Październik 2018 – filmy

22 July (2018)

Film opowiada o zamachu terrorystycznym w Norwegii, który miał miejsce 22 lipca 2011 roku. Tego dnia prawicowy ekstremista zdetonował bombę w Oslo, a następnie zabił 77 osób, głównie młodzież, na obozie na wyspie Utoya. “22 July” jest to produkcja Netflixa (i jako pierwszy film tego giganta streamingowego był puszczany w wybranych kinach) w reżyserii Greengrassa, który oprócz serii o Jasonie Bournie znany jest też z produkcji przedstawiających prawdziwe wydarzenia jak np. “Lot 93” i “Krwawa niedziela”.

Więc mamy do czynienia z kolejnym typowym dla brytyjskiego reżysera filmem gdzie odtwarza autentyczne wydarzenia. Podobnie jak w innych swoich filmach opartych na faktach Paul Greengrass nie stawia tezy i nie zajmuje stanowisko, nie podkręca w sztuczny sposób emocji, tylko obserwuje wydarzenia. Ale w przeciwieństwie do wyżej wymienionych filmów zamachy nie są konkluzją tylko stanowią punkt wyjścia dla świetnie zrealizowanego pod względem technicznym i zagranego filmu.

p3.no

Początek czyli atak i zdarzenia po ataku to mocno trzymający w napięciu dreszczowiec, ale co ważne brytyjski reżyser nie epatuje przemocą. Obserwujemy Breivika świetnie zagranego przez Andersa Danielsena Lie, ale też przerażone dzieciaki, które próbują uciec przed mordercą. Drugą najważniejszą postacią w filmie jest Viljar, jedna z ofiar mordercy, zagrany przez Jonasa Stranda Gravli, który też wypadł dobrze.

Podoba mi się, że reżyser nie uczłowiecza mordercy i nie robi z niego gwiazdy – postaci w stylu psycholów stworzonych przez Thomasa Harrisa jak np. Hannibal Lecter. Obserwujemy wydarzenia jakie miały miejsce po złapaniu mordercy, czyli cały proces, przesłuchanie Breivika, a w wątku poświęconym Vijarowi dostajemy piękny dramat psychologiczny o radzeniu sobie z traumą.

22_july

Zresztą cała obsada, też drugi plan spisuje się dobrze aktorsko jak np. brat Vijara i jego rodzice, czy adwokat mordercy. Choć niektórzy mogą mieć problem  z tym jak aktorzy mówią po angielsku, bo słychać, że to nie jest naturalny język norweskich aktorów. No i mogą niektórzy mieć też problem  z zachowaniem Norwegów na to co ich spotyka. Większość reakcji Norwegów nawet jak dotyka najbliższych osób jak rodziny i  przyjaciół jest bardzo chłodna, ale jak się nie mylę to Norwedzy znani są z takiego okazywania emocji (przynajmniej w filmach tak są przedstawiani). Postawię 4.5/6, bo pozostałe filmy Greengrassa z cyklu tych opartych na faktach oceniam jednak trochę wyżej.

Ant-Man and the Wasp (2018)

Typowa produkcja MCU czyli dobra rozrywka ze sporą dawką humoru i bohaterami, których się lubi oraz fajnymi scenami akcji. Podoba mi się w filmach o Antmanie to, że są to produkcje na mniejszą skalę i podobnie jest z “Człowiekiem mrówką i osą” gdzie mamy do czynienia tak naprawdę z komedią o rodzinie połączoną z kinem akcji, nie jest to tak rozbuchana produkcja jak większość ostatnich filmów z serialu MCU. Do obsady która sprawdziła się w poprzednich częściach czyli Rudda, Peny, Evangeline Lilly i Michaela Douglasa (ta ostatnia dwójka jest najlepsza) dołączyła Michelle Pfeiffer i świetnie wypadła, choć moim zdaniem za mało jej było.

20_Ant.Man.and.the.Wasp.2018.MULTi.720p.BluRay.x264-PSiG.mkv_snapshot_00.00.27

A co do Michelle Pfeiffer i Michaela Douglasa to muszę pochwalić efekt “odmłodzenia” aktorów. Już w poprzednim Antmanie wyglądał Douglas dobrze jak pokazali go w kilku retrospekcjach, ale w początkowej scenie z młodymi Michaelem i Michelle to widać jak technologia do przodu jeszcze bardziej się posunęła. W życiu bym nie pomyślał gdybym nie wiedział, że to efekt CGI, tak wyszło naturalnie.

