Kwiecień 2018 – filmy

12strongposter-820x490

12 Strong (2018)

Po zamachach z 11 września Ameryka wysyła do Afganistanu oddział kapitana Mitcha Nelsona. Ich zadaniem jest nawiązanie współpracy z generałem Dostumem celem wspólnej walki z talibami. Typowy amerykański film ku pokrzepieniu serc z Hemsworthem i Shannonem w rolach głównych, ale dobrze się ogląda. Ocena: 4.5/6.

Avengers: Infinity War (2018)

Thanos zbiera Kamienie Nieskończoności w celu narzucenia swojej woli wszystkim istnieniom we wszechświecie. Tylko drużyna superbohaterów może go powstrzymać. Co o podsumowaniu 10 lat MCU sądzę możecie przeczytać w mojej opinii tutaj.

Cicha Noc (2017)

Pracujący za granicą Adam wraca do rodzinnego domu na Boże Narodzenie. Nikt z krewnych nie spodziewa się jak wielki wpływ na ich życie będą miały dalsze wydarzenia wigilijnej nocy. Znakomity debiut reżyserski w pełnym metrażu Piotra Domalewskiego, który stworzył jeden z lepszych filmów zeszłego roku. Muszę pochwalić go za scenariusz, a zwłaszcza dialogi, które brzmią tak prawdziwie, że ogląda się film jak zapis Wigilii, którą pewnie nie jeden widz miał okazję przeżyć. A nawet jak ma się zupełnie inne wspomnienia to zapewne wielu widzów słyszała o sytuacji analogicznej do przedstawionej w filmie. Udało się ekipie wykreować tak prawdziwą atmosferę, że bardzo szybko widz zaczyna się czuć w rodzinie Adama jakby był u siebie.

Oprócz reżyserii, scenariusza i rzeczywistych dialogów muszę pochwalić obsadę na czele z Dawidem Ogrodnikiem, Tomaszem Ziętkiem (są tak do siebie podobni że można uwierzyć że są braćmi), Agnieszką Suchorą i Jakubikiem w rolach głównych. Podoba mi się też to, że mimo wychodzenia rodzinnych brudów i lania się wódki, a w obsadzie jest też aktor Smarzowskiego, to nie jest produkcja w stylu reżysera “Domu złego”, bo na koniec filmu można dostrzec przysłowiowe światełku w tunelu. Ocena: 5/6.

Den of Thieves (2018)

Nick Flanagan stoi na czele cieszącej się złą sławą w przestępczym światku grupy agentów, którzy zasłynęli likwidacją najbardziej niebezpiecznych gangów. Flanagan stosuje metody równie brutalne jak jego przeciwnicy i nigdy nie odpuszcza. Ray Merriman organizuje skok, który ma go ustawić do końca życia.

den-of-thieves

Nie wiem czy twórcy filmu inspirowali się genialną “Gorączką” Michaela Manna, ale wcale bym się nie zdziwił. Oczywiście ten sensacyjniak z Gerardem Butlerem i Pablo Schreiberem w rolach głównych nawet nie dorównuje klasykowi kina akcji jakim jest film Manna, ale to nie zmienia faktu, że to dobre, męskie kino akcji. Podoba mi się pomysł, że Ray budzi większą sympatię jak postać grana przez Butlera, który zachowuje się jak buc i wieśniak przez większość filmu przez co ciężko Nicka polubić. Ocena: 4.5/6.

Hostiles (2017)

Rok 1982. Rosalie Quiad jako jedyna przeżywa napaść na dom. W tym samym czasie kapitan Joseph J. Blocker dostaje rozkaz eskortowania więźnia Żółtego Jastrzębia do jego domu gdzie będzie mógł spokojnie umrzeć. Blocker niechętnie wykonuje rozkaz, bo wódz Czejenów wymordował jego przyjaciół i ma sporo na sumieniu, podobnie jak kapitan Blocker. Scoot Cooper stworzył kapitalny (anty)western przypominający trochę “Tańczącego z wilkami” z perspektywy przeoranych moralnie  żołnierzy, którzy po latach walk z Indianami stracili człowieczeństwo. Świetny film o próbie oczyszczenia i przebaczenia między Indianami i Amerykanami.

