Seriale#9

Castlevania (seria 1)

Za dzieciaka grało się sporo w gry komputerowe, ale nie pamiętam bym zagrywał się w Castlevania. Więc jedyny powód dlaczego zainteresował mnie animowany serial oparty na grach to klimat jaki wyłaniał się z trailerów  czyli połączenie horroru, fantasy i przygody. No i klimat jest po prostu super w którym dużo pomaga muzyka Trevora Morrisa (m.in. Wikingowie, The Borgias, Dynastia Tudorów, Filary Ziemi).

Zainteresowałem się też ze względu na obsadę czyli Richarda Armitage w roli głównej, który nie musi grać, tylko wystarczy głos aktora, aby jego postać nabrała charakteru i charyzmy. Trevor Belmont to tak fajna postać, że od razu skojarzyła mi się z naszym Wiedźminem. Gość ma ciekawe podejście do życia, bo ma na wszystko wyrąbane, ciągle jest na kacu, rzuca obraźliwymi i cynicznymi uwagami czyli idealny polski bohater w typie naszego Wiedźmina. Po tym serialu jestem pewien, że Armitage to byłby świetny wybór na Geralda. Nie chodzi o sam głos, ale wystarczyłoby trochę charakteryzacji i facet pociągnąłby rolę samą swoją charyzmą w serialu co Netflix ma zamiar kręcić. A co do animacji to dobry sezon, a raczej zapowiedź historii gdyż wszystkie epizody trwają 25 minut, równie dobrze te 4 odcinki można by puścić jako film przed drugą serią za rok. Ocena: 7/10.

castlevania-netflix-1152x648

 

Game of Thrones (seria 7)

Wielu widzów narzeka na sporo uproszczeń, łopatologię i przyśpieszenie fabuły , ale mnie to nie przeszkadza. Chociaż zgodzę się że w niektórych przypadkach bohaterowie potracili rozum jak np. Littlefinger, który z ważnego gracza politycznego i ciekawej postaci zrobił się żałosnym typem na którego scenarzyści pomysłu nie mieli. Szkoda było patrzeć na dobrego aktora, który się marnuje tak cały sezon. Ale ja nie narzekam, bo dla mnie GoT nawet jak opierało się na książkach nie było arcydziełem telewizyjnym, tylko dobrą rozrywką, czymś na kształt telewizyjnego blockbustera i oglądam ten serial właśnie dla rozrywki jedynie. Nie dla rozkminiania fabuły tak jak Legion, Mr Robot, Westworld czy Twin Peaks tylko dla np. pojedynków, smoków, bitw, więc mi to tak nie przeszkadza tak jak fanom, że serial się tak uprościł. A na GoT idzie chyba więcej kasy obecnie jak w poprzednich latach, bo wizualnie, czyli efekty specjalne jak np. smoki to mistrzostwo świata. Serial wizualnie miejscami wygląda lepiej jak superprodukcje hollywoodzkie za grubą kasę.

Warto zwrócić uwagę też, że mamy teraz w serialu nieśmiertelnych bohaterów i nie może nikt ważny już zginąć jak dawniej, bo serial by się skończył dawno temu oraz są akcje takie jak np. przybywanie ratunku w ostatniej chwili, pływanie w ciężkiej zbroi i tym podobne uproszczenia i  fanserwis w dużych ilościach, ale to mnie nie przeszkadza jak już zaznaczyłem. Warto wspomnieć też, że dobrzy aktorzy mają co grać w tej serii, a nie snują się jedynie po planie jak było w poprzedniej serii. Dobry sezon jak dla mnie czyli na 7/10.

_0a20a2aa-4140-11e7-8704-a81eba362f7d

House of Cards (seria 5)

Jestem rozczarowany nowym sezonem po odejściu twórcy serialu, bo moim zdaniem gdzieś klimat serialu się zatracił. Sezon 5 miejscami mnie nudził, zwłaszcza epizody od 1 do 4, a ciekawe jest, że w jednym odcinku 5 serii dzieje się więcej niż w całych poprzednich czterech sezonach razem wziętych. Oczywiście intrygi, knowania, zmiany stron oraz Frank, który potrafi wykiwać wszystkich na około i zawsze wygrywa. Zawsze wątki budowane były powoli przez cały sezon a teraz tak szybko lecą do przodu ze wszystkim jakby twórcom serialu się gdzieś śpieszyło i chcieli wpakować do serii każdy pomysł. W 5 serii każdy może bez żadnych konsekwencji zmienić strony, zdradzić przyjaciela nawet jak wydawało się że jest porządną osobą i popełnić przestępstwo, które wszyscy widzą (a przynajmniej powinni widzieć). Oczywiście na każdego znajdą się brudy, bo każdy ma coś na sumieniu czym można daną osobę zaszantażować  i przez to w pewnym momencie wydarzenia w serii 5  przeskoczyły jak dla mnie poziom absurdu.  No i przez to jak z wątkami się śpieszą i jak dużo się dzieje w jednym odcinku to żaden z wątków nie wybrzmiewa należycie.