Jeśli dalej tak technologia efektów specjalnych będzie się rozwijała to niedługo aktorzy którzy już są w starszym wieku będą mogli wracać do swoich dawnych ról. Nie miałbym nic przeciwko gdyby tak odmłodzili np. Harrisona Forda w najnowszym Indianie Jonesie.  Ciekawą postacią w filmie jest też Duch, czyli niby główny zły, ale tak po prawdzie to jest postać, która budzi współczucie i ciężko ją nazwać do końca złym charakterem.  Ocena: 4.5/6.

20_Ant.Man.and.the.Wasp.2018.MULTi.720p.BluRay.x264-PSiG.mkv_snapshot_00.02.34

Apostle (2018)

Po sukcesie dwóch części “Raid” Gareth Evans tym razem postanowił zrealizować nie kolejne mordobicie, ale horror w stylu produkcji z lat 60 i 70 o sektach. No i moim zdaniem stworzył jeden z ciekawszych horrorów ostatnich lat z niesamowitym klimatem. Film idzie ponad dwie godziny, ale trzyma mocno w napięciu. Pewnie będzie niektórym przeszkadzało dość wolne tempo w pierwszej połowie, ale dla mnie to świetny pomysł, że akcja tak wolno się rozwija, dzięki temu lepiej poznajemy bohaterów.

Za to w drugiej połowie seansu dostajemy sceny pełne obrazowej przemocy z której Evans jest znany. “Apostle” jest świetnie zagrany przez Dana Stevensa (znany z serialu “Legion” i filmu “Gość”), Michaela Sheena, Lucy Boynton. Film ma doskonałą muzykę, kapitalne zdjęcia i pracę kamery. Widać też że na produkcji  nie oszczędzano kasy co zaowocowało świetną scenografią, kostiumami i charakteryzacją. Ale zaznaczam, że to nie jest film dla wszystkich,  sporo osób może się odbić przez to jak brutalna to produkcja. Ocena: 4.5/6.

Batman Ninja (2018)

Historia o tym jak Nietoperek ze swoimi przyjaciółmi (Catwoman, Robin, Alfred, itd) oraz wszystkimi znanymi nam dobrze przeciwnikami (Joker, Pingwin, Two-Face, Bane i mógłbym długo wymieniać) przenoszą się w czasie do feudalnej Japonii co jest kapitalnym pomysłem w swej prostocie.  A na dodatek pamiętam jak dobre wrażenie na mnie zrobił trailer więc czekałem bardzo na ten film. Pojawił się ostatnio na Netflixie, obejrzałem i doszedłem do wniosku, że wyrosłem z takich anime.

Film idzie niecałe 90 minut, akcja za akcją, bardzo dużo się dzieje, ale film mnie zmęczył i znudził pomimo kilku fajnych pomysłów i kadrów. Poczułem się w czasie seansu jakbym sam cofnął się w czasie, ale nie do feudalnej Japonii tylko kilkadziesiąt lat wstecz gdy na Polonii 1 oglądałem tak zwariowane anime jak Generał Daimos, Yattaman, Yattodetam gdzie nie liczyło się nic więcej jak rąbanka i odjechane pomysły.  Ocena: 3/6.

Destination Wedding (2018)

Lindsay i Frank poznają się na lotnisku gdzie czekają na samolot do Kalifornii  i od razu nie przypadają sobie do gustu. Szybko okazuje się, że są na siebie skazani –  najbliższy tydzień spędzą bowiem na weselu wspólnych znajomych. Fajnie zobaczyć razem kolejny raz na ekranie Winone Ryder i Reevesa, tym razem w rolach dupków i cyników narzekających na wszystko i wszystkich, tylko niestety ta komedia nie jest zbyt dobra.

Choć  jestem prawie pewien, że słaby poziom dowcipów to zasługa polskiego tłumaczenia gdzie wiele docinek i żartów padających z ust Lindsay i Franka zmieniono mocno i skrócono wiele dialogów przez co ciężko mi ocenić ten film w pełni skoro jestem pewien, że film słabo przetłumaczono i dlatego postawię 3.5/6. Wydaje mi się, że jakby dialogi nie wykastrowano i przyłożono się do tłumaczenia to film zyskałby i to dużo, a po prostu słychać jak są dialogi złagodzone i zmienione.