7818231.3

Film jest mocny, brutalny, ciężki, ale też ma wolne tempo mimo kilku strzelanek. Mnie od pierwszych scen kupił klimatem co też jest zasługą nie tylko reżysera i scenarzysty w jednym, ale operatora zdjęć, które są przepiękne i muzyki, która idealnie współgra z obrazem (ostatnia scena!). Choć nie zdziwię się jak wiele osób wynudzi, ale ja jestem zachwycony. Christian Bale gra jedną z najlepszych ról, ale nie gorszy jest drugi plan czyli Rosamund Pike, Wes Studi, Rory Cochrane, Timothee Chalamet. Zresztą nawet trzecioplanowe role to same dobre nazwiska jak Ben Foster, Stephan Lang, Peter Mullan, Scott Wilson. Znakomity (anty)western z doskonałym zakończeniem. Ocena: 5/6.

In the Fade (2017)

Niemcy. W ataku bombowym giną mąż i syn Katji. Zrozpaczona kobieta postanawia walczyć o sprawiedliwość. Jeśli nie mylę się jest to debiut Diane Kruger w filmie niemieckim i zagrała pierwszorzędnie. Jest to jedna z jej najlepszych ról, to na niej się cały film trzyma, ale poza rolą aktorki pochodzącej z Niemiec nie ma się czym zachwycać i dlatego oceniam na 3.5/6.

Kodachrome (2018)

Umierający fotograf i skłócony z nim syn zarządzający firmą muzyczną razem udają się na wyprawę do ostatniego zakładu, który wciąż wywołuje klisze Kodachrome. Dobry dramat z Edem Harrisem, Elisabeth Olsen i Jasonem Sudeikisem w rolach głównych. Ocena: 4.5/6.

Najlepszy (2017)

Historia inspirowana życiem Jerzego Górskiego, który ukończył bieg śmierci oraz ustanowił rekord świata w triathlonowych mistrzostwach świata zdobywając tytuł mistrza na dystansie Double Ironman. Ale jego droga do bycia sportowcem nie była typowa, bo wcześniej był narkomanem. Lukasz Palkowski już w “Bogach” o Relidze pokazał, że potrafi nakręcić dobry polski film w hollywoodzkim stylu. W przypadku “Najlepszego” mamy do czynienia z czymś na kształt polskiej wersji “Rocky’ego” i to stwierdzenie nie jest przesadą.

Świetna rola Jakuba Gierszała, który na początku filmu gra gościa, którego ciężko polubić, ale udało się aktorowi pokazać przemianę jaką bohater przechodzi i jak walczy ze swoją “ciemną stroną”. Dobry jest też drugi plan czyli Anna Próchniak i Kamila Kamińska, Jakubik, Woronowicz oraz rewelacyjny jak zawsze Gajos. Film świetnie wyreżyserowany, ma dobre dialogi i świetną muzykę oraz zdjęcia. Jest też kapitalnie zmontowany dzięki czemu film ma pulsujący i żywy rytm. Idealny przykład dobrego polskiego kina rozrywkowego, który powinien wysłany być jako kandydat do Oscara, bo amerykanie uwielbiają takie historie. Ocena: 4.5/6.

On the Milky Road (2016)

Powrót do kina Emira Kusturicy po 8 latach i już pierwsze sekwencje przypominają o tym, że reżyser “Underground” i “American Dream” to jeden z najbardziej wyrazistych twórców. Serbski reżyser kreuje jak zawsze barwny świat, ale pomimo kilku popisowych scen i jak zawsze dobrej muzyki (ale już nie Gorana Bregovica) i dobrych ról reżysera oraz Moniki Bellucci to film niestety nie jest aż tak dobry jakby mógł być. Pierwsza godzina była spoko, ale czym dłużej trwał to zaczynało nudzić mnie to połączenie love story, baśni i kina wojennego w stylu Kusturicy. Więc średnio film wspominam i dla mnie “Na Mlecznej Drodze” zasługuje na 3.5/6. Ale chętnie obejrzę kolejne filmy Kusturicy i liczę, że nie zniknie z kina znowu na długie lata. A co do Bellucci to wciąż piękna, ale nie ustępuje jej talentem i urodą Sloboda Micalović.

