Maj 2018 – filmy

 

screen_shot_2018-04-19_at_3.37.26_pm

Anon (2018)

Nie wiem skąd tak słabe opinie ma nowy film Andrew Niccoli, reżysera “Gattaci”, gdyż to może nie jest dobry film, ale przyzwoite SF w stylu “Black Mirror”. Chociaż bardziej pasuje określenie kryminał noir, bo mamy do czynienia z klasyczną historią z tego gatunku o detektywie którego zaczyna fascynować tajemnicza kobieta i oczywiście wpędza go w kłopoty. W roli femme fatale Amanda Seyfried a detektywa gra Clive Owen i pasują idealnie do swoich ról. Ocena: 4-/6.

Atak Paniki (2017)

Wielowątkowa opowieść, w której zwykli ludzie wpadają w wir nieoczekiwanych zdarzeń. Dobry debiut reżyserski Pawła Maślany w pełnym metrażu ze świetnymi rolami wszystkich aktorów (m.in Żmijewski przypomniał sobie że potrafi grać coś więcej jak księdza w wiadomym serialu). “Atak Paniki” jest świetnie zmontowany, ma dobry scenariusz i dialogi .Ocena: 4.5/6.

Black Panther (2018)

18 odcinek serialu kinowego MCU wyróżnia się przede wszystkim przedstawieniem ojczyzny Czarnej Pantery czyli Wakandy. Nie przypominam sobie filmu Marvela (może poza pierwszym Thorem) gdzie tak bardzo skupiano by się na przedstawieniu fikcyjnego państwa z pokazaniem mitologii, wierzeń, rytuałów, wynalazków. Kolejnym plusem jest kapitalna muzyka oraz aktorzy. Oczywiście Bosman jest idealnym księciem co pokazał już w “Kapitanie Ameryce: Wojnie bohaterów”.

Dobry jest też Michael B. Jordan jako antagonista, ale trochę go za mało było. Ale najlepsze są panie. Mam na myśli miłość księcia czyli Nakie, a przede wszystkim Okoye (znana lepiej jako Michonne z “Walking Dead”) i siostrę głównego bohatera czyli przeuroczą Shuri. Kapitalny jest też Andy Serkis w roli drugoplanowej, który bawi się rolą złego charakteru. Pokazał, że nie jest specjalistą tylko od ról motion capture jak Gollum w “Hobbicie” i “Władcy Pierścieni”,  Cezar w nowej trylogii Planety Małp albo Kong w “King Kongu” Petera Jacksona.

tmp_gVBAWW_992dda19067a3fc9_BlackPanther596d2f1f8957b

Sporym zaskoczeniem jest dla mnie to jak istotną rolę ma agent CIA Ross grany przez Martina Freemana. Do tej pory gdy pojawiał się w filmach MCU to był jeden z wielu aktorów znanych, który gra epizodyczną rolę. Więc pewnie dlatego, że mało go było we wcześniejszych filmach to nie wywoływała ta postać żadnych emocji. A  tutaj udało mu się stworzyć fajną i ciekawą postać, którą widz od razu polubi. Ogólnie “Czarna Pantera” to porządna produkcja, trochę przypominająca mi “Króla Lwa”. Nie ma się czym zachwycać, ale też rozumiem doskonale czemu ta akurat produkcja rozbiła bank w USA i pobiła wszelkie rekordy – afroamerykanie potrzebują bohaterów z którymi mogą się identyfikować.  Ocena: 4-/6.

marvel-black-panther-movie-stills-10

Bleeding Steel (2017)

Przyzwoita produkcja z Chanem w starym stylu. Co prawda nie wyczynia już takich cudów jak kilkadziesiąt lat temu co zrozumiałe, bo ma 64 lata, ale muszę przyznać, że zaskoczył mnie bo ma kilka popisowych scen. Myślałem że całkowicie daruje sobie tego typu wyczyny jak zapowiadał kilka lat temu, ale jednak pokazuje że jeszcze daje rade. Wiadomo że nie ma scen dorównujących jego najlepszym popisom, ale miło mnie zaskoczył Jackie Chan. Choć  też oddaje pole do popisu młodszemu pokoleniu by wykazali się sprawnością fizyczną. Sympatyczna rozrywka typowa dla Chana gdzie dużo się dzieje, kilka fajnych scen akcji i jak zawsze dobra choreografia walk. Ocena: 4-/6.

Cargo (2017)

Można powiedzieć, że to horror o zombiakach, którego akcja dzieje się w Australii, a ja mam hopla na punkcie ojczyzny Aborygenów, więc to był obowiązkowy seans. Chociaż to bardziej kino surwiwalowe połączone z dramatem, bo żywych trupów za wiele w filmie nie ma. No i nie są to do końca zombiaki znani z filmów Romero czy Danny’ego Boyle’a. A skoro  Australia to świetne zdjęcia i klimat postapokaliptyczny trochę jak z Mad Maxa. W roli głównej Martin Freeman i to trzeba przyznać, że jest ciekawy wybór. Aktor jest znany z ról poczciwych ludzi, a nie superherosów, i taką rolę też ma tutaj, ale sprawdza się. Jego bohater budzi sympatię w próbach ocalenia córki i zapewnienia jej jakiegoś tam życia w świecie opanowanym przez zarazę. “Cargo” to przyzwoite filmidło inspirowane krótkometrażówką pod tym samym tytułem. Ocena: 4-/6.

