Kwiecień 2017 – filmy

Postanowiłem zmienić listę filmów jaką publikuje co miesiąc. Więc od listy filmów, które widziałem w kwietniu nie będzie już podziału takiego jak wcześniej tylko spis alfabetyczny z oceną przyporządkowaną danemu filmu.

31 (2016)

Rob Zombie to taki specyficzny scenarzysta i reżyser horrorów inspirowanych klasyką kina B jak np. “Teksańska masakra piła mechaniczną”, którego jedni widzowie cenią za chore poczucie humoru, taplanie się w makabrze i doskonałą znajomość gatunku, uwielbienie dla kiczu, a inni nienawidzą za to samo czyli zwyrodniałe poczucie humoru, taplanie się w makabrze i uwielbienie dla kiczu. Ja jestem gdzieś po środku, bo nie przepadam za debiutem “Dom 1000 trupów”.

Film sporo namieszał w kinie grozy, ale to nic nowego tylko swego rodzaju hołd dla filmów w stylu “Wzgórza mają oczy”. Obrósł debiut Zombie swego rodzaju kultem, bo przez 3 lata nie mógł znaleźć dystrybutora. Za kontynuacją “Bękarty diabła” też specjalnie nie przepadam (mimo świetnej gry Williama Forsythe’a), który mnie totalnie wynudził. Ale filmy te pokazały że jest lepszym reżyserem jak scenarzystą Rob Zombie i ma świetne ucho co do muzyki (to akurat nie jest zaskoczeniem skoro ma zespół) oraz potrafi odpowiednich i  charakterystycznych aktorów wybrać do swoich filmów. Zombie ma paru ulubieńców na czele ze swoją żoną oraz Malcolmem McDowellem.

Nakręcił też remake klasyka Carpentera “Halloween”, który to klasyk cenię, ale pewnie zabrzmi to jak bluźnierstwo, zdecydowanie wolę wersję Zombiego. A zwłaszcza cenię sobie bardzo kontynuację jaka popełnił Zombie, zwłaszcza directors cut, która całkowicie odchodzi od filmów Carpentera. “Halloween 2” według Zombie to jeden z najlepszych slasherów jakie widziałem w życiu. Film bawi się gatunkiem slashera cały czas poczynając od sceny początkowej wyraźnie inspirowanej sekwencją w szpitalu w klasycznym sequelu filmu Carpentera oraz z widzem, który wiadomo czego oczekuje po slasherach, a później daje widzom pstryczka w noc i opowiada inną historię. Na dodatek w tego typu filmach raczej widzom nie zależy na bohaterach, ale “Halloween 2” jest nakręcony z takim napięciem, dramatyzmem i intensywnością, iż człowiekowi zwyczajnie zależy by bohaterowie nie trafili na Myersa. No i z Myersa z tutaj jest prawdziwy skurwiel, tak intensywnie rozprawia się z dzieciakami, że aż przykro patrzeć (do dziś pamiętam reakcję szeryfa, który odkrył jak jego dziecko zginęło). A później nakręcił “The Lords of Salem”, najambitnejszy film w karierze inspirowany np. Dario Argento. Może nie do końca udany eksperyment, ale razem z “Halloween 2” to najlepsze filmy tego reżysera.

Niestety najnowszy “31” to powrót do początków kariery filmowej. Historia opowiada o piątce znajomych, którzy w czasie Halloween zostają porwani i biorą udział w chorej grze. Każdy film inspirowany był różnymi klasykam,i a w tym przypadku odniosłem wrażenie jakbym oglądał “Uciekiniera” ze Schwarzeneggerem tylko w wersji bardziej porąbanej i po narkotykach. Fabuła jest drugorzędna, ale to nie problem tylko problemem filmu jest to, że nie obchodził mnie w ogóle los żadnego z bohaterów, wiec nudziłem się przeokropnie. Film nie trzyma w napięciu. Oczywiście gra większość ulubionych aktorów reżysera i jak zawsze świetna muzyka, kilka świetnie wyreżyserowanych scen wyglądających jak teledysk i spora grupa prawdziwych psycholi, zwyrodnialców rodem z kina Zombiego jak np. karzeł wyglądający jak Hitler mówiący z hiszpańskim akcentem o pseudonimie SickHead. Można zarzucić że ten zły, chory i głupi na poziomie pierwszych produkcji Zombiego film to wynik zbytnio trzęsącej się kamery i też chaotycznego montażu w mocnych scenach, który był wymuszony na reżyserze by film mógł dostać kategorię R czyli tylko dla dorosłych. Widać że najbrutalniejsze sceny zostały poddane mocnej obróbce, ale wydaje mi się że nawet jak film wyjdzie w wersji nieocenzurowanej to filmowi wcale nie pomoże bo to zły film. Chociaż trzeba przyznać Zombiemu, że nawet jak ma narzucone restrykcje to i tak sceny przemocy robią wrażenie mimo cenzury. Jeśli w ogóle warto ten film obejrzeć to dla Richarda Brake’a w roli Doom Head’a, który wygląda jak Joker z filmu “Dark Knight” Nolana, tylko wersja bardziej porąbana i chora. Jeśli już chcecie obejrzeć film Zombiego to “Halloween 1 i 2” oraz “Lords of Salem” polecam. A “31” oceniam na 2/10.