He’s Out There (2018)

Nawet niezły horror, jest klimat, trzyma w napięciu i dość ciekawa fabuła (choć oryginalności za wiele nie ma), ale i tak najważniejsza jest aktorka polskiego pochodzenia czyli Yvonne Strahovski, która wyciąga z roli mamy w opałach ile może i daje radę. W sumie nie ukrywam że to głównie dla Iwonki obejrzałem. Ocena: 4-/6.

HE'S OUT THERE

Hearts Beat Loud (2018)

Frank Fisher jest właścicielem sklepu muzycznego w Brooklynie i ma córkę, Sam, która ma ogromny talent muzyczny. Dziewczyna ma zamiar studiować medycynę, nie myśli o byciu piosenkarką, ale tata cały czas zachęca ją do założenia zespołu o nazwie “Nie Jesteśmy Zespołem”. W końcu Sam wyjawia, że napisała piosenkę, którą Frank wysyła na Spotify bez zgody córki.

Przesympatyczne kino o relacjach ojca i córki ze świetnymi rolami Nicka Offermana i Kiersey Clemmons, a na drugim planie Ted Danson i Toni Collette. Film klimatem przypomina trochę rewelacyjne ‘Sing Street” i może nie dorównuje film Bretta Haleya tej angielskiej produkcji, ale i tak warto obejrzeć tą pozytywną produkcję. Ocena: 4.5/6.

Hold the Dark (2018)

Jeremy Saulnier znany znany z takich filmów jak “Blue Ruin” i “Green Room” tym razem nakręcił adaptację powieści Williama Girardi pod tym samym tytułem, której nie czytałem więc nie wiem czy oddał ducha powieści, i czy to jest bardziej adaptacja, a może dokładna ekranizacja. Ale za to jestem pewien, że ten film część widzów zanudzi na śmierć  i wkurzy bardzo wolnym tempem wydarzeń, a resztę widzów zachwyci sennym klimatem. Najnowsze dzieło Saulniera jest to jedna metafora co jednym przypadnie do gustu a inny odbiją się od filmu. Zresztą jeśli chciało by mi się streścić film tak dosłownie to wychodzi taka trochę historia bez ładu i składu.

Saulnier już we wcześniejszych swoich filmach pokazał, że potrafi kręcić produkcje klimatyczne, tylko moim skromnym zdaniem nie zawsze mu do końca wychodzi. “Blue Ruin” mnie okropnie wynudził, ale za to “Green Room” z Patrickiem Stewartem był bardzo dobry. Z produkcją Netflixa mam taki problem, że sceny dobre, klimatyczne i mocne (jak np. cała akcja z Indianinem w jego domu przypomina mocno filmy Michaela Manna) mieszają się z sekwencjami nudnymi.

Jeffrey Wright in the new film Hold the Dark. Photo credit: Netflix

Oczywiście film ma wspomniany przeze mnie już świetny klimat plus piękne zdjęcia i muzykę. No i aktorsko dają radę Skarsgard i Badge Dale, ale nie wiem czy mi się film podobał czy nie podobał. Z pewnością lepszy jest od “Blue Ruin”, ale gorszy od “Green Room”. Mam też problem z aktorstwem Jeffreya Wrighta znanego choćby z serialu “Westworld” gdzie gra Bernarda. W filmie odniosłem wrażenie jakbym oglądał  właśnie Bernarda, bohatera znanego z serialu HBO.

Cały czas aktor ma ten sam wyraz twarzy z którego trudno cokolwiek wyczytać i podobnie jak w serialu można odnieść wrażenie, że za chwilę uśnie na stojąco. Kojarzę aktora z innych ról czyli potrafi zagrać inaczej, bardziej żywe postacie, ale też nie wiem czy to zarzut, bo pewnie reżyserowi taki senny styl grania pasował do sennego klimatu filmu. Problem jest taki, że po 2 sezonach “Westworld” mam dość Wrighta w  rolach gości śpiących na stojąco. Podsumowując to nie wiem czy podobał mi się film czy nie, ale film ma niepowtarzalny klimat, kilka ciekawych sekwencji i dlatego postawię 4-/6.

