The X-Files – Nothing Lasts Forever

DYOt6lsWsAAPUja.jpg large

Czekałem na “Nothing Lasts Forever”, ale też obawiałem się odcinka z tych samych powodów z których byłem zaintrygowany co dostanę. Kolejny epizod 11 serii w którym debiutuje nowa scenarzystka Karen Nielsen, która pełniła rolę koordynatorki scenariuszy w 10 i 11 serii oraz w serialu “Intruders” Glena Morgana.  Obawiałem się z tego samego powodu jak w przypadku każdego nowego scenarzysty, bo nie wiadomo jaki epizod wyjdzie – dobry czy słaby. Innym powodem było to, że Wong mówił, że to będzie epizod w stylu serialu gdzie ma stałą pracę czyli “American Horror Story”.

Więc mieszanka horrorów klasy B, obrzydliwości, pojechanych klimatów i campu co może wyjść dobrze albo źle. Wiadomo było, że to będzie jeden z mocniejszych odcinków, bardziej krwawych. Oczywiście nie pierwszy i nie ostatni tego typu epizod w XF, ale z tymi mocnymi odcinkami jak to z każdymi w Archiwum X różnie bywa. Jedne są dobre jak np. “Home”, czy jakikolwiek standalone 8 serii jak np. “Roadrunners”, “Via negativa”, a inne są tak przesadnie brutalnie, że zamieniają się epizody w krwawą parodię dobrych mocnych odcinków jak np. nudny “Sanguinarium” z 4 serii, który jest dla mnie przeciwieństwem “Home”, bo przez przesadzoną krwawość i obrzydliwość nie działa jako horror, tylko niezamierzenie bawi.

S11E09 Nothing Lasts Forever.mkv_snapshot_37.06

Zresztą campowy klimat z jakiego znany jest AHS to nic nowego w XF jak choćby w wymienionym przeze mnie “Sanguinarium”. A oba odcinki Archiwum X można podciągnąć pod kategorię medycznych thrillerów. A wątek z organami był też w kinówce i to był najsłabszy wątek, o wiele lepiej w filmie wyszło pokazanie relacji bohaterów – identyczna sytuacja jak w 11×09. NLF działa jako horror, trzyma w napięciu, ale pomimo świetnych i klimatycznych scen z sektą, Barbarą i Dr Duverisem, to jako całość ten wątek po mnie spłynął. Ale jeszcze gorzej jest z archiwową Buffy czyli Juliet, która szuka siostry – nie było emocji w tym wątku.

No i w tym upatruję powód dlaczego jako całość odcinek nie zadziałał tak jak powinien – jest dużo postaci i wątków, które jako fragmenty odcinka są ciekawe i działają osobno, ale jako całość nie za bardzo. Epizod też porusza kwestie wiary Scully, a religijne odcinki poświęcone Danie bardzo lubię i nie tylko dlatego, że przypominają bardzo swoim klimatem serial Millennium, i ten akurat wątek jest najlepiej poprowadzony.

S11E09 Nothing Lasts Forever.mkv_snapshot_08.14

Ale muszę zaznaczyć, że mimo tego że odcinek mnie nie zachwycił jako całość to ma sporo dobrych elementów jak choćby Fiona Vroom wcielająca się w Barbarę, która odwaliła dobrą robotę, podobnie aktor w roli doktora Duverisa. Te postacie mogłyby pojawić się w American Horror Story i czuły by się jak u siebie w domu. W roli Barbary widziałbym Jessice Lange albo Sarah Paulson.

Kolejnym plusem jest, że wiele scen jest odpowiednio klimatycznych, ale wiadomo że Wong na horrorze się zna. Podobają mi się też takie drobne elementy jak choćby głos Tad O’Malleya znanego z 10 serii (jestem pewien że mówił o wydarzeniach z odcinka o Skinnerze), breloczek mamy Scully, czy przejścia ze sceny do sceny, jak np. widzimy ręce księdza, a za chwilę zakrwawione ręce, itd.

S11E09 Nothing Lasts Forever.mkv_snapshot_25.40

W czasie oglądania 11×09 nie opuszczało mnie cały czas wrażenie, że scenarzystkę w ogóle nie interesuje śledztwo, nawet nie widzimy jak prowadzą agenci sprawę, tylko bardziej interesują Nielsen i Wonga przywódczyni sekty, archiwowa Buffy mająca własną misję oraz sceny dotyczące relacji Muldera i Scully. No i w tym leży problem odcinka dla mnie, że za dużo wątków, a tylko 40 minut przez co żaden z wątków nie był odpowiednio rozwinięty, jak choćby dziewczyny szukającej siostry czyli Buffy archiwowej.

