Styczeń 2019 – filmy

header_2022157_16.91-1024x576

A Star is Born (2018)

Jackson Maine, gwiazda muzyki, który najlepsze lata kariery ma za sobą odkrywa obdarzoną nieziemskim głosem i nieśmiałą Ally. Jack nakłania ją do wspólnych występów na koncertach. Film Bradleya Coopera, który nie tylko gra główną rolę i wyreżyserował film, ale też wyprodukował i był jednym z autorów scenariusza.  Trzeba przyznać, że debiut reżyserski udał mu się.

No i jest świetny w roli upadającej gwiazdy mającej problemy z alkoholem i narkotykami. Ale gdyby tego było mało to też wykonał wszystkie partie wokalne sam (i to dobrze) i grał na instrumentach muzycznych. Ale zaskoczeniem dla mnie było to, że napisał niektóre z kawałków (byłem pewien że wszystkie są autorstwa Lady Gagi), jak np. świetny numer z początku filmu.

Powiem tak, że jeśli jego kariera aktorska kiedyś upadnie to Cooper nie musi się martwić. Może zostać piosenkarzem i karierę zrobi bez problemu, jest lepszym piosenkarzem jak aktorem. Chętniej pojechałbym na koncert Coopera niż np. Duchovny’ego 🙂 Cooper to dobry aktor,  ale po prosty gość mnie zachwycił pracą jaką wykonał dla powstania tego filmu.

No i też lubię odkrywać o aktorach i aktorkach rzeczy, których bym się po nich nie spodziewał. Tak jak kilka lat temu dowiedziałem, że Hugh Jackman to prawdziwy showman, aktor potrafiący śpiewać i grać. Podobnie mam z Cooperem po którym nie spodziewałem się, że jest tak wszechstronnie utalentowanym artystą.

Ciekawym pomysłem było to by w roli talentu jaki odkrywa Jackson obsadzić Lady Gagę, która spisała się bardzo dobrze. Uwierzyłem w tą nieśmiałą dziewczynę na ekranie. Co prawda znam Gagę z roli w American Horror Story, ale w serialu miała rolę bliższą jej wizerunkowi medialnemu, a tutaj zagrała zwykłą i nieśmiałą dziewczynę.

rev-1-ASIB-06247_High_Res_JPEG

Ale muszę zaznaczyć, że nie zachwycam się tą historią tak jak amerykanie, bo film nie jest bez wad, to żadne arcydzieło, tylko klasyczny melodramat z klasyczną historią jakich wiele na ekranie było. Zresztą Narodziny Gwiazdy Coopera to jest trzeci remake tej samej historii (oczywiście z drobnymi zmianami) i wyszło dobrze, ale bez przesady. Pierwszy film powstał w 1937 roku,  a kolejne wersje powstały w 1954 i 1976  roku. Jest też wersja bollywoodzka.

Wracając do wersji Coopera to jeśli nawet film niedomaga w paru elementach to nadrabia chemią między piosenkarką i Cooperem, którzy tworzą świetny duet zarówno w czasie koncertów, jak i w scenach osobistych i kameralnych. Równie dobry jest Sam Elliott, który gra jak zawsze Sama Eliotta. Choć jak się tak zastanawiałem w czasie seansu to film ma ciekawą wymowę. Chodzi mi o to, że najlepsze piosenki są śpiewane przez duet Cooper/Gaga i gdy sam Cooper wykonuje, ale jak mamy pokazaną karierę Alice od momentu zostania gwiazdą  co spoilerem nie jest, bo tytuł to sugeruje, to piosenki są słabe. Zresztą Jackson daje jej to do zrozumienia w ostrych słowach.

Zastanawiałem się w czasie seansu  jakim cudem te piosenki są hitami, bo wszystkie, które śpiewała Alice nim została gwiazdą popu biją o kilka klas jej popowe hity. Można odnieść wrażenie jakby twórcy odnosili się do kariery Gagi. Zwłaszcza że są nawiązania do jej kariery jak choćby historia dotycząca wyglądu Alice, a w domyśle Gagi. Można pomyśleć, że twórcy chcieli powiedzieć, że kariera Gagi poszła w złą stronę i marnuje swój potężny głos. A może Gaga sama to sugerowała występując w tym filmie, czyżby samokrytyka?  Choć wydaje mi się, że chodziło też o to w filmie, żeby tworzyć z miłości i pozostać sobą, a nie zostać sztucznym marketingowym produktem dla mas.

