Luty 2019 – filmy

7-uczuc-koterski

7 uczuć (2018)

Adaś Miauczyński w czasie terapii powraca do czasów swojego dzieciństwa, kiedy miał problem z nazywaniem towarzyszących mu emocji. Powrót do formy Marka Koterskiego w jego cyklu o Adasiu Miauczyńskim, w którym chcąc nie chcąc każdy z Polaków znajdzie odrobinę siebie.  Po obsadzeniu Wojciecha Wysockiego, Adama Woronowicza, Cezarego Pazury, Marka Kondrata i Andrzeja Chyry w głównej roli reżyser tym razem wybrał swojego syna, Michała Koterskiego, który grał syna Adasia w “Dniu Świra”. No i poradził sobie zaskakująco dobrze.

Choć to co najlepsze w filmie to pomysł dość oryginalny jak na polskie kino, czyli obsadzenie w rolach dzieci dorosłych aktorów (nie jest to spoiler, bo w trailerze się z tym nie kryli). Wszyscy aktorzy świetnie odnaleźli się w rolach dzieci, kolegów i koleżanek z klasy Adasia. Mam na myśli Kasię Figurę, Małgorzatę Bogdańską, Andrzeja Mastalerza, Tomasza Karolaka, Roberta Więckiewicza. Ale najlepsi z całej obsady są Marcin Dorociński w roli Aldka, kolegi Adasia (chciałbym mieć takiego kumpla w szkole), Andrzej Chyra w roli nowego ucznia i genialna Gabriela Muskała, która gra najlepszego ucznia w klasie. To co oni wyprawiają w swoich rolach to po prostu brak mi słów.

psig-7uczuc.2018.pl.720p.bdrip.x264.mkv_snapshot_00.35.41

Ciekawą rolę ma też Krystyna Czubówna, ale nie napiszę jaką by nie zaspoilerować, bo to fajna niespodzianka. Co do dorosłych ról warto wspomnieć o rodzicach Adasia, czyli Maji Ostaszewskiej i Adamie Woronowiczu. A co do nauczycieli to zapamiętałem Ilonę Ostrowską, Marcina Kwaśnego i Tomasza Sapryka w roli dyrektora. Może to nie jest poziom najlepszych filmów z Adasiem, jak “Dzień Świra”, “Nic śmiesznego” i “Wszyscy jesteśmy Chrystusami”, ale jest to powrót do formy reżysera.

Ale też 7 uczuć to nie jest taki film jak “Wszyscy jesteśmy Chrystusami”, który nie był komedią, ale dramatem o alkoholizmie. Najnowszy film Koterskiego łączy elementy komedii i dramatu, jak było choćby w “Dniu Świra”. Jedyny zarzut jaki mam do filmu to zakończenie gdy reżyser wykłada wprost o co mu chodziło monologiem sprzątaczki, jakby bał się że widzowie nie zrozumieją przekazu jaki film niesie. Jest to dobry film, ale też rozumiem jeśli co niektórzy się od niego odbiją przez sam pomysł na jaki się zdecydował reżyser, czyli obsadzenie dojrzałych aktorów w rolach dzieci. Ale mnie kupił od pierwszych scen oryginalnością i choćby za samo aktorstwo  postawię 4.5/6.

psig-7uczuc.2018.pl.720p.bdrip.x264.mkv_snapshot_00.35.57

Athena Goddess of War (2011)

Przyzwyczaiłem się do wysokiego poziomu filmów z Korei Południowej, zwłaszcza kina akcji, i  sceny akcji są na odpowiednio porządnym poziomie, ale cała reszta, czyli wątki (melo)dramatyczne i rozwijające bohaterów są nudne i nijakie. Odniosłem wrażenie, że film to zlepek różnych wątków, jakby ktoś połączył kilka filmów w jedno.

I nie wiele się pomyliłem, bo jest to kinowa wersja serialu sensacyjnego pod tym samym tytułem. Wzięli kilka wątków z serialu składającego się z iluś tam odcinków, z których zrobiono film dwugodzinny. W takim wypadku zrozumiałe jest czemu mamy wątki np. porwania córki prezydenta, bomb atomowych i naukowca, a w ostatnich minutach wątek kreta.  Więc nie dziwne też, że żaden z wątków nie jest odpowiednio wygrany.

Bardzo skrótowo fabuła jest podana przez co nie ma emocji i sceny akcji nudzą, bo żadnej z postaci nie poznałem na tyle by mi na bohaterach zależało. Więc to taka dwugodzinna reklama serialu i nie muszę go oglądać, by wiedzieć że jest na lepszym poziomie jak film.  Ale tak szczerze to nie wiem do kogo ten film skierowany jest. Ci co mieli obejrzeć serial to już obejrzeli, a ci co nie znali, a obejrzeli film jak ja, to serialu już nie zobaczą, bo po co drugi raz oglądać to samo. Ocena: 3/6.

Boy Erased (2018)

Jared syn poważanego pastora nie może sobie pozwolić na to, by być otwarcie gejem. Gdy prawda wychodzi na jaw, chce wierzyć, że się zmieni. Trafia do ośrodka w którym sprowadza się młodzież na jedyną właściwą drogę. Dobry dramat oparty na faktach w reżyserii Joela Edgertona, którym potwierdza, że poprzedni udany film aktora nie był przypadkiem (thriller “The Gift” z 2015). Warto obejrzeć dla Lucasa Hedgesa, Russella Crowe’a, Nicole Kidman i Joela Edgertona w rolach głównych. Ocena: 4.5/6.

3d7bca7cdadd273d5b513c677652341a

Bumblebee (2018)

Dobry powrót do franczyzy Transformersów po słabych i nudnych ostatnich padakach wychodzących od Michaela Baya. Plusem filmu jest to, że nie jest to tak rozbuchana produkcja jak ostatnie filmy, tylko bardziej skromna i skupiająca się na tytułowym bohaterze i nastolatce, z którą się zaprzyjaźnia. Dostaliśmy sympatyczny film, który jest mieszanką pomysłów z “E.T” i “Stalowego Giganta”.

Oczywiście wątek wojny między Autobotami i Decepticonami jest, ale drugoplanowy. Chociaż muszę powiedzieć, że lepiej przedstawiony jak w filmach Michaela Baya. A początek filmu gdy akcja toczy się na Cybertronie to żałowałem, że tak krótko,  bo już po 10 minutach przenosimy się na Ziemię. W czasie tych pierwszych minut filmu miałem mocne skojarzenia z filmem animowanym o Transformersach z lat 80-ych, który uwielbiam.

Para głównych bohaterów, czyli Bumblebee i Charlie grana przez Hailee Steinfeld wypada super. Zresztą nawet John Cena tworzy postać, którą się lubi. A poza tym film wizualnie wygląda po prostu dobrze. Autoboty i Decepticony wyglądają o wiele lepiej jak w filmach Baya, idzie ich twarze rozróżnić, nie ma CGI sraki zlewającej się w jedną masę. Jest to produkcja, która kiedy trzeba to bawi, a kiedy trzeba to wzrusza co zasługą jest reżysera, Travisa Knighta znanego z pięknej animacji “Kubo i dwie struny”. Widocznie w filmach fabularnych czuję się równie dobrze co w animacji poklatkowej. Ocena: 4.5/6.

Climax (2018)

Najnowszy film Gaspara Noe to bardziej doświadczenie filmowe niż film. Oczywiście jest fabuła, bardzo prosta, czyli poznajemy grupę tancerzy na imprezie  gdzie ktoś wsypuje do napoju narkotyk. Od tego momentu zaczyna się dzika i psychodeliczna impreza. Warto było obejrzeć tą szaloną imprezę dla choćby samych sekwencji tanecznych poczynając od jednej z pierwszych scen, które są nakręcone genialnie.

Sceny tańca wypadają oszałamiająco. Kamera potrafi płynąć pomiędzy tańczącymi, trwać w zawieszeniu i obserwować kolejne układy z lotu ptaka. Do udziału w filmie zostali zaproszeni prawdziwi tancerze, w tym też Sofia Boutella, która była jedyną aktorką na planie (znana z np. “Mumii” z Cruisem gdzie grała tytułową rolę i “Atomic Blonde”).

climax

Warto obejrzeć dla strony wizualno dźwiękowej i występów tancerzy. Choć w drugiej połowie filmu się trochę rozczarowałem, bo myślałem, że będzie więcej scen tańca, a poszło bardziej w stronę scen kłótni, darcia się, seksu, zażywania narkotyków. Trochę za mało tańca w samym filmie. Są trzy sceny tak genialnie zrealizowane, że żałuję, iż więcej ich nie było.