Dark Crimes (2016)

Kryminał/thriller w koprodukcji amerykańsko – polskiej inspirowany prawdziwą historią pisarza Krystiana Bali, którą już opowiedziała rok temu Kasia Adamik w filmie “Amok”. Film zapowiadał się na ciekawą produkcję z Jimem Carreyem, Martonem Csokasem, Charlotte Gainsbourg, Piotrem Głowackim, Agatą Kuleszą i Robertem Więckiewiczem. Gdybym robił listę najgorszych filmów roku to zajmował by “Dark Crimes” jeśli nie pierwsze to jedno z pierwszych miejsc, bo dawno nie widziałem tak złego i przeokrutnie nudnego dzieła.

Na dodatek mnie trochę ząb bolał, ale większym bólem było dla mnie oglądanie “Dark Crimes”. Film się tak dłużył, że jak sprawdziłem ile minęło od rozpoczęcia seansu to było dopiero 30 minut, a myślałem że film idzie już 120 minut. Film nie jest długi, bo trwa 90 minut, ale nie dość że nudny to jeszcze brzydki wizualnie. Widać że ekipa chciała stworzyć mroczny dreszczowiec, ale przesadzili z mrokiem i brudem. Gdybym nie wiedział, że kręcono w Krakowie to bym po obejrzeniu filmu się tego nie domyślił, bo równie dobrze mogliby kręcić w moim miasteczku i w moim bloku.

Chyba cały budżet poszedł na Jima Carreya i resztę zagranicznych aktorów, bo film wygląda bardziej biednie jak polskie telenowele. Nie mówię tego ze złośliwością, ale odniosłem wrażenie, że kręcili w jednym bloku. Raz ten blok “grał” dom bohatera Jima Carreya, innym razem to było mieszkanie pisarza albo sadomasohistyczny dom publiczny, czy pokój przesłuchań.

Dark.Crimes.2016.1080p.AMZN.WEB-DL.DDP5.1.H.264-NTG.mkv_snapshot_00.26.27

Więc wcale się nie dziwię, że dwa lata film przeleżał na półce i powinien tam pozostać. Film się tak wlecze, że udziela się to nie tylko bohaterom, którzy nic tylko się snują na ekranie, ale też mnie bo poczułem się znudzony tak jak bohaterowie. A poza tym to nie wiem czyj to pomysł – reżysera czy zdjęciowca – ale ktoś wpadł na to by kamera stała w miejscu, a bohaterowie stali/siedzieli przez długie minuty i patrzyli prosto w kamerę z cierpieniem w oczach i mówili. Odniosłem wrażenie, że ekipa jest tak znudzona, że nawet nie chciało im się pobawić zdjęciami i montażem.

Zaznaczam, że do aktorów nic nie mam, bo nie mają nic do grania, a  przecież np. Więckiewicz czy Kulesza to świetni aktorzy. Choć “najlepszy” jest Głowacki w roli partnera Carreya, gdyż jego rola ogranicza się do chodzenia za Carreyem, stania w cieniu w pokoju przesłuchań i milczenia. Dosłownie zachowuje się jak piesek, który chodzi za swoim panem. Mam na myśli też aktorów zagranicznych, że nie mają nic do grania. A Jim Carrey to nie tylko dobry komik, ale jeszcze lepszy aktor dramatyczny (np. “Truman Show”, “Zakochany bez pamięci”), a nie ma co grać.

Nie sądziłem, że to powiem ale polski  “Amok” opowiadający tą samą historię to pomimo wad całkiem przyzwoite filmidło w przeciwieństwie do tego dzieła. Ja rzadko daję jedynki, ale w tym przypadku postawię, bo zupełnie nic się w tej produkcji nie udało. Jedyne co dobrego spowodowała ta produkcja to przypomniała mi o Zbigniewie Zamachowskim, że dawno go w niczym nie widziałem.  Film jest tak przeokrutnie nudny, że w ostatniej scenie odniosłem wrażenie że gliniarz grany przez Jima Carrey’a usnął, tak się zmęczył tą chałą. Piszę bez złośliwości i serio tak pomyślałem, że bohater usnął ze znudzenia co można zobaczyć na zdjęciu poniżej. Ocena: 1/6.

Dark.Crimes.2016.1080p.AMZN.WEB-DL.DDP5.1.H.264-NTG.mkv_snapshot_01.30.24

Death Wish (2018)

Nie jestem fanem “Życzenia Śmierci” z Charlesem Bronsonem, choć oglądałem wszystkie części tego cyklu i doceniam wkład tej serii do gatunku jakim jest kino zemsty. Ale żebym był dobrze zrozumiany to nie jest słaby czy przereklamowany film (co innego kolejne części), tylko jest dla mnie produkcją, którą oceniam jako film w porządku i może dlatego nie ruszyło mnie, że Eli Roth nakręcił kolejną wersję tej samej historii. Miałem napisać remake tylko, że to jest adaptacja książki, czyli domyślam się, że na podstawie tej samej powieści powstał klasyk z Bronsonem.