Duże brawa oprócz Coopera po obu stronach kamery, Gagi i Eliotta należą się też dla zdjęciowca, który wyczynia cuda z kamerą, zwłaszcza w scenach na koncertach. No i dla dźwiękowców. Polecam oglądać na jak najlepszym sprzęcie, poczujecie się jak na prawdziwym koncercie. Zresztą pomysł by aktorzy śpiewali przy udziale publiczności wyszedł filmowi na dobre. Ekipa Coopera pokazała jak powinno się kręcić takie sceny, a nie tak jak w “Bohemian Rhapsody” gdzie tylko finałowy koncert wypadł spoko. Podsumowując jest to dobry film ze świetnymi rolami wyżej wymienionego, Gagi i Eliotta oraz pięknymi piosenkami i doskonałą muzyką. Ocena: 4.5/6.

Beautiful Boy (2018)

“Mój piękny syn” to historia rodziny, która musi zmierzyć się z uzależnieniem dorastającego chłopaka. A dokładniej to skupia się niemal wyłącznie na miłości ojca do syna pokazując siłę, ale też marność tego uczucia. Nie zachwycam się tym filmem jak co niektórzy. Oczywiście aktorsko to wysoki poziom. Wiadomo nie od dzisiaj, że Steve Carrell to nie jest tylko aktor komediowy. Przeszedł podobną drogę kariery co Hanks czyli z komika do cenionego aktora dramatycznego.

Równie dobry jest Timothee Chalamet, który potwierdza, że jego doskonała rola w “Tamte dni, tamte noce” nie była przypadkowa. I głównie za aktorów postawię 4-/6, bo to na nich się film trzyma, ale poza tym to trochę po mnie film spłynął. Powodem tego może być to, że chłopak jest dupkiem i egoistą. Nie rozumiem jego zachowania, ma wszystko, a idzie w narkotyki i dlatego nie interesowało mnie co z nim się dzieje mimo świetnej gry aktora. O wiele więcej emocji wywołała we mnie walka ojca o dzieciaka. Bardziej mnie interesowało co się dzieje z ojcem jak z synem, którego miałem gdzieś.

Bohemian Rhapsody (2018)

Lubię Freddiego i zespół (nawet koszulkę Queen miałem w latach 90-ych), ale nie wczytywałem się nigdy w historię zespołu. Ale pomimo tego, że nie znam historii Mercury’ego  i zespołu to i tak zauważyłem jak wiele przekłamań jest w filmie. Gdyby to był dobry film to nie przeszkadzało by mi to, że  pozostali członkowie zespołu pokazani są jak święci, chodzące ideały, którzy nigdy nic złego nie zrobili, nie brali narkotyków i nie brali udziału w imprezach, a jedynym, któremu sława uderzyła do głowy to Mercury.

Gdyby to był dobry film nie przeszkadzały by mi przekłamania historyczne, czyli rozbicie zespołu przez Freddiego i  diagnozę choroby,  które w filmie pojawiają się przed koncertem, a wiadomo, że o chorobie piosenkarz dowiedział się kilka lat po koncercie. Rozumiem, że twórcy chcieli zrobić z koncertu coś wielkiego – najlepszy występ  i pogodzenie się zespołu z synem marnotrawnym, ale to niestety jest słaba laurka i dlatego mi wszystkie przekłamania bardzo przeszkadzają.

Podobnie jak to, że z filmu wynika, że wszystkie przeboje zespół stworzył na wsi jak za pstryknięciem palców. Nie ma żadnej burzy mózgów, po prostu wpadali od razu na pomysł i tyle. Rami Malek stara się jak może w głównej roli, ale to też żadna zachwycająca rola, daleko mu do np. Vala Kilmera z The Doors Stone’a. Jest po prostu ok, najlepiej wypada w sekwencji z Live Aid, czyli w najlepszej scenie filmu. Ale jak na napisach końcowych pokazano prawdziwego Mercury’ego to zjada charyzmą Maleka.

screen-shot-2018-08-09-at-12.56.24-pm

Nie mówię, że film nakręcony przez Barona Cohena i z nim w roli głównej byłby czymś lepszym, tego nie wiemy, choć z pewnością historią bliższą prawdy, bo nie pod dyktando pozostałych członków zespołu. Chętnie taką wersję bym zobaczył. BR będzie zapamiętany głównie dlatego, bo ciągle jest nominowany do różnych nagród pomimo tego jak to słaby, bezpieczny i nijaki film. Nadaje się do puszczenia w popołudnie w weekend by obejrzeć z całą rodziną.