Jeśli miałbym zaklasyfikować Climax gatunkowo to nazwałbym horrorem muzyczno tanecznym w stylu “Opętania” z Issabelle Adjani. Jako doświadczenie filmowe oceniam na 4/6, bo to produkcja gdzie nie fabuła jest ważna, ale strona wizualna i dźwiękowa robi największą robotę. Polecam na jak najlepszym sprzęcie oglądać, na jak największym ekranie i z jak najlepszymi głośnikami. Do filmu pewnie nie wrócę, ale do poszczególnych scen jak choćby pierwszego tańca to na 100%.

Screen-Shot-2018-08-13-at-4.50.33-PM

Close (2019)

Film akcji z Noomi Rapace w roli agentki antyterrorystycznej, która przyjmuje zlecenie chronienia młodej i bogatej dziedziczki fortuny. Dziewczyny niezbyt za sobą przepadają do momentu gdy zostaje podjęta próba porwania dziewczyny. Dość przyzwoite kino akcji inspirowane historią Jacquie Davis, jednej z najlepszych ochroniarzy. Ocena: 4-/6.

Den Skyldige (2018)

Operator linii 112 odbiera telefon od spanikowanej kobiety, która została porwana. Dobry i trzymający w napięciu duński thriller. Ale film nie byłby tak dobry gdyby nie reżyser, który potrafi utrzymać widza w napięciu dzięki zabawie montażem, zdjęciami i scenografią oraz dźwiękiem. Napięcie bierze się z tego co wiemy i słyszymy po drugiej stronie słuchawki, a czego nie słyszymy i resztę sobie dopowiadamy. No i sukces filmu to też zasługa roli Jakoba Cendergrena, bo mamy do czynienia z teatrem jednego aktora, który się spisał bardzo dobrze. Ocena: 4.5/6.

Eega (2012)

Obejrzałem kolejny bollywoodzki film, którego fabuła zaczyna się od wielkiej miłości Naniego do Bindhu, która go lekceważyła przez lata. Gdy w końcu dziewczyna zaczyna coś czuć do Naniego poznaje bogatego i złego faceta, Sudeepa, który się w niej zakochuje. Oczywiście zły charakter zauważa, że mają się ku sobie i zabija chłopaka z zazdrości. W tym momencie Bindhu wyznaje Naniemu miłość dzięki czemu chłopak odradza się jako mucha, która chce zemścić się na Sudeepie i uświadomić Bindhu z jak złym człowiekiem ma do czynienia. Wiem jak to bzdurnie brzmi, ale jeśli dostajemy filmy hollywoodzkie o Antmanie to czemu nie kino zemsty o owadzie, który robi wszystko by dopaść złego.

 

Jest to połączenie kina o miłości, sf, kina zemsty i komedii, której jest najwięcej, zwłaszcza w scenach gdy bandzior uświadamia sobie, że poluje na niego mucha. Każda scena mucha vs Sudeep to niezła komedia, sporo się na filmie uśmiałem, ale trzeba przyznać, że w końcówce robi się dość poważnie (oczywiście jak na film o zabójczym owadzie). Aktor wcielający się w złego Sudeepa to największy plus tego filmu, ma talent komediowy. Kolejny plus to pomysłowość scenarzystów w scenach gdy mucha próbuje go dorwać – trzeba przyznać, że mieli fantazję autorzy skryptu. Kilka świetnych scen komediowych, pogoni za muchą i dobra rola głównego złego, ale na wcześniejszych filmach z Indii lepiej się bawiłem i dlatego dam 4-/6. Film obejrzałem na Netflixie.

Fantastic Beasts The Crimes of Grindelwald (2018)

Zbrodnie Grindewalda to nie taki zły film jak się mówi, widziałem gorsze, tylko jest strasznie średni i nijaki. Jest kilka fajnych pomysłów, ale to co najlepsze to dzieje się na początku i w finale, który wypadł całkiem ok. Cała reszta filmu wydaje się być zapychaczem, bo dostajemy zamiast pogoni za Grindelwaldem miłosne rozterki Newta i Jacoba. Bardzo dobrze wypadły nowe nazwiska w obsadzie jak Jude Law (choć jest go bardzo mało) w roli Dumbledora oraz Johnny Depp jako Grindelwald.

Zwłaszcza miło zaskoczył mnie Depp w roli antagonisty,  który nie szarżuje i nie jedzie na autopilocie, czyli Sparrowem z “Piratów z Karaibów”, ale gra postać zupełnie inną od ostatnich. Grindewald łączy w sobie okrucieństwo, wyrachowanie i empatię a Depp dobrze to zagrał. Nieźle wypadła też Zoe Kravitz w roli żony brata Neta, Lety, choć za wiele do grania nie ma. Więc za kilka efektownych scen oraz za Deppa i Lawa postawię 3.5/6. Największym problemem tego filmu jest to, że to część druga większej historii, czyli kończy się urwaną akcja i trzeba czekać nie wiadomo ile na ciąg dalszy. Ogląda się film Yatesa trochę jak środkowy epizod kolejnego sezonu serialu.

Green Book (2018

Lata 60-e XX wieku. Tony mieszkający z rodziną na Bronxie traci pracę w klubie. Zatrudnia się jako szofer czarnoskórego muzyka Dona Shirleya. Razem wyruszają w tournee na południe Stanów Zjednoczonych, gdzie dominuje rasizm.  Miałem nosa, że obejrzałem film dzień przed oscarami gdzie zdobył kilka nagród, w tym za najlepszy film.  Co prawda ja bym nagrodził ‘Faworytę”, ale rozumiem czemu zdobył główną amerykańską nagrodę. Jest to historia która z humorem i wdziękiem porusza temat nietolerancji, szkodliwych stereotypów i rasizmu, ale również potrzeby zaakceptowania własnych korzeni.

Green-Book-to-faworyt-do-zdobycia-Oscara-2019!-RECENZJA_article

Dzięki reżyserowi Peterowi Farrelli (znany z tak fajnych niegrzecznych komedii jak “Sposób na blondynkę” i “Głupi i głupszy”) mamy do czynienia z dobrym kinem drogi gdzie bohaterowie przewartościowują swoje życie i nawiązują wartościowe znajomości. Ale największym skarbem filmu są dialogi oraz chemia między Ali (zasłużony Oscar) i Viggo Mortensenem (to on powinien dostać, a nie Malek za rolę Freddiego Mercury), którzy tworzą kapitalny, choć pozornie niedobrany, duet. Choćby dla nich warto obejrzeć ten przeuroczy film. Ocena: 4.5/6.

High Flying Bird (2019)

Kolejny film mojego ulubionego reżysera, czyli “jestem na emeryturze od wielu lat, ale wciąż kręcę filmy i seriale”. Ja tak mam z Soderberghiem, że albo mnie jego filmy kupują od razu, albo zupełnie nie interesują mnie historie jakie pisze, i to ten drugi przypadek. Choć przyznam, że odkąd Soderbergh jest na emeryturze to więcej jego filmów podoba mi się jak za czasów, gdy nie przeszedł na emeryturę:) Mam na myśli takie filmy jak “Unsane”, “Logan Lucky”, a przede wszystkim doskonały serial “The Knick” z życiową rolą Clive Owena.

Problem jaki mam z tym filmem,  gdzie grają tak fajni aktorzy jak Andre Holland (znany z “The Knick”, ale też “Castle Rock”), Zazie Beetz (serial “Atlanta” i “Deadpool 2”), Bill Duke i mój ulubieniec Kyle MacLachlan jest tematyka skupiająca się wokół kulis NBA, pracy agenta sportowego i zawodników, którym kariery próbuje ratować. Zupełnie nie interesuje mnie NBA i kulisy pracy agentów jakichkolwiek sportów, więc po mnie film całkowicie spłynął. Obejrzałem tylko dla aktorów. Ocena: 3/6.

Jak Pies z Kotem (2018)

Film Janusza Kondratiuka opowiadający o chorobie starszego brata reżysera, Andrzeja Kondratiuka, cenionego reżysera, to historia trudnej i braterskiej miłości. Brawa dla reżysera za to jak z wyczuciem i delikatnością oraz humorem opowiada osobistą historię.

Ale największe słowa uznania należą się czwórce aktorów, czyli Więckiewiczowi, który odgrywa rolę reżysera w jego własnym filmie, Bożenie Stachurze w roli żony Janusza, Olgierdowi Łukaszewiczowi w roli starszego brata Andrzeja i Aleksandry Koniecznej w roli Igi Cembrzyńskiej.  Co do roli pani Koniecznej to ciekawi mnie jak film przyjęła rodzina pani Cembrzyńskiej, bo przedstawiona jej siostra w filmie jest niezbyt dobrze.  Ogólnie jest to teatr czterech aktorów i głównie za obsadę postawię 4/6, bo to porządna produkcja.

