Obejrzałem w grudniu…

                                                                           8/10

At the End of the Tunnel/Al Final del Tunnel (2016) – inżynier komputerowy poruszający się na wózku inwalidzkim wynajmuje pokój w swoim mieszkaniu Bercie i jej córce. Pracując w piwnicy słyszy głosy za ścianą. Znakomity thriller hiszpański z kilkoma twistami.

Kubo and the Two Strings (2016) – studio Laika to chyba jedyne obok Aardman Animations (m.in. Wallace & Gromit) promujące w swoich filmach animację poklatkową co u mnie ma zawsze szacunek ogromny. Po “Koralinie”, “ParaNorman”i “Pudłakach” kolejna znakomita robota nie tylko pod względem technicznym (polecam obejrzeć materiał jak kręcono film, ile to syzyfowej pracy z ręcznie przyszykowanymi kukiełkami), bo i scenariuszowo to jeden z lepszych filmów studia. Nie jest to animacja z podwójnymi żartami czyli dla najmłodszych oraz humor, który zrozumieją dorośli i nie jest to film skierowany tylko dla dzieci. Studio Laika ma swoją strategię gdyż filmy Laiki  łączą dzieci i rodziców w czasie seansu. Kubo to baśń idealna dla oglądania z całą rodziną i jedna z bardziej dojrzałych animacji dla całej rodziny jakie widziałem w ostatnich latach. Plus dubbing zachęca gdyż świetną robotę odwalili głosów użyczając Theron, Fiennes, Hiroyuki-Tagawa i Matthew McConaughey.

kubo-and-the-two-strings-image

Anthropoid (2016) –  znakomity film czesko – angielsko – francuski z Cillianem Murphy, Jamie Dornanem i Marcinem Dorocińskim o ruchu oporu w Czechosłowacji, który zleca zabójstwo Rzeźnika Pragi w czasie II wojny światowej.  Więcej w recenzji.

No Man’s Land (2013) – zwariowany fajny film. Od razu zaznaczam mimo tego, że to produkcja z Chin,  że nie jest hermetyczna jak w większości z tego kraju – skierowana też dla widza z poza Azji. Chociaż jakbym miał zaklasyfikować gatunek do jakiego filmu przynależy to byłoby ciężko, bo mamy tu kilka gatunków w jednym. Czasami film przypomina postapo w stylu Mad Maxa, w innym momencie sensację, a w innym komedię pomyłek (choć z bardzo czarnym humorem), a za chwilę ogląda się jak western, choć akcja toczy się współcześnie. Ogólnie historia opowiada o prawniku, który po wybronieniu kłusownika wracając do domu pakuje się w coraz większe problemy, które zaczynają się od nękania przez kierowców ciężarówki z sianem i jest to dopiero początek jego przygód. Znakomita rozrywka.

Goldstone (2016) – uwielbiam australijskie klimaty i nieważne jaki to film czy postapo w stylu Mad Maxa czy klasyka z Hauerem z lat 90-ych, czy film Petera Weira, czy horror o szalonym Krokodylu Dundee jak Wolf Creek, może być nawet film o zabójczej wielkiej świni czyli Razorback. Wystarczy KLIMAT filmów z Australii i jestem kupiony, nawet ślimaczo tocząca się akcja nie przeszkadza mi. Tym razem miałem przyjemność obejrzeć kolejny thriller Ivana Sena (człowiek orkiestra, bo montaż, reżyseria, scenariusz i muzyka – rewelacyjna tak na marginesie) o gliniarzu Jay Swan prowadzącym śledztwo w sprawie zaginionych dziewczyn. Jest to kontynuacja Mystery Road, ale tak skonstruowana, że można oglądać bez znajomości filmu z 2013 roku.