280full

Paddington 2 (2017)

Pomyłkowo osadzony w areszcie wśród zepsutych do szpiku kości typów spod ciemnej gwiazdy rezolutny niedźwiadek o nienagannych manierach i skłonności do wpadania w tarapaty zrobi wszystko, by sprowadzić ich na dobrą drogę. Dobra rozrywka dla dzieci i dorosłych,  a nawet powiem, że film lepszy od części pierwszej. Sporo fajnego humoru dla dzieci i starszych oraz nawiązań do popkultury. Warto obejrzeć choćby dla obsady czyli Bena Whishawa, Sally Hawkins, Bonneville, Jima Broadbenta, Julie Walters, a w małych rólkach pojawiają się Michael Gambon, Peter Capaldi i Ayoade (Technicy-Magicy). Osobne słowa uznania należą się Brendanowi Gleesonowi w roli pana Golonki i Hugh Grantowi, który daje czadu w roli aktora mającego najlepsze lata kariery dawno za sobą. Warto obejrzeć do końca, też napisy końcowe. Ocena: 4.5/6.

Paterno (2018)

Joe Paterno jest doskonałym trenerem futbolu amerykańskiego, który zdobył najwięcej tytułów w historii. Mężczyzna cieszył się ogromną popularnością do czasu kiedy w listopadzie 2011 roku wybuchł skandal. Jego były współpracownik został oskarżony o wykorzystywanie seksualne młodych chłopców. Szybko wyszło też na jaw, że Paterno mógł mieć wiedzę na temat poczynań Sandusky’ego.

Porządny film Barry Levinsona dla stacji HBO o którym bym zapomniał zaraz po seansie gdyby nie rola Ala Pacino, któremu przypomniało się, że jest dobrym aktorem. Bo ostatnie jego filmy to padaka nad padakami, ale najgorsze, że grał tak jakby za karę, a nawet ciężko powiedzieć, że grał, bo wyglądał jakby był zmuszany do bycia na planie, tak znudzony że widzowi znudzenie się udzielało. Film HBO pokazuje że dla tak zasłużonych aktorów jak właśnie Al Pacino, ale też choćby De Niro to w dzisiejszych czasach miejsce nie jest w kinie gdzie rządzą prequele, sequele, reeboty, tylko w kablówkach  i platformach streamingowych gdzie powstają filmy i seriale godne ich talentu. Ocena: 4/6.

Revolt (2017)

Połączenie “Wojny światów” z filmami Neilla Blomkampa, ale za wiele o mniejszą kasę. Jest to tani film klasy B, efekty specjalnie aż kłują w oczy, ale lepiej oglądało mi się tego odmóżdżacza od ostatnich superprodukcji Michaela Baya. Film na którym można mózg wyłączyć i się dobrze bawić. Przypomniały mi się klasyki z ery VHS jakie trzaskało się na magnetowidzie za dzieciaka. Jedynie co mnie zastanawiało przez cały seans co w takim filmie robi Lee Pace, skądinąd dobry aktor, którego kariera się nie skończyła i zaczął grać w czym popadnie. Nie jest to przypadek takiego aktora jak Nicholas Cage, no i Pace jest wciąż młody. Chyba jest fanem tego typu filmów, bo innego wytłumaczenia nie znajduję na udział w takiej produkcji. Ocena: 3.5/6.

The Battleship Island (2017)

Korea, II wojna światowa. Kang-Ok Lee jest muzykiem, który samotnie wychowuje córkę. Wraz z dzieckiem i zespołem muzycznym stara się dotrzeć do Japonii aby rozwinąć swoją karierę. Trafiają na japońską wsypę gdzie mężczyźni pracują w kopalni, a kobiety i dzieci trafiają do burdelu. Film nie przedstawia prawdziwej historii, ale wydaje mi się, że chodziło o pokazanie historii wyspy Hashima i losów pracujących tam niewolników, a historia muzyka to jeden z elementów fabuły. Świetnie zagrane, wyreżyserowane i zmontowanie z rewelacyjną muzyką.

2017 - Battleship Island 2

Wiele filmów z Korei Południowej widziałem, ale to jak wyglądają pod względem technicznym, czyli sceny walk i z jakim rozmachem są zrealizowane to nie przestawia mnie w każdym koreańskim filmie zadziwiać. I można tylko pozazdrościć, że w Korei Południowej powstają tak dobre filmy ku pokrzepieniu serc, patriotyczne. Za każdym razem jak oglądam dobrą azjatycką produkcję to żałuję, że nie trafiają do polskich kin, bo takie filmy powinno się oglądać na jak największym ekranie. Ocena: 5/6.