richard-brake-31-new-tease

A Dog’s Purpose (2017)

Historia najlepszego przyjaciela człowieka opowiedziana z punktu widzenia psa, który zdaje sobie sprawę, że jego psie życie ma sens tylko u boku Ethana. Film Lasse Hallstroma (np. “Co gryzie Gilberta Grape’a?”, “Kroniki Portowe”, ale też inny film poświęcony czworonogom czyli “Mój Przyjaciel Hachiko”) to niezła, sympatyczna produkcja dla dzieci i ich rodziców, zwłaszcza dobra lekcja dla dzieci które marzą o posiadaniu psa. O filmie było głośno przed premierą gdy pojawił się materiał na którym było widać jak trener na siłę zmusza przerażonego owczarka niemieckiego by wskoczył do rzeki co wywołało ogromną burzę i całkowicie zrozumiała sytuacja. Ale jak okazało się później to była jedna wielka manipulacja. Organizacja American Humane przeprowadziła śledztwo z którego wynikło, iż całość była spreparowana i żadna zwierze nie ucierpiało na planie. Ocena: 6/10.

Aftermath (2017)

Historia katastrofy lotniczej spowodowanej przez błąd kontrolera ruchu lotniczego w której ginie rodzina Romana za którą obwinia zarząd lotnictwa. Roman chce tylko przeprosin od kogokolwiek – historia inspirowana faktami. Jeśli spodziewacie się filmu z Terminatorem w stylu dawnych jego produkcji to odpuście sobie, bo to ambitniejszy film w filmografii Arnolda. Nie ma się co dziwić, iż aktor szuka innych ról bo przyznam, że dziwnie by się patrzyło na 70 – letniego Arnolda biegającego ze spluwą, więc już wolę by grał w tego typu produkcjach. Jest to duszny i dołujący dramat toczący się leniwym tempem z elementami thrillera i z dobrymi rolami Arnolda Schwarzeneggera i Scoot’a McNairy. Co do Arnolda nie jestem zdziwiony, że dobrze wypadł, bo może to nie jest aktor na miarę Marlona Brando, ale jest na tyle charyzmatyczny, iż potrafi pociągnąć film (zresztą w komediach też dobrze wypadał). Film mógłby być lepszy, bo czasami trochę przynudza, tempo za bardzo siada, ale dla dwójki głównych aktorów warto obejrzeć. Ocena: 6/10.

aftermath_one_sheet_v0c1

Always Shine (2016)

Anna i Beth wyjeżdżają na babski weekend aby naprawić zaniedbaną przyjaźń. Obie są aktorkami – Anna nie może się wybić a Beth radzi sobie coraz lepiej, dostaje kolejne role (choć w tandetnych horrorach) i gra w reklamach. Całkiem przyzwoity niskobudżetowy thriller przypominający miejscami filmy Lyncha, zwłaszcza z “Mulholland Drive” kojarzył mi się. Oczywiście to nie ten poziom, ale dobrze się ogląda. Od początku filmu wyczuwalne jest napięcie między przyjaciółkami w czym duża zasługa Mackenzie Davis (znana z serialu AMC “Halt and Catch Fire” i genialnego odcinka ostatniego sezonu “Black Mirror” czyli “San Junipero”) i przeuroczej Caitlin Fitzgerald (Libby z serialu “Masters of Sex”). Ocena: 6/10.

2013+Summer+TCA+Tour+Day+7+zA0Y5C3hK4Px

Bleed for This (2016)

Niby typowa biografia boksera jakich wiele, w tym przypadku Vinny Pazienzy, ale nie do końca. Zwłaszcza gdy tak tak jak ja nie zna się historii tego boksera, która jest po prostu niesamowita. Dobra rola Tellera w roli głównej. Fajnie zobaczyć też Ciarana Hindsa i Eckharta w dobrym filmie i gdy mają co grać. No i jeszcze pojawia się Sagal z Synów Anarchii. “Bleed for This” to też w pewnym sensie crossover z filmem “Hands of Stone” z Edgarem Ramirezem i De Niro, który oglądałem rok temu. Mamy uniwersum DC i Marvela, więc też filmy z uniwersum bokserskiego:-) Ocena: 7/10.