A to jak w słaby sposób przedstawiono przyjaciela Freddiego to śmiech na sali. Pokazano Paula Prentera prawie jak diabełka, który sprowadza piosenkarza na złą stronę mocy i jest odpowiedzialny za całe zło. Zresztą wątki homoseksualne też wyszły  bardzo słabo i żenująco, szczególnie moment gdy odkrywa Freddie, że jest homoseksualistą. Film utrwala wszystkie stereotypy negatywne na temat homoseksualizmu i mówię to jako osoba, która nie zwraca uwagi na takie rzeczy w filmach, czyli musi być naprawdę źle pod tym względem.

Oczywiście broni się muzyka Queen, ale szczerze to jak chcę posłuchać Queenu to załączę sobie płytę, a jak chcę zobaczyć koncert, którym się film kończy to już lepiej obejrzeć na youtube prawdziwy występ z prawdziwym zespołem a nie imitację, nawet jak wypada w filmie super. Jedyne co dobrego zrobił ten film to właśnie zachęcił mnie do przypomnienia sobie prawdziwego koncertu. Ocena: 2.5/6.

Brexit The Uncivil War (2019)

Film opowiadający o przyczynach Brexitu. Oglądamy kampanię brexitową z perspektywy mało znanych strategów z obu stron barykady – obozu opowiadającego się za wyjściem oraz pozostaniem Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. W roli głównej występuje Benedict Cumberbatch, który wciela się w Dominica Cummingsa, głównego stratega kampanii na rzecz wyjścia Anglii z UE.

Cummings to kolejna w ostatnim czasie świetna rola Sherlocka Holmesa po występie w “Avengers Infinity War” i doskonałej roli w miniserialu “Patrick Melrose”. Dobra produkcja HBO i BBC z gatunku kina politycznego, ale trochę hermetyczna. Choć widać, że twórcy się starali by widz nie pogubił się w polityce Wielkiej Brytanii. Warto obejrzeć choćby dla Cumberbatcha. Ocena: 4.5/6.

hbo-brexit-film-benedict-cumberbatch-920x584

Dead In A Week (Our Your Money Back) (2018)

Po dziewiątej nieudanej próbie samobójstwa młody człowiek zleca swoje samobójstwo starszemu zabójcy. Niezła czarna angielska komedia ze świetnymi dialogami i dobrymi aktorami (Tom Wilkinson, Aneurin Barnard, Christopher Eccleston). Ocena: 4/6.

Eraserhead (1977)

Trochę obawiałem się powtórnego seansu tego filmu, bo szczerze wolę inne filmy Lyncha, nawet Diunę (oprócz Inland Empire, którego nie cierpię). Nie uważam debiutu za złą produkcję, na pewno nie, ale też nie za jakiś super film, żadne arcydzieło. Zresztą jako fan reżysera i Twin Peaks to “Głowę do wycierania” pierwszy raz obejrzałem chyba 10 lat temu. Znałem całą filmografię od dawna, ale jak nie mylę się to dopiero po ostatnim filmie Lyncha, czyli “Inland Empire” nadrobiłem jego debiut pełnometrażowy.

Pamiętam że podobał mi się za pierwszym razem, ale nie aż tak, żeby uznać go za arcydzieło i podobnie miałem za powtórki jak już wcześniej napisałem. Szanuję robotę jaką reżyser z ekipą wykonali w jego domu, czyli za efekty specjalne, dźwięk i muzykę, jak się napracował David 5 lat nad filmem. No i za aktorstwo Jacka Nance, chociaż wydaje mi się, że gra tak samo jak poczciwego Pete’a w Twin Peaks.

jack-nance-eraserhead11

Dla mnie to film o obawach związanych z narodzinami/wychowaniem dziecka, a jak mnie pamięć nie myli to  Lynch wiedział w czasie kręcenia debiutu, że niedługo zostanie ojcem.  Za powtórki trochę mnie przynudzała Głowa mimo krótkiego czasu seansu, a z drugiej strony to też był fascynujący seans. Jest wiele scen przerażających i klimatycznych jak z cielesnych horrorów Davida Cronenberga (dziwne, że nigdy razem nic nie nakręcili), ale też bardzo obrzydliwych, więc lepiej na filmie nie jeść.