The Commuter (2018)

Kolejny wspólny film reżysera Collet- Serra i Liama Nessona, ale nie dorównuje wcześniejszym ich wspólnym filmom takim jak “Nocny pościg”, “Non-stop” i “Tożsamość”. Wina leży po stronie fabuły, która jest tak absurdalna, że zupełnie nie działa przez co film nie wywołuje emocji i nie trzyma w napięciu. Szkoda nie tylko Nessona, ale też reszty obsady jak Wilsona, Farmigi, Jonathana Banksa i Sama Neilla na tak średni produkt. Ocena: 3.5/6.

The Greatest Showman (2017)

Hugh Jackman to moim zdaniem jeden z takich aktorów, który idealnie odnalazł by się w dawnym Hollywood. Karierę zrobiłby w każdej epoce, zwłaszcza w latach gdy w kinach królowały musicale byłby na szczycie. Większość zna go jako Wolverine’a, ale jest to też utalentowany piosenkarz i tancerz, aktor estradowy, tylko jakoś nie ma szczęścia do filmów gdzie mógłby pokazać pełnię swojego talentu. Takim filmem mogli być “Nędznicy” gdzie oprócz niego śpiewali dobrze np. Anne Hathaway albo próbowali śpiewać i nie wychodziło np. Russelowi Crowe. A w przypadku “Króla rozrywki” jest o wiele lepiej, ale też nie idealnie. Jackman wypada dobrze, ale na więcej go stać, równie dobry jest Zac Efron i Zendaya, jedynie Michelle Williams, choć ma kilka ładnie zaśpiewanych scen to w sumie do grania nic nie ma.

landscape-1495116925-hugh-jackman-the-greatest-showman

Ale warto zobaczyć choćby dla sceny z piosenką “Never Enough” zaśpiewaną przez Jenny Lind, którą gra Rebecca Ferguson, ale to nie ona śpiewa tylko Loren Allred. Przyznam że nie zauważyłem, że “zastąpiono” głos Ferguson. A wykonanie zwala z nóg i scena jest świetna. Ogólnie jest to porządny musical inspirowany historią legendarnego showmana estrady  i to trzeba mocno zaznaczyć. Film nie ma nic wspólnego z życiem P.T. Barnuma, który wcale nie był tak dobrym człowiekiem jak w musicalu go przedstawiono, bo był okrutny dla swoich pracowników (i to jest najłagodniejsze określenie). Ale film sam w sobie jest na tyle porządny że postawię 4-/6.

The Post (2017)

Właścicielka dziennika „The Washington Post” Katherine Graham i redaktor naczelny Ben Bradlee stają na czele bezprecedensowego starcia amerykańskiej prasy z najwyższymi władzami walcząc o prawo do ujawnienia szokujących tajemnic przez cztery dekady ukrywanych przez władze USA. Typowy Spielberg z ostatnich lat czyli ważny temat dla reżysera, ale przedstawiony w taki sposób, że ogląda się jak dobre kino rozrywkowe, bez chwili znudzenia. Jest nawet trochę humoru jak np wątek z córką Bena i lemoniadą:-)

Film jest ciekawy na poziomie metaspielbergowym, bo kilka scen wygląda jakby pochodziły z innych i lepszych filmów reżysera, np. scena gdy dziennikarze otwierają pudełko z dokumentami wygląda niczym sekwencja z Indianą Jonesem, który znalazł cenny skarb, albo sekwencja z błękitną poświatą kserokopiarki przywodzi na myśl scenę jak z “Bliskich spotkań trzeciego stopnia”, tak jakby doszło do dotknięcia nieznanego.

Jak to u Spielberga jak zawsze dobra muzyka Williamsa, świetny montaż i zdjęcia, ale ogólnie to film średni, bo za wiele emocji nie obudził mimo świetnego poziomu realizacyjnego. Z filmów prasowych bardziej podobał mi się “Spotlight”. Aktorsko nie mam się do kogo przyczepić, ale też zachwycać się nie ma kim. Jak zawsze dobre role Hanksa i Streep, ale też nie grają nic takiego czego bym wcześniej nie widział. Zwłaszcza Hanks, bo jednak aktorka z której się żartuje, że wystarczy że wstanie z łóżka i ma nominację do Oscara ma trochę inną rolę z jakich znana jest, bo tym razem nie gra twardej kobiety, tylko postać niepewną swoich decyzji, która nie czuje się pewnie na swoim stanowisku.