Juliusz (2018)

Jak lubię obejrzeć polskie filmy to są takie, których nie tykam od dawna. Są to produkcje Vegi, które odpuściłem po tym jaką traumą był dla mnie “Pitbull Niebezpieczne kobiety”. Od tej pory obiecałem sobie, że nigdy więcej nie obejrzę, nawet za darmo, kolejnego filmu z uniwersum Vegi i tego się trzymam. Nie oglądam też polskich komedii od lat (nie licząc oczywiście klasyki). Więc jak mnie pamięć nie myli to ostatnią polską komedią jaką widziałem była całkiem fajna “Planeta singli”. Zainteresowałem się “Planetą singli”, bo fajni aktorzy i z powodu Michała Chacińskiego, który wyprodukował i napisał scenariusz tego filmu. Pan Chaciński to krytyk i dziennikarz filmowy, którego cenię za artykuły np. w Esensji i program TVP Tygodnik Kulturalny.

Z tego samego powodu czyli udziału pana Chacińskiego postanowiłem dać szansę też Juliuszowi, którego jest jednym z ośmiu scenarzystów, wśród których są m.in. standuperzy, dziennikarze. Ale trochę obawiałem się filmu, bo nie przepadam za standupem polskim. A koniec końców dostałem fajną komedię, która nie opiera się tylko na samych gagach, ale z czasem pojawia się w filmie powaga.

5b911d5f42d84_o,size,1068x623,q,71,h,644053

Nie jest to do końca taki film jak sugerował trailer, ale bardziej komediodramat, gdzie żarty przechodzą w poważne tematy i potrafią wzruszyć. Udało się rodakom nakręcić film, który łączy różne style i nic nie zgrzyta. Mamy przesympatycznych bohaterów, którzy mają wady, ale widzowi na nich zależy dzięki aktorom, których za często w polskim kinie nie widzę ostatnio.

Mamy dobre role Wojciecha Mecwaldowskiego w roli Juliusza, który przypomina trochę Adasia Miauczyńskiego oraz Rafała Rutkowskiego w roli jego przyjaciela. Ale najlepszy jest Jan Peszek w roli ojca tytułowego bohatera, zwłaszcza sceny z ojcem i synem są dobre, które jak trzeba bawią, a innym razem wzruszają. Nie gorsza jest Anna Smołowik w roli przesympatycznej pani weterynarz, którą poznaje Juliusz. Smołowik i Mecwaldowski mają fajną chemię, świetnie ich razem się ogląda na ekranie.

A na drugim planie pojawia się sporo znanych nazwisk, ale jeden gościnny występ jest wyjątkowy i mam na myśli rolę Macieja Stuhra. Najlepsza od lat Macieja Stuhra od lat:) Podsumowując Juliusz to sympatyczny komediodramat, czyli gatunek jakich mało się kręci w Polsce. Film nie jest oryginalny, bo wiele pomysłów już gdzieś wcześniej widziałem, ale ogląda się z przyjemnością. Ocena: 4.5/6.

big_20180825_143037_1306464106

Kler (2018)

To nie jest tak słaby film, vegopodobny jak co niektórzy by chcieli i co sugerował słaby trailer po którym można było odnieść wrażenie, że to komedia wyśmiewająca księży. Smarzowski to o wiele lepszy reżyser jak Vega i tyle w tym temacie. Zresztą w trailerze są  wszystkie żarty jakie znalazły się w filmie, więcej takich scen nie ma. Kościół przedstawiony jest jak korporacja i w negatywnym świetle, ale nie mamy tutaj do czynienia z samymi złymi ludźmi, bo też pokazał Smarzowski ludzi dobrych.

Gajos gra czarny charakter, zachowuje się jak Don Corleone z “Ojca Chrzestnego”, a reszta głównych bohaterów też ma swoje wady, ale niektórzy z trójki bohaterów mają moralny kodeks. Nie będę pisał o jakie dokładnie postacie mi chodzi, które są dobre lub złe, bo to byłby mocny spoiler. Smarzowski też trochę zabawił się oczekiwaniami widowni, bo jest kilka scen gdy coś sugeruje złego,  a koniec końców okazuje się, że nie jest tak jak myśleliśmy.

A poza tym to realizacja na typowym poziomie dla Smarzowskiego, czyli szybki, przeskakujący montaż, dobrze napisany i wyreżyserowany. Choć do najlepszych filmów Smarzowskiego jak “Wołyń”, “Dom Zły”, “Róża” to daleko, ale też to nie jest poziom najsłabszych filmów reżysera jak “Pod Mocnym Aniołem” i “Drogówki”. Oczywiście w filmie brakuje subtelności, ale Smarzowski nigdy nie słynął z subtelności co widać choćby po nazwisku arcybiskupa (Mordowicz), albo ostatnia scena, gdzie mamy typowego Smarzowskiego uderzającego przekazem w twarz mocno, żeby widz poczuł się źle, ale trochę przesadził.

Poznalismy-date-premiery-Kleru-na-DVD-i-Blu-ray.-Film-zarobil-ponad-100-milionow-zlotych_article

Na mnie ta scena wywołała emocje tylko dlatego, bo polubiłem księdza (nie napiszę którego bo to byłby spoiler), ale zastanawiałem się też, czemu wszyscy patrzą, nikt mu nie pomoże, nie zareaguje. Rozumiem, że chciał pokazać znieczulicę, ale moim zdaniem ktoś jednak by mu pomógł. Jest to porządna produkcja na ważny temat, ale też nie tak czarno biała jakby chcieli przeciwnicy filmu, zwłaszcza ci którzy go nie oglądali. I też nie pokazująca nic czego byśmy nie wiedzieli o Kościele Katolickim.

Kler warto obejrzeć choćby dla obsady, która wymiata w rolach głównych. Więckiewicz gra na poziomie poniżej którego nie schodzi i od początku budzi najwięcej sympatii w swojej roli. Gajos też na wysokim poziomie co żadnym zaskoczeniem nie jest i jakimś cudem nie przerysowuje roli arcybiskupa, choć to postać rodem z piekła, ale najlepsi są Braciak i Jakubik, którzy tworzą najbardziej skomplikowane i nie tak oczywiste postacie jak się na początku filmu wydaje.

Jakubik od wielu lat pokazuje, ze jest jednym z najlepszych aktorów polskich, ale rola księdza Andrzeja to po prostu wybitny poziom. Równie wybitny jest Braciak w roli księdza Leszka. Więc postawię 4.5/6, bo to dobry film, choć niepozbawiony wad, ale powtórzę, że nie tak negatywnie nastawiony do księży jakby co niektórzy chcieli (co innego do Kościoła jako instytucji), bo pokazał reżyser też dobre jednostki i to na pierwszym planie.

Mortal Engines (2018)

Chyba jestem jedynym widzem, który się całkiem dobrze bawił na debiucie reżyserskim Christiana Riversa, speca od efektów specjalnych w filmach Petera Jacksona. Nazwisko twórcy “Martwicy Mózgu” jest ważne, bo to on odpowiada za wyłożenie kasy na tą superprodukcję i za scenariusz będący adaptacją pierwszej części trylogii autorstwa Philipa Reeve’a, który napisał razem ze swoimi stałymi współpracowniczkami, czyli Philipy Boyens i Fran Walsh.

I to widać, że to film bardziej Jacksona jak Riversa, jest tutaj wiele zagrań typowych dla późniejszych filmów Jacksona, zwłaszcza dla superprodukcji jak wielowątkowa fabuła i epickość wylewająca się z ekranu. Nie mówię że film jest super i wszyscy krytycy się mylą, ale na klapę jaką poniósł nie zasługiwał. Doceniam ten film choćby za pomysł, który jest bardzo ciekawy. Mamy pokazany futurystyczną steampunkową wizję postapokaliptycznego świata w którym wielkie miasta, jak np. Londyn się przemieszczają i wchłaniają razem z mieszkańcami mniejsze dzięki czemu mają zapewnione paliwo i tanią siłą roboczą. I trzeba przyznać, że te poruszające się miasta wyglądają imponująco.

mortal-engines

Oczywiście w filmie musi dojść do sytuacji gdy jeden z mieszkańców się skapnie, że rządzący Londynem to nie żaden święty, ale okrutnik w czym pomoże mu dziewczyna, która otworzy mu oczy na otaczający go świat. Polubiłem głównych bohaterów, w których wcielili się nieznani mi Hera Hilmar i Robert Sheehan. W roli tyrana mamy Hugo Weavinga, który nie musi się starać, a i tak kasuje wszystkich swoją charyzmą. Wyróżnia się jeszcze Stephen Lang w roli cyborga.