Eraserhead to udany debiut i postawię 4.5/6, bo to to dobra rzecz, ale nie idealna. Gdyby ktoś chciał zaznajomić się z filmami Lyncha to NIGDY nie proponuję ostatniego filmu czyli okropnego Inland Empire i właśnie Głowy do wycierania, tylko Człowieka słonia, Prostą historię, ewentualnie Blue Velvet i Dzikość serca. Lepiej nadrobić debiut po zaznajomieniu się z kolejnymi filmami reżysera, bo od Głowy można się łatwo odbić.

wallpaper2you_17847

Godzilla 3 The Planet Eater (2018)

Nie oceniałem dwóch poprzednich części Netflixowej trylogii o Godzilli, tak bardzo negatywnie jak inni, ale ostatnia część to  słabizna. Znowu bardzo mało Godzilli i dużo pseudofilozoficznych dialogów, nawet w scenach akcji, aż czasami chciałoby się, żeby bohaterowie przestali gadać. Na dodatek nie było walki z Gidorą, którą zapowiedziano  w części drugiej.

Mamy scenę jak z jakiegoś tam teleportu wyskoczyły trzy złote zębate sznurówki (domyślam się że to Gidora), które ugryzły Godzillę. A po tym gdy jeden z bohaterów z pomocą chyba Mothry wydłubał oczy sekciarzowi kosmicznemu to rozpłynęły się w pył. I to wygląda tak idiotycznie jak brzmi. Ale najgorsze, że film jest NUDNY, dawno się tak na niczym nie wynudziłem. Odradzam! Ocena: 2/6.

Goosebumps 2 (2018)

Może nie dorównuje “Gęsiej skórce” z Joe Blackiem, ale to  całkiem przyzwoita kontynuacja komedii grozy dziejącej się w Halloween z nowymi sympatycznymi bohaterami. Ocena: 4-/6.

Gotti (2018)

Film, który zasłynął tym, że na rottentomatoes ma 0%. Ale wiadomo jak to jest z rottentomatoes, jak oceny są zliczane i tak jak myślałem nie jest to totalne dno. Oczywiście jest to słaby film, Travolta ma lepsze role na koncie, ale nie jest aż tak źle, by film zasługiwał na zero. Jest to typowy film mafijny oparty na  schematach i kliszach z tego kina i przez to przynudzający, ale bez przesady z tą niską oceną. Widziałem o wiele gorsze filmy w ostatnich latach. Ocena: 3/6.

Hell Fest (2018)

Grupa przyjaciół postanawia spędzić Halloween w parku rozrywki skierowanym do miłośników grozy. Na terenie parku dochodzi do morderstw. Niby typowy horror o mordercy polującym na dzieciaków, ale dzięki umieszczeniu akcji w parku grozy i sympatycznej grupie bohaterów fajnie się ogląda. O wiele lepiej się bawiłem jak na nowym Halloween. Ocena: 4.5/6

Kamerdyner (2018)

Akcja rozgrywa się na Kaszubach. W roku 1900 pruska arystokratka przygarnia kaszubskie niemowlę Mateusza Krolla po śmierci jego matki. Chłopak dorasta w pałacu von Kraussów razem z ich dziećmi, Maritą i Kurtem. Między Matim a dziewczynką rodzi się miłość. Dawno nie widziałem w polskim kinie tak dobrze wyglądającego filmu kostiumowego. Ogląda się najnowszy film Filipa Bajona jak epopeje narodowe jakie kręcono w Polsce w latach 60-80, jak np. Chłopi, Lalka, itd.

Jest to połączenie melodramatu z kinem historycznym, w tym przypadku opowieść o Kaszubach w latach 1900-45. Choć dla mnie wątek melodramatyczny jest drugoplanowy, ważniejsza jest w filmie historia Kaszubów. Realizacyjnie to wysoki poziom, widać wydaną każdą złotówkę. Jest dużo długich ujęć, mastershotów, piękne zdjęcia, kostiumy, scenografiai muzyka. No i świetne role większości aktorów jak np. Janusza Gajosa, Adama Woronowicza, Borysza Szyca, Anny Radwan, Łukasza Simlata, Sławomira Orzechowskiego.

1-e2809ekamerdyner-mic582oc59bc487-wojna-zbrodniae2809d

Niestety problemem jest para głównych bohaterów, granych przez Sebastiana Fabijańskiego i Marianny Zydek, bo między Maritą i Mateuszem nie ma chemii. Fabijański nie gra źle, lepiej jak w filmach Vegi, ale z tą specyficzną manierą grania, jakby miał wszystko gdzieś to zupełnie nie pasuje mi do tego filmu, choć stara się jak może. Zdecydowanie lepiej wypadła Zydek, ale i tak ciężko uwierzyć w ich miłość. Można pomyśleć mimo tego jak to długi film, że wyleciało sporo scen z zakochaną parą. A przyznam, że chętnie zobaczyłbym trzy lub czterogodzinną wersję Kamerdynera albo w formie miniserialu.