Hotel Artemis (2018)

Hotel Artemis pełni rolę szpitala i azylu dla przestępców. Zarządzany jest przez Pielęgniarkę oraz jej ochroniarza Everesta. Po napadzie na bank do hotelu trafia ranny złodziej z bratem. W hotelu znajdują się już handlarz bronią oraz płatna morderczyni.

Film który można nazwać nieoficjalnym spinoffem “Johna Wicka” z Kijanką. Historia dzieje się w hotelu dla morderców i przestępców gdzie jest zakaz używania broni, a podobny hotel był w filmach z Reevesem. Jedyna różnica to taka, że tytułowy hotel to miejsce gdzie są przestępcy leczeni i składani do kupy przez siostrę graną przez Jodie Foster, której pomaga Drax ze “Strażników Galaktyki”. Przyznam że film miał fajny pomysł, ale niestety nie jest do końca dobrze wykorzystany. A tym większe rozczarowanie, bo mamy tutaj kapitalną obsadę. Oprócz Foster i Bautisty występują Soufia Boutella, Charlie Day, Brian Tyree Henry znany z serialu “Atlanta”, Jeff Goldblum oraz Sterling K. Brown, którego znam z “American Crime Story” i “This is Us”.

5810359.jpg-r_1280_720-f_jpg-q_x-xxyxx

Co do Browna cieszy mnie, że nie tylko w serialach się pojawia, ale dostaje role też w kinie, bo facet ma niesamowity talent. Dobrze też że dostaje role zupełnie inne jak w telewizji, jak w tym przypadku bandziora, nie jest to taka postać jak oskarżyciel w ACS czy przesympatyczny Randall z “This is Us”. Jak dla mnie Brown  jest nowym wcieleniem Denzela Washingtona,  jest to taki sam talent jakim był Denzel w latach 80 i 90 XX wieku. A za film postawię 4-/6.

Illang: The Wolf Brigade (2018)

Ekranizacja fabularna klasyka anime “Jin Roh – The Wolf Brigade” w reżyserii Kim Jee – woon, czyli pana od takich znakomitych koreańskich filmów jak “Dobry, zły i dziwny”, “Widziałem Diabła”, “A Bittersweet Life” i “The Age of Shadows”, ale niestety ze wszystkich filmów tego reżysera jakie widziałem jest to najsłabsza produkcja. Ale w przypadku koreańskich filmów najsłabsza produkcja to i tak jest wysoki poziom, bo realizacyjnie to nie ma się do czego przyczepić. Z pewnością nie rozczarowałem się tym do jakich zmian doszło w fabularnej adaptacji, bo dzięki temu film  zaskakuje w paru miejscach, a nie jest kopią dokładną klasyka anime. Po prostu film jest za długi przez co czasami trochę przynudza, a do najkrótszych nie należy bo trwa prawie 2.5 godziny (anime trwa nieco ponad 90 minut), więc trochę trzeba czekać jak fabuła się rozkręci, a dokładnie godzin. Po prostu byłem już po godzinie seansu  znudzony i nie budził film już we mnie takich emocji jak powinien. Porządna produkcja koreańska na 4-/6.

Jin Roh: The Wolf Brigade (1999)

Przypomniałem sobie anime przed seansem wersji fabularnej, bo przyznam, że nic nie pamiętałem i film zaskoczył mnie tym, że to nie jest tylko kino sensacyjne. Oczywiście są sceny akcji, ale bardziej jest to dramat psychologiczny połączony z melodramatem. Inaczej pamiętałem ten film, ale to nie znaczy że się zawiodłem, bo to piękna animacja opowiadająca cudowną historię oprawioną kapitalną muzyka przypominająca trochę dokonania Erica Serry z czasów jak współpracował z Luciem Bessonem. Ocena: 4.5/6.

