Maj 2019 – filmy

Alexandre-Astier-is-Asterix-and-the-secret-of-the-magic-potion-an-explosive-film

Asterix The Secret of the Magic Potion (2018)

Asteriks i Obeliks: Tajemnica magicznego wywaru to porządna animacja, ale nie pozbawiona wad. Przede wszystkim film jest przeładowany wątkami. Mamy w filmie poszukiwania przez Panoramiksa swojego następcy plus wątek Sulfuriksa, czyli głównego złego charakteru (zaskakująco dobrze dubbingowany przez Kubę Wojewódzkiego, którego nie poznałem po głosie).

Mamy też wątek młodego druida, który jest za bardzo zapatrzony w siebie oraz wątek rezolutnej dziewczynki, która tworzy konstrukcje i wynalazki. Przez to jak wiele w tym krótkim filmie pojawia się wątków i postaci, to żadna z historii nie wybrzmiewa należycie, a każda postać znana nam od dawna, jak i nowe, pojawiają się jedynie na chwilę. A przez przeładowanie filmu wątkami główni bohaterowie na tym cierpią, bo  pojawiają się na drugim planie, zwłaszcza Obeliks, którego w drugiej połowie filmu zwyczajnie się pozbyto. Asteriks robi za marudę i  głównym bohaterem jest Panoramiks.

A poza tym dostajemy typowy film z cyklu, czyli sporo fajnych żartów, Rzymianie dostają łupnia, itd. Jakbym miał coś pochwalić bez żadnych zastrzeżeń to komputerową animację, która bardzo mi się podoba. W poprzedniej animacji, czyli “Osiedle Bogów” zastosowano taką samą animację i też wyszło bardzo dobrze. Całkiem dobrze się bawiłem na tej produkcji, ale wyżej stawiam właśnie “Osiedle Bogów”, który był filmem przeznaczonym też dla dorosłych widzów. Poprzedni film to była polityczna satyra, a najnowsza część, to film na którym będą się lepiej bawić dzieci. Choć jest oczywiście kilka  dobrych żartów dla dorosłych, jak to w każdym filmie z Galami.   Wciąż najlepszym filmem pozostaje dla mnie  “12 prac Asteriksa”, a z filmów fabularnych “Misja Kleopatra” z genialnym polskim dubbingiem. Ocena: 4-/6.

Cold Pursuit (2019)

Niby kolejny sensacyjny film z Liamem Neesonem mszczącym się bandziorach, którzy skrzywdzili jego rodzinę. Ale tym razem nie porwali mu żony ani córki, ale zabili mu syna (facet ma pecha). Choć też nie do końca jest typowy akcyjniak z Irlandczykiem. Jest to remake dobrej czarnej komedii sensacyjnej ze Stellanem Skarsgardem, czyli “Obywatela Roku” z 2014 roku nakręcony przez reżysera oryginału.

Podobnie jak w przypadku oryginału jest to kino przypominające filmy braci Coen. Mamy poro czarnego humoru, ciekawych i przerysowanych bohaterów, ze świetną muzyką i aktorstwem na pierwszym i drugim planie. Oprócz Liama Nessona mamy np. Laurę Dern, Williama Forsythe’a, Julie Jones.

No i sporo nazwisk znanych z seriali jak np. Toma Batemana w roli szefa gangsterów, który wypadł dobrze. Choć moim zdaniem aktor z norweskiego oryginału był lepszy. Pojawiają się też np. John Doman, Domenick Lombardozzi, czy Rossum w roli policjantki. Co do Emmy jest to akurat trzecioplanowa rola, ale na tyle aktorka ma charyzmy, że zaznaczyła swoją postać dość wyraźnie. Liczę że będzie dostawała większe role odkąd pożegnała się z serialem “Shameless”.

maxresdefault

Oczywiście można się zastanawiać po co kręcić drugi raz to samo, bo film jest dosłownie kalką produkcji sprzed 5 lat, tylko z inną obsadą, na dodatek nakręconą przez tego samego reżysera. Jedynie co się zmieniło to oczywiście miejsce akcji, bo USA i co za tym idzie mamy zamienionych Serbów na Indian w roli gangsterów. Postawię 4.5/6, bo lubię czarne komedie i nie żałuję seansu. Jest to dobra produkcja, ale tak szczerze to nie widzę żadnego sensu w powstaniu tego filmu. Gdyby jeszcze sporo pozmieniano, ale jak nic nie zmieniono, to kto będzie chciał obejrzeć oryginał. Chyba żeby porównać aktorstwo Skarsgaarda z Neesonem.

