Mission: Impossible

film_online_youtube_mission_impossible

Mission: Impossible (1996)

Przed seansem kinowym “Mission: Impossible – Fallout” postanowiłem przypomnieć sobie całą serię z pierwszym scjentologiem USA. I muszę powiedzieć, że pierwsza Misja Niemożliwa troszkę mnie rozczarowała, bardziej podobała mi się te kilkadziesiąt lat temu, ale i tak wciąż ogląda się dobrze.  Nie jest też tak, że zaskoczyło mnie to jak ten film różni się od kolejnych części, bo pamiętałem jaki film nakręcił Brian De Palma.

Jest to bardziej heist movie połączone ze starodawnym kinem szpiegowskim gdzie Tom Cruise nie jest najważniejszy tylko stanowi część zespołu. Hunt w filmie z 1996 roku jest młodym nieopierzonym agentem, który nie używa  w ogóle broni tylko komórek mózgowych. Serialu nie znam, ale jeśli miałbym zgadywać to ta część jest najbliższa oryginałowi. Choćby przez to że mamy Jima Phelpsa, jednego z głównych bohaterów serialu, którego gra w filmie Jon Voight (w serialu grał go Peter Graves), ale scenarzyści filmu zabawili się tym bohaterem znanym z serialu w taki sposób że to może fanów serialu wkurzyć. Nie napiszę o co chodzi, bo nie każdy film widział.

Podoba mi się jak film jest skonstruowany oraz to, że udało się w filmie połączyć kino szpiegowskie w starym stylu z wizualnym stylem De Palmy. Widać od pierwszej sceny kto jest reżyserem. Co do bohatera Cruise’a to pomimo tego, że bardziej używa mózgu niż popisuje się sprawnością to oczywiście są  sceny w filmie, które wciąż robią wrażenie. Chodzi mi o sekwencję włamania do CIA gdzie Cruise sam wykonuje całą sekwencję co teraz nie dziwi, ale ponad 20 lat temu to było coś o czym się nie słyszało.

DjDxbHSV4AE5ycw

No i oczywiście sporo biega, zwłaszcza kapitalna jest scena w barze z akwarium, ale Cruise dużo biegał w filmach od początku swojej kariery:-) Więc ta scena w latach 90 to akurat nic niespotykanego było. Można wymienić choćby znakomity film “Firma” wg powieści Grishama gdzie nabiegał się chyba najwięcej z filmów z lat 80 i 90:-)  Kolejna słynna scena z pierwszej Misji to finał z helikopterem i pociągiem w tunelu. Z jednej strony zupełnie nie pasuje do całego filmu, ale można powiedzieć, że jest zapowiedzą zmian jakie będą następować w kolejnych odcinkach franczyzy.

Scena jest przegięta, bo nie ma szans by helikopter wleciał do tunelu i widać CGI, ale trzeba też przyznać, że CGI w filmie z lat 90-ych jest lepsze jak w wielu współczesnych filmach. Scena jest świetnie nakręcona i sprawia sporo zabawy. Co do obsady to nikt specjalnie się nie wyróżnia, ale też nikt nie gra źle. Pojawiają się Rhames, Jean Reno, Voight, Vanessa Redrgave. Jest też Emmanuele Beart, ale trudno coś  o jej roli więcej powiedzieć, podobnie jak o reszcie obsady. Na dodatek cały film się zastanawiałem co się stało z karierą pięknej francuski.  Ogólnie film De Palmy to porządna rozrywka w starym stylu, którą warto obejrzeć, by zobaczyć od czego zaczęła się cała franczyza. Ocena: 4/6.

