Seriale#41

House of Cards (seria 6, Netflix)

Nie podam spoilerów dotyczących fabuły 6 serii i zakończenia serialu. Jedyne informacje jakie podam to te, które były w zapowiedziach sezonu. A jak wiadomo Netflix nie krył się w trailerach 6 serii jak pozbyli się Franka Underwooda z powodów dobrze wszystkim znanym czyli to żaden spoiler. Oczywiście chodzi o aferę jaka wybuchła rok temu wokół Kevina Spacey’a, którego bohatera po prostu uśmiercono.

Poprzedni sezon zakończył się w taki sposób, że uśmiercenie Franka Underwooda poza ekranem, po wydarzeniach z finału 5 serii, a przed 6 serią ma sens. 6 sezon miał opowiadać o walce Claire i Franka między sobą i tej walki nie zobaczyliśmy. Pod koniec piątego sezonu Frank Underwood przekazał władze żonie. Dogadał się z Claire, że będą razem rządzić, ale żeby żony nie łączyć z jego grzeszkami uznali, że najlepiej będzie jak zniknie z Białego Domu.

Ostatnia scena serii 5 zapowiadała ciekawy wątek na kolejną serię, bo Claire nie uniewinniła Franka i Douga Stampera, tak jak obiecała mężowi. Okazało się, że kobieta ma własne plany w których odstawiła Franka na boczny tor. Chętnie zobaczyłbym taki rozwój wydarzeń, ale po aferze z aktorem scenarzyści musieli przepisać scenariusz i to co miało nastąpić w serialu odbyło się poza ekranem.

Co ciekawe 6 seria przez siedem z ośmiu odcinków nie jest aż tak zła jak się mówi, bo to serial realizacyjnie na typowym poziomie dla HoC, zwłaszcza aktorsko to jest pierwsza klasa, tak było w najlepszych sezonach i najgorszych. Problemem wydaje się być to, że pomimo przepisania scenariusza to ekipa dostała zbyt mało czasu na przerobienie scenariusza, bo absurdów jest więcej jak w poprzednich seriach razem wziętych.

Chociaż już 5 sezon nie był specjalnie dobry mimo tego, że bronił się aktorstwem Robin Wright i Kevina Spaceya, ale nawet ich świetna gra nie pomogła jak pojawiały się tak absurdalne rzeczy jak np. zrzucenie przez Franka w Białym Domu ze schodów pani minister, bo nie zgodziła się na jego politykę. Mógłbym wymienić inne wątki po których facepalma strzelałem.

Nawet tak dobrzy aktorzy jak Wright i Spacey nie dawali rady ukryć tego jak absurdalny serial się stawał, zaczął przeskakiwać rekina w 5 serii. Choć ja bym powiedział inaczej, że w 5 serii twórcy przestali udawać, że kręcą nie wiadomo jak ambitne dzieło o polityce tylko zwykły thriller klasy B świetnie zrealizowany czym był od początku. Dla mnie Domek z Kart to zwykła rozrywka, a nie poważny dramat polityczny. I podobnie jest w 6 serii gdzie absurd goni absurd, ale nie ogląda się źle przez siedem z ośmiu odcinków dzięki aktorom na czele z Robin Wright, która podobnie jak w poprzednich seriach pokazuje klasę aktorską.

W przypadku poprzednich serii pisałem, że nie odstaje aktorsko od Kevina i ta seria to potwierdza, tylko problem z Claire jest taki, że podobnie jak Frank stała się tak przepakowaną postacią, że jej nikt nie może zagrozić. Dosłownie każdego wykiwa, ma kilka planów do przodu i stała się tak samo ohydną i komiksową postacią co Frank był od pewnego momentu. Brakuje żeby wyrosły jej rogi diabelskie,  a na początku serialu to nie była taka niemoralna postać. W 6 serii dzieją się tak szalone rzeczy, że serialowa wersja Putina wydaje się być najbardziej logicznie myślącą osobą, przerażony jest tym co Claire robi.

Fabuła 6 serii skupia się na wątku śmierci Franka i na walce Claire o zachowanie stanowiska, bo wszyscy są przeciwko niej. Ważną rolę w serialu odgrywają Bill i Annette Shepherd, rodzeństwo, które chce pozbawić władzy Claire za wszelką cenę. W rolach brata i siostry obsadzono Grega Kinneara i Diane Lane, która się nic nie starzeje. Jest to jeden z niewielu plusów tej serii, ale nie do końca wykorzystany.