Co do śledztwa widzimy tylko momenty przełomowe. A ja chętnie zobaczyłbym śledztwo jak prowadzą, np. scenę gdy Dana próbowała ochronę szpitala przekonać co do nadajnika o czym mówi gdy pojawiają się na miejscu pobytu sekty. Podobnie było w poprzednim czyli “Familiar” gdzie nie odgrywali zbyt dużej roli w wydarzeniach, ale w tamtym odcinku pełnili przynajmniej rolę obserwatorów, a w 11×09 odnosiłem wrażenie, że Dany i Foxa jest bardzo mało. W “Familiar” to nie było posunięte do takiego stopnia, bo jednak Muldera i Scully było dużo. Uważam że lepiej w 11×08 rozłożono poszczególne elementy fabuły.

S11E09 Nothing Lasts Forever.mkv_snapshot_02.24

Po obejrzeniu 11×09 przeczytałem wywiad ze scenarzystką i potwierdziła to co podejrzewałem, że odpowiada głównie za sceny rozwijające bohaterów, rozmowy w kościele i wątek wiary agentki, ale pomysł z sektą wyszedł od Glena Morgana, który spodobał się Wongowi. Więc nie pomyliłem się tak jak wcześniej napisałem, że Nielsen za bardzo śledztwo nie interesuje, bo to nie był do końca jej pomysł. Ale ciekaw jestem co takiego byłoby głównym wątkiem odcinka, oczywiście oprócz spraw związanych z wiarą Dany, gdyby nie pomysł Glena Morgana z sektą.

Jak przypomnę sobie odcinki Morgana i Wonga jakie napisali dla XF i Millennium oraz seriale i filmy jakie tworzyli sami to nie jestem zdziwiony tematyką kultu i wiecznej młodości – idealnie do tych twórców pasują takie pojechane wątki. Jestem pewien też po przeczytaniu wywiadów kto odpowiada za campową i dziwną sekwencję z piosenką. Glen Morgan znany jest z tego, że lubi dawać fajne piosenki do scen pozornie nie pasujących czyli mocnych i wywołujących dyskomfort u widza np. “Downtown” Petuli Clark w “Home Again” w scenie ze śmietnikowym potworem, “Doesn’t Somebody Want to be Wanted” The Partridge Family w “Never Again” w czasie morderstwa, “Wonderful, Wonderful” Johnny Mathis’a w scenie zabicia szeryfa w “Home”. Ewentualnie reżyser czyli Wong na to wpadł.

S11E09 Nothing Lasts Forever.mkv_snapshot_22.00

Chociaż w przypadku 11×09 miałem skojarzenia z teaserem rozpoczynającym 11 odcinek serii drugiej “Millennium” w którym to sezonie serial przejeli od Cartera właśnie Glen Morgan i James Wong. Chodzi mi o odcinek “Goodbye Charlie” gdzie główny bohater śpiewa “Seasons in the Sun” Terry Jacksa i ma miejsce nieprzyjemna scena. Podobną scenę tylko bardziej brutalną mamy w 11×09 z Barbarą, która też śpiewa, ale inny klasyk czyli “The Morning After” z filmu “Tragedia Posejdona”.

Ale muszę zaznaczyć, że NLF to nie jest zły odcinek, tylko średni co jest zasługą kilku świetnie zrealizowanych scen, zwłaszcza z sektą. No i oczywiście scen z Davidem oraz Gillian i to jest najlepszy element odcinka. Sceny z Mulderem i Scully biją wszystkie z 11 serii, które też są rewelacyjne, jak np. sceny w “This”, “Plus One”, czy początkowa i ostatnia scena w restauracji w 11×07 albo scena kończąca odcinek Darina Morgana. Dla mnie te sceny to jest tak duży plus, że za samo to podwyższę ocenę. Identyczna sytuacja była w Plus One, tylko że tutaj to jest posunięte jeszcze bardziej, tak jakbym oglądał dwa odcinki – jeden o sekcie a drugi sceny w kościele z agentami FBI, które nie chcą się ze sobą połączyć.

Co do scen z M i S to chodzi mi o wszystkie dialogi między agentami (o chemii między aktorami nie muszę wspominać), które są więcej jak doskonałe. Mam na myśli żarty, których jest tak dużo, że wymienię tylko jeden, czyli tekst o tym jak starzeją się agenci. A moment gdy Fox komentuje nową fryzurę Dany, którą ma od siódmego odcinka oraz odpowiedź agentki to już w tym momencie dla mnie zapisała się na zawsze jako jedna z najlepszych scen w całym serialu. Ale to nie jest jedyna dobra scena, bo mógłbym też wymienić scenę z tekstem “śmierdzisz”, która wywołała na mojej twarzy uśmiech (ciekawe jak tak śmierdzi partnerka to czemu Mulder ją trzyma tak blisko siebie?). Skojarzyła mi się też z końcówką “War of Coprophages” z 3 serii.