Boyka: Undisputed IV (2016)

W 2002 roku pojawił się film Waltera Hilla “Champion” z Wesleyem Snipesem w roli głównej o którym pewnie teraz nie wielu pamięta. W kolejnej części zastąpił go inny aktor, którego nazwisko mi z głowy właśnie wyleciało, ale za to przeciwnika głównego bohatera Yuri Boyke granego przez Scotta Adkinsa widownia pokochała. No i z roli negatywnej awansował na głównego bohatera. Doczekaliśmy się czwartej części już Undisputed i film typowy dla produkcji prosto na DVD klasy B i C w których liczą się mordobicia. Fabuła pretekstowa, film kręcony zapewne za naszą wschodnią granicą, ale to się nie liczy, bo ważny jest Adkins – najlepszy specjalista od mordobić w USA zaraz za Stathamem (z którym zresztą miał walkę w “Niezniszczalnych 2”). Niestety mimo tego, że aktor też z niego całkiem ok, nie tylko świetnie wypada w bijatykach, ale jakoś nie może przebić się i gra ciągle w kiszkowatych filmach prosto na DVD (w filmach z wyższej półki pojawia się jedynie na drugim planie, np. w “Doktorze Strange”). W sumie to część 4 jest słaba bardzo, ale Scott Adkins daje taki pokaz swoich umiejętności, że szkoda mi postawić mniej jak 5/10. Dla samych bójek warto zobaczyć.

Brimstone (2016)

Dobry holenderski western o niemowie Liz (Dakota Fannig), która w trakcie kazania w świątyni odkrywa z przerażeniem że nowym wielebnym jest mężczyzna, którego dobrze zna. Reżyser zapatrzył się na spaghetti westerny, zwłaszcza sporo nawiązań widzę do “Człowieka zwanego ciszą” (zima, niemowa jako główny bohater) oraz na filmy Tarantino czyli sporo przemocy i fabuła podzielona na rozdziały. Ale w przeciwieństwie do filmów Tarantino, który do każdego swojego filmu dodaje humor w mniejszej lub większej dawce tak film “Brimstone” od początku do końca ma ciężki, poważny klimat. A przez to jaki film ma klimat ogląda się nie jak western tylko bardziej jak thriller, nawet horror miejscami, ale w dobrym stylu i trzymający w napięciu. Reżysera, zdjęcia, montaż, a zwłaszcza muzyka to pierwszorzędna robota. Podobnie aktorsko jest dobrze. Fanning wypadła dobrze, ale absolutnie rewelacyjny jest Guy Pearce w roli Wielebnego. Choć to taka rola trochę przepakowana i którą można było przeszarżować, ale od początku do końca trzyma swoją postać w ryzach, gra świetnie. Na drugim planie pojawiają się Kit Harrington i Carice van Houten, którzy urwali się widocznie z planu Gry o Tron. Jon Snow to wygląda tak samo jak w serialu, nawet ogolić mu się nie chciało:-) Grają epizody – jedynie Houten ma coś więcej do grania. Jest parę elementów przegiętych, ale dobra rzecz. Podsumowując mimo wad kilku to i tak jeden z lepszych thrillerów z elementami westernu czy też westernu z elementami thrillera jak kto woli. Ocena: 7.5/10.

Fences (2016)

Dobry film w reżyserii Denzela Washingtona. Przede wszystkim liczy się świetne aktorstwo (wiadomo Washington, ale też Viola Diavis), choć to raczej sztuka teatralna. Ocena: 7/10.

La La Land (2016)

To będzie niepopularna opinia, a zaznaczam że lubię musicale, zwłaszcza bawiące się tym gatunkiem a “La La Land” taki jest przecież, ale film po mnie spłynął. “La La Land” to bardziej dramat/obyczaj, który wygląda tak jakby na siłę dodano kilka piosenek (zresztą jeśli traktować go jak musical to piosenek jest z 5, 6 a w drugiej połowie może z dwie czyli to musical z najmniejszą ilością piosenek jaki widziałem). Na dodatek piosenki są jedynie przyzwoite/ok, żadna nie wpadła mi w ucho specjalnie (jedna podobała mi się, ale nie śpiewana przez Emmę i Goslinga tylko ta w której grał Gosling w zespole swojego znajomego na koncercie, ale jak się nie mylę to prawdziwy zespół). Za to muzyka bardzo mi się podobała. Aktorsko też przyzwoicie/ok, bez zachwytów. Wszelkie nagrody za reżyserię, montaż, zdjęcia, stronę techniczną rozumiem, ale reszty nie. Może bez tych musicalowych kawałków film byłby lepszy, ale nawet mimo tego naprawdę nie wiem czym się tu zachwycać, poza tym jak świetnym reżyserem jest Chazelle, ale o tym wiem od czasu “Whitplash”. Myślałem że film po mnie spłynął dlatego, bo od pierwszych pokazów wszystkich zachwyca, ale nie wydaje mi się że powodem jest to, iż przehajpowany jest. Jakbym obejrzał nim zaczął zachwycać wszystkich to pewnie też by spłynął po mnie. Gorsze jest że nie tyle spłynął co czasami się nudziłem.

