Obejrzałem w październiku…

9/10

Wołyń (2016) – powrót do formy Smarzowskiego po słabym Pod Mocnym Aniołem. Więcej w recenzji.

8/10

Don’t Breathe   (2016) – dwójka chłopaków i dziewczyną włamują się w celu kradzieży do domu niewidomego weterana wojennego co okazuje się być ogromnym błędem. Znakomity thriller nakręcony w stylistyce horroru przez reżysera znanego z remaku Evil Dead. Pokazał tym autorskim filmem, że świetnie odnajduje się w klimatach horroru/thrillera też bez używania wiader krwi. Fabuła niby specjalnie nie zaskakuje (choć w paru momentach zaskoczył mnie rozwój wydarzeń), w sumie nie jest to nic nowego w gatunku, ale film mocno trzyma w napięciu i świetnie nakręcony od strony technicznej jak np. zdjęcia, muzyka i montaż. Co prawda nie do końca rozumiem niektórych zachowań złodziei  czy zbyt łatwo niewidomemu idzie polowanie miejscami, ale i tak ogląda się z zapartym tchem. Choć i tak najważniejszy jest Stephen Lang w roli ślepca, którego odkrył James Cameron powierzając mu rolę w Avatar, ale później jakoś tak zniknął (jedynie z serialu Salem go kojarzę).

dont-breathe

The Infiltrator (2016) – kolejna dobra rola Cranstona w znakomitym filmie opartym na faktach o agencie federalnym, który w latach 80 rozpracowywał powiązania kolumbijskiego kartelu z bankami. Więcej w recenzji.

Hunt for the Wilderpeople (2016) – świetna nowozelandzka komedia Taika Waititi, znanego min. z jednej z lepszych komedii o wampirach What We Do in the Shadows o chłopaku, który razem ze swoim nowym opiekunem ukrywa się w buszu przed opieką społeczną. Dzieciak oraz Sam Neill tworzą świetny duet, poza tym krajobraz Nowej Zelandii plus humor typowy dla produkcji z Nowej Zelandii. Jedna z bardziej oryginalnych i ciekawszych komedii jakie widziałem ostatnio.

The Waling/Goksung (2016) – Koreański reżyser znany z thrillera “Chaser” tym razem nakręcił 2,5 godzinny thriller wymieszany z horrorem. Ale nie jest to film w stylu azjatyckich horrorów takich jak np. “Ring” czy “Klątwy Ju On” tylko jeśli miałbym do czegoś porównywać klimatycznie to przypominający bardziej “Harry Angel” z Mickey Rourke i De Niro. Więcej w recenzji.

7/10

Podróże Pana Kleksa (1986) – o wiele lepsza część przygód Pana Kleksa od Akademii z genialnym Fronczewskim. Podobnie jak w części 1 świetna muzyka i piosenki, ale tym razem fabuła jest ciekawsza. Dodatkowo można podziwiać na ekranie wielu dobrych i charakterystycznych aktorów jak np. Bończak (ten to się urodził by grać szuje), Henryk  Bista i wielu, wielu innych plus kilka gościnnych występów. Dla mnie filmy o Kleksie to trochę też taki polski odpowiednik Doktora Who.

1-f-2091-40-800x800

Pan Kleks w Kosmosie (1988) – równie dobre jak Podróże, w sumie nie wiem czemu za najsłabszy epizod uważany  jest, a to takie trochę Star Wars połączone z Dr Who. Fajna znowu obsada i ciekawe że pamiętam tekst każdej piosenki z każdego filmu. W pierwszym to były teksty Brzechwy ale w drugim i trzecim większość piosenek napisał reżyser Krzysztof Gradowski i mają świetną muzykę. Każda może robić za teledysk jak choćby piosenka Dyscyplina z Emilianem Kamińskim, który wygląda jak Alan Rickman. Problemem tej części jest to, że Kleks to postać epizodyczna – nie wiem czy pojawia się z 40 minut na cały film i na dodatek prawie nic nie robi, bardziej obserwuje wydarzenia. W poprzednich filmach też tak było, ale nie na taką skalę jak w tej części, nie był tak biernym bohaterem wcześniej.

Maryland (2015)-  świetny Schoenaerts  w roli ochroniarza, który czuję miętę do żony polityka granej przez Diane Kruger. Świetne połączenie dramatu z thrillerem – co za napięcie a jako bonus muzyka Gesaffelstein.

El desconocido (2015) – dyrektor banku w czasie podwożenia dzieci do szkoły odbiera telefon od anonimowego rozmówcy stając się ofiarą szantażu. Jeśli nie spełni żądań szantażysta zdetonuje ładunek wybuchowy, który zainstalował w samochodzie. Trzymający w napięciu hiszpański thriller – obejrzeć nim amerykanie zrobią kopię.

Ode to My Father (2014) – historia koreańskiej rodziny od Wojny Koreańskiej do czasów współczesnych. Prawdziwa epopeja. Co prawda miejscami film widać że inspirowany Forrestem Gumpem, ale to zupełnie inne filmy. Dodatkowy bonus, zwłaszcza dla fanów serialu Lost-Zagubieni, gdyż w jednej z głównych ról Yunjin-Kim czyli  Sun (tak na marginesie dziewczyna w ogóle się nie starzeje).

