Grudzień 2018 – filmy

1987 When the Day Comes (2017)

W styczniu 1987 roku student umiera podczas policyjnego przesłuchania. Ciało ma być poddane kremacji w celu zniszczenia dowodów zbrodni. Prokurator Choi odmawia wykonania polecenia, a policja próbuje zatuszować prawdę. Kino historyczno patriotyczne na typowym poziomie dla produkcji z Korei Południowej. Ocena: 4.5/6.

A Simple Favor (2018)

Stephanie jest perfekcyjną panią domu, a Emily to kobieta sukcesu, która trzyma życie za rogi. Stephanie pewnego dnia odbiera ze szkoły syna przyjaciółki. Byłaby to przysługa gdyby nie fakt, że Emily nie pojawia się, by odebrać dziecko. “Zwyczajna przysługa” to dobra rozrywka łącząca w sobie czarny humor, ironię, satyrę, kryminał i operę mydlaną. Ale film nie byłby tak dobry gdyby nie świetne Anna Kendrick i Blake Lively w rolach głównych. Ocena: 4.5/6.

asf_d17_pi_04344_r2.JPG

Backtrace (2018)

Szkoda Matthew Modine’a i Sylvestra Stallone’a na tak słabe sensacyjniaki przeznaczone prosto na vod i dvd. Nie licząc “Creeda” i małej roli w “Strażnikach Galaktyki 2” to ostatnio Sylwek w samych słabych filmach gra. “Backtrace” to kolejny nie warty uwagi film klasy B po beznadziejnym “Escape Plan 2”.  A skoro aktor zapowiedział, że “Creed 2” to jego pożegnanie z rolą Rocky’ego to wypadałoby lepsze filmy wybierać albo zmienić agenta. Ocena: 2.5/6.

Bad Times at the El Royale (2018)

Koniec lat 60-ych. Kilka obcych sobie ludzi, m.in piosenkarka, ksiądz i sprzedawca odkurzaczy spotykają się w El Royale, hotelu położonym na granicy Nevady i Kalifornii. Jest to produkcja, który stoi prostym, ale znakomitym scenariuszem. Całość została tak ładnie rozpisana, że pomimo podziału na rozdziały, dużej ilości retrospekcji i wątków nie pogubiłem się w fabule, a nawet w kilku momentach rozwój historii mnie zaskoczył.

Ale też nie dziwię się porównaniom przez to jak rozpisano scenariusz z twórczością Tarantino, choćby przez podział na rozdziały i niechronologiczną fabułę, ale to dla mnie nie jest zarzut, bo nie tylko Tarantino może tak bawić się kinem. Widziałem niedawno “Too Late” na Netflixie z Johnem Hawkesem  w którym też była niechronologiczna fabuła, czyli w stylu Quentina Tarantino (wiadomo, że nie tylko on tak kręci, ale jakoś do niego to najbardziej przylgnęło) i to była też znakomita produkcja. Więc niech inni reżyserzy i scenarzyści też  bawią się kinem, szczególnie jak są tak utalentowani jak właśnie Drew Goddard, scenarzysta i reżyser “Źle się dzieje w El Royale”.

06072018-Pageone-El-Royale

Oprócz scenariusza warto zwrócić uwagę na stronę techniczną jak reżyseria, montaż i zdjęcia. Film wygląda przepięknie, ma świetne ujęcia oraz kapitalną scenografię. No i zagrany przez wszystkich jest pierwszorzędnie, nie tylko przez znane nazwiska jak Jeff Bridgesa, Jona Hamm, Chrisa Hemswortha i Dakote Johnson, ale też przez nieznane mi twarze jak Lewis Pullman (czy tylko mnie przypomina aktora, który gra Spidermana w uniwersum MCU?) i Cynthia Erivo, która nie tylko świetnie gra, ale też śpiewa tak, że czapki z głów. Zresztą muzyka w filmie to prawdziwa uczta dla uszu.

A wracając do obsady to jest też mały smaczek dla fanów XFiles, bo w epizodzie pojawiają się Rebeca Toolan, znana lepiej jako mama Foxa Muldera i William B Davis znany jako Cigarette Smoking Man. A poza tym w epizodach i rolach drugoplanowych pojawiły się tak ciekawe nazwiska jak np. Xavier Dolan, Shea Whigham i Nick Offerman. Znakomity film twórcy “Domu w głębi lasu” i serialu Daredevil zasługujący na 5/6.

badtimes

Bird Box (2018)

Film z gatunku survivalu, który kojarzył mi się z “Cichym Miejscem”,  ale w przypadku filmu Netflixa mamy do czynienia z tajemniczą siłą, która dziesiątkuje ludzkość. Sposobem na ocalenie życia jest mieć zamknięte oczy. Całkiem przyzwoite kino survivalowe z dobrą rolą Sandry Bullock. Ocena: 4-/6.

Blindspotting (2018)

Collin (świetny Daveed Diggs) stara się nie rzucać nikomu w oczy, bo do końca zwolnienia warunkowego zostały mu trzy dni. Jego przyjaciel wciąż prowokuje sytuacje po których Collin może wrócić do więzienia. Pewnej nocy Collin jest świadkiem zbrodni – policjant strzela do uciekającego afroamerykanina. Bardzo dobry film na ważny temat, który bawi, wzrusza i prowokuje do dyskusji. Ocena: 5/6.

Filmstill_2018_Blindspotting_Resized

Brain Donors (1992)

“Czacha dymi” to jedna z najlepszych komedii jakie widziałem wieki temu, ale też jedna z najbardziej niedocenianych i zapomnianych. Fabuły nie będę streszczał tylko powiem tyle, że scenarzystą jest Pat Proft, czyli współtwórca takich klasyków ZAZ jak np. “Naga Broń 1-3”, “Ściśle Tajne”, “Hot Shots 1 i 2” co już sugeruje z jakim zwariowanym humorem mamy tutaj do czynienia. Zresztą bracia Zucker wyprodukowali ten film. Jest to też hołd dla filmu braci Marx “Noc w Operze”, a trójka głównych bohaterów przypomina Groucho, Harpo i Chico.

Przypomniałem sobie po latach i wciąż bawi ta zwariowana komedia równie dobrze co wieki temu. Mamy doskonale absurdalne dialogi (wyjdźmy na zewnątrz i załatwmy to jak faceci – jesteśmy na zewnątrz – wróćmy do środka i załatwmy to jak kobiety) i kapitalne gagi jak sekwencja w operze i próba ukrycia kobiety. A poza tym rewelacyjna obsada z genialnym Johnem Turturro w roli głównej. Ocena: 5/6.