A poza tym to całkiem niezła zabawa i co ważne film nie kończy się urwaniem akcji. No i może dobrze, bo film klapę finansową poniósł i zjechany został przez wszystkich, więc pewnie nie zobaczę kontynuacji. Ale przyznam, że chętnie bym zobaczył adaptacje kolejnych części trylogii. Więc postawię 4-/6, bo to całkiem przyzwoite filmidło. A że naiwne i sentymentalne to mi nie przeszkadza, chyba dziecinnieje na starość:)

Overlord (2018)

II wojna światowa. Grupa amerykańskich żołnierzy ląduje w okupowanej przez Niemców Francji. Mają za zadanie zniszczyć nadajnik znajdujący się na szczycie kościoła. Spotykają Chloe u której się postanawiają ukryć. Dowiadują się też o eksperymentach przeprowadzanych w kościele dla chwały Hitlera. Dobra rozrywka łącząca kino wojenne z horrorem, gdzie mamy dobrze pod względem realizacyjnym nakręcone strzelanki, dużo krwi i i sympatycznych bohaterów na czele z synem Kurta Russella i Mathilde Oliver w roli Chloe.

Film wygląda pięknie, jest świetnie udźwiękowiony i ma sporo gore, czyli nic tylko oglądać tą bezpretensjonalną rozwałkę. Czułem się na seansie jakbym się cofnął w czasie i grał w gierki typu Wolfenstein i Doom. Choć samego horroru jest zaskakująco mało, wątki paranormalne są na drugim planie, czyli to bardziej kino wojenne z elementami kina grozy. Oczywiście to produkcja klasy B i nie ma sensu się zastanawiać np. nad tym skąd czarnoskóry w oddziale amerykańskim. Jak się zaakceptuje fakt, że to tylko rozrywka klasy B to będziecie się dobrze bawić. Gdyby taki film nakręcił Tarantino to wszyscy piali by z zachwytu, a pomimo dobrych opinii jakie zebrał wydaje mi się, że przeszła Operacja Overlord trochę niezauważona i niesłusznie. Ocena: 4.5/6.

operacja_overlord_2018_8

Replicas (2018)

Po śmierci swojej rodziny w wypadku samochodowym naukowiec postanawia sklonować żonę i swoje dzieci. Niestety jest to tak słaby film z Keanu Reevesem i Alice Eve jak ptaszki ćwierkają. Przede wszystkim zupełnie nie wykorzystuje swojego potencjału. Zresztą chyba sami twórcy nie wiedzieli co chcą nakręcić czy kino filozoficzne z elementami SF, czy kino akcji.  A co do Reevesa to nie będę się nad nim znęcał jak słabo zagrał, w ogóle nie widać po nim cierpienia z powodu tragedii, bo za bardzo lubię Kijankę. Ocena: 2.5./6.

Robin Hood (2018)

Obejrzałem najnowszą wersję przygód angielskiego Janosika, czyli jeden z tych filmów, które zebrał jedne z najgorszych ocen w zeszłym roku i muszę przyznać, że to nie jest aż tak zły film jak sugerowały oceny. Widziałem wiele filmów bardziej zasługujących na jedynki i dwójki, ale to nie oznacza, że to dobry film, tylko w najlepszym razie średni. Problemem z niskimi ocenami tego Robina jest to, że chyba nikomu nie pasuje taka konwencja filmu, czyli bardzo nowoczesna i przerysowana, trochę w stylu skądinąd niezłego “Króla Artura Legendy Miecza” sprzed kilku lat, który też miał słabe oceny.

Robin z Taronem Egertonem nie dorównuje filmowi Ritchiego, ale też nie zasługuje by tak po nim jechać. Jeśli podejdzie się do tego filmu z przymrużeniem oka, a sami twórcy sugerują, żeby nie traktować zbyt poważnie tej produkcji, bo przecież mamy takie sceny, jak np. pole walki gdzie wojownicy zachowują się jak współcześni żołnierze i  mówią współczesnym językiem, a pola walki z innowiercami na krucjatach wyglądają jak z filmów wojennych, to można całkiem nieźle się miejscami bawić. Zresztą mamy też w filmie karabiny maszynowe, bazooki, tylko że wszyscy uzbrojeni są w łuki zamiast karabinów, a bazooki plują gradem strzał.

I przyznam, że pomysł w swojej absurdalności jest tak genialny, że od razu  kupiłem. Podoba mi się dlatego, bo to coś nowego. Było już milion takich samych wersji przygód Robin Hooda i dobrze jak czasami próbuje się pokazać coś nowego. Ale co tam pola walki z niewiernymi i zachowanie się współczesne bohaterów, bo mnie najbardziej rozwaliły stroje bohaterów, bardzo nowoczesne  – chciałbym taką kurtkę jaką miał Robin albo tą co miał Szeryf z Nottingham. Ale wszystko bije impreza z udziałem kardynała, która wygląda jak współczesna biba z udziałem celebrytów, gdzie brakuje tylko dziennikarzy.

W-sieci-pojawil-sie-pierwszy-zwiastun-nowego-filmu-Robin-Hood_article

Napisałem wcześniej, że to nie jest aż taki zły film jak się mówi, ale też nie jest to dobry film i to nie wina konwencji jaką obrali sobie twórcy i twardo się jej do końca trzymają, tylko całej reszty. Przede wszystkim scenariusza, bo gdy nie ma akcji, a bohaterowie gadają, to robi się nudnawo. Kolejny zarzut to aktorzy, skądinąd dobrzy, którzy niby grają, ale tak, że nikt nie zapada w pamięć. Za bardzo nie mam co powiedzieć o  głównej roli Egertona i Foxxa w roli Johna.

Jamiego Dornana w roli Willa zapamiętam głównie przez głupi twist jaki zaserwowano jego bohaterowi  na koniec filmu sugerujący ciąg dalszy, który nie powstanie, bo film nikomu się nie podoba. Jest to jeden z tych filmów gdzie panuje zgoda między krytykami i widzami. A pisząc o dobrych aktorach miałem na myśli też Dornana co pokazał choćby w serialu BBC “The Fall” i paru innych filmach, że ma talent i potrafi dobrze zagrać.

Marion jest nijaka i nie ma chemii między nią a Robinem. Szeryfa zapamiętam głównie przez to jak miał uroczy akcent, brzmiał jakby seplenił. No i zapamiętam jego kurtkę, płaszcz czy co on tam nosił, bo chciałbym taki płaszcz:) Z aktorów zapamiętałem tylko F. Murraya Abrahama w roli kardynała, któremu brakuje diabelskich rogów, tak jest złowieszczy. Chyba najlepiej wypadł Tim Minchin w roli braciszka Tucka, który jest najsympatyczniejszą postacią w całym filmie. A jest jeszcze Guy z Gisborne w którego wcielił się aktor znany z “Peaky Blinders” i też wypadł spoko. Ocena: 3/6.

Serenity (2019)

Najnowszy film z Matthew McConaugheyem i Anią Hathaway to nie taki zły film jak się mówi. Przyznam, że nie pamiętałem nic z trailera poza tym, że zapowiadał film o femme fatale, w tej roli Anne Hathaway, która namawia swojego dawnego faceta, by zabił jej obecnego męża, który ją krzywdzi. W roli męża buraka i sadysty znęcającego się nad żoną występuje Jason Clarke, a na drugim planie Djimon Hounsou i Diane Lane (wciąż wygląda super).

Więc spodziewałem się thrillera i do pewnego momentu to jest taki film, ale fabuła zaczyna zmierzać w dziwne rejony, prawie jak z filmu “Interstellar”, w którym też grał McConaughey i Ania. Zresztą są sceny gdy Matthew jedzie samochodem, a obok pola kukurydzy, jak w filmie Nolana. A to co się dzieje w filmie od pewnego momentu to zaskoczyło mnie do tego stopnia, że do teraz nie wiem, czy ta zmiana podobała mi się, czy nie. Ocena: 4-/6.

serenity-film-zwiastun-mcconaughey-hathaway

Solis (2018)

Astronauta zostaje sam na statku, który zmierza w stronę słońca, czyli  film, który można nazwać angielską wersją “Grawitacji”, ale nie z Bullock w roli głównej, tylko Stevenem Ogg (wśród fanów gier znany z podkładania głosu Trevorowi w “Grant Theft Auto V”), który dobrze sobie poradził w głównej roli.  Pomimo niskiego budżetu film ogląda się do pewnego momentu dobrze, bo jest klimat, ładne zdjęcia i trzyma w napięciu. Niestety czym dłużej trwa to główny bohater zaczyna dokonywać czynów jak superman, np. potrafi wstrzymać oddech na bardzo długo.

A to tylko jedna z drobnostek, bo jest więcej elementów, gdy film leży jeśli chodzi o wytrzymałość astronauty w statku i w kosmosie. Przez takie zagrania w pewnym momencie napięcie w scenach kryzysowych zamieniło się u mnie w irytację i nudę, bo zamiast trzymać kciuki za bohatera, to  zastanawiałem się, jak długo będą przeciągać jego wytrzymałość, np. oddychanie bez tlenu, albo jak długo statek ratowniczy będzie do niego leciał skoro już niby jest tak blisko. Ocena: 3.5/6.