Hell or High Water (2016) – nie ma się do czego przyczepić poczynając od scenariusza Taylora Sheridana, który wcześniej napisał skrypt do “Sicario” oraz reżyserii MacKenzie a kończąc na dobrych rolach kolesia Lebowskiego, Chrisa Pine (największe zaskoczenie), Bena Fostera i Gila Birminghama. Poza tym pierwszorzędna muzyka Nicka Cave’a i zdjęcia piękne oraz klimat trochę jak z westernu, kina drogi i filmu “To nie jest kraj dla starych ludzi”.

hell-or-high-water

                                                                          7/10

Deepwater Horizon (2016) – dobre kino katastroficzne ze wszystkimi wadami i zaletami gatunku, bardziej w stylu filmów katastroficznych z lat 70 niż filmów Rolanda Emmericha co na plus. Historia oparta na faktach o jednej z największych katastrof w USA na platformie wiertniczej z Markiem Wahlbergiem, Malkovichem i wąsatym Kurtem Russellem (wszyscy dają radę, ale najlepszy jest Kurt). Może nie dorównuje w kwestii pokazywania ognia takiemu filmowi z Russellem jak Ognisty podmuch i James Cameron pewnie by lepszy film nakręcił, ale Berg trzeba mu oddać, że dał radę stworzyć dobre kino katastroficzne.

The Girl on the Train (2016) – Rachel jeżdżąc do pracy pociągiem obserwuje przydrożne domy. Znika kobieta z jednego z domów i Rachel jest jednym ze świadków, ale problemem jest to, że Rachel jest alkoholiczką. Nie taki zły thriller głównie dzięki świetnej Emily Blunt w tytułowej roli. Poza nią sporo tutaj innych dobrych aktorów jak Rebecca Ferguson, Justin Theroux, Luke Evans i Edgar Ramirez.

Lord of Illusions (1995) – Władca Iluzji opowiada historię gliniarza (Scott Bakula), którego o pomoc w ochronie męża co para się magią prosi Famke Janssen. Może nie tak dobry jak bardziej znane filmy Barkera (np. Wysłannik Piekieł), ale trzeba przyznać że dla fanów Barkera seans obowiązkowy. Porządny film, który ciężko nazwać do końca horrorem, bardziej to takie mroczne fantasy w stylu Nightbreed czy Czarnoksiężnika z Julianem Sandsem połączone z horrorem. Miłe zaskoczenie.

Eliminators (2016) – lubię Scotta Adkinsa, obok Stathama to najlepszy aktor od mordobić obecnie. Wszedł gładko kilka lat temu w miejsce m.in. JCVD i jak to z tego typu aktorami głównie pojawia się w filmach klasy B lub gorzej. ale w tym przypadku trzeba przyznać, że całkiem dobra sensacja z pretekstową fabułą gdzie może pokazać swoje znakomite umiejętności. Miłe zaskoczenie jak na sensacje klasy B.

Bridget Jones Baby (2016) – powrót Bridget Jones po kilkudziesięciu latach na który pewnie nawet fani za bardzo nie czekali udał się zaskakująco dobrze co wydaje mi się jest zasługą scenariusza współtworzonego przez Emmę Thompson, która też jest dobrą scenarzystką. Zresztą ma w filmie świetny epizod. Największym zaskoczeniem dla mnie jest charakteryzacja Zellweger. Nie mam pojęcia jak upodobnili ją do dawnej siebie gdyż obecnie zupełnie siebie nie przypomina. Świetnie się spisuje w głównej roli i najważniejsze, że nie odrzucało mnie, nie wybijało mnie z oglądania jak na trailerze filmu gdy pojawiała się Bridget. Nie gra już tak głupiutkiej Jones jak w poprzednich częściach, trochę dojrzała. Firth oczywiście pierwsza klasa, ale zaskoczyła mnie rola Dempseya gdyż spodziewałem się że będzie robił za tego złego w filmie, a okazuje się że nie. Aktor znany z Chirurgów gra faceta, który robi wszystko by zdobyć serce Bridget i czasami popełnia błędy, ale gra normalnego gościa, któremu można kibicować tak samo jak Firthowi. Dobra rozrywka.

bridget_jones_baby_trailer_screengrab_h_2016

A Tale of Love and Darkness (2015) – miłe zaskoczenie ze strony Natalie Portman gdyż nie tylko jedna z lepszych jej ról, ale też udany debiut w roli scenarzystki i reżyserki. Film opowiada o dzieciństwie pisarza Amosa Oza i jego rodzicach. Piękny, nastrojowy seans.