Z jednej strony historia toczy się powoli i pozwala reżyser wybrzmieć historii, a z drugiej strony niektóre wątki chciałoby się, żeby trwały dłużej. Bo przyznam, że do końca nie rozumiem dlaczego Kurt tak nienawidzi Mateusza. Chyba że coś przegapiłem, a to jeden z ważniejszych wątków w filmie. Ale za udaną próbę powrotu do epopei jakie kręcono w Polsce wieku temu postawię 4.5/6, bo udało się Bajonowi zrobić dobry film budzący emocje, choć akurat nie w wątku miłosnym, tylko w wątkach historyczno – politycznych.

1533815884c6e7708bc4b8f61ac485dd4e03729334

King of Thieves (2018)

Żeby mieć tak dobrych aktorów jak Michael Caine, Ray Winstone, Jim Broadbent oraz Michaela Gambona w epizodzie i Charlie Coxa, lepiej znanego jako Daredevila, i tak ciekawą historię opartą na faktach o napadzie na Hatton Garden w Londynie, a stworzyć tak nudny i beż napięcia heist movie to trzeba mieć talent. Jedynie za aktorów i świetną muzykę postawię 3/6.

Libenjyeo (2018)

Kolejne mordobicie z Azji w ostatnich miesiącach jakie obejrzałem na Netflixie, ale niestety słabe. Fabuły nie będę streszczał, bo w takich filmach fabuła nie liczy się. Aktorsko tak sobie, ale wiadomo, że po tego typu filmach nie oczekuje się aktorstwa dobrego, takie filmy ogląda się dla walk. Niestety jest tak sobie jeśli chodzi o mordobicia, może poza pojedynkiem z garbatym i głównym złym w finale. Reszta walk wypadła jak na możliwości kina azjatyckiego słabo. Widać sztuczność, markowanie ciosów i dlatego nie mogę dać więcej jak 3/6, bo w najważniejszym elemencie film leży.

Miss Pettigrew Lives For A Day (2008)

Akcja dzieje się kilka lat przed wybuchem II wojny światowej. Zwolniona z pracy guwernantka znajduje zatrudnienie w domu młodej Amerykanki, Delysii Lafosse, która prowadzi beztroskie życie. Przeurocza komedia w starym stylu, trochę przypominająca dawne filmy Woody Allena i świetny serial Cudowna Pani Maisel. Świetne dialogi i reżyseria. No i ta obsada, bo mamy Ciarana Hindsa, Marka Stronga (z włosami), Lee Pace (śpiewa), ale przede wszystkim Amy Adams i Frances McDormand, które dały prawdziwy popis aktorstwa.

McDormand w roli zahukanej guwernantki trzymającej się swoich zasad i Adams w roli dziewczyny romansującej z trzema facetami tworzą doskonały duet. Co do Adams w roli Delysii to przypominała mi trochę księżniczkę, którą grała Adams w “Zaczarowanej”. Podobnie jak w “Zaczarowanej” jest to kolejna świetna rola z lat, gdy nie grała samych poważnych ról, więcej się śmiała na ekranie. Szkoda, że ostatnio poszła w same dramaty. Oczywiście dobra jest też w ciężkich rolach, ale fajnie jakby wróciła też do lżejszych ról. A nie dość że świetnie gra, to jeszcze w Miss Pettigrew wzroku nie można od aktorki oderwać (scena gdy ubrana w futro tarza się na tapczanie to kult nad kulty).  Ocena: 5/6.

01ccebb7c8942e1e1c75b4af68222f60

Peppermint (2018)

Córka i mąż Riley zostają zamordowani przez kartel. Kobieta nie mogąc liczyć na nikogo postanawia sama wymierzyć sprawiedliwość zabójcom. Tyle się naczytałem jaki to zły film jest, a okazał się przyzwoitym kinem zemsty w starym stylu, tylko zamiast Arnolda, Sylvestra, Bruce’a Willisa, Seagala, Van Damme’a czy innej gwiazdy kina akcji mamy Jennifer Garney, która miło zaskoczyło mnie w głównej roli. Pomimo bycia gwiazdą serialu “Agentka o 100 twarzach” aktorka  nie kojarzy mi się z bohaterkami kina akcji, ale wypadła dobrze. Więc jak zaakceptuje się fakt, że taka chudzina rozwala większych facetów od niej to można się nawet nieźle bawić i dlatego postawię 4-/6.