Ale przede wszystkim miałem nie oglądać, bo od czasów ostatniej części Szklanej Pułapki obraziłem się na Bruce’a Willisa za to co zrobił z Die Hard. Gra w samych chałach – dlatego nie oglądam z nim filmów. Widziałem z dwa, trzy nowe filmy z Willisem w ostatnich latach. Ale postanowiłem sprawdzić czy wciąż jest tak znudzony na planie,  że aż widzom się jego znudzenie udziela. No i niestety tak. Willis przez cały film ma jeden wyraz twarzy. Nie widać żadnej zmiany w bohaterze po stracie rodziny, jedzie na autopilocie, ale jako całość to nie jest aż tak słaby film jak się spodziewałem, tylko średnia produkcja. Szkoda jedynie Elisabeth Shue, Deana Norrisa (chyba zawsze będzie już grał gliniarzy i agentów różnych służb) i D’Onofrio na taki przeciętniak. Ocena: 3/6.

Dune (1984)

Przypomniałem sobie ambitną porażkę Lyncha po której reżyser “Człowieka Słonia” (po sukcesie tego filmu zaproponowano Davidowi ekranizację powieści Herberta) postanowił więcej nie bawić się w superprodukcje.  Film kręcono 3 lata i ciągłe wojny z producentami, że więcej już nic nie nakręcił z gatunku SF, ani żadnej superprodukcji. Ale tym razem obejrzałem wersję w której zamiast nazwiska reżysera jest pseudonim Judas Booth i Alan Smithee. Smithee jest to pseudonim używany przez reżyserów gdy nie chcą z daną wersją filmu mieć nic wspólnego. Dotyczy to wersji, którą bez zgody reżysera producenci zmontowali dodając sceny, które Lynch wyciął, a na początku filmu posłużono się rysunkami ze storyboardu. No i taką wersje prawie 3godzinną obejrzałem.

Przyznam, że nie pamiętam dokładnie wersji lynchowej, ale pamiętam że to był chaotyczny film do którego widać, że producenci się wtrącali. Więc nie dziwne, że reżyser nie chce mieć z filmem nic wspólnego i omija temat Diuny w każdym wywiadzie. Producenci dokręcili kilka scen bez zgody reżysera, dodali monologi by fabuła była zrozumiała, np. początek w lynchowej wersji z Virginią Madsen to nie jest pomysł reżysera (w wersji tej co widziałem Madsen pojawia się w epizodzie i nie ma żadnego dialogu) i w przypadku dłuższej wersji nic się nie zmieniło, bo to wciąż chaotyczny film.

9e62d85a3857b31b10a7201df291929a

“Diuna” to ambitna porażka, ale lubię tą porażkę. Co prawda niektóre sceny z efektami specjalnymi się bardzo postarzały, ale sporo scen robi wciąż wrażeniem realizacyjnym rozmachem. Film ma przepiękne zdjęcia i znakomitą obsadę. Tutaj nawet w epizodzie pojawiają się znane nazwiska, a część aktorów to ci co w latach 80ych zaczynali karierę. Pojawiają się np. Brad Dourif, Linda Hunt, Virginia Madsen, Jurgen Prochnow, Max von Sydow, Dean Stockwell, Sean Young, Patrick Stewart i Sting. Oczywiście skoro to film Lyncha to pojawiają się jego ulubieni aktorzy jak Everett McGill, a przede wszystkim jego przyjaciele jak Jack Nance, w tamtych latach mąż aktorki co grała Damę z Pieńkiem w “Twin Peaks” (grał w każdym filmie Lyncha, oprócz “Człowieka słonia”, czyli od “Głowy do wycierania” do “Zagubionej Autostrady”) oraz Kyle McLachlan.

Muszę powiedzieć, że jak uwielbiam  pupilka Lyncha, który nie wiedzieć czemu, a to naprawdę dobry aktor, najlepsze role zaliczył u swojego przyjaciela. Jakoś tylko twórca “Dzikości serca” potrafi cały talent aktorski wyciągnąć z agenta Coopera. Choć ma kilka dobrych nie lynchowych ról, jak w np. “The Doors”, “Hidden”, “Flitstones”, czy w “Procesie” wg Kafki, ale kojarzony jest głównie jako aktor i przyjaciel Lyncha. Zapamiętałem McLachlana z dotychczasowych seansów “Diuny”, że niezbyt dobrze wypadł i jest nijaki.