Powraca wiele postaci z poprzednich serii na czele z Dougiem Stamperem, którego wątek jest ważny w całym sezonie. A co do Franka to z jednej strony robią wszystko by go nie pokazać, a z drugiej nie potrafią o nim zapomnieć. Nie ma żadnych zdjęć w Białym Domu, na biurku Claire to samo, nawet jak są zdjęcia z pogrzebu to twarzy Franka nie pokazano, nie ma nagrań ze zmarłym prezydentem ani głosu Spaceya, a jednocześnie wątek Franka odgrywa najważniejszą rolę w tej serii. I nie mam na myśli tylko sprawy jego śmierci, ale to że wszyscy o nim non stop gadają na czele z Claire i jego sługusem.

W każdym odcinku co trochę wracają do jego postaci, tego co robił w poprzednich sezonach i co robił między sezonami. Wygląda to tak jakby ekipa serialu i bohaterowie nie potrafili się od niego uwolnić za nic. Moim zdaniem takie zagrania serialom nie służą, bo wygląda wtedy tak jakby ekipa serialu nie wiedziała w którą stronę iść z bohaterami. Z jednej strony zmiany i coś nowego, a z drugiej nie potrafią zapomnieć o przeszłości i serial tkwi w takim zawieszeniu miedzy starym a nowym. A to miał być sezon gdzie Claire pokazuje, że potrafi rządzić sama, a okazuje się że wisi nad nią postać Franka, który działa za grobu. Może nie dosłownie, choć nie zdziwiłoby mnie takie rozwiązanie, ale w pewnym sensie tak jest.

Jak napisałem wcześniej nie ogląda się źle prawie całego sezonu, ale nadszedł finał, który jest dla mnie jednym z najgorszych finałów jaki widziałem jakiegokolwiek serialu, dla mnie to poziom finału Dextera o seryjnym mordercy. Poziom absurdów w tym odcinku przerósł wszystkie wcześniejsze, a ostatnie minuty gdy wyjaśnia się  sprawa śmierci Franka wyszła po prostu żenująco mimo starań aktorów. Pochwalę jedynie nawiązanie w tej scenie do pierwszej sceny serialu z psem, ale to zakończenie, nawet jak jest w swej absurdalności sensowne zupełnie nie wyszło. Zacząłem się śmiać porażony głupotą ostatniej sceny serialu.

Powinna ekipa dostać z kilka m-cy więcej by wymyślić lepszy scenariusz. Widać, że wątki są napisane w pośpiechu i po łebkach, by Netflix wypuścił ostatni sezon w tym roku, choć już poprzednia seria pokazała, że nawet z główną gwiazdą to i tak serial nie był wiele lepszy od tej serii. Miałem postawić początkowo taką samą ocenę jak za 5 sezon, bo realizacyjnie i aktorsko to pierwsza klasa, ale ostatni odcinek serialu był tak żenujący, że dam ocenę niższą. Ocena: 3.5/6.

The Haunting of Hill House (seria 1, Netflix)

„Nawiedzony dom na wzgórzu” to serialowa adaptacja książki Shirley Jackson. Wcześniej powstały dwa filmy  na podstawie książki. W 1963 roku film, który słusznie należy do klasyki gatunku, a druga adaptacja z 1999 roku to średniak o którym nie warto pamiętać nawet dla obsady (np. Nesson, Zeta Jones). W przypadku serialu Netflixa mamy do czynienia z adaptacją powieści za którą wziął się Mike Flanagan znany z wielu dobrych i średnich horrorów.

Moim zdaniem 10godzinna uwspółcześniona adaptacja książki to jedna z lepszych rzeczy jakie napisał i wyreżyserował Flanagan w ostatnich latach. Chociaż muszę zaznaczyć, że serial jest jedynie inspirowany książką, nie jest to wierna adaptacja, ale mnie to nie przeszkadza. Serial opowiada o rodzinie Crainów, Olivii i Hugh z piątką dzieci (Steven, Shirley, Theo, Luke i Nell), która przeprowadza się do starej posiadłości gdzie dochodzi do tragedii. Po wielu latach wszyscy są już dorośli i muszą zmierzyć się z inną tragedią w rodzinie, która zmusza ich do stawienia czoła traumom z przeszłości.

Lubię filmy Flanagana za ich prostotę i podobnie jest z serialem inspirowanym książką Jackson gdzie dostałem klasyczny oparty na schematach horror o duchach, bo nie ma w tej produkcji nic oryginalnego, ale reżyser to tak sprawny rzemieślnik, że sceny które mają trzymać w napięciu to trzymają, a które mają przestraszyć to przestraszą. Jedynym zaskoczeniem może być to jak mało w tym horrorze samego horroru.