First Man (2018)

Film skupia się na życiu Neila Armstronga. „Pierwszy człowiek” to zapis poświęceń, które wiązały się z jedną z najbardziej niebezpiecznych misji w historii ludzkości, ale dla mnie to też, a może przede wszystkim, dramat psychologiczny o radzeniu sobie z żałobą, z przepracowaniem jej.

Świetna rola Ryana Goslinga, który Armstronga pokazuje jako człowieka co zamknął się w sobie przed wszystkimi, w tym przed rodziną, po tragedii rodzinnej co najlepiej obrazuje scena w której rozmawia z dziećmi o locie na Księżyc, która wygląda jak konferencja prasowa. Neil to bohater pozornie nie okazujący emocji, ale na twarzy aktora idzie wyczytać co bohater czuje. Więc moim zdaniem aktor się spisał pierwszorzędnie w głównej roli, a nie jestem specjalnym fanem jego aktorstwa. Ale nie wiem czy tak się wyrobił aktorsko przez lata, czy po prostu jest idealny do grania zamkniętych w sobie facetów i nie okazujących emocji. Bo podobną rolę miał w “Blade Runner 2049”, gdzie też nie pokazywał emocji.

Film Title: First Man

Armstrong Goslinga przypomina bohaterów wcześniejszych filmów Damiena Chazelle’a, czyli “La La Land” i “Whiplash”. Neillem kieruje ambicja bez względu na koszty w wyniku czego cierpi jego rodzina, więc nie dziwne, że zainteresowała reżysera akurat ta historia. Choć liczę na to, że kiedyś nakręci film w którym bohaterem nie będzie postać mająca obsesje, która niszczy wszystkich naokoło.

Zaskoczyło mnie że “Pierwszy człowiek” nie spodobał się amerykanom, dość chłodno był przyjęty, bo pomimo wszystko jest to bardzo amerykański film. Choć udało się reżyserowi nakręcić tą produkcję bez amerykańskiego patosu co się chwali.  Oprócz Goslinga na pochwałę zasługuje też Claire Foy w roli żony walczącej o rodzinę, twardej babki, która widzi co dzieje się z jej mężem. Ale też przesadzone są opinie, że zasługuje na nominację oscarową, bo to dobra rola, nie wybitna.

Claire-Foy-First-Man

Strona techniczna jest na typowym poziomie dla filmów Chazellla, czyli doskonała. Reżyseria, zdjęcia, montaż i dźwięk zasługują przynajmniej na nominacje, choćby za same sceny testów i lotów. Film jest tak zrealizowany doskonale, że dosłownie czułem się jakbym razem z astronautami był w statku. Bałem się w czasie testów i lotów, że zaraz się statek rozsypie i czułem ciasnotę statków. Udało się oddać znój i klaustrofobiczną atmosferę dzięki zbliżeniom na twarze bohaterów.

Wiele osób narzeka na sceny rodzinne, ale mnie nie nudziły. Stanowiły świetną podbudowę pod finał filmu, który po prostu wymiata i wzrusza. Nie mam na myśli tylko genialnej sceny lądowania i stawiania pierwszych kroków na Księżycu, która dla mnie jest jedną z najlepszych sekwencji jakie widziałem ostatnio, ale też wcześniejszą czyli rozpoczęcia lotu z doskonałą muzyką stałego kompozytora Chazelle’a. Muzyka w całym filmie jest rewelacyjna, idealnie współgra z wydarzeniami.

Nie wiem co się stało, bo “Pierwszy człowiek” to pierwszy film Chazelle, który oprócz zachwytów nad stroną techniczną co ma miejsce w przypadku każdego jego filmu to mnie tak po prostu i zwyczajnie wzruszył, wywołał we mnie emocje. “Whiplash” uważam za bardzo dobry film, zwłaszcza realizacyjnie, ale specjalnych emocji we mnie nie wywołał, może dlatego że bohatera nie polubiłem. Podobnie było z musicalem “La La Land”, który pod względem realizacyjnym wymiata, ale emocjonalnie po mnie spłynął.  Dla mnie “Pierwszy człowiek” to najlepszy film tego młodego i utalentowanego reżysera zasługujący na 5/6.

Halloween (2018)

Film który powinien mieć tytuł “Halloween 1.5” gdyż jest to kontynuacja klasyka Johna Carpentera i tylko tego filmu, bo całą resztę, czyli części od drugiej do ósmej wykasowano w tym filmie. Zresztą twórcy sami mówią za pomocą swoich bohaterów, że kolejne filmy znaczenia nie mają. Jeden z dzieciaków pyta wprost czy to prawda, że Laurie Strode to siostra Myersa i pada odpowiedź, że to tylko plotka.

Wspomniany jest też doktor Loomis grany przez świętej pamięci Donalda Pleasence w klasycznych filmach. W nowym Halloween oddano hołd tej postaci, bo mamy lekarza zajmującego się Michaelem, którego Laurie nazywa nowym Loomisem. Choć dla mnie nowy Loomis to zbyt przegięta postać, jakby się urwała z parodii slasherów, ale  może taka miała być, bo za scenariusz odpowiada nie tylko reżyser David Gordon Green, ale też Danny McBride, znany aktor i scenarzysta komedii.

Halloween2018

Green to ciekawy wybór na reżysera slasherów, bo ma na koncie bardzo różnorodne filmy, zarówno komedie tworzone razem z McBridem, np. “Boski chillout”, “Wasza Wysokość”, ale też odpowiada za dramaty jak “Joe” z Nicholasem Cagem i “Stronger” z Gylenhaalem. A co do samego filmu to jest typowy slasher z zaskakująco małą ilością krwi i scen przemocy jak porówna się z innymi slasherami nie tylko z ostatnich lat. Jest to nawiązanie do jedynki, bo w filmie Carpentera też zginęło bardzo mało osób i było mało krwi jak na ten gatunek horrorów.

Jest tutaj wiele nawiązań do oryginału, np. tam gdzie w filmie Carpentera pojawiał się Michael to w filmie z 2018 roku mamy stojącą bohaterkę graną przez Lee Curtis, itd. Ale niestety nie zachwycam się “Halloween 1.5” jak wiele osób, bo dla mnie to przyzwoity slasher, który niczym nie zaskakuje, ale to też taki prosty gatunek, że nie ma czym za bardzo zaskakiwać.  Ale nie powiem też czy jest lepszy czy słabszy od jedynki, bo zbyt dawno widziałem film Carpentera.  Oczywiście doceniam jako horror, który zrobił wiele dla gatunku, ale tak szczerze to wolę każdy film Carpentera z lat 70-90.