914ef0297083dd555bf1a66e4a38e5c0

Do tej pory uważałem, że trema go musiała zjeść, a przecież to była rola główna w superprodukcji co do której były wielkie oczekiwania i producenci nie szczędzili na nią kasy, która okazała się wtopą finansową i artystyczną. Więc też nie dziwiło mnie, że nie dał rady debiutując w produkcji, wobec której były tak wielkie oczekiwania, ale przyznam, że myliłem się przez te lata od ostatniego seansu “Diuny”. Miałem mylne wyobrażenie o debiucie McLachlana, jak teraz oglądałem to podobał mi się w roli Paula.

Tworzy ciekawą postać, może to nie jest poziom jego najlepszych ról, ale jak na debiut wystarczy. Nie odstaje wcale od reszty. Widać u 24- latka potencjał aktorski. Ale zastanawiało  mnie w czasie seansu co innego, to jak udało się Lynchowi namówić producentów by zatrudnić debiutanta do głównej roli. Może uznali, że tyle nazwisk znanych pojawia się, że zaoszczędzą na nieznanym nikomu debiutancie.

maxresdefault

Co do filmu to co prawda nie do końca jest udany produkt, ale trzeba przyznać, że nawet w chaotycznej superprodukcji widać rękę reżysera. Jest kilka scen co mi się kojarzyły z “Głową do wycierania”, a nawet z nowym TP. No i jak to bywa u Lyncha z negatywnymi postaciami  budzą przerażenie i niepokój, ale też fascynują.

Tak jest z Dennisem Hooperem w “Blue Velvet” czy BOBem w “Twin Peaks” – identycznie jest z Baronem i jego ludźmi, których świetnie grają Kenneth McMillan, Brad Dourif i Sting (nigdy nie zapomnę sceny jak Sting wyłania się w samych majtkach i Baron wyraźnie na niego leci). Szarżują na całego, widać jaką mają dobrą zabawę.

david lynch boxset 02

Za każdym razem jak oglądam filmy Lyncha odnoszę wrażenie, że chyba musi reżyser kochać psychopatów ze swoich filmów. Oprócz aktorstwa (choć nie każdy gra dobrze, bo niektórzy grają strasznie drewnianie i co ciekawe nie aktorzy znani z Twin Peaks, jak Ed czy Pete Martell) oraz zdjęć i strony wizualnej film zachwyca jak to w filmach Lyncha bywa muzyką.

Reżyser “Blade Runner  2049” planuje nakręcić kolejną adaptację powieści, ale nie miałbym nic przeciwko gdyby muzyka była ta sama co w filmie z 1984 roku, to co Toto i Brian Eno stworzyli zasługuje na wszystkie możliwe nagrody. Wszystkie sceny, zwłaszcza z czerwiami (czy tylko mnie kojarzą się te stwory z potworami z filmu “Wstrząsy” z Kevinem Baconem?)  i gdy muzyka wychodzi na pierwszy plan to miałem ciary.

7U30

Chociaż muszę powiedzieć, że Lynch nie umie kręcić scen batalistycznych, scen akcji z dużą ilością ludzi. Pewnie to wina tego, że to debiut przy tak ogromnej produkcji.            Po dramacie “Człowiek słoń” wrzucono go na głęboką wodę, ale sceny walk wszystkie są takie sobie.  Może jakby “Diuna” odniosła sukces, a reżyser nakręcił więcej superprodukcji to by sceny akcji byłyby u Lyncha coraz lepsze, ale za to wszystkie sceny z czerwiami dają radę – jest w nich moc i siła.

Podsumowując “Diuna” to nieudany film, w którym są świetne sceny i słabe. Widać w filmie sporo problemów, ale też nie jest to jeden z najgorszych filmów jakie powstały. Po prostu nieudana porażka, którą jednak warto znać. Postawię “Diunie” 4-/6 i można powiedzieć, że tylko lub aż, ale zależy jak na to patrzeć przez problemy co film przeszedł.

Dune-David-Lynch-Hero-1132x620

Fahrenheit 451 (2018)

Bardzo słaba i przede wszystkim nudna ekranizacja powieści Ray’a Bradbury’ego. Szkoda Michaela B. Jordana i Michaela Snannona na tak kiepski film. Ocena: 2.5/6.

Just Getting Started (2017)

Szkoda Morgana Freemana i Tommy Lee Jonesa na tak słabą komedię.  Jest to tak słaby film, że już zapomniałem fabułę. Ocena 2.5/6.

Kaleidoscope (2016)

Film ten pokazuje, że wystarczy mały budżet (prawie cała akcja dzieje się w mieszkaniu) i dobry scenariusz, by powstał przyzwoity  dreszczowiec w stylu filmów Hitchcocka. No i dobry aktor czyli Toby Jones w roli głównej. Ten niskobudżetowy film pokazuje jak można dobrze wykorzystać mały budżet i dobrego aktora w głównej roli, czyli zupełne przeciwieństwo polsko amerykańskiego filmu “Dark Crimes”.  Ocena: 4/6.