Mission: Impossible 2 (2000)

Druga Misja Niemożliwa to film, który uważany jest za najgorszy, za taki co prawie pogrzebał cały cykl. Doskonale rozumiem dlaczego tak jest hejtowany, ale muszę przyznać, że ja ten film lubię mimo bardzo wielu wad. Pamiętam że miałem sporo zabawy będąc na nim w kinie 18 lat temu. Choćby za drugą połowę, a raczej ostatnie pół godziny, czyli od momentu gdy główny zły strzela do Hunta (uwielbiam tą scenę), który jest tak tragicznie źle zagrany,  że zapomniałem jak się nazywa. Jest to po prostu czysta esencja kina z jakiego znany jest John Woo. Więc mamy dużo patosu i scen w zwolnionym tempie oraz dużo gołębi, bardzo dużo gołębi, strasznie dużo gołębi:-)

https _s3-ap-southeast-2.amazonaws.com_nine-tvmg-images-prod_45_20_87_452087_733902_MIIM2_i_T2_t1_

A gdyby było mało patosu i slow motion to mamy też  podniosłą muzykę Hansa Zimmera i Lissy Gerrard brzmiącą jak z Gladiatora co raz wychodzi świetnie a innym razem słabo pasuje do scen. Choć ogólnie mówiąc muzykę bardzo lubię, ale nie do każdej sceny pasuje. Ale absolutnie wszystkie sceny w zwolnionym tempie bije pierwsze spotkanie Thandie Newton i koszmarnie zagranego złego charakteru gdzie na koniec mamy dramatyczne łapanie szalu w slow motion – trudno nie zaśmiać się.

Z głównym złym jest też taki problem, że niby chce wywołać jakąś tam epidemię, ale bardziej interesuje go Thandie Newton, jemu w głowie tylko seks i różne chore przyjemności co zresztą sam mówi. Choć jak na tak nadęty i pełen patosu film to jest jedna scena w której się naśmiewają ze słynnego uśmiechu Cruise’a. A nie wierzę, że to nie był żart, ale też iężko uwierzyć, że Cruise ze swoim wielkim ego zezwolił by naśmiewać się z jego słynnego uśmiechu:-)

Mission-impossible-2-tom-cruise-thandie-newton

A tak już na serio to sceny akcji są nakręcone tak jak to Woo potrafi(ł), czyli jeden wielki balet śmierci. Biorąc pod uwagę to, że uwielbiam klasyki Johna Woo to dla mnie czysta zabawa. “Tajna Broń” i “Bez Twarzy” czyli pozostałe amerykańskie filmy azjatyckiego reżysera są lepsze, zwłaszcza z Cagem i Travoltą, choć żaden z nich nie dorównuje filmom Woo nakręconych w Chinach, ale udało się reżyserowi nakręcić film, w którym widać styl reżysera.

No i między innymi za to lubię też ten cykl, że tutaj każda część się wyróżnia stylem reżysera. Tak było z filmem De Palmy, tak jest z dwójką, i to samo można powiedzieć o filmach Abramsa i Birda, w których od pierwszej sceny widać kto jest reżyserem. Problemem dwójki jest to, że jak na typowe kino akcji Johna Woo to akcji w tym filmie jest mało. Po godzinie dostajemy scenę włamania a dopiero po 80 minutach pierwszą scenę akcji.

mission_impossible_2___nyah__5__by_newyounggun-d9i4cml

Pierwsza połowa jest najsłabsza, ale też nie jest aż tak nudna, bo przynajmniej ładnie nakręcona i jest Thandie Newton. Choć jak obejrzy się całość to okazuje się, że aktorka jest zupełnie nie wykorzystana, bo w drugiej połowie robi jedynie za damę w opałach. W tym filmie chyba też najbardziej ze wszystkich części Misji wylewa się ego Toma Cruise’a, bo Hunt niby ma zespół, ale do niczego nie są potrzebni. W filmie Woo Ethan Hunt robi za supermena od pierwszej sceny. Zresztą Woo tak kręci sceny z Cruisem, że aktor wydaje się być wyższy jak jest. Oczywiście widać jak sporo zabawy sprawia Cruisowi wiszenie na skałach, skakanie, bójki, jazda na motorze, ale przez to jak długo trzeba czekać na akcję to daję niższą ocenę jak filmowi De Palmy.  Ale jak pisałem wcześniej pomimo tylu wad lubię do MI 2 wracać i nie oceniam go aż tak nisko jak inni. Ocena: 4-/6.