Halloween_JamieLeeCurtis

W najnowszym filmie franczyzy najwięcej pochwał zbiera Lee Curtis, która po wykasowaniu powiązań rodzinnych jej postaci z Myersem stała się bohaterką przypominającą Sarę Connor z “Terminatora 2”. Wypadła świetnie w takim żołnierskim wcieleniu Lee Curtis i po prostu czeka się jak w końcu dojdzie do konfrontacji między nią a mordercą. Ale przyznam, że o wiele bardziej podobało mi się jak podsumowano rolę Lee Curtis w “Halloween 20 lat później” czyli części siódmej. Moim zdaniem to powinna być ostatnia część cyklu gdzie ładnie zakończono wątek Laurie oraz Michaela, ale niestety powstała ósemka, która wszystko popsuła. Choć i tak się nie liczy, bo wykasowano wszystko:-)

A teraz powiem coś niepopularnego, bo ja od oryginału Carpentera wolę remake Roba Zombie, który jest ciekawym podejściem do franczyzy. A jeszcze bardziej uwielbiam kontynuację remaku Roba Zombiego. “Halloween 2” od Zombiego to film, który mało przypomina typowe “Halloween”, a bardziej każdy inny film Roba. A najlepsze, że ja mam mieszane uczucia do filmów Zombiego – jedne podobają mi się, inne w ogóle, ale “Halloween” od tego reżysera, zwłaszcza “Halloween 2” to prawdziwe złoto.

W filmach Zombiego Myers jest jak taran i  gość przeraża w przeciwieństwie do Michaela z wersji Carpentera i kontynuacji. Rmake i sequel są to jedne z niewielu slasherów gdzie zależy mi na dzieciakach, które giną, nawet jak są głupie, co w tego typu gatunku horroru nie zdarza się. A wracając do “Halloween” Greena to postawię 4-/6,  bo to przyzwoita produkcja. Ale jak film się skończył to pierwsza myśl jaka w głowie mi się pojawiła to po co ten film powstał (nie licząc pieniędzy). Ale ja się widocznie nie znam, bo odniósł sukces i będzie kontynuacja. Choć po takim zakończeniu ciężko sobie wyobrazić ciąg dalszy. Oczywiście to slasher, czyli da odkręcić nawet na siłę, ale nie chciałbym kontynuacji “Halloween 1.5”.

Hunter Killer (2018)

Wiem że Butlerowi pasuje granie w kinie akcji klasy B i też nie mam nic przeciwko temu, bo większość jego filmów to fajna nie wymagająca myślenia rozrywka, ale ten film to słaba produkcja. I nawet nie przeszkadzało mi to jak dużo tutaj absurdów, ale jak porówna się do “Polowania na Czerwony Październik”, “Karmazynowego Przypływu” i wielu innych dobrych filmów z akcją na łodzi podwodnej to lepiej obejrzeć któryś z tych klasyków niż film z Geraldem Butlerem i Toby Stephensem (dziwne, że nikt jeszcze nie wpadł  na pomysł by zrobić film z tym duetem, tutaj spotykają się jedynie na koniec). Oczywiście to nie poziom tych filmów, tylko kino klasy B, ale nawet w filmografii Butlera są lepsze filmy z gatunku kina akcji. Choć do najgorszego filmu z Gerardem czyli “Bogów Egiptu” jest bardzo daleko. Szkoda też, że ta słaba produkcja to jeden z ostatnich filmów Michaela Nyqwista. Ocena: 3/6.

Johnny English Strikes Again (2018)

Przed seansem kolejnej części agenta brytyjskiego wywiadu, który dogadał by się idealnie z Inspektorem Clouseau oraz Frankiem Drebinem sprawdziłem ile powstało już filmów o Englishu, bo nie pamiętałem. Z jedynki pamiętam tylko tyle, że mnie wynudziła, a z dwójki nic nie pamiętam, czyli to musiał być też słaby film. W przypadku trójki nie było tak źle jak się spodziewałem, bo jest kilka udanych gagów (zwłaszcza moment tańca i podróż w wirtualnej rzeczywistości).

No i na drugim planie jedna z dziewczyn Bonda czyli Olga Kurylenko. Więc pewnie po latach jeśli w ogóle będę kojarzył film to dlatego, bo zagrała w nim dziewczyna Bonda. A co do Atkinsona to jedzie Jasiem Fasolą i nie wypada źle, ale mnie Atkinson w tej roli za bardzo nigdy nie bawił. Rozumiem kult, ale wolę go w innych rolach jak np. w “Czarna Żmija”. Ocena: 3.5/6.

King Lear (2018)

Jedna z wielu adaptacji sztuki Szekspira “Król Lear” stworzona przez BBC i Amazon Prime (w Polsce na HBO GO). Od razu muszę się przyznać, że nie przepadam nie tyle za Szekspirem co ogólnie za sztukami i powieściami gdzie mówi się wierszem, a co za tym idzie też za ich adaptacjami. Jak oglądam adaptacje sztuk to nie mam ochoty zastanawiać się nad sensem wypowiedzi tylko od razu załapać o co chodzi w tym pięknym dialogu. Oczywiście jest kilka wyjątków, które cenię jak np. adaptacje filmowe Szekspira od Kennetha Branagha, czy “Hamlet” z Gibsonem, albo “Pan Tadeusz” Wajdy, czy eksperyment “Romeo i Julia” Bazza Luhrmanna z Di Caprio i Claire Danes, ale nie zachwycam się też nimi przesadnie. Są w najlepszym razie dobre jak dla mnie.

Adaptacja “Króla Leara” wydaje mi się być najbliższa filmowi Luhrmana w której fabułę przeniesiono do świata MTV i popkultury, a film Richarda Eyre dzieje się w dystopijnej przyszłości. Mam taki problem z adaptacjami poematów i tragedii pisanych wierszem, że po prostu te piękne dialogi mimo dobrych aktorów i tak brzmią dla mnie  nienaturalnie do tego stopnia, że ciężko mi uwierzyć w przedstawiony świat przez co emocji we mnie nie wywołują.

static.playbill.com

Ale obejrzałem ten film z jednego powodu czyli obsady na czele z sir Anthony Hopkinsem, który od kilku lat zaczął grać, a nie jechać na autopilocie. Oczywiście gra też w słabych i złych filmach dla kasy jak sam przyznał kilka lat temu, gdzie wciąż się nie stara tylko jedzie na autopilocie i bierze wypłatę, ale jeśli chodzi o sztuki teatralne, adaptacje tragedii i dramatów, czy nawet seriale jak “Westworld” to Hopkins w tego typu produkcjach pokazuje aktorską klasę.

