Seriale#40

American Horror Story: Apocalypse (seria 8, FX)

“Apokalipsa” to dobry sezon “American Horror Story”, a przyznam, że po poprzednim koszmarnie złym sezonie czyli “Kulcie” to wiele nie oczekiwałem. A nawet po dwóch pierwszych dobrych odcinkach 8 serii też nie wiedziałem co spodziewać się po serialu Ryana Murphyego i Brada Falchuka. Nie wiedziałem czy do końca będzie sezon trzymał poziom, czy się podniesie, a może obniży i w końcówce serial się wyłoży. “American Horror Story” to jest taki serial, że nie tyle co sezon, ale ogólnie w samym sezonie tak naprawdę nie wiadomo czy każdy następny odcinek to będzie padaka nad padakami czy dobra zabawa.

Pamiętam że “Roanoke”, który uważam za jeden z ciekawszych ostatnich sezonów zaczął się pilotem koszmarnym tak bardzo, że prawie zrezygnowałem z AHS, a ja seriali nie porzucam co oglądam od lat i dobrze zrobiłem, bo całościowo to była dobra zabawa horrorami w stylu “Blair Witch Project” i pastisz różnych programów telewizyjnych. Ale za to w 8 serii zaczęło się dobrze, choć może zacznę od opisania fabuły.

Zgodnie z tytułem serial zaczyna się od apokalipsy, wybuchają na Ziemi pociski jądrowe. Kilku osobom udaje się uciec z LA prywatnym samolotem do podziemnej placówki gdzie przeżyją koniec świata. W placówce znajdują się też Timothy i Emily, których umieszczono ze względu na predyspozycje genetyczne. W schronie panuje podział na uprzywilejowanych oraz służących.

Więcej nie zdradzę z fabuły tylko powiem, że to sezon w którym twórcy zabawili się widzami. Tytuł i pierwsze odcinki sugerują zupełnie inny serial niż całościowo dostaliśmy. Po obejrzeniu całości można powiedzieć, że nawet tytuł to był trolling, ale więcej nie zdradzę. W Apokalipsie są momenty jak z horroru, ale też sporo jest momentów zabawnych i pastiszowych na których bawiłem się jak na najlepszej komedii (“Stu is Stew” zapamiętam na zawsze czy wątek z satanistami).

Dla mnie 8 seria to bardziej zabawa różnymi gatunkami niż horror. Zresztą jakbym chciał zaklasyfikować gatunkowo ten sezon to za bardzo nie potrafię, bo łączy ze sobą camp i kicz czym się wyróżnia całe AHS, ale też komedię, horror coś na kształt fantasy, mamy też wątki jak SF, a nawet dostajemy w odcinkach coś na kształt kina niemego (kapitalny pomysł), a w innych buddy movie (nie pojawię jaki duet w jednym z epizodów był, bo to byłby spoiler, ale doskonały był). No i jakimś cudem te wszystkie niby nie przystające do siebie gatunki działają.

Tajemnicą nie jest, że w 8 sezonie dostaliśmy crossover 1 serii “Murder House” oraz 3 sezonu o czarownicach “Coven” (a jak się okazało po obejrzeniu całości to jest powiązany też z innymi sezonami). No i wyszło zaskakująco dobrze. Oczywiście aktorzy Murphy’ego grają jak najlepiej potrafią, czyli Bates (w końcu dobra rola a nie marnowanie jej potencjału), Paulson, Frances Conroy i wiele innych ulubieńców Murphy’ego, którzy grają odpowiednio do konwencji w jakiej jest dany odcinek/scena. Może jedynie Peters trochę przeszarżowuje swoją każdą rolę.

A skoro crossover to aktorzy grają też role z poprzednich sezonów i dają radę. Choć muszę przyznać, że bawiło mnie to czemu bohaterowie nie zastanawiali się nad tym dlaczego Wilhelmina z bunkra przypomina inne bohaterki grane przez Paulson, ale od pierwszego odcinka Murphy nie traktuje fabuły śmiertelnie poważnie tylko jako dobrą rozrywkę i dlatego przymykałem na to oko.

Poprzednie sezony, nawet te dobre, miały problem z tym, że w finale nie starczało czasu by pozamykać wszystkie wątki, niektóre olewano, a tutaj zaskoczyło mnie to jak w ostatnich odcinkach wszystkie elementy wskakują na swoje miejsce, nawet wątek z Timothy i Emily z 1 odcinka okazuje się, że ma znaczenie. W sumie to jeden z niewielu sezonów AHS gdy ładnie zakończono całość.