A co do Franka i Claire to zrobili się tak nieludzcy i cyniczni, że jest to prawie na granicy autoparodii. Frank to zawsze był dupek i morderca, ale Claire miała jakieś ludzkie cechy, a w 5 serii zachowują się oboje jak terminator, zero cech ludzkich.  Ciężko mi uwierzyć, że nikt nie widzi w serialu co para prezydencka wyprawia, jakie numery wykręca, bo to ślepy by nawet zauważył (zrzucenie ze schodów w Białym Domu – przecież kamery są). W 5 serii Frank urasta do roli boga, który może wszystko i nikt nic nie może mu zrobić, bo każdego wyprzedza o kilka kroków. Zawsze tak było, ale nie przekraczano pewnej granicy, a w 5 serii przepakowali tą postać tak bardzo, że zaczęła mnie ta nietykalność prezydenta męczyć. Ale z drugiej strony serial przestał udawać, że jest czymś więcej jak rozrywką, a tym był dla mnie od początku, tylko rozrywką, a nie ambitnym serialem politycznym jak wielu głosiło w czasie emisji 1 serii. Oczywiście nie jest serial tragiczny, daleko do takiego poziomu, to wciąż porządna rozrywka co zasługą jest świetnych aktorów czyli Kevina Spacey  i Robin Wright. Zwłaszcza Wright zasługuje na uwagę mimo spłycenia jej postaci, ale w sumie wszystkich spłycono w nowych odcinkach.

99b2f7a40b77dd7ff823c7d4928e.1000

Nie do końca podoba mi się też to co zrobiono z przeciwnikiem Underwooda czyli Willem Conwayem, bo zapowiadał się w 4 serii na godnego (w końcu!) przeciwnika pary prezydenckiej i nie będzie z nim łatwo Frankowi, a w 5 serii nagle zmienił się pomysł scenarzystom na tą postać graną przez Kinnamana. Aktor dobrze się spisuje, ale to zupełnie inna postać jak w poprzedniej serii. Mam problem też z pisarzem, który pisze przemówienia. W 5 serii jego rola ogranicza się do robienia za męską prostytutkę w Białym Domu. Wcześniej miał jakiś charakter, można go było lubić albo nie, a w 5 serii jego rola ogranicza się do przechadzania się po domu prezydenta i jak Claire nie ma ochoty na seks to podrywa laski pracujące w domu pary prezydenckiej, które mu oczywiście nie odmawiają, tak jakby był nie wiadomo jaki z niego Don Juan.

To samo mam z Dougiem, którego można było lubić w poprzednich seriach i to mimo tego, że robi wszystko dla Franka, a w tej serii została tylko jedna jego cecha  – przerażający. Trudno uwierzyć, że jakakolwiek kobieta chce z nim być co we wcześniejszych sezonach dało się jeszcze jakoś wytłumaczyć.  Nowy sezon to wciąż porządna rozrywka, ale jednak poprzednie serie są lepsze. Dalej będę oglądał, choćby dla Spacey’a i Wright, którzy robią dobrą robotę jak zawsze, ale jednak się zawiodłem tym razem.  Ocena: 6/10.

65e56b01814e314c68e7bfc02b38.1000

Preacher (seria 2)

Zdecydowanie lepszy sezon drugi od pierwszego w którym były może z dwa, trzy dobre odcinki  (pilot, epizod z bójką w pokoju i finał). Komiksu nie znam, ale podobno w 2 serii Kaznodzieja jest bliższy oryginałowi, choć z tego co słyszałem to nie znaczy, że dokładne przeniesiono komiks jeden do jednego. Historia opowiada tym razem o poszukiwaniu Boga na Ziemi, który jak okazało się w finale 1 serii zwiał z nieba. Więc kaznodzieja z kumplem i dziewczyną przemierza USA w poszukiwaniu Boga Oczywiście mamy Świętego od Morderców (dopiero w tej serii zorientowałem się że gra go McTavish, znany mi dobrze z serialu Outlander i roli krasnoluda w trylogii Hobbit), ale pojawia się też równie ciekawa, choć przerysowana postać, czyli pan Starr.

maxresdefault

Serial mnie mocno zaskoczył w paru momentach a myślałem, że w telewizji nic mnie już nie zaskoczy. Chodzi mi o to jak przedstawiono Jezusa. Sam nie mam nic przeciwko jechaniu po bandzie, jedną z moich ulubionych komedii jest Żywot Briana Monty Pythona, ale to jak pokazano Jezusa to chyba nawet u Monty Pythona by nie przeszło. Dosłownie szczęka mi opadła jak oglądałem odcinek poświęcony Jezusowi – podobno w komiksach jeszcze bardziej po bandzie jadą z tego co słyszałem.  W sumie to napiszę w jakim momencie szczęka mi opadła, a  muszę zaznaczyć, że mnie naprawdę ciężko zaszokować w przypadku współczesnych seriali z kablówek co można pokazać, ale udało się twórcom mnie zaskoczyć. Jeden z epizodów zaczyna się od sceny jak para uprawa seks i widać że facet niewyżyty seksualnie jest,  dziewczyna krzyczy “O Jezu!”, a po chwili okazuje się, że to Jezus ze swoją dziewczyną. Przychodzą do niego apostołowie i mówi im Chrystus, że był dziewczynę uzdrowić, ale domyślają się w jakim celu ją odwiedził i dziewczyna za jakiś czas rodzi syna Chrystusa. Ale żeby nie wyszło to na jaw zabijają mamę syna Jezusa. A w dzisiejszych czasach okazuje się, że potomek Chrystusa to chłopak opóźniony. Wiec są takie akcje jak np. kaznodzieja klęka przed potomkiem Chrystusa, który w tym momencie oddaje na bohatera mocz. A to że miałem szczękę na podłodze w tym momencie to mało powiedziane. No i gdyby tego było mało to Adolf Hitler w piekle  jest przedstawiony lepiej jak potomek Jezusa, przynajmniej dość sympatyczny facet z niego się wydaje.  Więc po tym opisie chyba każdy się domyślił co to za serial jadący po bandzie, ale pozostawiając te kontrowersje na boku to powiem, że podobało mi się o wiele bardziej jak seria pierwsza mimo tego, że czasami akcja za mocno zwalniała. Dobra robota na 7/10.

preacher04

Advertisements
Seriale#9

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s