Jeden z najlepszych aktorów obudził się przynajmniej w niektórych rolach i w “Królu Learze” też pokazał świetne aktorstwo. Ale nie tylko on, bo cała obsada to prawdziwe złoto. Każdy wypada doskonale, nawet jak gra mały epizod. Mamy w tej telewizyjnej produkcji takie nazwiska jak Jim Broadbent, Jim Carter, Tobias Menzies, Emily Watson, Emma Thompson, Andrew Scott, Christopher Eccleston i Florence Pugh, która robi coraz większą karierę i ostatnio zachwyciła wszystkich choćby w serialu “The Little Drummer Girl”. Porządna realizacja i świetne aktorstwo daje dla mnie przyzwoity film, a jeśli nie przeszkadza Wam tak jak mnie mówienie wierszem to możecie dodać punkcik, a nawet więcej do oceny. Jest to produkcja nie dla mnie, którą obejrzałem tylko dla aktorów, których bardzo lubię. Ocena: 4/6.

KING LEAR Pictured: Emily Watson, Emma Thompson

May the Devil Take You (2018)

Indonezyjski horror Timo Tjahjanto, znanego z takich filmów jak “Headshot” i “The Night Comes for Us”, czyli mordobić gdzie liczą się tylko sceny walk i strzelanie. W tych filmach fabuła jest tak pretekstowa jak w pornosach i podobnie jak porno ogląda się te filmy, czyli tylko dla akcji. Wcale nie dziwię się, że kolejnym filmem Timo jest horror gdyż filmy Thahjanto są nie tylko bardzo brutalne, jak większość mordobić z Azji, ale tez krew leje się litrami jak w filmach Petera Jacksona i Sama Raimiego razem wziętych.

Ale tym razem film Tjahjanto mnie zaskoczył przyzwoitym aktorstwem, nie jest tak drewniane jak w wyżej wymienionych filmach i film ma jakąś tam fabułę. Ale poza tym jest to bardzo schematyczny horror klasy B przypominający choćby wymienione przeze mnie klasyki Sama Raimiego. Jest to produkcja niczym nie różniąca się od schematycznych horrorów z USA i fakt, że to film z Indonezji nic nie znaczy. Ocena: 3/6.

Mowgli (2018)

Księga dżungli w wersji dla dorosłych na której pomysł wpadł jeden z najlepszych aktorów od grania “komputerowych” postaci czyli Andy Serkis (znany jako Gollum we “Władcy Pierścieni” i Hobbicie, Kong w “King Kong”, Cezar w doskonałej trylogii prequeli “Planety Małp”). Film od początku miał problemy, które zaczęły się po premierze disneyowskiej wersji sprzed kilku lat “Księgi dżungli”, w której zakochali się widzowie i krytycy. Więc premiera filmu Serkisa była przesuwana i jak w końcu film skończono to nie dziwię się, że Warner Bros sprzedał prawa do dystrybucj iNetflixowi, gdyż to film, który ciężko powiedzieć dla kogo jest.

Większość uwielbia film Disneya i raczej widownia nie chce oglądać ponownie ten samej historii skoro w pamięci mają poprzednią wersje. No i dla dzieci jest zbyt ponury i smutny, a dorosłych może znudzić. Więc pewnie liczyli się z tym w WB, że może ponieść klapę finansową skoro to taki film, który nie wiadomo komu polecić, kto jest potencjalnym widzem takiej wersji przygód Mogwliego. A skoro jeszcze film sprzedała wytwórnia platformie to istnieje możliwość, że to po prostu słaba produkcja.

mowgli-netflix-recenzja-1180x541

Ja przyznam, że rozczarowałem się filmem pod jednym względem. Jeśli specjalista od motion capture bierze się za adaptację “Księgi dżungli” to można było się spodziewać doskonałych efektów specjalnych. Można było oczekiwać,  że wizualnie film będzie wymiatał, a animowane zwierzęta będą wyglądać bardzo realistycznie. Spodziewać się można było efektów specjalnych na poziomie Cezara i spółki choćby z “Wojny Planety Małp” gdzie zapomina się o tym, że ogląda się animacje tylko wierzy się w postacie stworzone dzięki talentowi ekipy Serkisa, aktorów i doskonałych efektów specjalnych. Niestety pomysł Serkisa na wygląd zwierząt jest dyskusyjny.

Nie wszystkie prezentują się źle, ale np. wilki to wyglądają jakby wyleniały i czasami za bardzo rzuca się w oczy, że to jednak są efekty specjalne. Ale z drugiej strony “zwierzęca” obsada jest gwiazdorska. Christian Bale gra Bagheree (nie poznałem go), Serkis użyczył głosu Baloo, Blanchett to Kaa, Peter Mullan to Akela, a Cumberbatch to oczywiście Shere Khan. Wszyscy bardzo dają radę. Ale dla mnie najlepsza jest Blanchett, która jak się odezwała na samym początku filmu to poczułem się jak na wprowadzeniu do filmu “Drużyna Pierścienia” tylko w filmie Serkisa ma bardziej złowieszczy i żmijowaty głos co zrozumiałe.

mowgli

Ale wszystkich bije Benedict swoim głosem w roli tygrysa. Ciekawym pomysłem było też to by zwierzaki z pyska przypominały aktorów, których idzie rozpoznać. A w rolach ludzkich mamy Freide Pinto, która pojawia się w małym epizodzie i przede wszystkim Matthew Rhysa w roli myśliwego. Dzięki talentowi aktorów, nawet jak efekty specjalne są dyskusyjne każdy zwierzak ma jakiś charakter tylko zastanawia mnie czemu np. słonie nie mówią ludzkim głosem.

Serkis miał swoją wizję i kilka scen jest bardzo klimatycznych jak sekwencja z małpami, które złapały w pułapkę Mowgliego, ale niestety Serkis reżyser to nie ten sam poziom co Serkis aktor. Jest to jego drugi film nie najlepiej przyjęty i chyba powinien zostać przy tym co umie najlepiej. Oczywiście nie mówię, że film jest tragiczny, bo są emocje i kilka ciekawych pomysłów, aktorzy dają radę, ale ogólnie to film na poziomie lekko  powyżej średniej.  Warto też wspomnieć o tytułowym bohaterze, w którego świetnie się wcielił nieznany mi Rohan Chand. Ma wymagającą rolę, bo bardzo fizyczną, nabiegał się chyba tyle co Cruise we wszystkich filmach, ale też sceny dramatyczne zagrał dobrze, bez fałszu. Więc głównie za obsadę i kilka ciekawych pomysłów postawię 4-/6.