The Magnificent Seven (2016) – remake westernu klasyka i miłe zaskoczenie, bo dobry film. Jedyne co mogą niektórzy filmowi zarzucić albo też uznać za zaletę, iż jest to bardzo zachowawczy i grzeczny remake. Nikt nie nie miał zamiaru pobawić się schematami gatunku, więc mamy do czynienia nie z antywesternem, ale klasyczny western jak z lat 50 i 60. Jedyne ślady unowocześnienia to fakt, że w rolach głównych mamy  Afroamerykanina, Meksykanina, Indianina, Koreańczyka oraz dopisano do bohaterów waleczną kobietę, która stawia się silniejszym i potrafi chwycić za strzelbę, ale poza tym to western w klasycznym rozumieniu tego słowa. Każdy gra z czego znani są na czele z Washingtonem, który za wiele nie musi się starać bo wystarczy jego charyzma, ale mnie akurat najbardziej podobał się Vincent D’Onofrio (ostatnio znany z roli Kingpina w serialu Daredevil), jeden z najbardziej niedocenianych aktorów. Świetna jest muzyka świętej pamięci Jamesa Hornera (ostatni soundtrack jaki stworzył). Dużo filmowi dobrego daje akcja finałowa i głównie dzięki tym elementom, uważam seans za udany bo bez nich to byłoby przyzwoicie.

Mr. Church (2016) – świetna rola dawno niewidzianego Eddie Murphy’ego jako tajemniczego pana Churcha opiekującego się Marie i Charlotte. Jeśli jesteście przyzwyczajeni do szarżującego Murphy’ego to przypomni Wam aktor, że w poważniejszym repertuarze się też sprawdza idealnie. Na dodatek nie starzeje się co zabawnie wygląda w scenach gdy postarzyli aktora a Murphy nie wygląda na swój wiek.

mr-church

The Blackcoats Daughter (2015) – dobry dreszczowiec Oza Perkinsa (syn Anthony Perkinsa) z elementami horroru, niesamowitą muzyką, świetną reżyserią i dobrymi rolami Kiernan Shipki i Emmy Roberts (miłe zaskoczenie ze strony córki Erica Robertsa – kilka kolejnych dobrych ról i zacznę lubić ją).

BFG (2016) – historia przyjaźni rezolutnej dziewczynki z Bardzo Fajnym Gigantem czyli typowy Spielberg dla najmłodszych. W sumie nie wiem czemu wielu narzeka na film skoro to dobry film, a ostatnim dobrym filmem były Przygody Tintina. Coś w tym jest, że Spielberg w wydaniu dla starszych widzów ostatnio jest poniżej oczekiwań jak np. War Horses, Miasto szpiegów czy Lincoln, ostatnie dobre filmy dla starszych widzów to Monachium i Wojna światów, ale filmy dla dzieci mu wychodzą. Pod względem technicznym pierwszorzędna robota na czele z przesympatycznym olbrzymem. Trzeba przyznać że powoli efekty specjalnie dochodzą do perfekcji, bo jak wcześniej był problem z oczami to teraz wydają się być jak prawdziwe, nie ma efektu sztuczności jak jeszcze kilka lat temu. Świetna gra dziewczynki i Marka Rylance’a.

bfg-spielberg-01

Miss Peregrines Home For Peculiar Children (2016) – Tim Burton się powtarza i już nie w takiej formie jak kiedyś, ale tym razem nakręcił dobry film, choć jeśli miałbym polecać to fanom twórczości Burtona. Widocznie nie musi być w obsadzie jego była żona czy Depp ani muzyka Elfmana by stworzył fajny film. Ale jeśli ktoś chce obejrzeć dla Green to może się zawieść, bo nie gra wcale pierwszych skrzypiec. Ogólnie film można określić mianem X-Men tylko w wersji burtonowskiej i nawet główny zły jest pretekstowy jak w adaptacjach komiksów czyli Samuel Jackson, który widać że miał niezłą zabawę grając w tym filmie.

Blue Jay (2016) – film trochę w stylu produkcji Linklatera czyli dwójka aktorów i same dialogi. Kolejny dowód na to by nakręcić dobry film nie trzeba dużego budżetu wcale. Ciekawa niszowa produkcja od Netflixa o Amandzie i Jimie granych świetnie trzeba zaznaczyć przez ulubioną aktorkę Ryana Murphy (American Crime Story i American Horror Story) czyli Sarah Paulson i równie dobrego Marka Duplassa, którzy w wieku młodzieńczym byli parą, ale w wyniku różnych sytuacji zerwali całkowicie kontakt. Wpadają na siebie po kilkudziesięciu latach, widać że miłość między nimi wciąż trwa i wspominają przeszłość.