Last Flag Flying (2017)

Historia trzech weteranów wojny w Wietnamie – Larry’ego Doca Sheperda, Sala Nealona i Richarda Muellera. Panowie spotykają się po latach, aby pochować syna Doca, który zginął w Iraku. Mężczyzna rezygnuje z pogrzebu z honorami  i decyduje się pochować syna w jego rodzinnych stronach. Film “wojenny” w wydaniu Richarda Linklatera, czyli kino gadane. Więc jak to w kinie Linklatera bywa bohaterowie głównie rozmawiają, a  w tym przypadku o wspólnej przeszłości, wierze w USA i Boga.

Film zleciał szybko jak najlepsze kino akcji dzięki świetnym dialogom, ciekawemu scenariuszowi i dobrej grze trójki głównych aktorów, czyli Carella, Fishburne’a i Bryana Cranstona, którzy tworzą świetne trio. Wierzy się że mają wspólną przeszłość, znają się dobrze od lat. Bardzo dobra produkcja nie tylko dla fanów Richarda Linklatera. Film ogląda się dość lekko mimo poważnych tematów, a czasami się można pośmiać, ale to też nie jest komedia. Taka ciekawostka, że to jest kontynuacja filmu z 1973 roku “Ostatnie Zadanie” z Jackiem Nicholsonem w roli głównej. Ocena: 5/6.

last flag flying

Molly’s Game (2017)

Lubię filmy wg scenariuszy Aarona Sorkina czyli opierające się na szybkich pingpongowych dialogach (np. “Ludzie Honoru”), a w tym przypadku oprócz dialogów dobrych mamy ciekawą obsadę jak Jessica Chastain, Idris Elba, Costner, ale debiut reżyserski Sorkina to średniak, który pokazuje, że jest lepszym scenarzystą jak reżyserem. Ocena: 3.5/6.

Mom and Dad (2017)

Przyznam że czekałem na “Mamę i Tatę”, bo ostatnio Cage wśród gówna jakiego gra trafia na dobre filmy i dobre role (jak choćby film oparty na faktach o amerykanie któremu Chrystus kazał zabić Bin Ladena, bo ma dość nieudolności amerykańskich służb), a “Mama i Tata” zebrała dość pozytywne opinie. Więc sprawdziłem po seansie czy nie pomyliło mi się z innym nowym filmem Cage’a, ale niestety ta mieszanka czarnej komedii nie jest specjalnie udana. Padaka to nie jest jak wiele filmów ostatnich Cage’a, stąd dobre opinie, ale aż tak dobry jak co niektórzy twierdzą to nie jest.

Ale największe dla mnie zaskoczenie dotyczy aktora, bo nie wiem skąd zachwyty nad rolą Cage’a. Spodziewałem się że będzie szarżował jak tylko on potrafi, a nie umywa się jego występ do najbardziej szalonych występów jak choćby w “Złym poruczniku”. Więc zawiodłem się na tej produkcji, która nie do końca wykorzystuje swój potencjał, a pomysł był interesujący. Film opowiada o tym jak w USA rozprzestrzenia się plaga mordowania dzieci przez rodziców (idealny film na seans w Dzień Dziecka lub Dzień Ojca/Mamy:-D).  Z filmu nie dowiemy się co skłoniło mamusie i tatusiów do zabijania własnych pociech, choć jest zasugerowane skąd skłonności mordercze u rodziców, ale ogólnie to nie jest tak dobry film klasy B jakby mógłby być.

A w ramach ciekawostki w roli ojca Cage’a występuje Lance Henriksen i jestem zaskoczony jak dobrze się trzyma. Dawno go w niczym nie widziałem, ale jak mi przemknął w jakimś filmie czy serialu to przeważnie jego rola ograniczała się do siedzenia. Więc myślałem przez to w jakich rolach go obsadzano gdzie głównie siedzi, że jest już tak schorowanym aktorem,  a okazało się, że ma jeszcze sporo w sobie energii. Ocena: 3/6.

Nina (2016)

Dobra biografia Niny Simone ze świetną Zoe Saldaną, która sama wykonuje wszystkie piosenki. Nie jest to typowa laurka, bo na nie mamy tutaj idealnej dziewczyny tylko obraz kobiety trudnej i z problemami. Warto obejrzeć dla Saldany i Davida Oyelowo w roli jej przyjaciela. Ocena: 4.5/6.

Racer and the Jailbird (2017)

Opowieść o miłości pomiędzy Bibi i Gino wymieszana z brutalnym światem przestępczym i skrywaną przez głównego bohatera tajemnicą. Znakomici Matthias Schoenaerts i Adele Exarchopoulos w przyzwoitej mieszance melodramatu z kinem sensacyjnym, ale w przypadku francuskich filmów tak jest (w tym przypadku koprodukcji belgijsko francuskiej), że nawet przyzwoity film wydaje się być ambitniejszy i lepszy od amerykańskich produkcji. Ocena: 4-/6.

racer-jailbird-mustuse

Red Sparrow (2018)

Nie wiem skąd tak krytyczne opinie zbiera nowy film z Joelem Edgertonem i Jennifer Lawrence, bo to fajna rozrywka do której nie należy podchodzić zbyt poważnie. Film oczywiście nie jest pozbawiony wad, ale to dobry film, który przypomniał mi klasyki z ery VHS o Zimnej Wojnie, radzieckich i amerykańskich szpiegach. Ocena: 4.5/6.