Pete’s Dragon (2016)

W wypadku samochodowym giną rodzice Pete’a, który ucieka do lasu gdzie spotyka smoka Elliotta z którym się zaprzyjaźnia. Jeden z najlepszych familijnych filmów jakie widziałem w ostatnich latach. Nie wiem czemu przegapiłem go dwa lata temu, zwłaszcza że gra tutaj Bryce Dallas Howard, Robert Redford, Wes Bentley i Karl Urban. Nie gorszy jest od nich Oakes Fegley w głównej roli. No i oczywiście smok daje radę stworzony przez Weta, który wygląda jak ogromny pies.

Obejrzałem “Mojego przyjaciela smoka” ze względu na reżysera Lowery’ego, twórcę filmu “A Ghost Story” z Caseyem Affleckiem i Rooney Mara. Film mnie tak zachwycił, że chciałem sprawdzić wcześniejsze filmy i znowu facet mną pozamiatał emocjonalnie. Film dla całej rodziny, który pod przykrywką fantasy dotyka takich spraw ważnych jak utrata bliskich, przemijanie i pogodzenie się ze stratą, czyli podobna tematyka jak w filmie  z Affleckiem ukrytym pod prześcieradłem. A poza tym film kręcony w Nowej Zelandii czyli wizualnie jest pięknie. Cudowny film familijny. Ocena: 5/6.

Redbad (2018)

Miałem nadzieję na dobry film z Holandii o Radbodzie, jednym z założycieli Holandii, w stylu “Wikingów” czy “The Last Kingdom”, ale niestety ta produkcja jest bardzo chaotyczna. Nie mam na myśli chaos kontrolowany w scenach walk, ale ogólnie fabuła, która jest prosta,  ale film za bardzo przeskakuje od wątku do wątku i ciężko się połapać kiedy co się dzieje. Podam jeden przykład – mamy scenę gdzie pokazano żonę  Redbaga w ciąży, a za chwilę widzimy już syna.  A co do scen batalistycznych to mam mieszane uczucia jak są zrealizowane. Bitwy wyszły średnio, gdy pokazywane są walczące tłumy, ale jak pokazywane są pojedynki jeden na jednego to spoko wyszły.

Miałem też wrażenie, że sporo materiału wycięto z filmu przez co można się pogubić. A na dodatek nie wiem kto wymyślił w postprodukcji by podkręcić biały i żółty do takiego kontrastu, że czasami nie widać nic. Film źle się nie ogląda, ale przez ten panujący w filmie chaos produkcja nie budzi aż takich emocji jak powinien. Bo zamiast skupić się na historii  często zastanawiałem się czy coś przegapiłem, czy nastąpił przeskok w czasie.

RedBad-at-The-Frida-Cinema-1

Rozumiem też jak chrześcijaństwo jest pokazane, bo pewnie tak było, ale trochę dziwnie się ogląda Wilibrorda znanego w Kościele Katolickim jak Apostoła Fryzów, który zachowywał się w filmi jak niespełna rozumu. Aktor grał na granicy przerysowania, prawie jak z komedii. Chociaż dla równowagi jest kilka porządnych chrześcijan jak towarzyszący mu kapłan i żona Redbada. Film ma fajny klimacik i ciekawych bohaterów na czele z Redbadem (zwłaszcza jego pierwsza miłość oraz żona wypadły spoko) tylko ten podkręcony żółty i biały, że nic nie widać miejscami.

No i muzyka świetna, ale tego można było być pewnym, bo odpowiada za nią specjalista od historyczno przygodowych soundtracków czyli Trevor Morris. Kompozytor chyba ma zapisane w umowie, że pisze muzykę jedynie do projektów związanych z historią, albo przygodowych, fantasy jak “Castlevania”. A na drugim planie pojawia się nie kto inny jak Mike z “Breaking Bad” i “Better Call Saul”. Oczywiście gra łajdaka. Ale też negatywne postacie, nie licząc biskupa (choć pod koniec przechodzi przemianę i nie jest aż tak okrutny) są ciekawe. Zdecydowanie bardziej podobała mi się pierwsza część trylogii o innym holenderskim bohaterze czyli “Michiel de Ruyter”, choć to też nie był idealny film. Część trzecia ma opowiadać o Wilhelmie I Orańskim. Ocena: 3.5/6.

Roma (2018)

Z filmami, które od razu zdobywają uznanie krytyków i okrzyknięte są z miejsca arcydziełami mam zawsze taki problem, że jak zasiadam do seansu to z myślą taką, że mogę nie podzielać ogólnego zachwytu. Ale też Alfonso Cuaron słabych filmów nie kręci. Podoba mi się większość jego filmów, nieważne w jakim gatunku kręci. Byłem pewien, że dostanę jak w przypadku każdej jego produkcji majstersztyk wizualny, choćby zdjęcia i montaż to będzie najwyższy poziom. No i tak jest pod tym względem. Więc jeśli macie obejrzeć film w kinie to polecam.  Niestety u mnie nigdzie nie grają, więc obejrzałem na Netflixie w jak najlepszej dostępnej jakości i na jak najlepszym telewizorze.

Brawa dla reżysera należą się nie tylko za stronę techniczną, ale też za to jak poprowadził obsadę, bo gdybym nie wiedział to bym nie zauważył, że większość to debiutanci na czele z główną bohaterką zagraną świetnie przez Yalitza Aparicio, która jest nauczycielką, a nie aktorką.

7fbc61fd2efc2b15bbd477af9e31.1000

Film nakręcony jest w kilku długich ujęciach i nie wiem jak Cuaron to zrobił, zwłaszcza sceny z dużą liczbą statystów wypadają niesamowicie. Przecież to jak wiele się dzieje na ekranie, choćby w scenach na ulicach miasta na drugim i na trzecim planie, to jak miasto żyje to trzeba zobaczyć na jak najlepszym sprzęcie. Montaż, zdjęcia, kadrowanie, ujęcia, reżyseria i dźwięk to najwyższy poziom – nie wiem czy można było zrobić lepiej. Od strony technicznej to arcydzieło. Aktorsko też jest dobrze, jak wcześniej wspomniałem.