Oprócz starej sprawdzonej obsady AHS muszę wspomnieć o nowych nazwiskach w AHS czyli o Joan Collings, który wyśmiewa swój wizerunek. Babcia jest niesamowita. Ale jeszcze lepszy jet Cody Fern w roli Michaela Langdona. Fanom serialu Lagdon jest dobrze znany, bo to dzieciak, który pojawił się w finale 1 serii, w ostatniej scenie. Fern jest po prostu rewelacyjny w roli syna diabła.

Co prawda już wcześniej pokazał klasę, np. w drugim sezonie innego serialu Murphy’ego czyli “American Crime Story” oraz w finałowym słabym sezonie “Domku z Kart”, ale w “Apokalipsie” jest po prostu doskonały w roli seksownego antychrysta (czy tylko mnie kojarzy się z Lestatem z “Wywiadu z Wampirem”?). Wielu osobom nie podoba się zakończenie wątku Antychrysta, że zbyt proste, a przyznam, że mnie rozbawiło takie zakończenie, które można nazwać trollingiem twórców, ale taki trolling to ja lubię.

Zresztą cały finał podobał mi się za tą swoją prostotę w zamykaniu wątków. Chyba pierwszy raz odniosłem wrażenie, że Murphy i Falchuk mieli zaplanowaną całość. Ale nie zdziwię się jak niektórym nie spodoba się “Apokalipsa” przez to, że daje coś innego niż obiecuje w pierwszych odcinkach. Ujmę to jak najbardziej ogólnie i bez spoilerów, że w ostatnich odcinkach dostajemy coś na kształt “Westworld” połączonego z parodią “Doliny Krzemowej” i “Głupiego i głupszego”, ale to jakimś cudem działa.

Nie jestem rozczarowany bo to 8 sezon serialu Murphy’ego do którego pomysłów przez tyle lat już się przyzwyczaiłem. Oglądając każdy sezon AHS nie wiem czego mam dokładnie się spodziewać i tym razem było podobnie, ale na szczęście nie dostałem padaki jak rok temu, tylko dobry sezon ze świetnymi dialogami (np. “moja fryzura to odwieczna tajemnica, której nikt nie zrozumie”).

Może nie dorównuje “Apokalipsa” drugiej serii, która chyba już na zawsze pozostanie tym najlepszym sezonem, ale nie mam nic przeciwko temu by postawić 8 serię na równi z tak dobrymi seriami jak “Murder House” i “Roanoke”, choć jest to zupełnie inny sezon. Ocena: 4.5/6.

Daredevil (seria 3, Netflix)

3 sezon o Daredevilu zaczyna się zaraz po wydarzeniach z finału bieda Avengersów Netflixa, ale jeśli nie oglądaliście “The Defenders” to nie musicie nadrabiać przed obejrzeniem nowych przygód Matta Murdocka. W pierwszych odcinkach jest dokładnie powiedziane co się stało i więcej nie trzeba wiedzieć.

A co do 3 serii to mogę powiedzieć, że to najlepszy serial Marvela/Netflixa obok 2 sezonu “Luke’a Cage’a” oraz 1 i 2 sezonu o niewidomym superbohaterze oraz 1 sezonu “Punishera”. Oczywiście nie każdy musi się ze mną zgadzać, ale “Daredevil 3” to najrówniejszy i najbardziej spójny sezon od czasu 2 serii “Luke Cage”. Zresztą przypomina mi też drugi sezon Cage jeśli chodzi o scenariusz, to jak rozpisane są wszystkie wątki i jak ładnie się pod koniec sezonu ze sobą łączą.

Podobnie jak w serii 2 LC dużo miejsca poświęcone jest przeciwnikom Matta, są równie ważnymi postaciami. No i tak samo dużo czasu poświęcono jego przyjaciołom co mi nie przeszkadza, bo ja lubię Fogiego i Karen (a po odcinku poświęconemu przeszłości Karen lubię ją jeszcze bardziej). Co prawda sezon trzeci znowu trwa 13 odcinków, ale żaden epizod nie nudzi. Może w pierwszych czterech odcinkach trochę za bardzo fabuła się wlecze, ale nie na tyle bym się nudził, a od 5 odcinka fabuła przyśpiesza i do końca serii żaden wątek już nie przymula.

Podobnie jak w 2 serii “Luke Cage’a” główny bohater czasami pojawia się w odcinkach na 10-15 minut i obserwujemy np. to co dzieje się u Kingpina, pokazany jest jego misterny plan, oraz u reszty bohaterów. Co do Fiska to podobnie jak w 1 serii D’Onofrio niszczy system swoją grą. Mnie aktor kupił swoją grą już w 1 serii, ale też nie dziwię się jak niektórym nie podoba się maniera z jaką gra aktor.