Film pewnie byłby zapomniany, gdyby nie wypowiedź Neesona w czasie premiery o tym co miał zamiar zrobić ponad 40 lat temu, jak dowiedział się o gwałcie dokonanym przez czarnoskórego mężczyznę na bliskiej mu osobie. Aktor opowiadał, że był tak wściekły,  że chciał zabić jakąkolwiek czarnoskórą osobę, nie ważne czy byłaby to winna osoba. Chciał zemścić się za to co spotkało bliską mu osobę, ale powstrzymał się od tego czynu i mu wstyd było i jest z tego powodu. Jestem pewien, że film  jeśli będzie w ogóle zapamiętany, to pewnie przez tą wypowiedź.

cold-pursuit-review

Dragged Across Concrete (2018)

Detektywi Brett Ridgeman i Anthony Lurasetti zostają zawieszeni z powodu nieprzepisowego zatrzymania dealera narkotyków. 60-letni Brett ma dość takiego życia. Z więzienia zwolniony zostaje Henry, który chce zapewnić godziwą przyszłość niepełnosprawnemu bratu. Znakomity film Craiga S. Zahlera, znanego z tak dobrych filmów jak westernu/horroru “Bone Tomahawk” i “Blok 99”. Tym razem dostajemy połączenie kina sensacyjnego w stylu filmów z lat 70-ych, kina klasy B i filmów Tarantino. DAC ma coś w sobie  też z seriali Davida Simona, miałem wrażenie jakbym oglądał  serial “The Wire”.

Film jest mocny, jeśli chodzi o brutalność, ale nie tak jak wcześniejsze produkcje tego reżysera. Ostatni akt to krwawy koszmar, są mocne sceny, czyli to z czego Zahler jest znany, ale też nie epatuje aż taką brutalnością jak w poprzednich filmach. Jest to też produkcja dla cierpliwych widzów, film ma typową leniwą narrację dla filmów Zahlera, a na dodatek trwa aż 158 minut, czyli do najkrótszych nie należy.

p16531609_i_h8_aa-4263306811-1555668058266

Pewnie wielu będzie narzekać na długość, ale ja się w ogóle nie nudziłem, nawet w długiej scenie, gdy Vaughn objada się w czasie obserwacji, która była zabawna. Nie uważam by reżyser przesadził z długością. Dzięki temu każdy wątek jest odpowiednio wygrany, od pierwszych minut wciągnąłem się w ten nihilistyczny kryminał. Świetnie wypadli w rolach zawieszonych gliniarzy Mel Gibson i Vince Vaughn. Można ten film nazwać buddy movie, ale bez śmieszkowania co błędnie sugerowały trailery. Tony Kittles w roli Henry’ego też daje radę, jest to równie ważna postać jak bohaterowie grani przez Mela i Vince’a. A na drugim planie  pojawia się sporo charakterystycznych i dobrych aktorów jak np. Udo Kier, Thomas Kretschmann i Don Johnson.

Co do roli Johnsona to występuje tylko w jednej scenie, w której przekazuje bohaterom, że zostają zawieszeni, ale w tej jednej scenie mocno zaznacza swój występ. Jest to  też ciekawa scena na poziomie meta, jak kojarzy się różne afery z Melem Gibsonem. Bohaterowie mówią o rasizmie (jak wiadomo rasizm zarzuca się Gibsonowi) i różnych nagraniach przez, które ludzie są oceniani. Nie wierzę, że to nie jest nawiązanie do nagrania gdzie groził aktor swojej dziewczynie, zwłaszcza że cały czas pokazywana jest twarz Mela w czasie tego dialogu, w którym padają słowa, że to media wydają wyroki na ludzi zamiast sądów. Może nie dokładnie taki tekst padł, ale sens zachowałem.

Scena jest też ciekawa z takiego powodu, że Johnson i Gibson w latach 80-ych, to były gwiazdy kina akcji (choć Mel był w latach 80 i 90 wielką gwiazdą nie tylko kina sensacyjnego). Mamy przecież scenę, gdy naprzeciwko siebie siedzą Martin Riggs z “Zabójczej broni” i Sonny Crockett z serialu “Miami Vice”. Sonny jest szefem Martina i on jest bohaterem w filmie, to on zrobił karierę, a stary Riggs jest zhańbionym gliniarzem. Przyznam, ze jest to dość sprytne zagranie ze strony reżysera na poziomie meta. Nie miałbym nic przeciwko, jakby Zahler w kolejnym filmie obsadził tych dwóch aktorów w rolach partnerów.

DAC to był jeden z najbardziej oczekiwanych przeze mnie filmów 2019 roku ze względu na Mela Gibsona i reżysera. Nie zawiodłem się, bo Zahler, który jest nie tylko scenarzystą i reżyserem, ale też napisał muzykę, stworzył kolejne znakomite męskie kino. Czekam na kolejne filmy Zahlera. Wcześniejsze jego filmy też mi się podobały, ale teraz to jest jeden z moich ulubionych reżyserów. Ocena: 5/6.

Elizabeth Harvest (2018)

Elizabeth przybywa do posiadłości swego świeżo poślubionego męża, genialnego naukowca. Dziewczyna ma wszystko czego zapragnie. Jest tylko jedno pytanie, które ją nurtuje: co dzieje się za zamkniętymi drzwiami laboratorium jej męża?