A co do samej historii to jest to bardzo osobista opowieść dla Cuarona gdyż opowiada o niani, która nim się opiekowała. Moim zdaniem “Roma” to taki przypadek filmu, że to czy zachwyci zależy od wrażliwości widza. Ja przyznam szczerze, że długo trwało nim wszedłem w film. Podziwiałem stronę techniczną przez 90 minut seansu, ale bez emocji i na chłodno i dopiero od sceny kupowania łóżeczka dla dziecka film mnie poruszył i tak już było do samego końca, ale to był już ostatni akt.  A np. scenę na plaży to nie mam pojęcia jak Cuaron nakręcił, bo odniosłem wrażenie, że nawet fale grają tak jak im meksykański reżyser kazał. Oczywiście żartuję, ale trzeba przyznać, że to niesamowite widowisko pod względem technicznym.

roma-alfonso-cuaron-1180x541

Problem jest taki, że przez 80 minut trochę po mnie spłynął i dlatego nie ocenię go na więcej jak 4.5/6. Dla mnie jest to dobry film, ale nie żadne arcydzieło, tylko dobry. Zresztą to czy film jest arcydziełem można będzie powiedzieć za kilka lat najwcześniej, jak wtedy będzie odbierany. Muszę wspomnieć o naszej “Zimnej Wojnie” i nie tylko dlatego, że oba filmy są ważnymi osobistymi projektami dla reżyserów i nakręcone w wersji czarno białej. W przypadku “Romy” trochę trwało nim wciągnął mnie film, a “Zimna Wojna” ma odwrotny problem, bo cierpi na zbyt krótki czas seansu. Obie produkcje podobały mi się tak samo, ale gdybym miał wybrać to wolę film Pawlikowskiego i wcale nie z powodów patriotycznych. Po prostu więcej emocji we mnie wywołał.

Oczywiście to nie jest niska ocena jaką wystawiłem, tylko oznacza dobry film, ale tak bywa z filmami, którymi się (prawie) wszyscy zachwycają, że jak niżej się oceni jak większość to się zastanawiam wtedy czemu nie zachwyca mnie aż tak jak powinien. Choć może być też tak, że za kilka lat lepiej mi wsiądzie i wtedy dam więcej. Rozumiem czemu tak wszyscy się zakochali w tym filmie, ale czasami tak bywa, że nie zawsze podziela się opinię większości. Moja ocena nie oznacza, że większość się myli tylko po prostu nie trafił w mój gust i wrażliwość do końca. Jest wielu widzów do których wrażliwości idealnie trafił, ale nie jestem to ja.

ROma-1420x670

Ruthless People (1986)

Ostatni z filmów grupy ZAZ znanych z m.in. “Ściśle Tajne”, “Hot Shots”, którego nie widziałem i nie wiem czemu, bo to kolejna dobra komedia od Jima Abrahamsa, Davida i Jerry Zuckerów, chociaż odpowiadają jedynie za reżyserię, nie są współscenarzystami. To co różni ten film od innych komedii ZAZ jest to, że tym razem nie mamy do czynienia z czystą parodią, ale komedią kryminalną. Film opowiada o Samie Stone, który tak nienawidzi swojej żony, że jak zostaje porwana to jest przeszczęśliwy i nie ma zamiaru zapłacić okupu. Nie może się doczekać jak porywacze ją zabiją, tylko że porywacze to nie są typowe złe charaktery, ale zwykłe małżeństwo.

W roli Sama występuje Danny De Vito, czyli prawdziwy wulkan energii, świetny aktor nie tylko komediowy, a jego żonę co do której jak powiedziała jedna z bohaterek “nawet Gandhi nie miałby cierpliwości” występuje równie dobra Bettle Midler. A w roli nietypowych porywaczy mamy tak sympatycznych aktorów jak Judge Reinhold i przeurocza Helen Slater, która tutaj bardzo przypominała mi młodą Meg Ryan. Dziwne, że nie zrobiła takiej kariery jak właśnie Meg Ryan. A na drugim planie mamy np. Billa Pullmana. Pierwszorzędna komedia w starym stylu. Ocena: 4.5/6.

The Christmas Chronicles (2018)

Rodzeństwo, Teddy i Pierce, spędzając samotnie Wigilie próbują znaleźć dowód na istnienie Mikołaja. Gdy natrafiają na jego ślad zakradają się do jego sań i powodują wypadek, który zagraża podtrzymaniu świątecznej tradycji. Postanawiają mu pomóc w uratowaniu Bożego Narodzenia. Typowy świąteczny film od Netflixa, który pewnie bym nie obejrzał jak większości słabych świątecznych ich produkcji  gdyby nie obsadzenie w roli Świętego Mikołaja Kurta Russella, który wypadł fantastycznie (a w końcówce mamy pewien gościnny występ) i głównie za niego ta dość wysoka ocena.

kurt-russell-as-santa-in-teaser-for-netflixs-the-christmas-chronicles-780x405

Russell jest po prostu Russellem, czyli wymiata. Dzieciaki też nie są złe, ale to on jest gwiazdą filmu i jak znika to robi się troszkę słabiej. Efekty CGI wypadły słabo, zwłaszcza elfy, ale miło się ogląda. Trochę czułem się w czasie seansu jakbym oglądał zapomniany świąteczny film z lat 90 np. w reżyserii Chrisa Columbusa, znanego z produkcji familijnych i to chyba nie przypadek, że producentem jest właśnie Columbus. Nie miałbym nic przeciwko temu by Netflix nakręcił kontynuację, oczywiście tylko z Russellem. Daję trochę zawyżoną, ale jednak 4/6. I polecam oglądać z oryginalnymi głosami, a nie dubbingiem, bo co to za frajda ze słuchania Kurta Russella bez jego głosu.

The Happytime Murders (2018)

W świecie zamieszkanym przez ludzi i kukiełki grasuje seryjny morderca. Na ofiary wybiera Muppety. Śledztwo prowadzi Connie Edwards i pierwszy kukiełkowy detektyw Phil Philips, którzy nie przepadają ze sobą z powodu pewnych wydarzeń z przeszłości. Pomysł sam w sobie fajny, ale niestety nie wyszło, bo zamiast kryminału i pastiszu w jednym dostaliśmy komedię z żenującymi gagami. Cenię sobie klasyczny film Petera Jacksona “Meet the Feebless”, który jest czymś na kształt Muppetów dla dorosłych, ale w  filmie Jacksona poziom żartów był wyższy jak w “Rozprutych na śmierć”, a przynajmniej nie opierał się tylko na żartach o seksie. A w filmie syna Jima Hensona,  który stworzył wiele świetnych filmów dla całej rodziny mamy tylko dowcipy na bardzo niskim poziomie, same wulgarne, co do których nic nie mam, ale problem jest taki, że niewiele z nich bawi. Więc film popełnia największy grzech jaki można popełnić w komediach, czyli jest nieśmieszny. Ocena: 3/6.