Mission: Impossible 3 (2006)

Trzecia część cyklu z Cruisem to typowy film Abramsa i zarazem film, który mógłby być jednym z odcinków serialu J. J. Abramsa czyli “Agentki o stu twarzach”. Jedyne co mi przeszkadzało w tym filmie to jak nakręcono sceny akcji, które są świetne, zwłaszcza scena z odbijaniem Owena zagranego przez Phillipa Seymoura Hoffmana, ale w wielu scenach kamera tak trzęsie się, że niewiele widać. Szczególnie to przeszkadza w scenach  w nocy  gdzie mało co widać.

images

Co do Owena to świetnie wypadł Hoffman w roli złego, ale jest go za mało. Pojawia się dopiero po 45 minutach, a i tak od tego momentu za dużo nie widzimy go. Jak w poprzedniej części zrobiono z Hunta nadczłowieka to w tej części postawiono na uczłowieczenie go co wyszło dobrze dzięki dodaniu mu narzeczonej Julii granej przez uroczą Michelle Monaghan. Cruise i Monaghan fajnie razem wypadają. Podoba mi się też w Julii, że bierze czynny udział w akcji a nie robi za damę w opałach.

Trzecia Misja Niemożliwa przypomina mi trochę nie tylko serial Abramsa ale też niedoceniany znakomity film Jamesa Camerona “Prawdziwe kłamstwa” gdzie Arnold Schwarzenegger udawał przed żoną nudnego pracownika, a był agentem tajnych służb. Dobrze że w tej części wrócili do tego co wyszło dobrze w dwójce a porzucili całkowicie w filmie Woo czyli Hunt jest częścią zespołu i zespół ma co robić. Wraca stały obecny każdego filmu czyli informatyk grany przez Vinga Rhames’a, a do ekipy dołączają Maggie Q i Jonathan Rhys Meyers. Pojawia się po raz pierwszy Simon Pegg, który zagości na stałe w franczyzie.

mission-impossible-3-philip-seymour-hoffman-1108x0-c-default

Cruise musi bardzo lubić angielskich aktorów i aktorki, bo w każdej części pojawiają się znane twarze z angielskich seriali. Chyba tylko w jedynce w ważnej roli pierwszoplanowej lub drugoplanowej nie zagrali aktorzy z Wielkiej Brytanii. Na trzecim planie też same znane twarze, bo Keri Russell, Aaron Paul, Eddie Marsan, Billy Crudup i Laurence Fishburne.  “Misja Niemożliwa 3” to pierwszorzędne kino rozrywkowe – zero nudy, sceny trzymające w napięciu, świetne sceny akcji i sporo humoru. Udało się Cruisowi ocalić swój ulubiony projekt dzięki zaangażowaniu telewizyjnego wyrobnika, który nakręcił najlepszy swój film do tej pory. Ocena: 5/6.

Mission: Impossible – Ghost Protocol (2011)

Dla wielu fanów Misji Niemożliwych część Brada Birda uważana jest za najlepszą, a ja uważam Ghost Protocol też za znakomitą rozrywkę, ale wcale nie lepszą od filmu Abramsa czy kolejnych części.  Dla mnie od trójki wszystkie filmy prezentują taki sam znakomity poziom. Tym razem ekipa Hunta musi ocalić świat, czyli to co zwykle, a przy okazji Ethan swoje dobre imię. Bird znany z reżyserowania animacji PIXARA jak np. “Iniemamocni” świetnie odnalazł się w filmie fabularnym. Szkoda że kolejny film fabularny Birda  “Tommorowland” okazał się klapą w USA, bo to też była fajna rozrywka przez co reżyser wrócił do animacji, a Bird idealnie się czuje w kinie rozrywkowym.

mission-impossible-ghost-protocol-cast

Udało mu się stworzyć świetną rozrywkę z kapitalnym poczuciem humoru, przesympatyczną drużyną bohaterów oraz doskonałymi scenami akcji na czele ze spacerem Cruise’a na najwyższym budynku świata i ucieczką przed burzą piaskową. Jedyny problem tego filmu to główny zły, który jest chyba jeszcze gorszy jak przeciwnik Hunta z filmu Woo, bo jest po prostu nijaki, ale dzięki pomysłowym sekwencjom akcji, super ekipie Hunta i sporej dawce humoru to w ogóle nie przeszkadza. Podoba mi się, że sporo rzeczy się nie udaje bohaterom i nie idzie po myśli ekipy, mają sporo szczęścia, np. sprzęt odmawia posłuszeństwa. Co prawda wiadomo że ocalą cały świat, ale dzięki temu ogląda się z zainteresowaniem i film trzyma w napięciu. Pierwszorzędna rozrywka, którą oceniam podobnie jak trójkę na 5/6.