Loving Pablo (2017)

Historia Pablo Escobara opowiedziana z punktu widzenia dziennikarki Virginii Vallejo z którą miał romans. Miałem odpuścić, bo widziałem historię Pablo w dwóch znakomitych sezonach “Narcos” gdzie całkowicie wyczerpano temat, zastanawiałem się co można nowego pokazać w filmie, ale zdecydowałem się obejrzeć dla aktorów. A jak dobrze pamiętam to akurat wątek romansu z dziennikarką nie odgrywał zbyt dużej roli w produkcji Netflixa.

pablo

“Loving Pablo” potwierdził, że historia Escobara jest tak bogata i duża, że o wiele lepszym medium dla tej historii jest serial, bo dzięki dłuższemu metrażowi można historię i bohaterów odpowiednio rozwinąć, a w filmie trwającym nawet 120 minut po wielu wątkach po prostu się przeskakuje. Więc trochę się ogląda jak właśnie taką kinową wersję serialu. Ale tak ogólnie to dobry film jest ze świetnymi rolami Javiera Bardema (nie potrafię wybrać kto lepszy w tej roli Javier Bardem czy Wagner Moura z “Narcos”), i równie rewelacyjną żoną Bardema, Penelope Cruz, w rolach głównych. Ocena: 4.5/6.

Operation Finale (2018)

Przyzwoita produkcja o złapaniu Adolfa Eichmanna z niezłymi rolami Oscara Isaaca, Melanie Laurent i Bena Kingsleya (w końcu dobra rola od nie pamiętam jak dawna) tylko, że tą historię przedstawiano już wcześniej w kinie i telewizji tyle razy, że nie wiem po co kolejna wersja tej samej historii. A ta dość wysoka ocena to zasługa głównie aktorów, bo to po prostu porządna robota, ale  nic więcej. Ocena: 4-/6.

Sobibor (2018)

Akcja filmu zaczyna się w momencie kiedy były oficer Armii Czerwonej Aleksandr Pieczerski zostaje przeniesiony do obozu zagłady w Sobiborze. Pieczerski decyduje się zawiązać konspirację złożoną z jeńców sowieckich i polskich Żydów by wywołać bunt w obozie. Dobra rola Konstantina Chabienskiego w roli głównej, który też debiutuje jako reżyser w filmie produkcji rosyjskiej (a raczej jest to koprodukcja Niemiec, Rosji, Polski i Litwy) opowiadający historię, którą już nie raz zekranizowano w np. “Ucieczce z Sobiboru” z Rutgerem Hauerem i Joanną Pacułą.

Mam mieszane uczucia co do tego jak poradził sobie aktor rosyjski debiutując w roli reżysera. Niektóre sceny są przesadnie melodramatyczne i zbyt hollywoodzkie jak np. zakończenie gdzie widzimy całą ucieczkę w zwolnionym tempie co wyszło niezbyt dobrze, ale za to scena zabijania przez ruch oporu Niemców by ucieczka mogła się udać, która przypomina trochę sceny jak z filmu “Bękarty wojny” to wypadła od strony technicznej znakomicie. Budziły emocje, dobrze zagrane i świetnie wyreżyserowane.

Zresztą zdjęcia i muzyka prezentują dobry poziom, jest kilka mocniejszych scen, zwłaszcza impreza zorganizowana przez Niemców pozamiatała mną mocno za którą reżysera muszę pochwalić. Większość aktorów wypadła dobrze na czele z Chabienskim i aktorami polskimi i francuskimi jak np. Christopherem Lambertem w roli szefa obozu, którego wieki nie widziałem, ale całościowo film wydaje się, że mógłby być lepszy i dlatego postawię 4-/6. Moim zdaniem czegoś filmowi zabrakło do pełni sukcesu, ale też jak na debiut reżyserski znanego rosyjskiego aktora to wyszło całkiem nieźle.

sobibor

Tag (2018)

Piątka przyjaciół będących w wieku 30+, 40+ spotyka się co roku od pierwszej klasy szkoły podstawowej aby przez miesiąc grać w berka. W tym roku gra zbiega się w czasie z weselem jedynego niepokonanego gracza co powinno uczynić go łatwym celem. Jednak Jerry wie na co się zanosi i jest przygotowany. Film oparty na prawdziwej historii, która brzmi absurdalnie, a jednocześnie jest to świetny pomysł na film. Gdyby nie to, że na końcu pokazano prawdziwych bohaterów to bym nigdy nie uwierzył w tą historię, ale mamy do czynienia z komedią to cała historia jest odpowiednio zmieniona i podkręcona.