A co do zakończenia to akurat z nim nie mam problemu mimo, że to powtórka z “Whitplash” jeśli chodzi o decyzję jaką podejmują główni bohaterowie, ale nie przeszkadza mi to w sumie. Dla mnie to film jedynie/aż na 6/10, ale tylko za stronę techniczną, bo to pierwszorzędną techniczna robota i nic więcej. Nie mówię od razu że to miało być arcydzieło na miarę “Moulin Rouge”, ale już bardziej podobał mi się np. “Chicago” czy nawet pełen słabych elementów musical “Nędznicy” ze śpiewającym Wolverine oraz Anne Hathaway i (fałszującym) Russellem Crowe.

Mine (2016)

Podczas odwrotu zespół snajperski wchodzi na pole minowe i…więcej wiedzieć nie trzeba o fabule. Bardzo dobry dramat psychologiczny wymieszany z thrillerem. Może miejscami film przesadzony, ale warto obejrzeć. Świetna muzyka, reżyseria, montaż i dobra rola Armie Hammer’a. W sumie dziwne że jak na razie Hammerowi za bardzo kariery się nie udało zrobić. Facet ma taką urodę że nadaje się idealnie do ról lalusi, jest chodząca definicją księciowatości (w “Mirror Mirror”/”Księżniczka Śnieżka” zagrał księcia), ale też wypada dobrze nie tylko w tego typu rolach co pokazał właśnie w “Minie” i np. “Kryptonim U.N.C.L.E.”. Ocena: 8/10.

indeks

Phantasm V:Ravager (2016)

Piąta część kultowego cyklu znanego u nas jako “Mordercze kuleczki”. Okazało się, że nie takie chałowate filmidło jak myślałem że będzie, oglądało się bez bólu. Choć efekty specjalne beznadziejne, wszędzie widać CGI, nawet ogień jest w CGI. Problem tylko mam taki z filmem, że zupełnie nie pamiętam części 1-4, nawet przypomnienie fabuły nie pomogło na początku. Rozbawiły mnie dwie rzeczy, ze wszyscy główni bohaterowie mają na imię jak aktorzy co ich grają. No i przede wszystkim bawił mnie główny bohater czyli Reggie – połączenie Stallone z Arnoldem, prawdziwy macho, choć na takiego nie wygląda i prawdziwy Don Juan, na którego babki lecą, choć pięknością nie grzeszy, i jeszcze na gitarze potrafi grać, więc prawdziwy romantyk:-D Ale największy ubaw miałem jak sprawdziłem nazwisko reżysera Davida Hartmana co wcześniej nakręcił i okazało się że filmy i seriale animowane dla dzieci, np. “Moi Przyjaciele Kubuś i Tygrysek”, “Transformers: Prime”, “Przygody Jackie Chana” (tak, tego Chana). “Mordercze kuleczki V” to debiut w filmie fabularnym. Oczywiście kultowy Tall Man grany przez świętej pamięci Angusa Scrimma pojawia się, ale w epizodzie. Ocena: 5/10.

The_Tall_Man

Pitbull: Niebezpieczne kobiety (2016)

Co za zły film (choć bardziej wulgarne określenie ciśnie mi się na usta). Główny bohater (zaznaczam że niestety nie gliniarz z irokezem z poprzedniej części, którego jest mało, tak samo jak jego dziewczyny granej przez Ostaszewską) to jakieś nieporozumienie i zagrany tak słabo, iż nawet nie wiem co powiedzieć. Cukier, bo taki pseudonim ma, gdyż choruje na cukrzyce rzuca filozoficznymi tekstami, hoduje pytona bo czuje się samotny, a osiedlowych karków straszy piłą mechaniczną. Nie wiem czy film jak i ta rola miała być na powaźnie, ale dialogi mnie rozwalają tutaj np. rozmowa mamy z Cukrem (- Po co ci pyton synku? – Samotnie się czuje. – Powinieneś się z kimś spotykać. Masz piękne wnętrze. Daj się ludziom poznać). Jest sporo dialogów i scen żenujących, które nie wiadomo czy są na poważnie czy miały być żartem. Poprzednia część to w miarę przyzwoity film a do serialu świetnego (zwłaszcza serii 2) nawet ta kontynuacja nie doskoczy. Szkoda tylko fajnych i dobrych aktorek oraz aktorów (np. Artura Żmijewskiego, który przypomniał sobie, że kiedyś grał drani np. Wolfa w “Psach 2” Pasikowskiego). Ocena: 1/10.

Ravenous (1999)

Znakomity horror/western o kanibalach z kapitalną, oryginalną muzyką i świetną obsadą (np. Guy Pearce, Robert Carlyle). Ocena: 8/10.