Maya Rudolph stars in The Happytime Murders

The Hill (1965)

Pierwszy wspólny film mojego ulubionego aktora (jednego z wielu oczywiście) czyli Seana Connery i jednego z moich ulubionych reżyserów czyli Sidneya Lumeta, który stworzył wiele doskonałych filmów (np. “Nim diabeł dowie się że nie żyjesz”, “Werdykt”, “Sieć”, “Pieskie popołudnie”, “12u gniewnych ludzi” i mógłbym jeszcze długo wymieniać). Na tyle udana to była współpraca, że później nakręcili wspólnie równie dobrą “Agresję”, który jest zapomnianym filmem w filmografii obu panów, a nie słusznie.

Postanowiłem obejrzeć “The Hill”, bo miałem ochotę na film ze Szkotem, ale nie na jego Bondy, które lubię (jak każdego innego Bonda), ani na “Twierdzę” Baya, którą uwielbiam (to jeden z tych filmów co postawiłem 6/6), ani żaden inny film jaki widziałem  z Seanem, a co do jego filmografii to od 1986 roku widziałem wszystko z Connerym, tylko miałem ochotę na film,  który jakimś cudem ominąłem. Nie mam pojęcia czemu “The Hill” nie widziałem wcześniej, na kasetach ani w telewizji.

Jest to znakomity dramat psychologiczny, w którym Connery zagrał gdy już był u szczytu kariery dzięki 007, a dokładnie między “Goldfinger” a przed “Operacją Piorun” i wypadł fantastycznie w głównej roli. Zupełnie nie przypomina Bonda, a muszę przyznać, że ja wolę Connery’ego z lat 80-ych i 90-ych, bo wtedy aktor nabrał jakiejś takiej szlachetności i dostojności w swoich rolach. Connery dla mnie to to jedna z tych gwiazd, która lepszym aktorem była w późniejszych latach. Najlepszy  Sean to starszy i siwy Connery. Oprócz Bonda równie świetna jest cała obsada, jak np. Jack Watson, Ossie Davis, Roy Kinnear, Alfred Lynch, Harry Andrews.

db4424d4829a8f5edf84a92bab12fb76

Film opowiada o więźniach w brytyjskim obozie karnym w czasie II wojny światowej gdzie trafiają zdegradowani żołnierze za równe przewinienia. Są resocjalizowani przez doprowadzające do skrajnego wyczerpania ćwiczenia z musztry w pełnym oporządzeniu i upale przez wielokrotne wspinanie się na wzgórze usypane z pustynnego piasku. Do więzienia trafia pięciu nowych więźniów, wśród nich Roberts, który nie pasuje do reszty więźniów, bo trafił nie za kradzież, picie czy inne przestępstwa, ale za danie w pysk swojemu dowódcy, gdy nie chciał wykonać rozkazu. Oczywiście wcześniej czy później dojdzie do konfliktu między Robertsem a strażnikami.

O aktorstwie już pisałem, ale warto zwrócić uwagę na scenariusz, który jest doskonały. No i oczywiście strona techniczna jak choćby świetne czarno białe zdjęcia. Nie dość, że dużo zbliżeń na twarze, ale mamy też trzęsącą się kamerę i z ręki. Czuje się gorąc lejący się na strażników i więźniów. Montaż i reżyseria są doskonałe. Film jest nakręcony jak współczesne produkcje, bardzo nowocześnie i w ogóle się nie zestarzał. Bardzo polecam tego klasyka z filmografii Szkota i Lumeta, jeśli jeszcze nie widzieliście. Ocena: 5/6.

The Incredibiles 2 (2018)

Podczas gdy pan Iniemamocny zmaga się z problemami wychowawczymi swoich dzieci Elastyna realizuje swe aspiracje podejmuje pracę w lidze antyprzestępczej. Udana kontynuacja klasyka Pixara, choć do oryginału daleko. Zastanawia mnie tylko czy trzeba było tyle czekać na ten sequel.  Ocena: 4.5/6.

The Nun (2018)

Fajnie że Warner Bros i New Line Cinema rozszerzają uniwersum horrorowe Jamesa Wana z dwóch części “Obecności” tylko szkoda, że te spinoffy są tak słabe, nie licząc drugiej części Annabelle, która była spoko. Niestety film o zakonnicy, która poznaliśmy w filmie Wana gdzie przerażała to w “Zakonnicy” nie przeraża w ogóle. Na dodatek prawie w ogóle jej nie ma i nawet jej genezy za bardzo nie poznajemy. Podejrzewam, że twórcy planują kolejną część, podobnie jak w przypadku Annabelle gdzie pewnie cofną się w czasie jeszcze bardziej i dopiero wtedy poznamy historię zakonnicy.

Najgorszym grzechem “Zakonnicy” jest to, że w ogóle nie straszy, nawet jumpscary nie działają i film jest nudny. Fajnie, że próbowali pójść w inny horror jak poprzednie filmy z uniwersum Wana, bardziej w filmy w rodzaju “Evil Dead”, tylko zupełnie nie wyszło. Na więcej jak 2/6 film nie zasługuje i daję taką ocenę tylko za trójkę głównych aktorów, m.in. Taissa Farmiga (pewnie ściągnąła ją do filmu siostra Vera, z uniwersum Wana robi się projekt rodzinny) oraz za muzykę Abla Korzeniowskiego. Ale to szukanie plusów na siłę, bo muzyka porządna, choć nic specjalnego, a aktorzy za bardzo nie mają co grać.

The Sisters Brothers (2018)

W stanie Oregon posadę u niejakiego Komandora znaleźli tytułowi bracia Sisters, Charlie Eli. Bezpardonowo i krwawo rozprawiają się z tymi, którzy zaleźli ich pracodawcy za skórę. Jednym z takich delikwentów jest niepozorny chemik Warm, który odkrył formułę pozwalającą efektywniej wydobywać złoto z amerykańskich potoków. To człowiek, który nie tyle chce się dorobić, ale przede wszystkim wykorzystać tak zdobyty majątek na budowę sprawiedliwej i demokratycznej wspólnoty gdzieś w Teksasie. Kolejny dobry western w ostatnich latach ze świetnymi rolami Joaquina Phoeniksa, Johna C. Reilly, Jake Gyllenhaala i Riza Ahmeda. Pojawia się też na chwilę Rutger Hauer, ale nie oczekujcie zbyt wiele po jego roli:-) Ocena: 4.5/6.