Mission: Impossible – Rogue Nation (2015)

Piątka podoba mi się tak samo jak dwa ostatnie epizody, choć mamy tutaj dwie rzeczy lepsze. Po pierwsze główny zły, który może nie dorównuje Seymour Hoffmanowi z trójki, ale jest przynajmniej jakiś, bo w czwórce to można powiedzieć, że w ogóle nie było żadnego przeciwnika dla Hunta. W ogóle już nie pamiętam kto był głównym złym w czwórce. A przede wszystkim do obsady dochodzi kolejny nabytek z Europy a dokładnie ze Szwecji, czyli Rebecca Ferguson za którą się należy punkcik do oceny.

8014272-643-452

Cruise musi naprawdę uwielbiać angielskie produkcje, zwłaszcza seriale, bo w piątce pojawiają się kolejny aktorzy znani w Anglii. W  roli szefa Syndykatu, Solomona Lane’a, gra Sean Harris i dobrze się spisuje. A w roli Ilsy Faust pojawiła się Ferguson o której już wspomniałem. Zobaczył Cruise szwedzką aktorkę w serialu “White Queen” gdzie grała królową Elżbietę i tak mu się spodobała, że rolę Faust dostała bez castingu. Trzeba przyznać że Rebecca i Tom mają świetną chemię, a Ferguson świetnie wypada zarówno w scenach spokojnych jak i sekwencjach akcji.

A poza tym to typowy film z cyklu czyli sporo humoru, scen z przymrużeniem oka, a na pierwszym planie super drużyna Hunta znana z poprzednich filmów. Dobrze że Renner i Pegg mają większą rolę jak we wcześniejszych filmach i na stałe dołączyli do ekipy. No i jak zawsze świetne sceny akcji nakręcone na żywo z jak najmniejszą ilością efektów specjalnych, które są tradycją tej franczyzy. W przypadku każdego filmu mamy do czynienia ze sceną akcji która przechodzi do historii cyklu jak np. wspinanie się na najwyższy budynek w czwórce czy włamanie do CIA w jedyne, a tutaj mamy Cruise’a przyczepionego do drzwi samolotu.

Choć mnie najbardziej podobała się sekwencja w operze oraz pościg samochodowo motorniczy. Mamy też włamanie i wykradanie jak w każdej części tylko niepotrzebnie dodano zbyt dużo CGI więc poświęcenie Cruise’a w tej scenie trochę ginie w natłoku CGI, bo scena wygląda jak zrobiona na komputerze, a nie pod wodą jak ją nakręcono. W filmach gdzie stawia się na kaskaderkę i kręcenie bez użycia efektów specjalnych, przynajmniej z jak najmniejszym udziałem efektów CGI to bardzo się w oczy rzucają efekty komputerowe.

Podoba mi się też ,że ekipa Hunta ma co robić, nie robi wszystkiego sam Ethan co już jest tradycją tej serii od przynajmniej części trzeciej. Podoba mi się też jak ten film nie jest rozbuchany – ostatni akt to głównie siedzenie przy stoliku, rozmowa, oraz próby wykiwania się nawzajem, kto jest bardziej sprytny,  Lane czy Hunt. Ciekawe że ten film  tak się udał Christopherowi McQuarrie’mu, który bardziej znany jest jako scenarzysta (np. “Podejrzani” Singera) niż reżyser.

55e57812b2fcf_o,size,969x565,q,71,h,f6df58

McQuarrie nie ma tak wyróżniającego się stylu jak pozostali reżyserzy, ale film jest na tyle porządnie nakręcony co wystarczyło w tym przypadku. Widocznie tak mu się współpraca ze scjentologiem dobrze układała, że to on odpowiada za scenariusz i reżyserię najnowszej części na którą wybieram się w najbliższych dniach (odpowiada też za scenariusze do takich filmów Cruise’a jak dobre “Na skraju jutra”, średnią “Walkirię”, przyzwoitego “Jack Reachera” i nieszczęsną “Mumię” czyli nie wszystko co razem robią jest dobre). Warto było sobie przypomnieć poprzednie części,  bo to znakomita rozrywka. A co do “Rogue Nation” to należy się tak jak za epizody III i IV 5/6.