Swiss Army Men (2016) – najoryginalniejszy film jaki widziałem w ostatnim czasie że świetnymi rolami Paula Dano i Harry Potter, ale też to taki film który nie każdemu przypadnie do gustu. Historia chłopaka który zaprzyjaźnia się z trupem. Jednych zachwyci a inni po pierwszych minutach wyłączą. Na więcej szczegółów  zapraszam do recenzji.

The Conjuring 2 (2016) – dobra kontynuacja Obecności (choć część 1 była lepsza) z duetem Farmiga i Wilson w roli małżeństwa, które zajmuje się wypędzaniem demonów z domu. Niby nic oryginalnego, typowy horror, ale nie wiem jak to Wan robi, że jego filmy się ogląda i tak dobrze mimo opierania się na schematach. Fajny angielski klimat, a przede wszystkim główni bohaterowie, którzy są po prostu kapitalni. Zwłaszcza Wilson, który nie dość że pomaga rodzinie, którą nawiedza demon to jeszcze tak przy okazji pomaga w domowych pracach, np. naprawi rury oraz zaśpiewa jak trzeba dzieciom Elvisa Presleya – gość ideał po prostu:-)

The Himalayas (2015) – kolejna dobra produkcja z Korei, tym razem azjatycka wersja filmów górskich w stylu K-2.

Central Intelligence (2016) – dobra komedia, trochę  w stylu buddy movie jak np. 48 godzin, ale to jak fajnie się ogląda film jest zasługą głównie Rocka, bo jego partner Kevin Hart gra bardzo irytującą postać. Próbuje być Eddie Murphy albo Chrisem Rockiem, czyli robi wiele hałasu wokół siebie, ale w ogóle nie bawi tylko niesamowicie wkurza.

The Siege of Jadotville (2016)- sprawnie nakręcone kino wojenne od Netflixa. Do Kongo ONZ wysyła oddział irlandzkich żołnierzy by zapewnili bezpieczeństwo mieszkańcom. Problem że nikt ich nie chce, a zwłaszcza najemnicy odwalający robotę dla lokalnych władzy Konga, którzy napadają oddział Irlandczyków stacjonujących w bazie w Jadotville. Ciekawa produkcja oparta na faktach z dobrą rolą Jamie Dornana. Wygląda że rola mordercy w Fall to nie przypadek i potrafi zagrać inne role, choć większość zaszufladkowała go jako Greya.

Train to Busan (2016) – typowy film o zombiakach, tylko że o trupach żywych, które poruszają się szybko jak w 28 dni później Boyle’a czyli na mocnym speedzie, ale mimo tego że w tym gatunku chyba już nic nowego i ciekawego nie da się wymyślić to ogląda się dobrze. Ale za to miejsce akcji Koreańczycy wybrali świetne, bo cała akcja filmu toczy się w pędzącym pociągu.

6/10

Akademia Pana Kleksa (1984) – genialny Fronczewski, świetna muzyka i piosenki (a raczej wiersze Jana Brzechwy w formie śpiewanej), ale ogólnie średnia produkcja. A chłopak grający Adasia to takie drewno jakiego dawno nie widziałem.

5/10

Ghostbusters (2016) – nie taki zły film na jaki zapowiadał się po trailerze, ale też nie dobry. Po prostu średniak i nic więcej.

Tryumf Pana Kleksa (2001) – ostatnia część przygód Pana Kleksa i tym razem wrócono do inspiracji książkami. Nie mam nic przeciwko animacji (zwłaszcza że przypomina trochę takie animacje jak Jacek i Placek czy Baltazara Gąbkę), ale to już nie to samo. Nawet piosenki  autorstwa reżysera nie są już tak fajne jak w poprzednich filmach.

Blood Father (2016) -jeśli warto obejrzeć to tylko dla Gibsona, bo pokazał, że aktorsko to wciąż klasa sama w sobie. Wymiata mimo 60 wiosen na karku, a najlepsze że wciąż widać w jego oczach to szaleństwo, facet w ogóle nie zdziadział. Zabawne w sumie, iż jest w tym filmie bardziej szalony niż był jako Szalony Max  w filmach Millera i Martin Riggs w Zabójczej broni kilkadziesiąt lat temu. Charyzmą powala, energia Gibsona rozpiera bardzo. Sprytny sposób na odbudowanie kariery, bo w sumie gra siebie samego czyli alkoholika i rasistę. Gdyby nie Mel to dałbym ocenę jeszcze niższą. Nie jest to nawet film sensacyjny klasy B, choć niby fabuła na to wskazuje, bo akcji praktycznie nie ma. Są tylko gadki  miedzy bohaterami i mogłoby tak być, gdyby nie fakt, że jest strasznie nudno.

blood-father3

W końcówce jest jedna z dwóch scen akcji na cały film, skądinąd świetna, i tyle. BF też idealnie pokazuje jaka jest różnica między dobrym aktorstwem a słabym jak porówna się świetną grę aktorską nie tylko Mela ale reszty dziadków (np. też William H. Macy) z tym co pokazuje młodsze pokolenie na czele z filmową córką Gibsona, to jak próbuje młodzież grać i zupełnie młodemu pokoleniu nie wychodzi – po prostu aż szkoda patrzeć jak młodzież się męczy grą. Choć dziwne że BF tak słabym filmem jest, bo reżyserem jest Richet co nakręcił udany remake “Ataku na posterunek 13” oraz “Wroga publicznego numer jeden”.

Widziałem jeszcze cykl Blake Edwardsa Różowa Pantera. Opinie o każdym filmie można znaleźć tutaj.

Advertisements
Obejrzałem w październiku…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s