Suspiria (2018)

Zacznę niepopularnie, że oryginalna “Suspiria” mocno się postarzała. Oczywiście film Dario Argento, jednego z założycieli odmiany gatunku jakim jest giallo, wciąż się broni odrealnioną warstwą plastyczną filmu oraz doskonałą ścieżka dźwiękowa grupy Goblin, ale poza tymi elementami film jest zwyczajnie słaby. Rozumiem kult, ale w samej filmografii Dario Argento jest wiele lepszych filmów, które się nie zestarzały, np.” Ptak o kryształowym upierzeniu”, “Głęboka czerwień”, a nawet “Opera”. Jeśli oglądam “Suspirię” z 1977 roku to tylko dla strony wizualnej i muzycznej, która świetnie buduje klimat.

Więc nie jest to dla mnie żadne arcydzieło, które nie powinno być ruszone. Zresztą to że powstał remake nie oznacza, że oryginał przez to zostanie popsuty. Klasyk wciąż będzie klasykiem, a poza tym można przecież nowej wersji po prostu nie obejrzeć. Ja byłem zainteresowany nową wersją z jednego powodu,  czyli włoskiego reżysera Luci Guadagnino, znanego z takich rewelacyjnych filmów jak np. “Jestem miłością”, “Nienasyceni” i “Tamte dni, tamte noce”, które w ogóle nie kojarzą się z horrorem. Są to filmy przesycone erotyką z pogranicza dramatu i kina obyczajowego.

Wyróżniają się jego filmy stylem, który jest przepiękny. Uwielbiam wysmakowaną estetykę filmów Luci, to jak są nakręcone, jakie piękne mają zdjęcia, jak jego filmy wyglądają cudownie. Włoski reżyser jest fanem Dario Argento i postanowił nie tyle zrobić kopię co zainspirować się poprzednim filmem, a dokładniej fabułą, bo rozwija wątek Trzech Matek, ale tak poza tym to mamy do czynienia z zupełnie innym dziełem.

SUSPIRIA

Oba filmy są klimatyczne, ale to są inne klimaty. Podobnie jest ze zdjęciami oraz stroną wizualną. W filmie Argento mamy podkręcone maksymalnie kolory, u Luci mamy chłodne barwy, nie licząc finału. Podobnie jest z muzyką stworzoną przez Thomasa Yorke’a, członka Radiohead, która jest diametralnie inna od tego co stworzył Goblin dla filmu z 1977 roku. Akcja klasyka toczy się w szkole baletowej, ale tak po prawdzie, to taniec w filmie z lat 70-ych nie odgrywał żadnej roli w przeciwieństwie do nowej Suspirii gdzie taniec jest jednym z najważniejszych elementów historii. No i  wszystkie sceny tańca są nakręcone świetnie, trzymają w napięciu i budzą grozę jak trzeba.

Widać też, że obsada się postarała w scenach wymagających wysiłku fizycznego na czele z Dakotą Johnson w roli głównej, która daje radę nie tylko w scenach tańca, ale też aktorsko udźwignęła rolę. Powiem tak,  że nie można oceniać aktorów i aktorki przez jedną słabą rolę w słabym filmie i mam na myśli oczywiście trylogię Greya. Zresztą Guadagnino współpracował już z córką Dona Johnsona przy okazji filmu “Nienasyceni” i w tamtym filmie też pokazała, że potrafi grać.

Szkoda, że wielu ją postrzega poprzez rolę w trylogii, która odniosła spory sukces co szkodzi aktorce, podobnie jak jej partnerowi z tej trylogii, czyli Dornanowi, który też potrafi dobrze zagrać. Może kiedyś widzowie w przypadku Dornana i Johnson zapomną o tej trylogii. Może ich kariera się odmieni jak aktora znanego ze “Zmierzchu”, bo chyba już wszyscy przestali kojarzyć Roberta Pattinsona tylko z tą serią. Aktor wielokrotnie udowodnił, że jest dobrym aktorem i już nie mówi się o nim tylko poprzez ten tragiczny melodramat o wampirach.

suspiria-remake-trailer-grab

Dakota gra dziewczynę, która dostaje szansę przesłuchania w słynnej szkole baletowej w RFN w latach 70. Amerykanka nie dość, że świetnie tańczy co przykuwa uwagę wszystkich na czele z główną nauczycielką, czyli madame Blanc, ale też ma szczęście, bo zwolniło się miejsce w szkole po tym jak opuściła je Patricia. Drugim ważnym wątkiem jest śledztwo jakie prowadzi Josef Klemper do którego zgłosiła się właśnie Patricia, która uważa, że w szkole rządzą czarownice.

Skoro za Suspirię zabrał się tak dobry reżyser jak twórca “Tamtych dni, tamtych nocy” to nie dziwne, że zmiata nowa wersja oryginał pod względem czysto technicznym,  czyli sztuki filmowej, ale niestety film ma za dużo wątków ( np. feminizm, macierzyństwo, zmiany w RFN, a nawet temat Holokaustu się przewija) i jest o wiele za długi. Suspiria z 2018 roku trwa dwie i pól godziny, a gdyby skrócić film o godzinę to byłby lepszy film. Przez to jak jest długi film to reżyserowi się z niczym nie śpieszy. Do pierwszego morderstwa dochodzi dopiero w 40 minucie filmu. Wiem, że Guadagnino to ambitny reżyser, który postanowił zrobić coś nowego w gatunku horroru. Miał pomysł na film, którego trzyma się od początku do końca co się  chwali, ale przez to jak wiele jest wątków, to film sprawia wrażenie artystycznego bełkotu ubranego w oryginalną formę.

10

Ale pomimo tego jak wiele jest wątków i jak długo film się rozkręca to nie nudziłem się, choć przez 40 minut nie wiele się działo i to pokazuje jak dobrym reżyserem jest młodszy kolega Dario Argento po fachu. A skoro film Guadagnino to musi się pojawić w filmie muza reżysera, czyli Tilda Swinton, która gra nie tylko madame Blanc, ale też Josefa Klempera i Helene Markos. Świetnie wypadła w roli nauczycielki tańca, ale przyznam, że mam mały problem z jej męską rolą. Wspomniałem o tym, bo to żadna tajemnica.

Niby za premiery udawali twórcy, że gra tą rolę niejaki Lutz Ebersdorf , ale dość szybko wyszło, że takiego aktora nie ma. Należą się brawa za charakteryzację, jest doskonała. Przyznam, że nie poznałbym kto się kryje pod charakteryzacją, gdybym nie wiedział, że to Swinton, ale coś było nie tak gdy Josef się odzywał. Jakiś taki głos ani męski, ani żeński. Brzmiał głos aktorki tak dziwnie, jakby nieudolnie ją zdubbingowano i wybijało mnie to początkowo z filmu, ale w końcu się przyzwyczaiłem.

10.31_Screen_Suspiria_photo-Alessio-Bolzoni-Amazon-Studios

Gra też Helene Markos i ogromny szacunek za ten występ jej się należy. O Johnson już wspomniałem, tak samo jak o reżyserze, muzyce i całej stronie technicznej,więc może napiszę teraz czy warto film obejrzeć. Moim zdaniem pomimo wszystko tak, bo to jeden z bardziej oryginalnych filmów, który nie jest pozbawiony wad, ale warto zobaczyć, nawet jak Was znudzi, by wyrobić sobie zdanie o tej Suspirii. Warto zobaczyć dla kilku klimatycznych scen, dla pojechanego finału oraz dla sekwencji tanecznych.

A jeśli jesteście fanami talentu aktorskiego Tildy Swinton to nie muszę Was namawiać. Warto też zobaczyć by przekonać się jak poradziła sobie dobrze w głównej roli córka Dona Johnsona. Ja  postawię naciągane 4-/6, bo to tak oryginalny film, że szkoda dać mniej, nawet jak mi do końca nie podszedł. Guadagnino to tak znakomity fachowiec, że nawet film oparty na słabym scenariuszu wyciąga do poziomu zdatnego do oglądania.

The Elephant Man (1980)

Po “Głowie do wycierania” przyszła pora na powtórkę jednego z najlepszych dla mnie filmów Lyncha i wydaje mi się, że trochę po latach zapomnianego i niedocenianego, czyli “Człowieka Słonia”, inspirowanego historią Merricka. Powtórka utwierdziła mnie w tym, że to jest wciąż rewelacyjny film, który ponownie pozamiatał mną emocjonalnie. Za premiery spotkał się z dobrym przyjęciem, nawet jakieś nagrody i nominacje zebrał, ale teraz raczej się nie pamięta, że Lynch też potrafił kręcić normalne filmy (piszę potrafił, bo jest na emeryturze). Drugi film Lyncha z tak dobrym przyjęciem się spotkał, że zaproponowano reżyserowi realizację ambitnej superprodukcji SF, czyli “Diuny”, ale to temat na inną historię.