Rogue One: Star Wars (2016)

Historia którą widzowie, nie tylko fani Star Wars, znają i wiedzą jak się zakończy, bo poznaliśmy jej fabułę na początku napisów pierwszego filmu z 1977 roku. Historia o rebeliantach, którzy zdobyli plany Gwiazdy Śmierci – film pokazuje ile kosztowało zdobycie tych planów. Poradził sobie Edwards tworząc dobry film opowiadający nie o rycerzach Jedi i głównych graczach, ale o szeregowych pionkach i to z ich punktu widzenia obserwujemy cały konflikt Imperium – Rebelia. “Łotr Jeden” podobnie jak “Przebudzenie Mocy” też bawi się klockami uniwersum SW i sporo jest w obu filmach nostalgii, ale w przeciwieństwie do “Przebudzenia Mocy”, który podobał mi się, ale czym bliżej końca to coraz bardziej przypominał remake Epizodu 4 to “Rogue One” sprawdzone schematy remiksuje, przerabia. Podoba mi się też, że rebelianci nie pokazani są jako monolit, tylko są skłóceni, i trzeba powiedzieć, iż ich działania przypominają czasami działania terrorystów. Film klimatem bardziej przypomina filmy wojenne w starym stylu takie jak np. “Działa Nawarony”, “Parszywa dwunastka” i takie podejście do tej historii idealnie pasuje.

Większość bohaterów jest fajna na czele z Jyn graną przez Felicity Jones. Nie mam nic do zarzucenia bohaterom filmu mimo tego że poza Jyn za wiele o nich nie wiadomo, ale mimo tego aktorzy dają radę. Trzyma się kciuki za sympatyczną ekipę by im się udało. Choć wiadomo, że się uda zdobyć plany.

Podobał mi się też główny antagonista, który jest zwykłym urzędnikiem co ma wrzody na żołądku przez to że jego szefowie go nie doceniają. No i jest jeszcze świetny robot ze złośliwym poczuciem humoru, któremu głos podłożył Alan Tudyk. Świetne zrealizowano bitwy na lądzie, które pokazywane są prosto z pola, po partyzancku i równie rewelacyjne są pojedynki w przestrzeni kosmicznej.

Co do aktorów,  których zastąpiono efektem CGI to widać, iż to nie aktorzy (o wiele lepiej wyszło odmłodzenie Michaela Douglasa w “Ant Man”) i dziwnie mi się oglądało, zwłaszcza legendarnego aktora, który od dawna nie żyje. Ale z drugiej strony oglądałem z osobami co nie kojarzą Petera Cushinga i nie zauważyli że to efekt CGI, tak samo w końcówce gdy pojawiła się inna postać jako CGI. Więc sprawa jest dyskusyjna.

A co do oceny filmu, to dobra produkcja, nie wiem czy lepsza/gorsza od “Przebudzenia Mocy”. W innym klimacie jak większość filmów z uniwersum SW, bardziej jak kino wojenne w starym stylu i podoba mi się taki pomysł na poboczne historie czyli co film inny gatunek filmowy. Chociaż na pewno nie wyrzucił z pierwszego miejsca “Imperium kontratakuje”, który jest dla mnie tym najlepszym filmem SW i pewnie już zostanie. “Rogue One” wygląda mimo tego, że cyfrą był kręcony jakby kręcili na taśmie. Gdybym nie wiedział że to film z 2016 roku to mógłbym się nabrać, że film powstał rok czy dwa przed pierwszymi Star Wars, w latach 70-ych. Ocena: 7.5/10.

Rules Don’t Apply (2016)

Przesympatyczny film w reżyserii aktora co popełnił wtopę na Oscarach ostatnich czyli Warrena Beatty i z nim w roli Howarda Hughesa (u Scorsese grał tą rolę Di Caprio). Fajny, sympatyczny film o starym LA, Hollywood i nakręcony w takim klasycznym stylu. Obsada to same znane nazwiska jak młody/nowy Han Solo, Lily Collins, Annette Benning, Mathew Broderick, Alec Baldwin, Candice Bergen, Martin Sheen, młodsza Framiga, Oliver Platt i Ed Harris. Z Edem to poszaleli – pojawia się w jednej scenie, która trwa dosłownie minutę, gra ojca Lily Collins, która w tym filmie wygląda przeuroczo w strojach z dawnego Hollywood. Oprócz Hughesa głównymi bohaterami są dziewczyna grana przez Collins, która przyjeżdża do Hollywood karierę zrobić oraz chłopak pracujący dla Hughesa w którego wciela się Alden Ehrenreich. Dobra bezpretensjonalna rozrywka, ale też nic więcej. Ocena: 7/10.

Sand Castle (2017)

Dobry średniobudżetowy film wojenny od Netflixa z Nicholasem Hoult, Logan Marshall-Green (klon Toma Hardy znany choćby z roli w serialu “Quarry”), a na drugim planie Henry Cavill czyli Superman. Film opowiada o żołnierzach wysłanych w 2003 roku z misją naprawy wodociągu we wrogo nastawionej do nich wiosce w Iraku. Ocena: 7/10.