Sunset Song (2015) – opowieść o dziewczynie mieszkającej na wsi na początku XX wieku w Szkocji gdzie nie ma łatwego życia. Fabuła może nie jest jakaś specjalnie porywająca, ale jak ten film pięknie wygląda. Obok serialu Outlander to chyba najpiękniej pokazana Szkocja jaką widziałem kiedykolwiek, normalnie można się zakochać w krajobrazach. Film Terrence Daviesa, który jest specjalistą od przenoszenia na ekran dramatów i czym bliżej końca to byłem coraz bardziej zachwycony reżyserią, zdjęciami, muzyką, dobrym aktorstwem, ale ostatnie pół godziny popsuło film  gdyż fabuła, która była prowadzona wolnym tempem zaczęła przeskakiwać nagle szybko od jednego ważnego wydarzenia do drugiego, pojawiają się postacie których nie znamy, tak jakby materiału nagle sporo wyciął scenarzysta/reżyser przez co emocje w końcówce spadły.

                                                                            6/10

The Purge: Anarchy  (2014) – nie taka zła część druga Nocy oczyszczenia, a Frank Grillo to idealny Punisher. Jest już kilku dobrych aktorów w tej roli, np.  Bernthal w Daredevil, ale Grillo byłby z pewnością równie dobry.

The Purge: Election Year (2016) – identyczne odczucia jak w przypadku części drugiej.

I Am Not A Serial Killer (2015) – 16-latek  interesuje się historiami znanych morderców. Tym czasem w miejscowości rodzinnej dochodzi do serii morderstw i postanawia wytropić zabójcę, w którego wciela się Christopher Lloyd czyli profesorek z “Powrotu do przyszłości” (to żaden spoiler bo o tym wiadomo praktycznie od początku). Nie do końca udany thriller, choć akurat to nie wina twistu jaki następuje w połowie filmu.

Spectrel (2016) – SF klasy B od Netflixa, ale całkiem fajnie się ogląda mimo tego że sporo pomysłów jest wziętych z filmów Camerona jak np. Aliens. Uświadomił mi ten film jak bardzo brakuje mi Jamesa Camerona w kinie.

1944 (2015) – przyzwoity dramat wojenny o żołnierzach z Estonii wcielanych do armii niemieckiej i radzieckiej.

Morgan (2016) – całkiem udany debiut reżyserski syna Ridleya Scotta z fajnymi charakterystycznymi aktorami na drugim planie oraz dobrymi rolami Kate Mara  i Anyą Taylor-Joy znaną z Witch (choć akurat w Witch miała o wiele więcej do grania).

Snowden (2016) – idealna tematyka dla Stone’a, ale reżyser w słabszej formie, stracił swój pazur. Choć to i tak to wciąż film na poziomie do którego wielu reżyserów nie doskoczy, ale jeśli warto obejrzeć to dla Josepha Gordona-Levitta w roli tytułowej.

The Handmaiden (2016) – jak lubię koreańskie filmy to “Służąca” mnie rozczarowała. Oczywiście film jest wizualną ucztą, dobrze zagrany, historia ciekawa i nie dziwię się że zbiera zewsząd pochwały, ale trochę się wynudziłem.

Up for Love (2016) – Virginie Efira w roli prawniczki, która poznaje Alexandra tylko że jest jeden mały problem – facet mierzy 130 cm. A w roli niskiego faceta obsadzono Jeana Dujardina, jedną z chyba największych gwiazd Francji współczesnego kina i świetnie się sprawdza w roli małego przystojniaka. Świetnie też go pomniejszyli, w ogóle nie widać ingerencji efektów specjalnych, ale film nie do końca wykorzystuje potencjał.