Co ciekawe na drugi film Davida Lyncha kasę wyłożył Mel Brooks, który był fanem “Głowy do wycierania”. Ale pomimo tego, iż to jest jeden z normalniejszych filmów Lyncha, gdzie lynchowizny za dużo nie ma, to i tak już od pierwszych scen widać kto jest reżyserem, tak silny swój stempel odcisnął na filmie. A nawet w scenach normalnych, czyli  nie w sekwencjach snów i metafor widać rękę Lyncha. Można też zauważyć fascynację Lyncha ogniem co będzie coraz bardziej widoczne w kolejnych filmach.

The.Elephant.Man.1980.PL.720p.BDRip.XviD.AC3-inTGrity.avi_snapshot_00.46.36

Bardzo dobrze napisany z ładnymi zdjęciami i piękną muzyka, a przede wszystkim z doskonałym aktorstwem. Wszyscy pokazują najwyższą klasę, co nie dziwne, bo same wybitne nazwiska i legendy kina pojawiają się. Hopkins gra świetnie, ale wolę całą resztę obsady na czele z Gielgudem w roli prezesa szpitala.  Co do Gielguda to pamiętam z materiałów o filmie jak ten legendarny aktor był sfrustrowany, bo Lynch za wiele nie mówił na planie, czy pasuje mu gra aktorska i w pewnym momencie zwątpił w swoje zdolności aktorskie. Pewnie młody reżyser wstydził się zwrócić uwagę takim uznanym aktorom, ale z tego co słyszałem i czytałem, to podobno tak zawsze pracuje Lynch.

Ale wszystkich aktorów moim skromnym zdaniem bije świętej pamięci John Hurt. Charakteryzacja charakteryzacją, ale to jak on gra ciałem, oczami i głosem. Jego rola robi na mnie takie wrażenie, że ponownie na filmie miałem przez cały seans zaszklone oczy. Dla mnie Człowiek Słoń to wciąż jeden z najlepszych filmów Lyncha i ocena się nie zmieniła, czyli 5.5/6. A co do ostatniej sceny z gwiazdami i monologiem to fajnie się ta scena łączy z następnym filmem Lyncha, czyli “Diuną” gdzie mamy identyczny początek jak zakończenie Człowieka Słonia, tylko oczywiście z inną aktorką i inny monolog.

The.Elephant.Man.1980.PL.720p.BDRip.XviD.AC3-inTGrity.avi_snapshot_00.39.55

The Favourite (2018)

XVIII wiek. Pojawienie się na angielskim dworze nowej służącej Abigail zaczyna zagrażać pozycji faworyty królowej Anny, lady Sarah, która rządzi krajem w zastępstwie schorowanej królowej. Znakomita satyra ze sporą dawką czarnego humoru o ludziach walczących o władzę, a raczej wpływy u królowej Anglii. Świetny scenariusz i soczyste dialogi, piękne zdjęcia, świetna reżyseria i montaż. Ale przede wszystkim aktorstwo i to przez duże A, bo mamy doskonałe role Olivii Colman (zasłużony Oscar), Emmy Stone i Rachel Weisz – nie potrafię wybrać która z nich jest lepsza. Szkoda że nie nagrodzono Oscarem  Stone, albo żony obecnego Jamesa Bonda.

A na drugim planie dobrze wypadł też Nicholas Hoult w roli Roberta Harleya. Jest to jedyna męska rola na którą w filmie warto zwrócić uwagę. Pozostali mężczyźni zostają przedstawieni jak zdziecinniali idioci i zabawki w rękach kobiet. Faworyta to najbardziej przystępny film Jorgosa Lantimosa, twórcy m.in. “Kła”, “Lobstera” oraz “Zabicia świętego jelenia”. Z wszystkich filmów oscarowych jakie obejrzałem w kategorii najlepszy film Faworyta to była moja faworyta (wiem że suchar, który pewnie wszyscy już powtarzają, ale nie mogłem się powstrzymać). Nie widziałem jedynie “Vice” w tej kategorii. Ocena: 5/6.

the_favourite_lead_actress_oscars

The Front Runner (2019)

Film Jasona Reitmana oparty na faktach opowiadający historię senatora Gary Harta, który był faworytem kampanii prezydenckiej w 1988 roku. Przyzwoite kino dla zainteresowanych amerykańską polityką z Vera Farmiga, J.K. Simmonem i Hugh Jackmanem w roli głównej, który wypadł dobrze, ale ma lepsze role na koncie i nie mam na myśli Wolverine’a. Ocena: 4-/6.

The Girl in the Spiders Web (2018)

Dziewczyna w sieci pająka to adaptacja czwartego tomu serii książek o Lisbeth Salander i jednocześnie kontynuacja filmu Davida Finchera “Dziewczyna z tatuażem” z Danielem Craigiem i Rooney Mara, który jest remakiem filmu szwedzkiego “Millennium – mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” z Mikaelem Nyqvistem i Noomi Rapace w rolach głównych. Nie będę wgłębiał się w temat czemu Fincher nie nakręcił kontynuacji i  dlaczego wzięli się za czwarty tom, a nie za drugi, i czemu obsada całkowicie zmieniła się, bo nie śledziłem informacji na temat kolejnych filmowych przygód Lisbeth.

Po prostu żadna adaptacja książek, ani hollywoodzka, ani europejska specjalnie mnie nie zachwyciła i na film w ogóle nie czekałem. Co prawda film Finchera był porządny, ale tak szczerze, to wolę pozostałe filmy twórcy “Obcego 3”. Z filmu reżysera “Siedem” pamiętam jedynie genialną czołówkę z coverem Led Zeppelin. Więc zasiadłem do kontynuacji bez żadnych oczekiwań, zwłaszcza gdy okazało się, że hakerkę gra Claire Foy znana głównie z roli królowej Elżbiety II w serialu Netflixa “Crown”. Wydawał mi się to całkowicie chybiony casting, zwłaszcza jak obejrzałem słaby trailer.

Odkąd skończyła grać w serialu Netflixa Foy pojawiła się w kilku filmach gdzie udowodniła, że jest wszechstronną aktorką i moim zdaniem za kilka lat nie będzie kojarzona tylko z roli królowej w “Crown”. Miała dobre role np. w filmie Soderbergha “Unsane” i “Pierwszy człowiek” Chazelle’a, ale zupełnie nie potrafiłem sobie jej wyobrazić w tej roli. A wypadła całkiem ok, nie można nic jej zarzucić, tylko trzeba zaznaczyć, że Lisbeth- Foy nie przypomina poprzednich wcieleń bohaterki, gra superbohaterkę czy szpiega.

lead_720_405

No i taki jest film, który bardziej jest kinem sensacyjnym w stylu Jasona Bourne’a czy Bondów niż mrocznym kryminałem/thrillerem. Powiem tyle, że cała intryga toczy się wokół programu komputerowego umożliwiającego dostęp do arsenału atomowego i chyba wszystkim taka fabuła kojarzy się z filmami o Bondzie. Mamy też Mikaela Blomkvista w roli dziennikarza, ale był tak nijaki w roli Gudnasona, że nie mam zupełnie nic do powiedzenia o nim. Oprócz Foy jedynie kogo z obsady zapamiętałem to Lakeitha Stanfielda w roli agenta z USA, bo zagrał zupełnie inną rolę z jakich go kojarzę. W niczym nie przypomina Dariusa z “Atlanty” czy Cassiusa z “Sorry to Bother You”, a pomimo roli w “Uciekaj” to z takimi postaciami, trochę zjaranymi, kojarzył mi się aktor, a w tym przypadku miło mnie rozczarował.

Podobnie jak film, który okazał się lepszy niż się spodziewałem, ale trzeba zaakceptować fakt, że jest to kino szpiegowskie, a Lisbeth robi za superszpiega. Film ma wiele świetnych scen akcji, dobrze zrealizowanych co zasługą jest Fede Alvareza znanego z nowej wersji “Evil Dead” i dobrego dreszczowca “Don’t Breathe”.  Alvarez udowodnił tym filmem, że równie dobrze czuje się w kinie z innego gatunku jak horror i przy większej kasie sobie też poradzi. Dobrą robotę odwalił i czekam na jego kolejne filmy.

