienił się w sensacje, dramat i kino drogi.No i jak na lekki film to dość brutalny miejscami oraz zaskakujące są niektóre rozwiązania fabularne (zwłaszcza w końcówce).

thunderbolt-lightfoot-eastwood-daniels

Moonwalkers (2015) – W razie niepowodzenia misji Apollo 11  CIA wysyła Rona Perlmana by najął znanego reżysera Stanleya Kubricka do nagrania fałszywego lądowania na księżycu (tak na marginesie jest taka teoria spiskowa). W wyniku splotu różnych okoliczności umawia się na spotkanie z chłopakiem podającym się za agenta reżysera, który w rzeczywistości agentem Kubricka nie jest tylko oszustem co chce zdobyć kasę (w tej roli Rupert Grint). Bardzo czarna i dziwna komedia w stylu produkcji gangsterskich Guya Ritchiego plus klimaty rodem z filmów Nicholasa Refna.

La Belle & La Bête (2014) – reżyser Braterstwa wilków oraz Silent Hill po powrocie do ojczyzny postanowił nakręcić kolejna wersję Pięknej i Bestii. No i całkiem fajny film powstał a przede wszystkim wizualnie przepiękny. W rolach głównych obsadził Vincenta Cassela oraz Lea Seydoux, którzy dobrymi aktorami są i całkiem fajnie się spisują, ale mógłby film być jeszcze lepszy. Dobra robota, ale przesadził miejscami z CGI Gans. No i  jak lubię Seydoux to w roli Belle wolałbym zobaczyć aktorkę co grała pierwszą miłość księcia, bo jak urody Seydoux nie brakuje, to Yvonne Catterfeld piękniejsza (choć to oczywiście moja opinia, każdy ma inny gust).

The Sicilian (1987) – historia bandyty Salvatore Giuliano, który niczym Janosik zamieszkiwał w górach i okradał bogatych a łupy rozdawał biednym. Jest to adaptacja powieści Mario Puzo i co ciekawe w książce istotną rolę odgrywa Michael Corleone (w trylogii Coppoli grany przez Ala Pacino), który w okresie gdy zaczęła rosnąć popularność Giuliano przebywał na Sycylii, ale z powodów praw autorskich w filmie nie mógł się pojawić.      Ogólnie mówiąc to dobry gangsterski film i kolejny Cimino chłodno przyjęty przez widownie i krytyków oraz wytwórnię. W roli głównej Christopher Lambert (tak na marginesie nie wiem kiedy jego kariera się stoczyła, choć oglądałem w latach 80/90 sporo jego filmów i w większości dobre a gdzieś w połowie lat 90 zaczął grać nagle w filmach klasy B),  a oprócz niego John Turturro, Terence Stamp, Michael Wincott, Joss Ackland (może nazwisko nic Wam nie mówić ale to jeden z tych aktorów znanych z ról czarnych charakterów, np. Zabójcza broń 2). Miałem teraz napisać uwagę że jak na film gangsterski zaskakująco mało scen akcji, ale dowiedziałem się paru ciekawostek o “Sycylijczyku”. Cimino znowu przekroczył budżet (zupełnie jak James Cameron każdym swoim filmem wyprowadzał z równowagi wytwórnie, jedyna różnica że Camerona filmy zarabiają na siebie) i nakręcił zbyt długi film, który trwał 150 minut co nie spodobało się 20 Century Fox i chciała wytwórnia by go skrócił, a reżyser tak się wściekł ze wyciął z filmu wszystkie sceny akcji co nie spodobało się szefowi wytwórni. A reżyser odpowiedział na to że że jego kontrakt pozwala mu na dowolny montaż pod warunkiem, że film trwa 120 minut. Inną ciekawostką związaną z filmem jest fakt iż teren Sycylii gdzie kręcono zdjęcia był kontrolowany przez członka mafii więc ekipa się z nim spotkała. Podczas rozmowy okazało się, że chciałby on zagrać w filmie. Producenci dali więc rolę nie tylko jemu, ale też miejscowym ludziom, których obsadzili w roli statystów. W ten sposób problem został rozwiązany, a ekipa filmowa zyskała swobodny dostęp do wszystkich okolicznych miejsc i ludzi.

MBDSICI FE002

The Sunchaser (1996) – Umierający przestępca porywa onkologa Michaela Reynoldsa granego przez Woody Harrelsona. Ostatni film Cimimo i kolejna dobra robota, tym razem nakręcił coś w stylu kina drogi. Poza Desperate Hours na żaden film Cimino nie mogę narzekać, wszystkie pozostałe to przynajmniej dobra robota, tak jak  choćby w tym przypadku.

Money Monster (2016) – Clooney, Roberts, Jack O’Connell w filmie Jodie Foster (szkoda że jako aktorka całkiem znikła z kina), a na drugim planie Giancarlo Esposito, Dominic West oraz Caitriona Balfe (Claire z serialu Outlander), ale mimo tak ciekawych nazwisk w obsadzie film można określić tylko jako sprawna, porządna hollywoodzka robota i nic więcej.