Shepherds and Butchers (2016)

Johan Webber broni Leona Labuschagne oskarżonego o zabicie siedmiu przypadkowych ofiar w czasie powrotu z pracy. Labuschagne w wieku 17 lat wstąpił do służby więziennej gdzie asystował przy 164 egzekucjach. Historia fikcyjna, ale dzieje się w latach 80 w RPA gdzie skazanych na śmierć liczono w tysiącach. Nie tylko dobry dramat sądowy, ale też porusza temat kary śmierci w ciekawy sposób. Film trzyma w napięciu i potrafi pozamiatać emocjonalnie w niektórych scenach, świetnie zagrany przez Steve’a Coogana i Garion Dowds’a. Polecam! Ocena: 8/10.

MV5BOGI2MmRkZmQtYzNmZS00MjVhLTk5ZDEtNjAxMzI2MGJkN2FkXkEyXkFqcGdeQXVyMjUwNjgxMDM@._V1_

Sleepless (2016)

Skorumpowany gliniarz (Jamie Foxx) okrada gangstera z narkotyków, więc gangster porywa mu syna i żąda zwrotu narkotyków. A w międzyczasie Foxx obserwowany jest przez Wydział Wewnętrzny. Całkiem przyzwoity sensacyjniak, końcówka jedynie odstaje od reszty filmu mocno, ale problemem tego filmu jest to, iż cały czas miałem uczucie deja vu, że już identyczny film widziałem. No i miałem rację, bo to jest remake francuskiego filmu “Nuit Blanche”/”Sleepless Night”. Więc jeśli miałbym polecać to jednak francuski oryginał, który jest zdecydowanie lepszy. Ocena: 6/10.

Split (2016)

Po “Wizycie” kolejny dobry film Shyamalana czyli kryzys widocznie ma za sobą. Typowy film dla Shyamalana czyli klimat, wolne tempo, dobre zdjęcia, muzyka, ale tym razem brak twistu. Choć w sumie zakończenie jest zaskakujące, ale z innych powodów. W sumie dziwię się jak w dzisiejszych czasach, w dobie internetu gdy wszystko wycieka udało się utrzymać w tajemnicy takie zakończenie, które w sumie zmienia wymowę całego filmu. Ale więcej nie powiem bo bym musiał spoilery dać o co dokładnie mi chodzi. McAvoy świetnie wypadł w roli faceta co ma kilkadziesiąt osobowości i porywa trzy dziewczyny. Co prawda w filmie pokazuje tylko kilka z nich, ale daje radę (choć swojej najlepszej roli w “Brudzie” nie przebił) i równie dobra jest Anya Taylor Joy, znana z “The Witch”. Dobra robota, oby dwa ostatnie filmy Shyamalana to nie był tylko przypadek. Ocena: 7/10.

The Age of Shadows (2016)

Znakomity thriller w reżyserii Kim Jee Woona, znanego z m.in. “I Saw The Devil”, ale jakże inna produkcja od “Widziałem diabła” – praktycznie pozbawiona brutalności (oczywiście są sceny mocne, ale jak na film koreański to w sposób delikatny bym nawet powiedział pokazywane). Historia trochę podobna jak w innej koreańskiej produkcji o okupacji Korei przez Japonię i o ruchu oporu czyli “Assassination”, tylko że w tym filmie bardziej stawiano na akcję, a w “The Age of Shadow” postawiono bardziej na thriller i rozgrywki szpiegowskie. Sceny akcji też są i nakręcone są na najwyższym koreańskim poziomie, jak tylko azjaci potrafią kręcić. Ogólnie film wizualnie wygląda bardzo ładnie, widać że sporo kasy poszło na tą produkcję. Scenografia robi wrażenie, muzyka idealna, bo gdy trzeba uspokaja a w innym momencie podbija napięcie. Dobrze zagrany, wyreżyserowany, zmontowany i w sumie nie mam się za bardzo do czego przyczepić. Może jedynie do tego, iż widać że jest nakręcony pod amerykańskiego widza, bo czasami odnosiłem wrażenie, że oglądam superprodukcję z Hollywood, ale taką w dawnym stylu (trochę kojarzył mi się film z gangsterskimi filmami). I w sumie nie dziwię się, że Południowa Korea wybrała akurat ten film na kandydata do Oscara w zeszłym roku w kategorii najlepszy film zagraniczny bo idealnie pasował, ale niestety nawet nominacji nie dostał.