Podoba mi się też wątek z dziewczyną Fiska czyli Vanessą, który jest ciekawy, bo nie jest to taka miłość jaką pokazuje się w przypadku złych charakterów w innych serialach i filmach. Przeważnie antagonista  schodzi na złą stronę mocy bo traci miłość, rodzinę, albo od niego się ktoś odwraca, a w przypadku Vanessy i Fiska mamy do czynienia z parą, która się kocha, szanuje i rozumie. Są jak dwie połówki jabłka, które nadają na tych samych falach i  Vanessie zależy na Kingpinie pomimo tego kim jest, podobnie jak łysemu na Vanessie. Nie przypominam sobie innego serialu/filmu, by zły charakter miał miłość przed którą nie ukrywał swojej złej strony i druga strona go akceptuje i popiera w tym co robi (jest Joker i Harley Quinn, ale w kinie się nie pojawiają) .

A co do Matta to  coraz bardziej lubię Coxa w tej roli, zarówno jako prawnika i superbohatera. Wydaje mi się też, że ćwiczył do roli co owocuje na ekranie, bo walki wyglądają dobrze i wypada w nich nieźle. Podoba mi się też nowy, a raczej stary strój z pierwszej serii czyli dresiarski, a nie kostium jaki miał w 2 serii.

Rozumiem czemu wybrano takie rozwiązane, bo mamy w serialu dwóch  Diabłów i mogłoby widzom się pomieszać kto jest kim, gdyby dwóch aktorów pojawiało się w tym samym stroju w tej samej scenie. Ale o drugim Daredevilu później. A ten prawdziwy Daredevil się zmienił, bo już nie pokonuje z łatwością wrogów. W sumie to on więcej obrywa po tyłku, przegrywa i ciągle musi leczyć rany co ma sens  po tym co spotkało go w finale The Defenders. Moim zdaniem dziwne byłoby gdyby wrócił do pełni formy.

Wiem że wiele osób wkurza też to jak dupkowaty potrafi być Matt, zwłaszcza to jak okrutnie traktuje swoich przyjaciół szczególnie w pierwszych odcinkach,  i może co niektórych męczyć to, że znowu zastanawia się nad sensem walki jaką toczy, czy powinien być bohaterem, ale też rozumiem skąd to się w serialu bierze. Chodzi o to jak ważna dla Matta jest wiara i podoba mi się ten wątek. Ale też nie jest tak, że nie przyłożyłbym mu w twarz za to jak traktuje przyjaciół. Z jednej strony zachowuje się często jak buc i egoista co mnie wkurza, ale z drugiej strony podoba mi się to jak nieidealny jest to główny bohater, jak ludzki. Ale co ważne Matt się zmienia, ewoluuje jako postać.

Podoba mi się też to jak prowadzą scenarzyści wątek jego przyjaciół. Karen wcale mu tak szybko nie wybacza tego co zrobił, trochę potrwa by naprawiły się ich relacje i ma to sens. Ma też ładnie rozbudowaną swoją historię. A co do Foggy’ego to zachowuje się jak dziewczyna, która wszystko wybacza, nawet jak przyjaciel to pierdoła i dupek, który rani na każdym kroku. Ciekawe odwrócenie ról.

Z nowych postaci warto zwrócić uwagę na agenta FBI Nadeema, którego wątek początkowo wydaje się być niepotrzebny, ale z czasem fajnie się rozwinie i połączy z innymi wątkami. Muszę przyznać że polubiłem agenta i jego rodzinę. Kolejną istotną nową postacią jest zakonnica grana przez Joanne Whalley, która wydaje się zastępować Rosario Dawson, trochę podobną odgrywa rolę, ale jej rola w serialu to nie tylko leczenie Matta.

Ciekawą postacią jest też Poindexter, którego powinienem nie lubić, bo to psychol, ale jakimś cudem tak napisali tą postać i tak ją zagrał Wilson Bethel, że gościowi współczułem, choć dopuszcza się okrutnych czynów. Nie mam za bardzo do czego przyczepić się w tej serii łącznie z zakończeniem, które jest satysfakcjonujące jako finał sezonu, ale też może równie dobrze funkcjonować jako zakończenie całej historii Daredevila. Oczywiście są furtki pootwierane na kolejne sezony, ale drobne, a po tym jak Netflix ostatnio kasuje swoje komiksowe seriale to nie dziwię się takiemu bezpiecznemu rozwiązaniu ze strony twórców.

Biorąc pod uwagę wszystkie sezony “Daredevila” to dla mnie jest najrówniejszy serial ze wszystkich produkcji komiksowych Marvela/Netflixa. A trzeci sezon wyróżnia się spójną i ciekawą historią, dobrym aktorstwem, świetną choreografią walk, ciekawymi bohaterami i stroną wizualną. Może nie zachwycam się trzecim sezonem tak jak fani komiksów, ale z pewnością to dobra produkcja zasługująca na 4.5/6.

Advertisements
Seriale#40

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.