Polar (2019)

Pastisz filmów o mordercach, który chyba każdemu będzie się kojarzył z Leonem Zawodowcem i Johnem Wickiem (nawet jest wątek z psem czyli jak w filmach z Keanu Reevesem, tylko kończy się inaczej, dość niespodziewanie). Jest sporo humoru, miejscami bardzo czarnego i pełno sucharów. Niektóre żarty siadają, ale w większości pudłują. Jest też dużo seksu i scen brutalnych, więc jak ktoś ma słabą odporność na brutalność to lepiej niech nie ogląda.

Plusem jest Winnick lepiej znana jako Lagertha z Wikingów, która nawet z roli drugoplanowej ograniczającej się do rozmów przez telefon potrafi coś wykrzesać swoją charyzmą. Choć szkoda, że aktorka znająca sztuki walki nie ma okazji pokazać swoich zdolności.

katheryn-winnick-desktop

Ale najważniejszy i najlepszy jest Mads Mikkelsen w roli emerytowanego zabójcy, który jest chodzącą charyzmą. Mads ciągnie film na swoich barkach. Słabe są wszystkie sceny z ekipą killerów hipsterów polujących na Madsa, oprócz tej w której dochodzi do konfrontacji między nimi.

Rozumiem, że film miał być przesadnie brutalny, taka stylistyka trochę jak z Sin City (zresztą film oparty na komiksie), ale w scenach tortur jak Mads obrywa to nawet Gibson w Braveheart by nie wyszedł żywy (wspominam ten film bo główny zły ma fioła na punkcie Wallace’a). Nie wiem tylko co Mads Mikkelsen ma z oczami w filmach. W Casino Royale miał oko wyblakłe i krwawiło mu, w Valhalla Rising nie miał oka, a tutaj też ma problem z okiem. W ogóle pod koniec filmu jak Jurand ze Spychowa z Krzyżaków:) Ocena: 3.5/6.

polar

Searching (2018)

David Kim (świetna rola Johna Cho) zaczyna się niepokoić o córkę z którą nie może się skontaktować. Niby typowy film sensacyjny o ojcu próbującym dowiedzieć się co stało się z jego dzieckiem, ale nie do końca. Jest to film w którym akcja rozgrywa się na ekranie komputera. Oczywiście to nic nowego, były wcześniej takie filmy, ale zrobione jest to na tyle ciekawe, że nie męczy i nie nudzi, tylko trzyma w napięciu. Ocena: 4.5/6.

The Debt Collector (2018)

Idealny film do obejrzenia po ciężkim dniu. Scott Adkins gra Frencha, który zatrudnia się do pracy jako ściągacz długów. Razem z innym ściągaczem długów jeżdżą od jednego do drugiego klienta. Pewnego dnia wpadają na sprawę gdzie sytuacja ich przerasta. Typowy film klasy B ze Scottem Adkinsem, z ostatnich jego filmów jeden z lepszych. Ocena: 3.5/6.

The House With A Clock In Its Walls (2018)

Eli Roth znany z tak słabych filmów jak nowe “Życzenie śmierci” z Willisem, “Knock, Knock” z Kijanką i Ana de Armas czy “Hostel” postanowił zrobić film dla dzieci z gatunku fantasy i nawet mu wyszło. Widać zamiłowanie do horrorów Roth, jest kilka scen mocnych jak na produkcję dla dzieci. Scenografia też jest super i aktorzy dają radę. Zwłaszcza Joe Black i Cate Blanchett tworzą ciekawy duet. Jest jeszcze agent Cooper czyli MacLachlan, ale nie do końca wykorzystano jego talent aktorski. Jak dla mnie jest to całkiem w porządku film, któremu postawię 4-/6.

mv5bmzvkmwzlndktzdg5ys00njfklwi5zwutntezmjczyji3ngzkxkeyxkfqcgdeqw1yb3nzzxi40._v1_cr72c02c16282c916_al_uy268_cr12c02c4772c268_al_
The Last Boy (2019)

Po śmierci mamy Sira udaje się w poszukiwaniu miejsca gdzie spełniają się życzenia. Porządna niskobudżetowa produkcja SF z jednym z najbardziej zagadkowych zakończeń jakie widziałem. Nie jestem pewien czy dobrze zrozumiałem finał, ale film spodobał mi się, choć to nie jest produkcja dla wszystkich. Jest to połączenie ambitnego SF z produkcjami w stylu Shyamalana, bo przecież zabójczy wiatr, który doprowadził do zagłady ludzkości to pomysł jak z koszmarnego filmu Shyamalana “Happening”, tylko o wiele lepiej zrealizowany. Warto obejrzeć choćby dla pięknych zdjęć i doskonałej muzyki Alexa Gobbetta i Adama Harveya. Ocena: 4.5/6.