Bez-tytułu-2-640x295

The Unthinkable (2018)

2005 rok. Alex mieszka z mamą i agresywnym ojcem Björnem. Po jednej z kłótni mama opuszcza rodzinę, a Alex przeprowadza się do wujka. Dziesięć lat później Alex mieszka w Sztokholmie i jest sławnym pianistą. Jest to jeden z takich filmów o którym jak najlepiej nie wiedzieć nic. Początek zapowiada dramat rodzinny, a dopiero po 30 minut okazuje się z jakim gatunkiem mamy do czynienia tak naprawdę.

Polecam nie oglądać trailerów i nie czytać streszczeń fabuły, bo wtedy będziecie jak ja zaskoczeni rozwojem wydarzeń. Nic więcej nie powiem poza tym, że to bardzo dobry trzymający w napięciu szwedzki film. Świetnie zagrany (choć główny bohater bardzo wkurza), wyreżyserowany i z piękną muzyką film. Ocena: 5/6.

Venom (2018)

Krytycy film zjechali a widzowie dopisali:) A ja jestem gdzieś po środku. Nie jest to aż tak zły film jak się mówi, ale też to nie jest dobra produkcja, tylko jeden wielki bałagan. Początek zapowiada horror sf, a później dostajemy coś na kształt buddy movie z dużą dawką humoru z duetem Eddie i Venom, a końcówka to jeden wielki efekt specjalny gdzie walczą dwa wielkie gluty ze sobą i nic nie widać. Film jedyne czym się broni to mój ulubiony aktor Tom Hardy, który miał dużo zabawy na planie. No i w końcu nie mruczy sobie coś tam pod od nosem i nie gra na autopilocie co jest zasługą tego, że Eddie to przeciwieństwo postaci, które ostatnio grywa – żaden bandzior, policjant, czy psychol tylko gra nieudacznika. Więc głównie za Hardy’ego postawię 3.5/6.

venom1.0

Wolf Warrior (2015)

Tyle dobrych filmów akcji z Chin widziałem, że jak się trafi na słabszą produkcję to ciężko uwierzyć, że w Azji kręcą filmy klasy B. Oczywiście to agitka, jak prawie każdy film o chińskich żołnierzach, ale jak na produkcję pokazującą jak ich armia jest wspaniała to wszyscy giną szybciej jak kaczki. Nikomu nie polecam tej produkcji nawet dla scen akcji. Chyba że hardcorowym fanom Scotta Adkinsa, ale on nawet za bardzo nie może się popisać swoimi zdolnościami Już lepiej obejrzeć kolejny raz inną chińską agitkę jak np. “Operation Red Sea”, czyli najlepszego akcyjniaka roku 2018. Ocena: 2.5/6.

Wolf Warrior II (2017)

I to jest dobry chiński akcyjniak a nie jak część pierwsza. Oczywiście jest to film przegięty w stylu azjatyckim, czyli mamy sceny jak wystrzelona rakieta zatrzymana za pomocą siatki (!) czy pocałunek a w tle jadący czołg, ale tak to fajne kino akcji. Oczywiście mocno propagujące chińskie wojsko, jak większość produkcji z Chin, ale dla mnie jest to bardziej kino takie jak w latach 80ych kręcili amerykanie, czyli jeden niezłomny bohater walczy za sprawiedliwość naszą i waszą (z małą pomocą przeuroczej Celiny Jade).

celina-jade

W tym przypadku żołnierz z oddziału wilków nie walczy w Azji,  ale w Afryce gdzie próbuje ocalić nie tylko swoich rodaków, ale też przyjaciół z tego kontynentu.  Dawno temu mieliśmy “Komando”, “Kobrę”, “Rambo” i wielu innych tego typu bohaterów i filmów z Hollywood, a teraz takie produkcje kręcą w Azji. W jedynce głównym przeciwnikiem był Scott Adkins, a w dwójce obsadzono Franka Grillo i wypadł ok.

Ale nie dla amerykańskich aktorów kina akcji ogląda się azjatyckie kino sensacyjne tylko dla mordobić i scen akcji, które nawet jak są przegięte to i tak robią wrażenie. Zdecydowanie lepsze od części 1 i czekam na kolejną część, która jest zapowiedziana w końcówce filmu. A część drugą można obejrzeć  bez znajomości jedynki, bo nie licząc głównego bohatera to te filmy nie łączą się ze sobą niczym. Ocena: 4.5/6.

Woman Walks Ahead (2017)

Western według scenariusza Stevena Kinghta, autora takich seriali jak “Peaky Blinders” i “Tabu” oraz filmów “Locke” z Tomem Hardym i “Eastern Promises” Cronenberga czyli produkcji o twardych facetach. Jest to western czyli wydawałoby się, że idealna produkcja dla Knighta, bo znowu o twardych facetach. No i spore zaskoczenie, bo głównym bohaterem westernu jest  Catherine Weldon, która przybywa z Nowego Jorku do Dakoty by namalować obraz Siedzącego Byka.

Oczywiście nie wszyscy są z tego powodu zadowoleni. Więc jak na Knighta u którego przeważnie grają główne role faceci i jest dużo klimatu macho to tym razem wyreżyserował historię opartą na faktach o odważnej kobiecie. W roli malarki zagrała na odpowiednim poziomie Jessica Chastain. Chociaż nie ma się też czym zachwycać, ma lepsze role w swojej filmografii. O wiele bardziej podobał mi się Michael Greyeyes w roli Siedzącego Byka, który gra równorzędnego bohatera co Chastain.

A na drugim planie pojawiają się tak świetni aktorzy jak Ciaran Hinds, Bill Camp i Sam Rockwell, którzy jak zawsze nie schodzą poniżej swojego dobrego poziomu. Kolejny (anty)western jakich wiele w ostatnich latach obrodziło, ale jak porównam go z ostatnimi przedstawicielami tego gatunku jak np. “Hostiles” z Balem i “The Homesman” Tommy Lee Jonesa albo choćby “The Missing” sprzed 15 lat to wypada w porównaniu z nimi o wiele słabiej i dlatego oceniam na 4-/6, czyli porządna produkcja, ale nic więcej.

MV5BMmRhMjVjMDQtY2RhNC00ODQwLTk2NDQtZTM5NWY1NDllZDYzXkEyXkFqcGdeQXVyMzEzMjg5NjA@._V1_

Advertisements
Grudzień 2018 – filmy

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.