S11E09 Nothing Lasts Forever.mkv_snapshot_38.52

Ale wszystkie dialogi w czasie prowadzenia sprawy biją sceny w kościele, gdy m.in. Scully opowiada od kiedy uwierzyła w Boga i jak przeczytałem w wywiadzie to wyszło też od Glena Morgana. A przy okazji okazało się że jednak 10 sezon nie jest wykasowany, bo Dana ma breloczek należący wcześniej do jej mamy. No i oczywiście finałowa długa rozmowa zaczynająca się od żartów, a po chwili przemieniająca się w poważną rozmowę, która definiuje relacje agentów, jakie były i jakie są, ich przeszłość (potwierdziła się moja teoria, którą miałem od premiery 10 serii, że to Scully zostawiła Muldera po “I Want to Believe”), oraz ich przyszłość.

Fani są zachwyceni i wcale się nie dziwię. Ale też spora grupa wściekła i tutaj obwiniam odpowiedzialnych za zapowiedzi tego odcinka. Sugerowano od kilku tygodni, że ostatnia scena się zakończy pocałunkiem, a zakończyła się inaczej. Ale naprawdę ktoś w to uwierzył i dał się na to nabrać? Mnie akurat na pocałunkach nie zależy, w relacjach M i S to nie jest najważniejsze, ale jak zawsze narzekam na fandom to w tym przypadku nie dziwię się co niektórym krytycznym głosom, bo reklamami nakręcali fanów od kilku tygodni i skoro nie dostali tego co fanom sugerowano to poczuł się fandom oszukany.

A wracając do rozmowy na koniec odcinka to można z niej tyle wyczytać co do przeszłości bohaterów oraz czemu wyglądają tak jak wyglądają ich relacje i co do przyszłości Muldera i Scully, że nie jestem zaskoczony zamianą w kolejności odcinków “Familiar” i NLF – przed finałem to ma sens. Oczywiście można różnie interpretować czemu Mulder nie odpowiedział Scully jak zapytała “czy są razem?”, ale dla mnie odpowiedzią jest tekst gdy mówi, że “jest przy niej, słucha i to jego wybór”. Chociaż scenę jak Mulder milczy po pytaniu Scully można odnieść też do fanów, że to pytanie od nich, którzy cały sezon zastanawiali się jak to z nimi tak naprawdę jest skoro mieszkają osobno. Tak jakby nie potrafili zrozumieć, że skoro mają osobne domy to nie oznacza, że nie są razem.

S11E09 Nothing Lasts Forever.mkv_snapshot_33.07

W finałowej scenie każde zdanie jest pełne tylu wiadomości, że jakbym chciał skupić się na każdym zdania co oznacza to napisałbym tekst dwa razy dłuższy niż zwykle piszę. Nie dziwię się też, że dla niektórych ta scena to taki nietypowy ślub, bo w pewnym sensie można tak nazwać tą scenę w kościele. Uważam że sceny osobistych rozmów potrzebne były, bo były pytania od dawna na które należało odpowiedzieć, przynajmniej jeśli chodzi o okres w relacjach M i S między “I Want to Believe” a premierą 10 serii.  No i w końcu otrzymaliśmy odpowiedzi oczywiście takie jak w Archiwum X, czyli fani sobie poukładają teraz sami relacje agentów jak wyglądały i jak obecnie wyglądają. Jestem za to wdzięczny i nie miałbym nic przeciwko temu gdyby ostatnia scena z 11×09 to była ostatnia scena 11 serii.

Jestem ogromnym fanem też tego, że nie wiemy, a z tego co mówi w wywiadach scenarzystka nigdy się nie dowiemy, co szepnęła Dana na koniec Mulderowi. Pozostawiła Nielsen bohaterom trochę prywatności i ja to kupuję. Dla mnie to genialne zagranie podobne do tego z odcinka 6 serii “How the Ghosts Stole Christmas” gdy agenci podarowali sobie prezenty i fandom nie dowiedział się co takiego. A teraz każdy fan ma swoją wersję prezentów.