The Negotiation (2018)

W Bangkoku zostaje porwanych dwóch Koreańczyków, policjant i dziennikarz. Porywacze chcą aby sprawą zajęła się negocjatorka komisarz Ha. Jak się okazuje sprawa jest bardziej skomplikowana niż początkowo się wydaje. Bardzo dobre kino trzymające w napięciu oparte na twistach, które mają sens ze świetnymi rolami Son Ye-jin i i Hyun Bina w roli policjantki i porywacza. Polecam nie tylko miłośnikom dobrego kina rozrywkowego z Korei Południowej. Ocena: 5/6.

The Old Man and the Gun (2018)

Film oparty na faktach. Forrest Tucker to przestępca, który w bezczelny, ale też sympatyczny sposób, niczym dżentelmen, rabuje banki od dziesięcioleci. Będąc po 60- e spotyka kobietę z którą się zaprzyjaźnia. Film reżysera tak świetnych filmów jak “A Ghost Story” i “Pete’s Dragon” to przeurocze kino w starym stylu. Film zrealizowany z werwą i humorem oraz pełen uroku.

Redford emanuje szarmanckim humorem i radością życia w roli marzyciela, który od dziecka pozostaje sobą. Gra lekkoducha, który całe życie był taki sam i przebywanie w jego towarzystwie wywołuje uśmiech na twarzy,  ale też udało się pokazać w jednym z pobocznych wątków, związanych z jego córką, że zbliżenie się do osoby o takiej naturze to wcale nic dobrego.

redford2-678x381

Oprócz Redforda, który nie stracił nic ze swojego uroku i charyzmy równie dobra jest Sissy Spacek w roli starszej pani z którą się zaprzyjaźnia. Mają kapitalną chemię i to dzięki tej dwójce film jest tak dobry.   Piękny, bezpretensjonalny, wzruszający film, który ma kilka warstw. Jest to też hołd dla Redforda, bo  jest pełno nawiązań do jego filmografii jako aktora i reżysera poczynając od napisu na początku filmu czyli “to wydarzyło się mniej więcej naprawdę”, który jest cytatem z filmu “Butch Cassidy i Sundance Kid”, są pokazane sceny z innych filmów aktora, itd.

W jednej scenie mówi do Spacek, że chciałby przed śmiercią nauczyć się jazdy konno, a w końcówce jedzie na koniu, bez żadnej nauki. A wszyscy dobrze wiemy, że kto jak kto, ale  Robert Redford umie jeździć konno. Nie mógł wybrać sobie lepszego filmu na pożegnanie jak “Gentleman z rewolwerem”, aby przejść na aktorską emeryturę. Pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów aktora. Ocena: 4.5/6.

The Vanishing (2018)

Na Wyspie Flannana u wybrzeży Szkocji trzech mężczyzn zajmuje się obsługą morskiej latarni. W czasie kolejnego nudnego dnia w pracy znajdują rozbitka z tajemniczą skrzynią. Dochodzi do dramatycznych wydarzeń na wyspie. Dobry trzymający w napięciu dreszczowiec ze świetnymi rolami Petera Mullana, Connora Swindersa i przede wszystkim Gerarda Butlera, który przypomniał, że jest dobrym aktorem, a nie tylko specjalistą od grania bohaterów kina akcji i filmach klasy B. Ocena: 4.5/6.

Thugs of Hindostan (2018)

Jest to chyba pierwsza bollywoodzka produkcja jaką obejrzałem w pełni świadomy. Miałem ochotę na kino przygodowe, a że film zapowiadał się po trailerach na produkcję w stylu Piratów z Karaibów, tylko z rozmachem filmów z Indii to postanowiłem sprawdzić. Nie zawiodłem się, bo to dobra rozrywka, oczywiście jak zaakceptuje się grę  aktorów z Indii i piosenki, których co mnie zaskoczyło jest bardzo mało. Dosłownie są trzy, a film trwa prawie 3 godziny. Wydaje mi się, że też może ta produkcja spodobać się osobom co za Bollywood nie przepadają.