Revenge (2018)

Richard spędza ze swoją kochanką upojne dni i noce. Po kilku dniach odwiedzają go koledzy. Jen pada ofiarą gwałtu a przerażeni faceci postanawiają pozbyć się jej raz na zawsze. Znakomita Matlida Lutz w roli dziewczyny która z seks laski świadomej swojej urody zamienia się w twardą laskę pokazującą facetom gdzie jest ich miejsce.  Całkiem udana zabawa kinem zemsty w reżyserii debiutującej Coralie Fergeaut.

Filmowi jeśli chodzi o technikalia jak muzyka i piękne zdjęcia nie można nic zarzucić, bo “Revenge” po prostu wygląda świetnie. Wiele ujęć może posłużyć za tapetę na ekranie monitora. No i cały czas się coś dzieje, ale to nie jest film dla ludzi co boją się widoku krwi. Co prawda gwałt pokazano dość delikatnie, to nie jest poziom np. “Nieodwracalne” z Moniką Bellucci, a później dostajemy prawdziwy hardkor. Krew leje się strumieniami i można się zdziwić, że tyle krwi w sobie człowiek ma. Oczywiście to nie jest kino realistyczne, ale metafora i od widza zależy czy kupi całą historię od początku. Bo już początek wymaga dużego zawieszenia niewiary. Chodzi o fakt jakim cudem przeżyła Jen próbę zabójstwa.

Nie będę wgłębiał się w szczegóły, ale dziewczyna jest lepsza od Rambo i Komando w jednym, w porównaniu z nią Rambo czy Komando to pikuś. W pewnym momencie krwi się tyle leje, że zacząłem się śmiać, a chyba tak miało nie być pomimo tego, że to produkcja, która bawi się kinem zemsty. Realizacyjnie nie ma się do czego przyczepić plus świetna Lutz w roli twardej kobiety z jajami, ale więcej nie dam jak 4-/6, bo jednak film nie trzymał mnie tak w napięciu jak powinien.

revenge

The 12th Man (2017)

Film oparty na faktach. Norwegia, 1943 rok. Grupa członków norweskiego ruchu oporu przybywa z misją do wybrzeża północnej Norwegii. Zostają zaatakowani przez Niemców. Z masakry uchodzi tylko jeden z nich. Jedyną szansą Jana na przeżycie jest dotrzeć do neutralnej Szwecji. Przeprawa ta oznacza walkę ze śniegiem, wichrem, odmrożeniami i halucynacjami. Ścigają go Niemcy na czele z Kurtem Stagem. Świetny Thomas Gullestad w roli Jana Baalsruda i równie dobry Jonathan Rhys Meyers w roli oficera SS, który za wszelką cenę chce go dorwać. Rewelacyjne połączenie kina wojennego z kinem surwiwalowym. “12th Man” przypomina trochę “Zjawę” z Di Caprio, tylko że akcja dzieje się w czasie II wojny światowej. Ocena: 5.5/6.

Skuespilleren Jonathan Rhys-Meyers under innspilling av filmen den 12.

The 15:17 to Paris (2018)

Film opowiada o wydarzeniach z 21 sierpnia 2015 roku we Francji czyli udaremnionym ataku terrorystycznym na pociąg zmierzający do Paryża. Nie mam nic przeciwko temu, że Clint Eastwood w ostatnich latach kręci tylko filmy na faktach oparte i ku pokrzepieniu serc, pokazujące historie prawdziwych bohaterów, tylko że historia ta nie nadaje się na pełny metraż, ale na krótkometrażówkę trwającą 20-30 minut. Niech sobie kręci tego typu filmy, ale żeby były dobre. Najlepsze są ostatnie minuty filmu gdzie obserwujemy akcję w pociągu, bo sceny trzymają w napięciu, ale cała reszta to zapychacz, który jest nudny i nieciekawy.

Obserwujemy dzieciństwo trzech przyjaciół, pobyt w wojsku oraz jak zafundowali sobie wycieczkę po Europie i trochę się czułem jakbym oglądał przewodnik turystyczny w scenach w Europie. Film o wiele słabszy od “Sully’ego”, też opartego na faktach filmu Clinta i który miał podobne problemy jak ta produkcja, czyli historia co nie nadawała się na pełny metraż. Ale miał jeden podstawowy plus czyli Hanksa.

Eastwood wpadł ciekawy pomysł by w rolach głównych obsadzić prawdziwych bohaterów wydarzeń, ale okazali się marnymi aktorami. Anthony Sandler, Alek Skarlatos i Spencer Stone wypadli drętwo  w rolach samych siebie. Zdecydowanie lepiej zagrały dzieciaki wcielające się w ich młodsze wersje. Może to nie jest jeden z najgorszych filmów 2018 roku, ale na pewno jeden z najnudniejszych jakie widziałem w ostatnich miesiącach (choć poziomowi nudy jaki jest w “Dark Crimes” nie dorównuje).