Co do fabuły to akcja dzieje się w czasie okupacji Korei przez Japonię. Japończycy wyznaczają koreańskiego policjanta by dopadł ważnych członków ruchu oporu. Gdy ginie w czasie akcji pościgowej należący do ruchu oporu jego kolega z dawnych lat szefostwo ruchu oporu postanawia wykorzystać wyrzuty sumienia Lee Jung-chool i przekonać go do przejścia na ich stronę, by szpiegował na rzecz Korei. W międzyczasie Lee dostaje za partnera policjanta, który robi wszystko by przypodobać się okupantowi. Równie dobra produkcja co “Assassination” , ale bardziej thriller szpiegowski niż kino akcji w klimatach wojennych.  Ocena: 8+/10.

hero_Age-of-Shadows-2016

The Corpse of Anna Fritz (2015)

Całkiem dobry hiszpański thriller. Fabuła zaczyna się od przywiezienia ciała Anny Fritz, młodziutkiej gwiazdy uwielbianej przez wszystkich do kostnicy. Akurat w pracy jest młody chłopak, który wysyła zdjęcie na dowód swoim kumplom. Kumple postanawiają odwiedzić kolegę w pracy i zobaczyć gwiazdę. Po wypiciu alkoholu i wciągnięciu paru kresek nabierają odwagi do seksu z trupem gwiazdy. Bez obaw, to nie żaden spoiler tylko początek filmu, zawiązanie akcji, które zresztą pokazał też trailer. Przyznam że nie widziałem thrillerów zaczynających się od nekrofilii (choć zapewne są takie horrory), ale udało się reżyserowi nakręcić tak film, iż widza nie obrzydza. “Ciało Anny Fritz” to film o dość ciężkiej treści w pierwszych minutach, ale jakimś cudem podano ten element fabuły w dość lekkostrawnej formie. Od drugiego aktu film zamienia się w przyzwoity dreszczowiec i robi się przewidywalnie, mniej więcej wiadomo jak potoczy się akcja (zwłaszcza że bohaterowie nie grzeszą intelektem), ale wciąż dobrze się ogląda i trzyma w napięciu do końca.  Ocena: 7/10.

Corpse+of+Anna+Fritz

The Curse of Sleaping Beauty (2016)

Thomas odziedzicza posiadłość związaną z tajemniczą klątwą. Historia oparta na komiksie inspirowana bajką braci Grimm o śpiącej królewnie, ale w stylistyce bliższej horrorowi (trochę zalatuje klimatem z Silent Hill) i dark fantasy. Przyzwoita rozrywka, choć film mógłby być lepszy. Ocena: 6/10.

The Discovery (2017)

Pomysł ciekawy (naukowiec odkrywa życie po śmierci co powoduje fale samobójstw), obsada dobra (m.in. Redford), ale film nie do końca wykorzystał swój potencjał. Ocena: 5/10.

The Founder (2016)

Średniak o spółce jaką zakłada Ray Kroc z braćmi McDonald. Jeśli w ogóle warto ten film oparty na faktach obejrzeć to dla Michaela Keatona, bo jak zawsze świetny. No i dla Offermana, który występuje bez wąsa;-) Ocena: 5/10.

The Frame (2014)

Znakomity niskobudżetowy film SF. Idealny przykład na to, że dobre filmy z gatunku SF wcale nie potrzebują wielkich budżetów, ale wystarczy ciekawa historia i dobry scenariusz. Więcej nie zdradzę, bo nie chcę nikomu psuć oglądania filmu. Ocena: 8/10.

The Great Wall (2016)

Czasami trzeba obejrzeć odmóżdżacz, film na którym nie trzeba rozkminiać, i chińsko amerykańska koprodukcja “Wielki Mur” idealnie się do tego nadaje. Pewnie że film nie jest idealny, efekty specjalne czasami biją po oczach sztucznością, ale muszę przyznać, że dobrze się bawiłem na tej chińskiej baśni. Fabuła opowiada o dwójce przybyszów z Zachodu, którzy chcą ukraść proch, ale trafiają w środek mitycznego konfliktu. Mówiąc wprost na chińskim murze ludzie toczą wojnę z mitycznymi potworami, które są dość przebiegłe. Reżyserem tego odmóżdżacza jest Yimou Zhang, znany z takich ambitnych filmów jak np. “Hero”, “Dom latających sztyletów”, “Zawieście czerwone latarnie” i to widać, bo ta baśń wizualnie wygląda po prostu bajecznie. Reżyser ma niesamowity zmysł audiowizualny, jest czarodziejem kina. Muzyka spoko (Djawadi), aktorsko też ok (Damon, Pedro Pascal, Willem Dafoe, Andy Lau i Tian Jing), bohaterowie budzą sympatie i ogólnie film jest dobry. Nie oczekiwałem nic poza widowiskiem bajecznym i to dostałem. Ocena: 7/10.

The Love Witch (2016)