Jest wiele świetnych scen gdy Jerry, w tej roli Jeremy Renner, nie daje się pokonać reszcie ekipy przyjaciół. Warto obejrzeć choćby dla tych scen gdy widzimy jak odkrywa próby podchodów przyjaciół oraz dla Johna Hamma. Szalona komedia opowiadająca tak naprawdę o sile przyjaźni, ale ja mam problem z tą komedią taki, że nie polubiłem nikogo. Każdy mnie irytował i wkurzał swoją dupkowatością i dlatego nie ocenię na więcej jak 4/6 czyli porządna robota.

The Meg (2018)

Co za nudny i przede wszystkim brzydki wizualnie film. Myślałem że dostanę fajny film o zabójczym wielkim rekinie, ale to jeden z najsłabszych filmów o zwierzętach, które mają mordercze skłonności. Film tak paskudnie wygląda, zwłaszcza w scenach nocnych i pod wodą, że miałem wrażenie, że oglądam kamerówkę z kina z dużą dawką pikselozy, zupełnie nic nie było widać. Na dodatek film nie ma kategorii od 18 lat, czyli nawet ataki rekina są jakieś takie słabe (oprócz tego że nic nie widać).

A gdyby tego mało to prawie wszyscy tak idiotycznie się zachowują, że jak ktoś zginął to nie było mi szkoda. Po prostu cieszyłem się, że tych idiotów megarekin skonsumował. Jedynie co broni się to Statham, który jako jedyny wie w jakim filmie występuje, bo z lekkością oraz humorem do swojej roli podchodzi. No i oczywiście Bingbing Li jest spoko (choć jej postać też inteligencją nie grzeszy), która się w ogóle nie starzeje. Ocena: 2.5/6.

film-news-meg-li-bingbing-in-talks-for-role

The Night Comes For Us (2018)

Indonezyjskie mordobicie z Iko Uwaisem i Joe Taslimem w reżyserii Tjahjanto znanego z choćby takiego filmu jak “Headshot”, czyli podobnie jak w tamtej produkcji fabuła jest całkowicie pretekstowa i liczy się tylko strzelanka, pościgi i bójki przy pomocy wszystkich dostępnych ostrych narzędzi (nóż, siekiera, tasaki, piła, itd), a wszystko podane bardzo brutalnie, w kategorii R i mocno przesadzone, czyli ręka, noga, mózg na ścianie.

A skoro fabuła pretekstowa to nawet nie będę pisał jaka, bo z fabułą w tego typu filmach jest tak jak z pornosami czyli ogląda się dla scen akcji a sceny z dialogami można przewijać. Lepiej nie zastanawiać się nad fabułą ale może podam kilka przykładów by pokazać jaki to film jest słaby jeśli chodzi o fabułę. Kim była laska co pomogła Tito i dziewczynce, którą chronił ze znajomymi? I czemu triada chciała zabić dziecko? Tylko dlatego bo Tito ją ocalił z rzezi, której była świadkiem i dlatego, że przeszedł na dobrą stronę mocy? Po prostu nie ma sensu zastanawiać się, takie filmy ogląda się dla mordobić.

Problemem jest niestety to, że Tjahjanto to nie jest tak dobry reżyser jak choćby jego kolega po fachu z Tajlandii co nakręcił “Raid” i do których to filmów nawet nie ma co porównywać (może jedynie ilością trupów). A poza tym jak to u Tjahjanto sceny są tak przesadzone jeśli chodzi o wytrzymałość ludzi na ciosy co zbierają, że czasami po prostu śmiałem się – podobnie było w przypadku “Headshot” czyli poprzedniego filmu reżysera. Reżyser ma taki styl, że u niego wszyscy są nieśmiertelni, bo nawet jak wykona się na nich egzekucje to jeszcze żyją.

Kolejna rzecz o której warto wspomnieć to sceny walk, które wiadomo jak wyglądają kapitalnie w mordobiciach z Azji, ale były przeciągnięte tak długo, że zaczęły nudzić i poczułem zmęczenie. Ale też muszę powiedzieć co mnie zaskoczyło gdyż  w przypadku azjatyckich mordobić jeszcze takiego wrażenia nie miałem,  że czasami odnosiłem wrażenie, że ciosy są markowane i to nie jest poziom walk z “Raid” i “The Villainess” gdzie zbierałem szczękę z podłogi z wrażenia.