Lakeith-Stanfield-as-Ed-Needham-in-The-Girl-in-the-Spiders-Web

Jedyną wadą jest to, że to kontynuacja filmu Finchera, bo przez to pojawia się kilka wątków, które trzeba widzom tłumaczyć, głównie związanych z przeszłością bohaterów, zwłaszcza że to adaptacja czwartego tomu i trzeba opowiedzieć co się wydarzyło po filmie Finchera, a przed “Dziewczyną w sieci pająka“. Gdyby scenariusz odpowiednio zmieniono i przerobić Lisbeth na szpiega, czyli film nie łączyłby się w niczym z poprzednimi adaptacjami i książkami o Lisbeth, to wtedy produkcji Alvareza wyszłoby to na dobre i byłby jeszcze lepszy.

A tak ogląda się dobrze, ale jednocześnie trochę wybijają z filmu wszystkie sceny, gdy bohaterowie opowiadają czemu ich relacje wyglądają jak wyglądają, co się zmieniło.  Dlatego nie mogę dać więcej jak 4-/6, bo to  film na którym miło spędza się czas, ale szkodzą mu wszystkie powiązania z książkami i filmami o Lisbeth.

The Golem (2018)

Miałem nadzieję po ciekawie zapowiadającym się trailerze na dobre kino grozy o Golemie, gdyż mało jest horrorów opartych na legendach związanych z żydowską religią i kulturą. Jedyne co przychodzi mi do głowy to jeden z lepszych, ale niedocenianych odcinków Archiwum X czyli Kaddish z 4 serii o żydowskim potworze Frankensteina.

Film niskobudżetowy, który ma fajny klimacik, ale jakoś tak do końca nie wyszło. Nie dam mniej jak 4-/6, bo to przyzwoita produkcja, ale jakbym porównał z takim doskonałym horrorem jak “Witch”, który ma podobny klimat i stylistykę to po prostu różnica w poziomach jest kolosalna. Zresztą nawet bez porównań obu horrorów The Golem to tylko przyzwoity film.

The Hate U Give (2018)

Starr Carter to 16latka mieszkająca w czarnej dzielnicy, ale uczęszczająca do dobrej bogatej szkoły mieszczącej się w białej dzielnicy miasta. Pewnego dnia wracając z imprezy razem z przyjacielem zostają zatrzymani przez policję i dochodzi do tragedii. Nienawiść, którą dajesz to znakomity dramat poświęcony rasizmowi i nienawiści, który w pierwszych minutach ogląda się jak lekki film młodzieżowy o dziewczynie mającej typowe problemy wieku młodzieńczego, a od pewnego zdarzenia zamienia się w film na ważny temat, ale podany w sposób taki, że widz się angażuje.

hate-u-give-face2

Podoba mi się , że w filmie mamy pokazane różne strony nienawiści i rasizmu – nic tutaj nie jest czarne, ani białe. Nie jest tak, że wszyscy gliniarze są źli, a wszyscy czarnoskórzy dobrzy. Ciekawe jest też to, że pomimo dramatycznych wydarzeń jakich jesteśmy świadkami to po seansie nie dopadła mnie depresja, ale jest się optymistycznie nastawionym do świata. Film jeśli chodzi o stronę techniczną jest świetnie wyreżyserowany, zmontowany i dobrze napisany. No i Amandla Stenberg znakomicie się spisała w głównej roli i choćby dla jej roli warto film obejrzeć. Ocena: 5/6.

The Hole in the Ground (2019)

Sarah przeprowadza się z synem na wieś. W lesie odkrywają ogromne zapadlisko. Kolejny dobry horror wyprodukowany przez A24, studio specjalizujące się w ambitniejszym kinie grozy, tym razem jest to straszak z Irlandii. Może fabuła nie zaskakuje, od razu domyśliłem się twistu, ale dobrze się ogląda. Ocena: 4.5/6.

The House That Jack Built (2018)

Nie przepadam za filmami Von Triera. Jedyne które mi się podobały to “Dogville” z genialną rolą Nicole Kidman oraz “Tańcząc w ciemnościach”, czyli połączenie dramatu z musicalem ze świetną rolą Bjork. Reszta jego filmów zupełnie mi nie podeszła, a w najlepszym razie okazała się dla mnie średnia. Mam na myśli też te powszechnie chwalone jak np. “Przełamując Fale” czy serial “Królestwo”. “Nimfomanki” nie widziałem, a z “Melancholii” nie pamiętam nic poza tym, że dobre role mieli tam Kiefer Sutherland i Kirsten Dunst.

Więc odpuściłbym najnowszy film gdyby nie jedna rzecz. Chciałem zobaczyć jak poradził sobie w głównej roli Matt Dillon – aktor niedoceniany, a moim zdaniem nie zasługuje.  No i zagrał rolę jedną z najlepszych w całej swojej karierze. Do tego stopnia był świetny, że chętnie obejrzę sobie jakieś starsze filmy z nim, których nie widziałem.

hero_house-jack-image

Ale oprócz aktorstwa Dillona to miałem podobne odczucia jak przy większości filmów Van Triera.  Choć przyznam, że na początku nawet nieźle się oglądało. Może dlatego, że podszedłem do filmu jak do bardzo czarnej komedii co zresztą sugeruje początek,  gdzie mamy historię pierwszego morderstwa, w której ofiarą jest jedna z muz Tarantino, czyli Uma Thurman, która gra tak wkurzającą kobietę, że nie dziwię się Jack’owi, że mu nerwy puściły. Nie jest to spoiler bo to pierwsze 10 minut, a film opowiada o mordercy, który uczy się swojego fachu na błędach co popełnia. Pisząc błędy mam na myśli pierwsze ofiary, a na dodatek uważa swoje morderstwa za dzieła sztuki. Więc nie da się traktować tego filmu na poważnie, inaczej byłby nie do zniesienia.

Nie oglądało się źle tej smoliście czarnej komedii do sceny polowania (ci co oglądali wiedzą o co mi chodzi). W tym momencie po raz pierwszy prawie odrzuciło mnie od filmu, nawet czarny humor nie pomagał. Kilka pomysłów ciekawych, świetnie wyreżyserowany, ale czym dłużej film trwał to miałem ochotę wyłączyć i to nie przez sceny zabójstw (jestem fanem horrorów klasy B, widziałem mocniejsze sceny w kinie),  tylko zwyczajnie zaczął mnie nudzić. Więc nie postawię więcej jak 3/6. Jeśli warto to tylko dla Dillona.

The Man Who Killed Hitler and Then The Bigfoot (2018)

“Człowiek który zabił Hitlera, a potem Wielką Stopę” to film jaki mógłby nakręcić Rodriguez albo Tarantino. A w przypadku debiutu jako scenarzysty i reżysera niejakiego Roberta Krzykowskiego (są polskie elementy w filmie) dostaliśmy dziwną mieszankę fantastyki, komedii, survivalu i melodramatu na dokładkę. Ale przede wszystkim ten miszmasz to dramat o przemijaniu i żalu za straconymi szansami, tęsknocie za miłością oraz złych i dobrych wyborach w życiu.

3EgUG0a8HWBpRLZf8nE0iuZvDm8k4c5t0ejQnMHzu4g4pklVu8lHqlZeJuaU_the-man-who-killed-hitler-and-then-the-bigfoot-1jpg-image(580x580-crop-grayscale)

Jakimś cudem ta mieszanka działa za co brawa dla debiutanta, że udało mu się utrzymać ten miszmasz w całości i film nie rozsypał się. A poza tym mamy ładną muzykę, piękne zdjęcia i świetną obsadę jak Caitlina Fitzgeralda, Rona Livingstona, a przede wszystkim Aidana Turnera (znany z trylogii “”Hobbit Jacksona i serialu BBC “Poldark”) w roli tytułowego bohatera i Sama Elliotta w roli starszego Calvina Barra. Turner to fajny aktor i mam nadzieję, że jego kariera się rozwinie, ale przede wszystkim liczy się Elliott w głównej roli. Ta klasa, ten styl i choćby za niego ta produkcja zasługuje na 4.5/6. Ale lepiej przed seansem nie oglądać trailera, który zdradza cały film i zapowiada zupełnie inną produkcję z większą ilością akcji, a to zupełnie inny film.

The Standoff at Sparrow Creek (2019)

Bohaterem filmu jest Gannon, który należy do milicji obywatelskiej. Pewnego dnia dowiaduje się o tragedii do jakiej doszło na pogrzebie policjanta gdzie doszło do strzelaniny. Zaczyna podejrzewać o tą tragedię członków oddziału milicji obywatelskiej do którego należy. To mógł być dobry thriller trzymający w napięciu z kilkoma bohaterami w zamkniętym pomieszczeniu jakich wiele już powstało, jak np. “Wściekłe Psy” Tarantino. Co prawda film nie ogląda się źle, ale z czasem zaczyna przynudzać mimo porządnej roboty reżysera i reszty ekipy. A mamy kilka dobrych ról aktorów, np. Jamesa Badge Dalla, Briana Geraghty, Patricka Fischlera, Chrisa Mulkey’a, ale coś nie wyszło do końca i dlatego postawię 3.5/6.