Scen z duchami i jumpscarów jest mało, ale też jak są to odpowiednio klimatyczne. Oglądało się serial Flanagana bardziej jak dramat psychologiczny o piątce bohaterów, którzy mierzą się ze swoimi lękami i problemami, a nie horror, bo duchy pojawiają się w tle. Wymieszanie ze sobą dramatu psychologicznego o rodzinie z horrorem o duchach to był świetny pomysł, bo dzięki takiemu zagraniu oraz dzięki temu, że to serial czyli Flanagan ma 10 godzin na to by odpowiednio rozbudować każdą z postaci. Poznałem każdą postać dokładnie z jej/jego wadami i zaletami, a w filmie raczej to nie byłoby możliwe.

Całą rodzinę Crainów polubiłem już po pierwszym odcinku, zarówno w wersji dorosłej jak i dziecięcej.  Muszę pochwalić casting, bo uwierzyłem, że cała główna obsada, zarówno dzieci jak i dorośli tworzą rodzinę. Duży plus za to jak dobrano aktorów dziecięcych, którzy są tak podobni do swoich dorosłych postaci, że już w pierwszym odcinku domyśliłem się, które dziecko gra odpowiednik dorosłego z rodziny Crainów. Zwłaszcza Elisabeth Reaser w roli Shirley i dziewczynka w jej młodszej wersji są bardzo do siebie podobnie.

Cała obsada tworzy tak sympatyczne postacie, że trudno rodzinie Hugh i Olivii nie kibicować. A Theo grana przez Kate Siegel, czyli żonę showrunnera serialu, która wygląda jak klon Angeliny Jolie to moja ulubiona postać. Ale jakbym się zastanowił to obok klona Angeliny Jolie to Luke i Nell najbardziej skradli moje serce ze wszystkich postaci. Warto też zwrócić uwagę na role Carly Gugino i Timothy Huttona w roli małżeństwa (plus Henry Thomas w roli młodszego Hugh), którzy też dobrze się spisują.

Flanagan to tak dobry rzemieślnik że pomimo faktu, że fabularnie serial niczym nie zaskakuje (chociaż przyznam, że zaskoczyło mnie kim okazał się duch, którego widziała Nell) i straszy schematami znanymi od początków kina to serial po prostu działa jako bardzo dobra rozrywka z elementami kina grozy. Trochę przypomina mi Flanagan swoją twórczością Wana, który też jest znany z wielu dobrych horrorów opartych na znanych dobrze schematach, ale w przeciwieństwie do filmów Wana reżyser “Hush” nie funduje widzom tysiąca jumpscarów na minutę, a u Wana to nawet oryginalna muzyka to jeden wielki jumpscare.

Mamy do czynienia  z typowym porządnym poziomem dla współczesnych seriali jeśli chodzi o stronę techniczną jak np. zdjęcia, montaż. Jedynie w szóstym odcinku Flanagan trochę zaszalał, bo w całości nakręcił go na kilku długich ujęciach i wyszło to kapitalnie. Zdjęciowo serial wygląda ładnie, a muzyka pasuje idealnie. Można zachwycać się tytułowym Hill House bo wygląda super, podobnie jak czerwony pokój, bardzo klimatyczne miejscówki. Z tego co czytałem to tytułowe Hill House to willa z lat 20, którą można wynająć na imprezy, ale całe wnętrze domu, czyli dwa piętra zostały zbudowane w studiu 1: 1 i dom w środku robi wrażenie na ekranie.

Ogólnie całość bardzo podobała mi się, nie ma słabszych odcinków, bo większość odcinków ma dobry lub bardzo dobry poziom, dotyczy to też finału. Nie narzekam na to jak historię zakończono z czym wielu widzów ma problem, zwłaszcza z decyzją ojca, ale ja kupuję takie zakończenie całości, które przypomina mi trochę rozwiązania jakie serwuje w swoich filmach J. A. Bayona, znany z np. Sierocińca i Siedmiu minut po północy. Podobnie emocjonalnie na mnie finał serialu zadziałał jak działają na mnie emocjonalnie właśnie filmy Bayony.

2018 rok to kolejny dobry rok w horrorach nie tylko w kinie, ale też w serialach, bo nie dość, że American Horror Story wróciło na dobrym poziomie, ale przed znakomitym serialem Flanagana dostałem jedną z największych pozytywnych niespodzianek 2018 roku czyli Castle Rock od Hulu. The Haunting of Hill House to kolejny bardzo dobry horror w ostatnich miesiącach. Ocena: 5/6.

Seriale#41

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.