6/10

Last Days in The Desert (2015) – lubię inne podejście do historii z Biblii niż tradycyjne, ale tym razem nie udało się. Historia Chrystusa przebywającego na pustyni jest zmarnowanym potencjałem na naprawdę ciekawy film. Aktorsko powinno być ok, bo McGregor i Ciaran Hinds (lepiej znany jako Juliusz Cezar w serialu Rzym) to świetni aktorzy, ale nie mają za bardzo co grać. Zwłaszcza w przypadku Ewana szkoda, bo wpadła ekipa filmu na świetny pomysł by obsadzić go w dwóch rolach czyli Jezusa i Szatana. Od strony technicznej nie ma się do czego przyczepić, muzyka niczego sobie a zdjęcia to Lubezki czyli najwyższa światowa klasa, ale film nuży. Za tydzień nie będę już o tej zmarnowanej szansie na ciekawy/oryginalny film o Chrystusie pamiętał.

last-days-in-the-desert1

The Jungle Book (2016) – nasłuchałem się wiele jak to udany remake animacji Disneya z lat 60, nie wiele mający wspólnego z powieścią Kiplinga i zawiodłem się. Nie wiem skąd porównania do kina nowej przygody, bo nie dorównuje tym produkcjom. Oczywiście film się przyjemnie ogląda, ale super nie jest,  to tylko porządna robota. Zgodzę się że ma świetne efekty specjalne, zwierzęta wyglądają prawie idealnie, i to samo dżungla wykreowana tak jak i zwierzęta za pomocą motion capture, a cały film powstał w Los Angeles. Pewnie za kilka lat technika pójdzie tak do przodu, że nie będzie się dało rozróżnić prawdziwych zwierząt od animowanych ale jeszcze trochę do tego brakuje. Po zwierzętach da się poznać że t0 animacja, ale za to dżungla jest namacalna, bardzo prawdziwa. W sumie tą wersję  można nazwać animacją, bo jedynym prawdziwym elementem filmu jest Neel Sethi w roli Mowgliego. Niestety chłopak nie gra specjalnie dobrze, drętwy jest, ale na szczęście nadrabiają aktorzy dubbingujący zwierzaki jak Bill Murray (Baboo), Ben Kingsley (Bangheera), Idris Elba (Shere Khan), Scarlett Johansson (Kaa), Christopher Walken. Zresztą polski dubbing też niczego sobie jest, m.in. Jerzy Kryszak, Jan Frycz, Jan Peszek, Anna Dereszowska, Piotr Fronczewski. Jak inna animacja Disneya przerobiona na film podobała mi się i mam na myśli Kopciuszka Kennetha Branagha to w tym przypadku jeśli miałbym polecić to głównie dzieciom oraz fanom klasyka Disneya z 1967 roku.

Marauders (2016) – przez godzinę zapowiadało się na dobry klasyczny sensacyjniak klasy B o gangu rabusiów, którym nie chodzi o rabowanie pieniędzy, tylko mają inny cel. Byłem w szoku, bo od dawna nie widziałem dobrego filmu z Willisem (gra drugoplanową ważną rolę), ale w końcówce się popsuło.  Choć i tak to całkiem przyzwoita produkcja z Christopherem Meloni i Bautista w rolach głównych.

5/10

Batman The Killing Joke (2016) – animacja ta to tak na prawdę dwa filmy w jednym i widać w którym momencie kończy się pierwszy film i kiedy zaczyna adaptacja komiksu, bo nawet dialogi się zmieniają po półgodzinie. Można się domyślić po co dodali wątek romansu nietoperka z Batgirl, aby widzowie bardziej odczuli czemu Bruce tak się przejął tym co się stało córce Gordona (inna sprawa że w tej historii z córką Gordona Batman pokazywany jest jak dupek) i by uderzyło bardziej widza, ale nie pomaga to w ogóle; nic fabuła z pierwszych 30 minut nie wnosi do całej historii. Choć tak naprawdę po to dodali 30 minut, bo inaczej film trwałby z 45 minut i w kinach nie mógłby lecieć. No i jak na kategorię tylko dla dorosłych film zaskakująco mało brutalny, jakby sami się cenzurowali – mocniejsze sceny były w komiksie jak np. cała sekwencja ze zdjęciami Barbary o wiele mocniejsza była w komiksie.  Ogólnie to kiepska kopia dobrego komiksu dla dorosłych i jeśli warto obejrzeć to jedynie dla Conroya jako Batmana i Luke’a Skywalkera jako Jokera, którzy jak zawsze dają radę. Dla wielu fanów DC to jedyni akceptowalni Batman i Joker od czasu serialu animowanego z lat 90 i wcale się nie dziwię, choć ja lubię każdą wersję tych postaci (nie widziałem Legionu samobójców, więc się nie wypowiem o roli Leto).

Now You See Me 2 (2016) – jeśli już warto obejrzeć tego przeciętniaka to dla aktorów, zwłaszcza nowych czyli Harrego Pottera i Lizzy Caplan znaną z serialu Masters of Sex.         No i Harrelson miał coś więcej do zagrania niż zawsze. Chociaż wiadomo że nie dla kunsztu aktorskiego ogląda się filmy pokroju Iluzja, ale dla rozrywki tylko że jako rozrywka się nie sprawdza – ten film miał jakiś w ogóle scenariusz? No i jest po prostu nudno, bo oglądając wiadomo że wszystko się uda ekipie, w tym najbardziej niewiarygodna sztuczka i twist jaki wymyślą.O wiele lepiej byłoby przypomnieć sobie Prestiż Nolana.

Ice Age: Collision Course (2016) – słaba  piąta część Epoki Lodowcowej tylko nie wiem czy to ja wyrosłem z tego typu filmów czy poziom się obniżył cyklu. Nawet wiewiór też już nie bawi tak jak w poprzednich częściach. Fajnie posłuchać pononwnie Malajkata, Fronczewskiego i Pazurę, ale  poza tym nic ciekawego.

ice_age_collision_course_2016_movie-wide

 

Advertisements
Obejrzałem w sierpniu…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s