Dziewczyna po tym jak skrzywdził ją chłopak postanawia zostać czarownicą. Rozkochuje w sobie facetów, którzy są wobec trującego czaru Elaine całkowicie bezbronni i zapadają na nieuleczalną miłosną chorobę. Spodziewałem się hołdu dla włoskich filmów np Mario Bavy  i w sumie dostałem, ale film wywołał u mnie mieszane wrażenia. Aktorsko poza świetną i piękną Samanthą Robinson w roli głównej jest bardzo nierówno. Większość gra bardzo drewnianie i teatralnie, czasami czułem się jakbym oglądał aktorów z pornosów, zwłaszcza faceci odwalają taki poziom drewniactwa że głowa mała (pinokio by lepiej zagrał:-) albo komedię od ZAZ (np. “Naga broń”). Rozumiem że taka konwencja tylko że irytowało mnie i męczyło czym bliżej końca takie aktorstwo. Doceniam realizację czyli stylizacja na film z lat 60/70, imitacja barw Technicoloru, mocny makijaż, zbliżenia i sporo wysublimowanej erotyki. Brawa dla Anny Biller – prawdziwej kobiety – orkiestry, bo nie tylko odpowiada za reżyserię i scenariusz, ale też muzykę (choć jest trochę klasyki Bacalova i Morricone), scenografię, kostiumy. Podoba mi się też odwrócenie ról płci, bo w horrorach/thrillerach to kobiety są słabe a faceci silni, a tutaj faceci są słabi, a kobieta jest silna, ale ogólnie mieszane wrażenia. Ocena: 5/10.

tumblr_o2uv9baJY61stszgqo7_500

The Sweet Life (2016)

Kenny i Lolita przypadkiem się poznają gdy Kenny zamierza popełnić samobójstwo. Postanawiają przemierzyć cały kraj by dotrzeć na Golden Gate Bridge. W czasie podróży coraz lepiej się poznają i zaprzyjaźniają. Niezły dramat wymieszany z komedią oparty na dobrych dialogach i humorze oraz na chemii między aktorami. W rolach głównych nieznany mi Chris Messina i Abigail Spencer (serial Rectify), którzy spisują się pierwszorzędnie w rolach Kenny i Lolity. Ocena: 7/10.

The Void (2016)

Kolejny film nawiązujący do kina lat 80 i 90, tym razem do filmów Carpentera, ale też do  np. “Wysłannika Piekieł” Clive Barkera. Porządny horror z kapitalnymi efektami specjalnym, ale bez użycia CGI czyli głównie kostiumy, charakteryzacja, animatronika, żadne efekty komputerowe (a jak są to nie zauważyłem). Ocena: 7/10.

Wiking (2016)

W grudniu 2015 roku obejrzałem ten trailer

i ta rosyjska produkcja to był jeden z najbardziej oczekiwanych przeze mnie filmów 2016 roku, bo uwielbiam tego typu klimaty i wiele potrafię wybaczyć takim produkcjom (dlatego wciąż serial “Vikings” oglądam, który się popsuł). No i w końcu obejrzałem i podobał mi się, ale mógł być lepszy jednak. Sceny batalistyczne, pojedynki oraz wszelkie sceny z tłumami jak np. modlitwy do bogów pogańskich w dawnej Rusi czy scenografia, która wygląda bardzo realistycznie, syfowato, to wszystko na plus (gorzej z efektami CGI, ale też specjalnie nie przeszkadzają). Wiadomo że sporo na film poszło kasy co widać. Cieszy też że nie ma żadnej propagandy, choć chyba za bardzo nie miało gdzie ją dać jak to w sumie historia o wkraczaniu wiary chrześcijańskiej do Rusi (poza faktem że bohater ma na imię Władymir:-)

Mamy wikingów, rosjan i chrześcijan, a historia zaczyna się od powrotu do ojczyzny księcia Władymira, który zaciągnął się do wikingów i po powrocie spodobała mu się dziewczyna, ale pech, bo bez wzajemności. No i zaczyna się wojna, czyli jak zawsze wszystko przez kobiety;-) Później jest inny wątek związany też z płcią piękna i też dochodzi do konfliktu przez dziewczynę. Poza tym istotny jest wątek trzech braci (w tym właśnie Władymira), którzy między sobą wojują od czasu jak ich ojciec podzielił kraj między nich. Film oparty na historii, bo główny bohater to Włodzimierz I Wielki, który w 988 roku ochrzcił kraj i został władcą całej Rusi. Film dobrze zagrany, ma świetny klimat, ale czasami trudno zgadnąć czemu podejmują takie a nie inne decyzje.

No i jak rosyjski film to można spodziewać się naszego Gerarda Depardieu czyli Pawła Deląga, który gra rolę drugoplanową, zakonnika i trzeba powiedzieć że przyzwoicie wypadł. Fajna rozrywka, ale głównie polecam miłośnikom klimatów tego typu. Mnie brakuje takich filmów, historyczno przygodowych (przypomniały mi się w czasie seansu “Krzyżacy”, “Potop”) , więc nie mogłem sobie seansu odpuścić. Ocena: 7/10.

maxresdefault

Zaćma (2016)

Nie udał się film Ryszardowi Bugajskiemu (m.in. “Przesłuchanie”) do końca, ale warto zobaczyć choćby dla aktorów, zwłaszcza Mamony w roli Krwawej Luny – zbrodniarki stalinowskiej i jak zawsze świetnego Janusza Gajosa na drugim planie w roli księdza. Fajnie zobaczyć też Kazimierza Kaczora, którego dawno nie widziałem. Ocena: 6/10.


Advertisements
Kwiecień 2017 – filmy

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s