A Streetcar Named Desire – National Theatre Live

streetcar_large_0

Zacznę recenzję spektaklu Benedicta Andrewsa od wprowadzenia do fabuły sztuki Tramwaj zwany Pożądaniem, bo nie każdy musi znać dzieło Tennnessee Williamsa. Akcja rozgrywa się w gorącym Nowym Orleanie gdzie przyjeżdża Blanche DuBois (Gillian Anderson), by odwiedzić siostrę Stellę (Vanessa Kirby). Podczas pobytu popada w konflikt z jej mężem Stanleyem Kowalskim (Ben Foster). Duszna atmosfera zaczyna narastać  z każdą minutą.

Chyba najbardziej znaną adaptacją sztuki  Tennessee Williamsa jest film z Marlonem Brando i Vivien Leigh z którego nic nie pamiętam, więc nie mogę porównać, która wersja bardziej przypadła mi do gustu. Muszę też przyznać że jestem laikiem teatralnym. Choć też lubię dobry teatr obejrzeć czasami –  kiedyś jak jeszcze oglądałem TVP to oglądałem dość często spektakle telewizyjne i widziałem sporo fajnych sztuk.

Pomimo faktu, że to dramat i to przez duże D, to zaskoczyło mnie w kilku momentach, że są zabawne sceny. Co do aktorstwa to dobra była Vanessa Kirby jako Stella. Bardzo fajnie wypadł Ben Foster jako Stanley Kowalski, ale nie porównam z rolą Brando, bo to gigant aktorstwa. Ale to co wyprawia tutaj Gillian to przyznaje, że zaskoczyła mnie aż tak dobrą grą. Choć to też taka rola, że każda dobra aktorka będzie lśnić swoim talentem.

tumblr_nckyb2adsi1qfbx7go2_500

Ale przyznam, że przez ponad godzinę irytowała mnie tym swoim nauczonym  na potrzeby  sztuki amerykańskim akcentem rodem z Missisipi (po samym głosie bym jej nie poznał), zwłaszcza jak się rozgadała, a mówi bardzo dużo i szybko, choć w końcu się przyzwyczaiłem. Ale to co wyprawia w drugiej części sztuki, gdy poznajemy bliżej historie jej  postaci z przeszłości i gdy coraz bardziej widać, że za chwile się rozsypie psychicznie, to daje prawdziwy popis.

Blanche to bardzo wymagającą i wymęczającą fizycznie rola wokół której toczy się cała sztuka. Reszta jest tylko dodatkiem do obserwowania Blanche i trzeba powiedzieć, że oglądając to co się dzieje z Blanche czułem się miejscami nieswojo. Choć wiadomo że to tylko gra aktorska. W ogóle oglądając sztuki teatralne bardziej docenia się aktorów i całą ekipę jak reżyserów, charakteryzatorów, bo spektakle wystawiane są codziennie przez kilka m-cy, więc aktorzy pewnie po kilku miesiącach grania codziennie tego samego mają dosyć (a trzeba zaznaczyć, że Anderson do najmłodszych aktorek już nie należy).

ikal-asnd-part2-avi_snapshot_01-38-20_2016-09-09_10-55-17

Wracając do roli Anderson to pod koniec spektaklu można zauważyć jak ma poranione ręce i nogi. Nie wiem jakim cudem udało się jej też to że mimo faktu, iż gra bardzo wkurzającą postać, nie tylko ze względu na irytujący akcent, którą ciężko polubić, ale jakimś cudem  chce się oglądać dalej Anderson w  tej roli. A Blanche praktycznie buzi nie zamyka, non stop nawija i nie daje dojść do słowa.

Zagadała by na śmierć  oraz narzeka, do wszystkich ma pretensje, lubi sobie też wypić, poflirtować, kłamać, wymyślać niestworzone historie. Ale czym dłużej spektakl trwał, to zaczynałem jej postać nie tylko rozumieć czemu jest taka jaka jest, co też tak po ludzku Blanche współczuć. Bardzo tragiczną zagrała rolę i można powiedzieć, że znowu (mogłaby czasami w jakiejś komedii się pojawić).

Czym dłużej się ogląda spektakl to zapomina się o aktorce, tylko widzi się postać jaką gra i serce się kraja widząc, to jaką nieszczęśliwą kobietą jest Blanche, aż przykro patrzeć na jej chorobę. Na szczęście nie przeszarżowała roli też co istotne jest. A dzięki zbliżeniom na twarze aktorów oglądało się czasami jak film a nie teatr, bo grała dużo mimiką twarzy. Można było dostrzec dzięki zbliżeniom kamery na twarze aktorów elementy w grze aktorskiej, które widownia obecna na sztuce mogła przegapić.

images2

Zaskoczyła mnie tym, iż grała zupełnie inaczej jak w serialach/filmach, bardziej teatralnie właśnie (co innego Ben Foster, który gra tak jak  w filmach). Nie stosowała swoich aktorskich sztuczek jakie ma zwyczaj w serialach i filmach stosować.  Chodzi mi o to, że gdy miała być dramatyczna scena, to zwłaszcza jak widziało się ją w tylu rolach można się domyślić jakie zastosuje triki,  jak zagra załamanie, depresje, wkurzenie, a tutaj gra zupełnie inaczej różne stany emocjonalne. W ogóle nie przypomina żadnej swojej roli, a spodziewałem się, że zobaczę Anderson z jej manierą grania.

tumblr_o6heoj79s61ra2p3go2_540

Podobało mi się też jak po sztuce żegnała się ekipa cała z widownią. Zwróćcie uwagę jak Anderson na scenie gdy gra różni się od Anderson gdy wychodzi z roli, zupełnie inny człowiek. Poza jej rolą i Fostera podobały mi się też piosenki jakie wykorzystano w sztuce oraz muzyka, która bardzo mi się kojarzyła z muzyką Badalamentiego jaką tworzy do filmów Lyncha, taka duszno erotyczna.

Podobał mi się też taki ciekawy pomysł, że jak zaczęła pić Blanche to scena zaczęła się obracać. Nie znam się na tyle by coś więcej powiedzieć o technicznych aspektach sztuki, ale jeśli macie możliwość to obejrzyjcie, bo to ciekawe doświadczenie zobaczyć aktorkę, która kojarzy się z seriali/filmów w czymś czego raczej fani nie mają okazji obejrzeć (zwłaszcza jak nie mieszkają w Anglii).

Za samą sztukę bym postawił 7/10 czyli dobra robota, ale Gillian Anderson dała taki  popis aktorstwa (słusznie sama aktorka uważa tą rolę za swoje opus magnum), że dodam do oceny jeden punkcik więcej i postawię 8/10.

ikal-asnd-part2-avi_snapshot_01-48-18_2016-09-09_11-12-54

A Streetcar Named Desire – National Theatre Live

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.