Są walki dobrze zrealizowane, ale trochę bez polotu, może oprócz mordobicia z udziałem dziewczyn. Jest też możliwość,  że te filmy co pochwaliłem za mordobicie tak podniosły wysoko poprzeczkę, ze jak jest tylko dobrze a nie genialnie to jestem rozczarowany. Może tak mnie inne azjatyckie mordobicia rozpieściły, że jak coś jest na niższym poziomie, ale wciąż dobrym to jestem zawiedziony. Chociaż to nie jest tak słaba produkcja jak “Headshot”, bo chociaż film wygląda ładnie i muzykę ma super, i dlatego postawię naciągane 4-/6.

The Padre (2018)

Spodziewałem się fajnego kina ze świetną obsadą (Tim Roth, Nick Nolte, Luis Guzman), a dostałem przeciętny i przynudzający produkt o którym zapomniałem zaraz po seansie. Szkoda dobrych aktorów do tak słabego filmu. Ocena: 3/6.

Too Late (2015)

Z prywatnym detektywem kontaktuje się jego przyjaciółka z którą nie widział się od 3 lat. Po przyjeździe na miejsce spotkania detektyw znajduje jej ciało i postanawia odkryć co się stało. Więcej nie zdradzę, jest to wprowadzenie do filmu, który mnie zachwycił konstrukcją scenariusza oraz stroną techniczną. Reżyserem i scenarzystą jest debiutant Dennis Hauck, który zapatrzył się na filmy Tarantino i kino z lat 70, ale trzeba przyznać, że facet ma talent.

Podobnie jak w filmach Tarantino mamy jedną historie pokazaną nie po kolei, ale jest to specjalny zabieg, który ma sens jak okaże się pod koniec. Jest też sporo dialogów pozornie o niczym, może nie są tak zabawne jak w pierwszych filmach Tarantino, ale są dobre i fajnie płyną. A poza tym dużo klasycznych piosenek i brak oryginalnej muzyki, zabawa formą, obsada wymieniona w kolejności alfabetycznej, nawiązania do klasyki kina i telewizji czyli jakbym oglądał film Tarantino.

Jedynie co różni Haucka od Tarantino to taka drobnostka, że scen przemocy za wiele nie ma, a jak są to kamera ucieka, nie pokazuje brutalności. Jeśli miałbym jednym zdaniem określić tego reżysera to jest to Tarantino w łagodniejszym wydaniu. Widać że reżyser woli się skupiać na bohaterach dzięki temu każda postać jest jakaś, nawet epizodyczna. Inne podobieństwa do QT to udział znanych aktorów co mają najlepsze lata za sobą jak Jeff Fahey albo cenieni aktorzy, którzy ostatnio trochę zniknęli z kina jak Robert Forster. A w roli głównej czyli detektywa mamy Johna Hawkesa, który wg mnie cały czas jest jednym z bardziej niedocenianych aktorów w Hollywood.

thumbnail.38700.4

Podoba mi się w filmie Haucka jak ważną rolę odgrywają kobiety, w sumie to panie grają główne role, one są najważniejsze oprócz detektywa Sampsona. Nie stanowią tylko walor estetyczny, ale aktorki mają co grać i dobrze grają. Wizualnie film też prezentuje się ciekawie. Zwłaszcza zdjęcia wyglądają super. Film jest w całości nakręcony na taśmie 35 mm co akurat reżyser wykorzystał odpowiednio, a nie tak jak w “Nienawistnej Ósemce” Tarantino gdzie poza kilkoma scenami akcja działa się w zamkniętym miejscu i oglądało się jak teatr. W “Too Late” mamy różnorodne miejsca akcji.

Warto zwrócić uwagę też na to, że cały film jest nakręcony w długich 30 – 40 minutowych ujęciach i jedyne cięcia są jak kończy się jeden akt a zaczyna kolejny. Zresztą nawet na końcu filmu jest napis, że w filmie nie ma żadnych ukrytych cięć. Moim zdaniem ten film gdyby to była produkcja właśnie Tarantino to byłby zachwalany, a tak to ten debiut Haucka pomimo fajnej obsady, ciekawej historii i klimatu kryminału przeszedł niezauważony 3 lata temu. Gdybym nie odkrył go przypadkiem niedawno na Netflixie to pewnie nigdy bym go nie obejrzał. Mam nadzieję że kariera Haucka nie skończy się na tym jednym filmie, bo ma reżyser potencjał. Bardzo dobra rozrywka. Ocena: 5/6.