Szkoda że ostatnio Eastwood jest bez formy jako reżyser. Dobrze że 90letnia legenda kina kręci wciąż filmy, ale o tym, żeby nakręcił film na poziomie przyzwoitego “J.Edgara” czy “Changeling”, czy dorównujące tak znakomitym lub wybitnym filmom Eastwooda – reżysera jak np. “Listy z Iwo Jimy”, “Za wszelką cenę”, “Unforgiven” czy “Grand Torino” i wielu innych to mogę chyba już zapomnieć. Słaby i nudny produkt, który równie dobrze mógłby polecieć w każdej telewizji, choćby na Hallmark. Ocena: 2.5/6.

The Clapper (2017)

Za tydzień zapomnę o tej komedii romantycznej mimo udziału Amandy Seyfried. W sumie już teraz czyli dzień po seansie nie wiele z filmu pamiętam. Ocena: 3.5/6.

The Death of Stalin (2017)

Historia zaczyna się od śmierci Stalina. Zjawiają się na miejscu zgonu jego ludzie na czele z Nikitą Chruszczowem i Berią. Zaczyna się walka o wpływy, władzę i dominację w ZSRR. Trzeba przyznać, że udało się reżyserowi pokazać dramat, groteskę oraz grozę jaka panowała w ZSRR, twórcy nie łagodzą obrazu terroru i połączyć to ze smoliście czarnym humorem bez żadnych zgrzytów. Wiele scen wywołuje grozę, ale też czasami pojawiają się zabawne sceny i dialogi.  No i właśnie jak dla mnie tylko “czasami”, bo za wiele razy nie zaśmiałem się.

Film uważany przez wielu za jedną z lepszych czarnych komedii ostatnich lat, ale ja nie do końca zgadzam się z tym. Nie mam nic przeciwko komediom, które poruszają trudne tematy wydające się nie nadawać do tego gatunku jak np. wspaniałe “Życie jest piękne” gdzie mamy tematykę obozów koncentracyjnych czy bardziej pasujący tematyką do tej komedii genialny “Dyktator” Chaplina, ale satyra o zbrodniarzach w ZSRR mnie zwyczajnie znudziła. Jest to po prostu średni film mimo starań aktorów, który idealnie odnaleźli się w konwencji filmu czyli grozy wymieszanej z czarnym humorem.

https _blueprint-api-production.s3.amazonaws.com_uploads_card_image_737108_1a70f1de-a2c3-4dc2-8617-2e44ce1d7b0a

Warto wymienić Simona Russella Bearie w roli przerażającego Berii, Tambora w roli oślizgłego lizusa i gnidy Malenkowa czy świetnego Buscemi w roli Chruszczowa. Oprócz nich pojawiają się m.in. Andrea Riseborough, Jason Isaacs, Rupert Friend czy montypythonowiec Michael Palin jako Mołotow, a w epizodzie Olga Kurylenko. Wszyscy wpasowali się idealnie w klimat filmu, ale grają tak obrzydliwych i nieprzyjemnych sukinsynów, że film mnie zaczął nudzić, bo na nikim mi nie zależało.

Dobrze że pokazano zbrodniarzy tak jak pokazano, że wyśmiano ekipę Stalina (jedyny który budzi jako taką sympatię to Chruszczow) i ośmieszono ustrój autorytarny, pokazano prawdziwe oblicze ZSRR za czasów Stalina, ale na filmie się wymęczyłem i dlatego dam tylko 3/6. Ale to nie znaczy że Wam nie przypadnie też do gustu, bo humor to rzecz mocno subiektywna i możecie być filmem zachwyceni. Co ciekawe film zakazano w Rosji ze względu na obrazę symboli historycznych.

The Forgiven (2018)

Po zakończeniu apartheidu arcybiskup Desmond Tutu spotyka się z brutalnym mordercą, który może mieć wiedzę na temat Operacji “Piła” w której zginęło wiele niewinnych osób. Przyzwoity Whitaker w roli arcybiskupa, ale przede wszystkim rewelacyjny Eric Bana, który zagrał mordercę. Samym spojrzeniem budzi przerażenie i obrzydzenie, a myślałem, że nie podoła. Lubię go, ale z tą sympatyczną twarzą myślałem że nie da rady. Powrót po wielu latach do formy reżysera Rolanda Joffe’a, znanego z “Misji”, “Szkarłatnej litery” i “The Killing Fields”, ale zaznaczam, że film jest strasznie ciężki i dołujący. Choć też specjalnie nie epatuje brutalnymi scenami. Ocena: 4.5/6.

The Glass Coffin (2016)

Aktorka wsiada do limuzyny, która ma ją zawieźć na galę. Po chwili szyby ciemnieją, telefon traci zasięg, a drzwi zatrzaskują się. Z głośników dobiega głos informujący o regułach gry. Jeśli kobieta chce przeżyć musi posłusznie wykonywać kolejne polecenia porywacza. Dobry trzymający w napięciu dreszczowiec ze świetną Paolą Bontempi w roli głównej. Warto obejrzeć na jak najlepszym sprzęcie choćby ze względu na oprawę audiowizualną, ale to nie jest przyjemny seans tylko mocny thriller. Ocena: 4.5/6.