Mission: Impossible – Fallout (2018)

Konsekwencje zakończonej niepowodzeniem misji IMF może odczuć cały świat. Aby zapobiec katastrofie Hunt i jego zespół muszą stanąć do wyścigu z czasem.  Znakomite kino rozrywkowe z typowymi scenami akcji dla tej franczyzy, nawet mamy powtórzone sceny akcji z poprzednich filmów, tylko są jeszcze bardziej podkręcone. W każdej MI jest scena, którą zapamięta się na lata. Z pewnością zapamiętam bójkę w WC i sekwencję z helikopterami, ale reszta scen też jest dobra. A jeśli nie przeszkadza Wam to jak przegięte jest to kino, a  nie powinno bo to już szósty epizod i wiadomo z jakich elementów składa się ta franczyza od wielu lat to będziecie się tak samo świetnie bawić jak ja.

tom-cruise-mission-impossible-fallout-473996-GALLERY_BIG

Film zaczyna się spokojniej jak poprzednie części, bardziej w stylu pierwszego filmu z 1996 roku, ale nie jest nudno. Choć dopiero od sceny z wyskoczeniem z samolotu  fabuła pędzi na złamanie karku i mamy typowe Mission Impossible jak wcześniej. Może jedyna różnica jest taka, że film wydaje się być bardziej poważniejszy i jest jakby mniej humoru. Wizualnie przypomina trochę produkcje Nolana (nawet muzyka brzmi jak z trylogii o Batmanie Nolana), ale od początku widać, że to produkcja do zapewnienia widzom czystej rozrywki. Nie będę porównywał z nowym Mad Maxem jak co niektórzy, bo takie opinie są przesadzone, ale tak czy inaczej “Fallout” to znakomita rozrywka. Choć dla mnie to od trójki nie ma słabego filmu, wszystkie są na tak samo wyrównanym dobrym poziomie.

Jedyna różnica między szóstką a poprzednimi częściami to taka, że “Fallout” jest kontynuacją piątki oraz powiązany jest też z trójką co raczej wcześniej nie miało miejsca, przynajmniej nie na taką skalę, bo filmy stanowiły osobną całość. Jest nawet ciekawe  nawiązanie do jedynki w postaci Białej Wdowy świetnie zagranej przez Vanesse Kirby czyli kolejnej aktorki z Anglii. Oprócz niej mamy też Supermana, Henry Cavilla , czyli  też Anglika, który też dobrze się spisuje. Powtórzę co wcześniej napisałem, że  Cruise musi naprawdę bardzo uwielbiać produkcje angielskie skoro do każdej części angażuje nowe nazwisko z Anglii.

Henry-Cavill-James-Bond-Mission-Impossible-Fallout

Scenariuszowo film trochę niedomaga,  bo miejscami fabuła robi się przesadnie skomplikowana, i jak się tak zastanowić to tak naprawdę jest głupiutka miejscami.  A jak jeszcze film próbuje iść w poważne tony to robi się niezamierzenie zabawnie w dialogach, ale wszyscy dobrze wiemy po co ogląda się Misje Niemożliwe, czyli dla scen akcji, popisów Cruise’a (jest też scena w której widać jak złamał sobie kostkę),  humoru i przesympatycznej ekipy Hunta jaką tworzą bohaterowie znani z poprzednich części. Podsumowując “Mission: Impossible – Fallout” to pierwszorzędne kino rozrywkowe i nie potrafię wybrać która część jest najlepsza, bo trójka, czwórka, piątka i szóstka podobają mi się tak samo. Więc ocena taka sama jak za epizody III, IV i V czyli 5/6.

vanessa-kirby-as-the-white-widow-in-mission-impossible-fallout-movie-ln

Mission: Impossible

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.