Zimna Wojna (2018)

Historia trudnej miłości dwojga ludzi, którzy nie potrafią być ze sobą i jednocześnie nie mogą bez siebie żyć. W tle wydarzenia zimnej wojny lat 50. w Polsce, Berlinie, Jugosławii i Paryżu. Zacznę od niepopularnej opinii, że poprzedni film Pawła Pawlikowskiego bardzo mnie wynudził mimo świetnej strony technicznej i aktorstwa, ale szanuję jak każdy film polski, który jest sukcesem za granicami naszego kraju.

Więc spodziewałem się tego samego po “Zimnej Wojnie”, która podobnie jak “Ida” spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem krytyków i dziennikarzy za granicą i został nagrodzony na festiwalu w Cannes za reżyserię, ale już mogę powiedzieć, że “Zimna Wojna” podobała mi się. Może zacznę od reżyserii, która jest mistrzowska. Film jeśli chodzi o stronę realizacyjną jest po prostu idealny, tutaj każda scena w najdrobniejszym elemencie jest zaplanowana. “Zimna Wojna” to reżyserki majstersztyk jak np. scena tańca Zuli w barze. Podobnie jak reżyseria zachwycają też zdjęcia, montaż i fenomenalna muzyka.

lengyel-sorozat-hideghaboru-original-115808

Pod względem technicznym to najwyższy poziom, ale za to z emocjami mam lekki problem. A problem mam taki, że w tym melodramacie związek Zuli i Wiktora nie wzruszał mnie tak bardzo jak powinien. Trochę mi się skojarzył seans z “La La Land” Chazelle i w sumie do tego reżysera bym przyrównał naszego rodaka, który też kręci filmy dopieszczone w każdym najmniejszym elemencie filmowego rzemiosła, ale nie ruszają mnie tak jak powinny.

Choć i tak jest lepiej w przypadku polskiej produkcji jak w “La La Land” gdzie Gosling i Stone w ogóle mnie nie obchodzili, a tutaj co prawda nie wzruszam się tak jak powinienem, ale jednak jakieś tam emocje we mnie główna para budziła co jest głównie zasługą Joanny Kulig, która zagrała  życiówkę. Dziewczyna która pierwsze kroki stawiała w showbiznesie dzięki wygraniu “Szansy na Sukces” wieki temu zagrała rolę femme fatale i jest niesamowita w każdej scenie (początek filmu gdy czeka na swoją szansę to nie uwierzę, że to nie nawiązanie do tego programu co leciał dawno temu w TVP 2).

joanna-kulig-faworytka-do-oscara-zagraniczne-media-nie-maja-watpliwosci_1c

Ale za to mam mały problem z Tomaszem Kotem, który jest świetnym aktorem, ale tutaj gra tak, że można jego rolę podsumować, że przez cały film nic nie robi tylko stoi i patrzy.  Nie wiem czy gra tak bardzo minimalistycznie czy po prostu jest tylko, a może to wina postaci jaką ma do grania. Jak Kota lubię to bardziej od niego podobał mi się Borys Szyc jako partyjny aparatczyk i Adam Ferency jako minister w epizodzie. Chemia między Kulig i Adamczykiem jest  ale nie uwierzyłem, że to jest prawdziwa miłość – raczej bym powiedział że to było fatalne zauroczenie. Jak dla mnie to film na 4.5/6 czyli dobry melodramat dziejący się w czasach PRL-u.

Problemem filmu jest też to, że jest za krótki, bo przeskakujemy szybko od jednego wątku do drugiego. Czasami chciałoby się, żeby reżyser dłużej zatrzymał się na bohaterach i ich losach a nie przeskakiwał  tak szybko po latach w których się dzieje historia. Ale tak ogólnie to polecam, choćby dla doskonałej strony technicznej i aktorstwa co niektórych, zwłaszcza Joanny Kulig oraz dla rewelacyjnej muzyki, która jest równorzędnym bohaterem co Zula i Wiktor. Bo to po prostu dobry film, nie żadne arcydzieło, tylko dobry film.

Advertisements
Październik 2018 – filmy

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.