W tym przypadku będzie podobnie, każdy będzie miał swoją wersję tego co Scully powiedziała, to co każdemu pasuje (tak jak już Gillian Anderson ma swoją wersję, że Dana mówi Mulderowi, że zapłodnił Scully blobfish znany z odcinka siódmego:-D). Oczywiście są teorie w fandomie, że powiedziała Foxowi agentka, że jest w ciąży co ma związek z wydarzeniami w “Plus One”, ale ja nie uwierzę dopóki nie potwierdzą tego w finale 11 serii. Nie wierzę też dlatego, bo autorka odcinka zaznaczyła, że NIGDY nie dowiemy się. Oczywiście mogą nas trollować, ale na tą chwilę bardziej wierzę Nielsen niż teoriom jakie fani mają. Chociaż trzeba zaznaczyć, że przed emisją 11×01 fani odgadli, że finał 10 serii to były wizje co okazało się prawdą. Muszę pochwalić też Duchovny’ego i Anderson za wspólne sceny, bo zagrali kapitalnie, ale to jest normalka.

S11E09 Nothing Lasts Forever.mkv_snapshot_37.02

Ale paradoksalnie przez te wszystkie sceny z agentami mam problem z oceną. Bo z jednej strony to średni odcinek z nie do końca wykorzystanym potencjałem, a z drugiej strony fenomenalne sceny z M i S bijące wszystkie dobre sceny z nimi w 11 serii. Z taką sytuacją jeszcze się nie spotkałem w przypadku Archiwum X. Dla mnie razem ze średnim odcinkiem o Skinnerze “Nothing Lasts Forever” to najsłabsze 40 minut (nie licząc tragicznej premiery), ale jednocześnie kolejny odcinek razem z dobrymi “This”, “Plus One”, “Familiar” i bardzo dobrymi “Lost Art of Forehead Sweat”, “Ghouli”, “Followers” do którego chętnie wrócę.

Warto wspomnieć, że “Nic nie trwa wiecznie” jest ciekawym odcinkiem na poziomie poza serialowym i meta. Tytuł oczywiście odnosi się do wątku Barbary, ale też można odnieść go do losu wielu aktorek, których kariera załamuje się gdy kończą 30 lat. Mam na myśli też to, że żyjemy w czasach rebootów, gdy wraca prawie wszystko, co trochę powstają sequele, prequele, więc “Nic nie trwa wiecznie” to idealny tytuł do najprawdopodobniej ostatniego sezonu XF, przynajmniej w takiej formie w jakiej serial jest znany (chociaż ja nie do końca wierzę w to co mówi Anderson z różnych powodów).

A przynajmniej odniosłem wrażenie, że ekipa chciałaby, żeby to był ostatni sezon (chociaż FOX jak można było się spodziewać reklamuje finał jako koniec sezonu a nie serialu mimo słabej oglądalności), tak rozumiem tytuł i ostatnią rozmowę, która dla mnie też na poziomie meta podsumowuje serial. Mam na myśli tekst Muldera “byłem ciekaw jak to się skończy”.

S11E09 Nothing Lasts Forever.mkv_snapshot_39.59

Wyróżnia się odcinek wśród standalonów co zawsze doceniam, ale z powodów, które wymieniłem nie wszystko zagrało tak jak powinno i dlatego postawię średnią ocenę. Ale choćby dla sceny z piosenką i przede wszystkim za sceny z Daną i Foxą nie raz powrócę do odcinka. Poszczególne elementy są tak genialne, że nie zapomnę o 11×09.

Co ciekawe recenzje dziennikarzy i krytyków w większości są pozytywne. Spodziewałem się większej krytyki, zwłaszcza że zaskakująco często zgadzałem się co do poprzednich odcinków z opiniami dziennikarzy – jakby to ująć mówiliśmy jednym głosem. “Nothing Lasts Forever” jest to bardzo silny epizod w kwestii rozwoju relacji Muldera i Scully, czyli za same sceny z M i S dam 6/6 (albo 10/10 jak kto woli), ale reszta nie jest już tak ciekawa jak mogłaby/powinna być, bo fabuła miała potencjał, ale jest średnio. Więc NLF jako całość zasługuje na 3.5/6 (5/10), ale za sceny z DD i GA podniosę ocenę o jeden punkt, czyli porządna robota. Za dużo pomysłów władowała scenarzystka do odcinka, ale sceny z M i S są tak genialne, prawdziwe i naturalne, że widziałem odcinek więcej razy jak najlepsze epizody 11 serii (dokładnie cztery razy już oglądałem), nawet więcej jak prawie niemy odcinek o sztucznej inteligencji, czy poświęcony Williamowi, oraz komediowy Darina Morgana.

Ocena: 4-/6 (6/10).

P.S. Na końcu odcinka lektor na polskim FOX przeczytał Bóg a nie pies w rozmowie Muldera i Scully. DOG zamieniło się w GOD wg polskiego tłumaczenia:-)

S11E09 Nothing Lasts Forever.mkv_snapshot_42.33

 

Advertisements
The X-Files – Nothing Lasts Forever

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.