The Maus (2017)

Alex i Selma podróżują po lasach Bośni i Hercegowiny. W pewnym momencie psuje się ich samochód a Selma zauważa, że są obserwowani. Film reklamowany jest jako horror, ale to bardziej dramat o traumie wojennej i próbie przebaczenia wykorzystujący w małym stopniu gatunek jakim jest horror. Więc fani horroru raczej będą zawiedzeni gdyż to produkcja ambitniejsza, którą oceniam na 4.5/6.

The Scythian (2018)

Koniec XI wieku. Lutobor to jeden z najbardziej zaufanych żołnierzy księcia Olega. W czasie napaści na osadę Lutobora zostaje porwana jego żona i syn. Lutobor jeśli chce uratować swoją rodzinę ma zabić swojego pana. Nie jest to kino historyczne, choć pojawiają się postacie, które rzeczywiście istniały jak książę Oleg, tylko dobre kino przygodowe z elementami fantasy. Świetnie zdjęcia i muzyka tworzą niesamowity klimat jaki uwielbiam. Jest to połączenie klimatów z “Wikingów” i “Gry o tron” tylko o wiele bardziej krwawo i brutalnie. Widać inspirację zachodnim kinem np. “Mad Maxem”, ale film ma swój niepodrabialny klimat kina przygodowo-historycznego z Rosji. Trochę ogląda się jak dobre filmy Jerzego Hoffmana, ale bardziej brutalne. Ocena: 4.5/6.

scythian_still_-_publicity_-_h_2017

The Tale (2018)

Jennifer pracuje jako dziennikarka i wykładowczyni. Jej matka znajduje opowiadanie w którym trzynastoletnia Jennifer opisała swój związek z dwojgiem dorosłych trenerów. Czytając pożółkłe strony swojej opowieści Jennifer odkrywa szyfr, którym posługiwała się 40 lat wcześniej. Jest jednak zdezorientowana ponieważ nie jest wstanie przypomnieć sobie tych zdarzeń. W końcu postanawia skonfrontować się z byłymi trenerami i przeszłością. “Opowieść” jest oparta na osobistych wspomnieniach reżyserki i scenarzystki tego filmu Jennifer Fox.

Znakomicie w główną rolę wcieliła się Laura Dern, ale równie dobra jest w roli 13letniej Jennifer, Isabelle Nélisse. Oprócz tego świetnie wypadli Elizabeth Debicki, Jason Ritter, Frances Conroy, Ellen Burstyn, a w epizodzie John Heard znany z roli ojca Kevina w “Home Alone”. Film porusza trudny i ciężki temat, ale zaskoczyło mnie jak zrealizowany i zagrany jest subtelnie.

Sceny które wydawały się, że będą mocniejsze są pokazane bez przekraczania pewnych granic, tylko delikatnie. Gdybym przed seansem nie wiedział jakiego tematu dotyczy to przez długi czas trwania filmu myślałbym, że to film o przyjaźni. Złapałem się na tym, że Jason Ritter budzi tak dużą sympatię, że polubiłem początkowo Billa. Brawa dla Rittera za odwagę w wykreowaniu pedofila, który nie jest przerysowaną postacią. Jest to też film o wyparciu przeszłości przez Jennifer co świetnie pokazano poprzez rozmowy dorosłej Jennifer z 13letnią Jenny.  Znakomity dramat na 5/6.

8dfcfd9f69f30c7d42461144efd1.1000

V.I.P. (2017)

Kwang-il jest podejrzany o popełnianie gwałtów i morderstw na dziewczynkach w Korei Południowej i Północnej. Niestety policja nie wiele może wskórać bo Kwang-il jest synem północnokoreańskiego polityka. Znakomity film Hoon Jung Parka znanego z takich filmów jak “The Tiger: An Old Hunter’s Tale” czy scenariusza do “Ujrzałem diabła”. Ale film nie epatuje mocnymi scenami tak jak wymieniony “I Saw the Devil”, poza jedną sceną gdy widzimy morderstwo dziewczynki, ale nawet ta jedna scena pokazywana jest dość delikatnie. Film bardziej skupia się na śledztwie policji i próbach złapania mordercy, który wymyka się wszystkim organom ścigania. Ocena: 5/6.

Winchester (2017)

Nie jest to aż tak tragiczny horror i nie zasługuje na jedynkę, ale też nic nowego, oryginalnego, tylko średni film, który do poziomu zdatnego do oglądania podciągają Jason Clarke i Helen Mirren. Zwłaszcza Mirren która samą swoją obecnością nawet w takim przeciętniaku dodaje filmowi klasy. Ocena: 3.5/6.

winchester-dom-duchow

 

Advertisements
Maj 2018 – filmy

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.