Więc bardziej od pierwszego planu zaciekawił mnie drugi plan, bo same znane twarze z wielu seriali. Już w pierwszej scenie widzimy Matthewa Rhysa znanego dobrze z głównej roli w “The Americans”, a oprócz niego swoje 5 minut ma też Bob Odenkirk znany z “Breaking Bad” i “Better Call Saul” czy Jesse Plemons. Oprócz nich pojawiają się też tak świetne aktorki jak Sarah Paulson (seriale Ryana Murphy’ego na czele z “American Horror Story”),  Carrie Coon (“The Leftovers” i 3 sezon “Fargo”), ale niestety panie nie mają szansy na to by pokazać swój talent aktorski. Podsumowując film zły nie jest, ale też niczym mnie nie zachwycił  i dlatego postawię tylko 3.5/6.

Wonder Wheel (2017)

Gdy Woody Allen był u szczytu swoich możliwości i kręcił prawie same dobre filmy to nie oglądałem jego filmów. A ostatnio gdy trzaska film za filmem to oglądam, choć z tego co wiem od lepiej zorientowanych w temacie jego filmografii daleko tym produkcjom do jego starych filmów. Nie mam żadnego zdania o Allenie, jego filmy mnie nie interesują i nie interesowały, ale od kilku lat oglądam niektóre tylko ze względu na obsadę – tak było z filmem “Blue Jasmine”, który obejrzałem ze względu na rewelacyjną Cate Blanchett czy “Cafe Society” ze względu na Blake Lively. Widziałem też z tych samych powodów “Celebrity” i “Strzały na Broadwayu”. A z tych najbardziej znanych filmów reżysera to widziałem “Wszystko co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale baliście się zapytać” i “Purpurową różę z Kairu”.

WA16_D12_0335.RAF

Identyczna sytuacja jest z “Wonder Wheel” który obejrzałem tylko ze względu na Kate Winslet i Jima Belushi. Winslet i Belushi to klasowi aktorzy, którzy nie schodzą poniżej swojego poziomu i podobnie jest tutaj. Co do Jima Belushiego to jego druga dobra w ostatnich latach, a mam na myśli też występ w 3 sezonie Twin Peaks gdzie stworzył kapitalny duet z Robertem Knepperem. Mam nadzieję, że wrócił do kina klasy A na stałe. Niestety film pomimo starań aktorów czym dłużej trwał to zaczął mnie nudzić, a bohaterka grana przez Winslet wkurzać i dlatego oceniam go jako słabą produkcję. Tak na marginesie dla fanów serialu “Rodzina Soprano” jest niespodzianka, bo pojawiają się Tony Sirico i Steve Schirripa, którzy grali w “Sopranos” Pauliego “Walnuts” Gualtieri i Bobby’ego Baccialieriego. Oczywiście w filmie Allena też grają gangsterów. Ocena: 3/6.

You Were Never Really Here (2017)

Historia byłego agenta do zadań specjalnych, Joe, mężczyzny pełnego sprzeczności i zagubionego na krawędzi autodestrukcji. Widział już prawie wszystko, a prześladujące go wspomnienia sprawiają, że chciałby, aby świat o nim zapomniał. Jednak gdy zaginie pewna nastolatka podejmie się jej odnalezienia. Zaznaczam że to nie jest kino akcji i zemsty tylko dramat psychologiczny, który wykorzystuje elementy kina gatunkowego i bawi się nimi. Wszelkie brutalne sceny są pokazywane z daleka albo po fakcie.

Twórców filmu interesuje to co siedzi w głowie bohatera granego jak zawsze doskonale przez jednego z najlepszych aktorów czyli Joaquina Phoeniksa. Aktor dosłownie wtapia się w rolę, w filmie nie ma Phoeniksa, ale jest bohater na granicy destrukcji. Film jest ciężki, ale też jest trochę humoru (sceny nawiązujące do “Psychozy”) i czułości, zwłaszcza w wątku Joe i jego mamy równie dobrze zagranej przez Judith Roberts. A poza tym świetna reżysera, montaż, zdjęcia i doskonała muzyka Johnny’ego Greenwooda z Radiohead tworzą ciekawy i dobry film, ale nie dla każdego widza. Ocena: 4.5/6.

You-Were-Never-Really-Here-poster-600x889

Advertisements
Kwiecień 2018 – filmy

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.