Film zaczyna się od dokonania masakry na dworze króla Baiga z której ocalała tylko córka władcy oraz generał Khudabaksh, który pomaga jej uciec. Następnie akcja skacze 11 lat do przodu gdzie poznajemy Firangi, oszusta i bandytę, którego wynajmują Brytyjczycy, aby rozpracował bandę generała Khudabaksha, znanego  teraz  jako Azaada, walczącego z Anglikami na morzu. Wspomniałem wcześniej o Piratach z Karaibów nie przypadkowo, bo Firangi przypomina mocno Deppa z pirackiej serii.  Khan świetnie się spisuje w roli oszusta i cwaniaczka.

Nie widziałem więcej produkcji bollywoodzkich, ale domyślam się, że to jak film wygląda to normalne dla produkcji z Indii – dosłownie przepych się wylewa z ekranu. Przepiękne i bajkowe zdjęcia, świetna muzyka i dobre piosenki oraz sporo humoru. Jak na mój pierwszy film bollywoodzki  to nie nudziłem się, a nawet mnie historia zainteresowała i miło spędziłem seans mimo prawie 3 godzin seansu. Postawię 4/6, a jeśli jesteście fanami kina bollywoodzkiego, to powinien Wam przypaść do gustu bardziej jak mnie.

Under the Silver Lake (2018)

Po znakomitym debiucie “Coś za mną chodzi” Mitchell stworzył popkulturalny neo noir, który nie dziwię się, że zbiera mieszane opinie – część widzów zachwycona, a inni są znudzeni. Choć lubię takie pojechane filmy i bohaterów takich jak Sam, którzy zachowują się jakby wszystko mieli gdzieś. Sam to połączenie Lebowskiego z filmu braci Coen z detektywem granym przez Phoeniksa w Wadzie Ukrytej. Garfield świetnie się odnalazł w roli hedonisty, którego sensem życia jest popkultura i podglądanie lasek.

under-the-silver-lake-2-700x311

Mitchell pokazał w swoim drugim filmie, że “It Follows” nieprzypadkowo było tak dobrze wyreżyserowanym filmem, ale moim zdaniem też przedobrzył. Film mnie wciągnął nawiązaniami do popkultury i pokazaniem w krzywym zwierciadle Hollywood oraz śledztwem jakie prowadzi Sam, tylko że w pewnym momencie zaczyna przynudzać, a trwa prawie dwie i pół godziny.

Tajemnice Silver Lake to idealny przykład filmu, który reżyserowi się tak spodobał, że nic nie wyciął a przydałby się montażysta, który skróciłby film o godzinę. Nie jest  to zły film, ale za długi przez co początkowe zainteresowanie zamieniło się u mnie w zmęczenie seansem i na końcu byłem szczęśliwy, że się film skończył. Ocena: 3.5/6.

White Boy Rick (2018)

Film oparty na faktach. Nastoletni Rick pochodzi z biednej rodziny z przedmieść Detroit. Wikła się w szemrane interesy co nie do końca podoba się ojcu. Kontaktuje się z nim policja i FBI,  aby pracował dla nich pod przykrywką. Porządny film ze świetną rolą McCounagheya w roli ojca i Richie Merrittemem w roli syna. A na drugim planie mamy Jennifer Jason Leigh, Rory Cochrane’a, Bruce Derna i Piper Laurie. Ocena: 4/6.

Widows (2018)

Historia czterech kobiet, których łączy dług pozostawiony im w spadku przez zmarłych mężów uwikłanych w działalność przestępczą. Kobiety nie mają innego wyjścia jak wziąć sprawy w swoje ręce. Trzymający w napięciu heist movie Steve McQueena ze świetnymi rolami Violy Davis, Michelle Rodriguez, Elizabeth Debicki, Cynthii Erivo oraz Colina Farrella, a na drugim planie mamy m.in. Liama Nessona, czy dawno niewidzianego Roberta Duvalla. Miłym zaskoczeniem dla mnie była muzyka Zimmera, która brzmi bardzo nie zimmerowsko. Ocena: 4.5/6.

You Might Be the Killer (2018)

Szaleniec w masce wyglądający jak kuzyn Jasona z Piątku 13-go zabija opiekunów obozu letniego. Jednym z ocalałych jest właściciel obozu, Sam. Szukając gdzie się da pomocy postanawia wykonać telefon do przyjaciółki, Chuck, która ma hopla na punkcie horrorów. Bezpretensjonalna i zabawna rozrywka w stylu serii Krzyk, czyli bawiąca się gatunkiem slashera i summer camp.  Ocena: 4.5/6.

youmightbethekillerposterhd

Styczeń 2019 – filmy

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.