dujardin

The Red Captain (2016) – koprodukcja czesko słowacko polska z Maciejem Stuhrem w roli detektywa w Czechosłowacji, który bada sprawę zwłok znalezionych na cmentarzu z licznymi śladami tortur. Akcja toczy się w roku 1992 czyli po upadku komunizmu gdy pozostało wiele nierozwiązanych spraw kryminalnych. Transformacja, byli ubecy, mętne interesy i uczciwy gliniarz – chyba nie tylko mnie kojarzy się ta historia z “Psami” Pasikowskiego. No i trzeba przyznać że film Pasikowskiego jest o wiele lepszy od tej koprodukcji, klasyk naszego kina wciąż jest dobrym filmem. Na dodatek zabawnie się ogląda Stuhra dubbingującego samego siebie gdyż w oryginalnej wersji był dubbingowany przez słowackiego aktora, ale wolę słuchać Stuhra mówiącego swoim głosem nawet jak drętwo brzmi. Ale pod względem technicznym czyli sceny akcji, zdjęcia, montaż to dobra robota i ogląda się bez bólu. Więc to mógł być dobry film a jest tylko przyzwoity.

Sully (2016) – chyba nie ma już co liczyć na to by Eastwood kręcił wciąż filmy tak dobre jak np. “Unforgiven” a przynajmniej “Gran Torino”. Tym razem wyreżyserował historię o bohaterskim pilocie samolotu co wylądował na rzece w Nowym Jorku. Ogląda się nieźle dzięki Tomowi Hanksowi, który za bardzo co prawda nie ma co grać, ale wystarczy że jest sobą tylko że film ogląda się jak produkcję telewizyjną niskobudżetową. Zresztą nawet materiału za bardzo nie starczyło na 90 minut gdyby nie pokazano katastrofy dwa razy.

                                                                                 5/10

The Accountant (2016) – księgowy Christian Wolff grany przez Bena Afflecka uwielbia anomalie, np. podejrzane przelewy w księgach rachunkowych oraz świadczy usługi najgroźniejszym zakapiorom. Choć sposobem bycia przypomina bohatera granego przez Hoffmana w “Rain Man”, ale może pochwalić się sylwetką jak Batman w filmie Snydera oraz zestawem umiejętności godnym najlepszych agentów. A te zdolności zawdzięcza autyzmowi, który skłonił ojca do tego by nie był w życiu pomiatanym i wysłał go na ostry kurs samoobrony dzięki czemu został Bournem, Bondem i Bauerem w jednym. Już opis fabuły pokazuje jak jest idiotyczna, ale jakimś cudem ogląda się ok. No i ciekawy pomysł by Bena, który ma ograniczone zdolności aktorskie obsadzić w roli geniusza z autyzmem czyli bohatera co ma problemy z okazywaniem uczuć, ale nie wiedziałem że mając autyzm można zostać zabójcą idealnym i księgowym.

Ben Hur (2016) – mało co pamiętam z poprzednich wersji, ale wyścig rydwanów do dziś kojarzę z klasyka z Hestonem i nie umywa się ten z najnowszej wersji do tej sceny z filmu z 1959 roku. Widać różnicę na korzyść starej wersji bez efektów specjalnych, poza tym w filmie rosyjskiego reżysera scena wyścigu rydwanów wygląda jak wyścig Formuły 1, bo mamy nie tylko sanitariuszy, ale nawet “tablice” wyświetlającą ile okrążeń zostało do końca. Choć to nie jest film zły tylko średni, ale szkoda Jacka Hustona (z tych Hustonów, znany głównie z roli Richarda Harrowa w serialu “Boardwalk Empire”) na takie nijakie filmy, a do reżysera Timura Bekmambetova chyba nigdy się nie przekonam. No i jeszcze Morgan Freeman z dredami, który niech dalej gra w takich filmach i skończy jak Nicholas Cage.

Inferno (2016) – nigdy nie przepadałem za adaptacjami powieści Dona Browna, mimo że powinienem bo lubię spiskową tematykę. Pewnie dlatego że to słabe powieści i słabe filmy. No i jak lubię Hanksa to uważam że jako profesor Langdon się zwyczajnie marnuje i tak samo jest w przypadku części 3, która nie jest gorsza ani lepsza od poprzednich filmów.

                                                                                4/10

The Whole Truth (2016) – adwokat broni chłopaka oskarżonego o zabójstwo ojca, który terroryzował żonę. Uwielbiam dramaty sądowe plus fajna obsada jak Kijanka, Bridget Jones, Gugu Mbatha-Raw i dawno nie widziany James Belushi, ale nuda przeokropna.

snap3

Advertisements
Obejrzałem w grudniu…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s