Sherlock – seria 4

sherlock-41-blog-1483295593598_1280w

Zaznaczam że będą spoilery co do serialu Sherlock.

The Six Thatchers – spodziewałem się dziadostwa na miarę odcinka specjalnego Sherlocka zeszłorocznego i najnowszego świątecznego epizodu Doktora Who napisanych przez Moffata, a dostałem całkiem dobrą rozrywkę. Może nie powinienem być zaskoczony bo scenariusz Gatissa, ale Gatiss też ma sinusoidę poziomu – raz mu się trafi dobry odcinek a innym razem kiepski w Sherlocku (jak i w Doktorze Who). Przede wszystkim podobała mi się pierwsza połowa do sceny retrospekcji żony Watsona, pierwsze 45 minut. Przypominała mi ta część odcinka to co najlepsze w serialu a później było różnie, ale też nie jakoś specjalnie słabo, poniżej przyzwoitego poziomu nie schodził epizod.

Zaskoczył mnie Benedict, bo nie jechał na autopilocie jak ostatnio mu się zdarzało w serialu i wypadł nawet lepiej od Freemana, a to na Watsonie trzymał się serial w 3 serii i świątecznym odcinku. Może to też wina tego że Watson trochę z boku jest, choć też miał kilka fajnych scen. Największe zastrzeżenia mam do sceny zabicia żony Watsona, która nie budzi w ogóle emocji. Po postrzale wygłasza tak długi dialog jak Boromir we Władcy Pierścieni, ale różnica taka że ta scena w trylogii Jacksona budzi emocje a tutaj spływało po mnie co mówiła. Do gry Freemana nawet nie mam zastrzeżeń w tej scenie – poza jednym elementem, po co to charczenie było nim zaczął mówić? Nie zaskoczyło mnie że usunęli żonę Watsona z serialu, bo w opowiadaniach Doyle też się jej pozbył (chyba zniknęła bez żadnych wyjaśnień, nie pamiętam już za bardzo). Kolejna wada tej “dramatycznej” sceny to Watson, który powinien próbować ją ratować, w końcu to lekarz, a on tylko siedzi i słucha. Ale poza tą jedną sceną podobał mi się epizod, więc ogólnie odcinek na 7/10 czyli dobry.

toby-jones

The Lying Detective – jeden z lepszych odcinków w całym serialu, ale nie będę przyrównywał do epizodów z poprzednich, bo z powodu zbyt długich przerw nie kojarzę już za bardzo jaki za najlepszy uważam. Świetny Toby Jones w roli przeciwnika Holmesa i Watsona  (zasługuje na oklaski, bo w serialu było sporo świrów lepszych i gorszych, a ten akurat nie przeszarżowany był jak np. Moriarty). Super pomysł z niewiarygodnym narratorem. W ogóle pomysł z tym że Holmes nie nadąża za swoim umysłem oraz jak robi na złość bratu bardzo mi się podobał. Zresztą kolejny raz muszę w tym sezonie pochwalić Cumberbatcha, bo w tej serii gra dobrze, a nie jedzie na autopilocie, ma co grać. No i Freeman też dobrze wypadł. Są też ciekawe sceny z Watsonem i Mary, podobały mi się bardziej niż w 4×01 jako pożegnanie. Zwłaszcza scena jak przyznaje się do prawie romansu, bardziej emocjonalne/wzruszające pożegnanie żony Watsona było, lepiej zagrane jak wiadoma scena w 4×01.

A co do twistocliffhangera to w sumie odgadłem nim zacząłem oglądać. Podejrzewałem, że pewnie będzie coś nie tak z kolejnym bratem Holmesa i  zabawią się tym wątkiem scenarzyści. No  i miałem rację, bo strolowali fanów w końcówce co Moffat często lubi robić w swoich serialach. A trzeba przyznać że aktorka wcielająca się w siostrę Holmesów jest świetna.

Znakomita rozrywka, której mogę postawić 8/10 w typowym stylu Moffata, czyli czasami jak to przy jego scenariuszach bywa odczuwałem, zwłaszcza w pierwszej połowie chaos, ale tym razem udało się Moffatowi zapewnić rozrywkę odpowiednią. Nie pozbawioną wad i pewnie jakbym obejrzał drugi raz to sporo elementów by zgrzytało, ale jednak podobało mi się. Od strony nie tylko aktorskiej, ale i technicznej był odcinek bardzo spoko. No i warto też wspomnieć o pani Hudson, która jest największą gwiazdą odcinka 🙂

sherlock-the-final-problem-pic

The Final Problem – epizod nie taki straszny wcale jak powszechnie się mówi. Ale może dlatego go przyjąłem lepiej bo ja Sherlocka nie traktuję jak wybitny serial tylko jak zwykłą rozrywkę i nic więcej. Traktuję ten serial bardziej jak filmy niż serial czyli co kilka lat kolejne sequele. Podchodzę do tej produkcji BBC z ogromnym przymrużeniem oka od początku i cokolwiek by się działo, nawet najbardziej nierealne rzeczy to nigdy dla mnie rekina nie przeskoczy serial. Trochę  jak w Doktorze Who, gdzie wszystko może się wydarzyć i jak zasiadam to się zastanawiam jedynie ciekawe co takiego tym razem wymyślą Moffat i Gatiss i czym tym razem fanów wkurzą. Najlepiej pokazuje jak traktuje serial scena z Moriarty i helikopterem z 3 odcinka. Podobała mi się (choć to zasługa kawałka Queenu)i uwierzyłem że żyje, ale pomyślałem ciekawe jak wyjaśnią i jednocześnie, iż mi wszystko jedno jakie znajdą wyjaśnienia.

Odcinek słabszy od pierwszego, ale ma kilka fajnych scen jak choćby cała sekwencja z Molly. Oczywiście sporo głupotek i rzeczy co można się czepiać mocno, ale czy jest jakiś odcinek w którym głupot nie ma jakby się tak dokładnie fabule przyjrzeć każdego odcinka Sherlocka. Epizod na 6/10.

Podsumowując 4 sezon to jestem ogólnie mówiąc zadowolony. Zwłaszcza pochwalę za tą serię Benedicta, bo nie jedzie na autopilocie. Niestety w tej serii Freeman z boku stoi przez co za bardzo nie może pokazać swojego talentu tak jak w poprzednich sezonach i świątecznym odcinku, miał wcześniej więcej do grania (no jedynie w 4×02 miał materiał do grania). Ogólnie fajna seria jak dla mnie i nie rozumie do końca narzekania. Widocznie zbyt długie przerwy, które trwają 2-3 lata powodują u fanów wygórowane oczekiwania. Ja specjalnej różnicy między sezonami nie widzę co do poziomu. Ale też nigdy nie traktowałem serialu jako wybitnego tylko jedynie jako fajną rozrywkę, taki trochę fanfic Moffata i Gattisa w którym wcale sprawy kryminalne nie są najważniejsze tylko relacje bohaterów. Wydaje mi się że sukces zaszkodził serialowi z czasem bo z każdą kolejną serią fani mają ogromne oczekiwania plus bardzo długi nawet jak na brytyjskie seriale okres oczekiwania. Więc nie wiem coby musieli Moffat i Gatiss wymyślić by dorównać oczekiwaniom, bo i tak oczekiwaniom nie sprostają. Pierwszy odcinek dobry, drugi bdb-y, finał przyzwoity czyli całość zasługuje na 7/10.

gif2-1

Advertisements
Sherlock – seria 4