The Warlords (2007)

Chiński dramat historyczny o trzech braciach krwi. Akcja dzieje się w 1850 gdy Chińczycy mieli dość rządów skorumpowanej dynastii Qing. Głównym bohaterem jest generał Ping, który jako jedyny przeżywa masakrę swojego oddziału zdradzonego przez zbuntowanych powstańców. Okryty hańbą nie może wrócić na cesarki dwór. Na swojej drodze spotyka bandę biednych ludzi dowodzoną przez Erhu Zhao i Wuyanga Jianga, którzy napadają na konwoje z żywnością. Proponuje im wstąpienie do armii i rozprawianie się z buntownikami dzięki czemu zarobią legalnie pieniądze na utrzymywanie rodzin.

Kolejna superprodukcja z Chin, którą jakimś cudem ominąłem przez 12 lat co jest tym bardziej dziwne, że w rolach głównych gwiazdy chińskiego kina znane doskonale poza Azją. W rolę generała Pinga wcielił się Jet Li, którego nikomu nie trzeba przedstawiać i ma świetną rolę, gra bardzo skomplikowaną i dwuznaczną postać. Pokazał że nie jest tylko specjalistą od sztuk walki. Więc jeśli liczycie na sporo scen walk z Jetem Li to nie tutaj, bo więcej gra i to dobrze.

maxresdefault

A w roli Erhu równie dobrze znany Andy Lau, który jak zawsze nie schodzi poniżej swojego bardzo dobrego poziomu. A w roli Wuyanga obsadzono już mniej znanego poza Azją Takeshi Kaneshiro, choć nie wątpię, że fani kina azjatyckiego doskonale go znają i też zagrał dobrze. Spodziewałem się superprodukcji gdzie przez dwie godziny z małymi przerwami będę miał do czynienia z jedną wielką bitwą, a czym dłużej film trwał, to okazało się być czym innym niż sądziłem.

Scen batalistycznych i walk jeden na jednego trochę jest, ale najważniejszy jest wątek przyjaźni trójki bohaterów oraz władzy, która deprawuje. Oczywiście sceny bitewne nakręcone są tak jak tylko w Azji potrafią, czyli z epickim rozmachem, którego można im zazdrościć i bardzo pomysłowo. Ale bardziej mamy do czynienia z dramatem prawie szekspirowskim gdzie ważniejsza nie jest rozpierducha i setki statystów, tylko wielka polityka oraz spiski, które wystawiają trójkę bohaterów na ciężkie próby.

Historia trzyma w napięciu dzięki temu jak jest dobrze rozpisana i zagrana przez gwiazdy chińskiego kina. A poza tym typowy poziom dla kina z tego regionu, czyli świetna scenografia, kostiumy, widać przepych z jakiego kino chińskie jest znane. Film wygląda i brzmi rewelacyjnie, ma interesujących bohaterów i ciekawą historię. Po prostu nie mogę dać mniej jak 5/6.

xu-jinglei-f8b5912ebce69e7b20321b3e91fe910b066cdb4f-s800-c85

Tumbbad (2018)

Miałem okazję kilka dni temu obejrzeć znakomity horror o którym nic nie słyszałem. Nie wiedziałem, że taki film istnieje do niedawna. Jest to spowodowane moją niewiedzą na temat produkcji nie tylko bollywoodzkich, ale ogólnie całego kina z Indii. O filmie dowiedziałem się dzięki jednemu z najlepszych blogów poświęconych filmom i serialom, chyba najstarszy o popkulturze, a przynajmniej ja starszego nie znam.

Autor bloga, quentin, pisze czasami o filmach z Indii, których ja raczej nie oglądam, choć ostatnio się to zmienia, bo widziałem indyjską odmianę kina przygodowego w stylu “Piratów z Karaibów” i film wypadł całkiem ok. Ale “Piraci z Karaibów” w wersji bollywoodzkiej to nic w porównaniu z horrorem “Tumbbad”, który polecił quentin na swoim blogu. A plus dodatkowy jest taki, że film nie za długi, bo trwa trochę ponad 90 minut co jak na kino z Indii  jest mało spotykane.

Na dodatek film jest dostępny legalnie w Polsce. Sprawdziłem Netflixa, HBO GO i Amazon. No i okazało się, że jest na Prime. Niestety nie ma napisów polskich, ale są angielskie napisy. Amazon poprawił się, bo daje napisy polskie do wszystkich seriali co wrzuca, ale z filmami jest gorzej. Choć film ma tak prostą fabułę, ogólnie opowiada o chciwości, że nawet z napisami angielskimi połapiecie się bez problemu w fabule.

66351860

Jeśli ja się w fabule połapałem, choć moja znajomość języka angielskiego jest słaba, to Wy też nie będziecie mieli problemu. Nie będę wgłębiał się w fabułę. Powiem tylko,  że miałem skojarzenia z Aladdinem w wersji horrorowej, ale też z horrorem w stylu Dario Argento połączonym z historią przypominającą legendę o Bazyliszku. Warto obejrzeć choćby dla samej strony wizualnej, czyli zdjęć, świetnej muzyki i pomysłów wizualnych.

Zamiast na fabule to wolę skupić się na kulisach, bo równie ciekawe jak film jest to jak długo tą produkcję indyjską kręcili. Film realizowano przez 5 lat w miejscach gdzie ludzka stopa dawno nie stanęła i przy naturalnym oświetleniu. Wymyślili sobie też twórcy, że będą kręcić w rejonach gdzie ciągle pada i dlatego tak długo zajęła produkcja. No i wybudowali osadę specjalnie dla filmu, więc należy się ogromny szacunek dla twórców za ciężko robotę co odwalili.

102996-wbceszvlyl-1539446591

Widać ciężką harówkę jaką wykonali na potrzeby produkcji, a film sam w sobie jest po prostu znakomity. Do paru drobnostek bym się przyczepił, ale nie rzutują na całość i żałuję, że film nie trwa 3 godzin, czy ile oryginalnie trwał, ale skrócili czas trwania do ponad 90 minut, bo chętnie bym potowarzyszył bohaterom dłużej w tej historii opartej na indyjskich legendach. Ocena: 5/6.

Ale lepiej jak to dobry film oddaje quentin swoją recenzją i dlatego odsyłam Was do jego bloga.

 http://quentin.pl/2019/02/tumbbad-recenzja-indyjskiego-horroru.html#comments

tumbbad_01_4web__large

Unstoppable (2018)

Dong-Chul i Ji-Soo to szczęśliwe małżeństwo. Pewnego dnia Dong-Chul wracając do domu znajduje ślady włamania. Podejrzewa,  że jego żona została porwana. Kolejne udane kino rozrywkowe z Korei Południowej idealnie łączące elementy sensacji, dramatu ze sporą dawką humoru, który bawi mimo tego, że film porusza poważny temat, ale nie napiszę jaki by nie zdradzić ważnego elementu fabuły. Chyba tylko Azjaci potrafią połączyć dramat, sensacje i komedię tak, że nie zgrzyta, tylko wszystko pasuje. Ocena: 4.5/6.

Velvet Buzzsaw (2019)

Byłem ciekaw nowego filmu Dana Girloya po tym jak z dobrym przyjęciem spotkał się jego debiut reżyserski, czyli “Nightcrawler”. Zapowiedzi sugerowały horror z dość oryginalnym pomysłem. Historia zaczyna się od śmierci tajemniczego i nieznanego artysty. W jego domu zostają znalezione obrazy, które zachwycają wszystkich. Zaczyna dochodzić do tajemniczych zgonów, które mogą mieć coś wspólnego z obrazami.

Na dodatek super obsada i nie tylko Gyllenhaal, który współpracował przy poprzednim filmu Girloya, bo mamy też Toni Collette, Rene Russo oraz Billy Magnussena. Wszyscy spisują się dobrze, ale też mocno szarżują co spowodowane jest tym, że mamy nie tyle do czynienia z horrorem co satyrą na współczesną sztukę. Więc niestety film nie działa ani jako horror, ani jako satyra i to jest największa wada produkcji. Sceny, które powinny przerażać nie działają zupełnie, zero w nich klimatu, a z satyrą wyszło  nijako pomimo starającej się obsady. Moim zdaniem film byłby o wiele lepszy gdyby twórcy poszli całkowicie w czarną komedię albo całkowicie horror, a skoro nie działa do końca ani jako satyra ani jako horror to postawię 3.5/6.

Velvet-Buzzsaw-to-nowy-horror-Netflixa-z-Jakem-Gyllenhaalem.-Do-sieci-trafil-pierwszy-zwiastun_article

Luty 2019 – filmy

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.