Film wizualnie jest bardzo ładny, kolorystyką przypominał mi filmy giallo, ale bardziej jest to produkcja przypominająca epizody serialu “Black Mirror”. Nieźle w roli głównej wypadła Abbey Lee, znana chyba najbardziej z ról drugoplanowych w “Mad Max Fury Road” i “Neon Demon”. Dziewczyna nie tylko zjawiskowo wygląda, ale też ma talent, potrafi grać.

Zaskakująco nie na miarę swoich możliwości, wypadł Ciaran Hinds. A poza tym mamy Carle Gugino, Dylana Barkera  i Matthew Bearda. Jeśli warto obejrzeć to dla roli młodziutkiej aktorki i kilku ciekawych wizualnych pomysłów. No i dla muzyki. Film ma fajny klimacik łączący SF z giallo, ale jest to zmarnowany potencjał. Ocena: 4-/6.

elizabethharvest-2

Fighting with My Family (2019)

Nie interesuje mnie wrestling mimo mojej sympatii do Dwayne’a Johnsona, wolę go jako aktora, a tą produkcję obejrzałem głównie dla Florence Pugh, jednej z najlepszych aktorek młodego pokolenia z Wielkiej Brytanii. Film opowiada o dzieciach, Zaku i Ray, miłośnikach wrestlingu mieszkających w małym miasteczku w Anglii, którym zamiłowanie do tej rozrywki wszczepili rodzice. Zak i Raya mają szanse dostać się do WWE, tylko że trener wybiera nie Zaka, ale jego siostrę.

Trailer sugerował lekki i komediowy film, a to w sumie jest obyczajowa produkcja o dziewczynie z niskich sfer dzięki której wrestlerki zaczęto lepiej traktować.  Dla fanów Rocka mam taką wiadomość, że gra mały epizod,  ale jak już zaznaczyłem nie obejrzałem dla niego, tylko dla aktorki, która ostatnio zasłynęła świetnymi rolami w np. serialu “The Little Drummer Girl” i filmie “Lady M.”

Pugh dobrze wypadła w lżejszej produkcji niż zwykle grywa, ale to dla mnie żadne zaskoczenie, bo ona po prostu nie potrafi grać poniżej dobrego poziomu. Jej rodziców grają Nick Frost i Lena Headey. Frost wypadł spoko, ale Lena tak mi się zaszufladkowała jako Cersei, że nawet jak gra zupełnie inną postać, to widzę w niej siostrę Jamiego Lannistera z “Gry o Tron”. A poza obsadą to przyznam, że nie wiele z filmu pamiętam, tak mi średnio wszedł. Ocena: 3.5/6.

Finding Steve McQueen (2018)

Film o napadzie na bank kalifornijski w latach 70-ych, który miał związek z prezydentem Nixonem. Fajna obsada (Travis Fimmel, William Fichtner, Rachael Taylor, Forest Whitaker, Lily Rave, John Finn, Louis Lombardi) i ciekawa historia, ale jak na heist movie, to film jest strasznie nijaki i przynudzający, choć trwa jedynie 90 minut. Co do większości aktorów nic nie mam, oprócz Fimmela, znanego najlepiej z serialu “Wikingowie”, który fajnie, że postanowił wyjść poza role przypominające Ragnara, ale nie do końca kupiłem go w roli sympatycznego złodzieja oraz fana McQueena.

Przez sporą część filmu wydawało się, że udało mu się stworzyć postać, która nie kojarzy się z Ragnarem, ale czym bliżej końca to coraz więcej widziałem w tym bohaterze wikinga. Wygląda na to, że Fimmel nie gra w filmach co jest po prostu sobą, bo w każdej produkcji co go widziałem, to zawsze ma tą  samą manierę grania, czyli te same uśmieszki, tak samo się zachowuje. Ocena: 3.5/6.

Greta (2019)

Frances znajduje torebkę, która należy do starszej kobiety, Grety, mieszkającej samotnie. Dziewczyna, która straciła niedawno mamę zaprzyjaźnia się z Gretą, której zmarł mąż co nie podoba się jej przyjaciółce. Porządny dreszczowiec Neila Jordana oparty na scenariuszu zahaczającym o kino klasy B, ale dzięki doświadczonemu reżyserowi znanemu m.in. z “Wywiadu z Wampirem” czy “Gry pozorów” można na filmie dobrze się bawić, jeśli zaakceptuje się kampowość produkcji.

Raczej każdy się domyśli w jaką stronę historia zmierza, ale film trzyma w napięciu. No i wizualnie jest ładny co jest tradycją u tego reżysera.  Obsada też daje radę, czyli Isabelle Huppert, Chloe Grace Moretz i Maika Monroe. Lubię filmy Jordana, nawet jak kręci kino klasy B, bo tworzy produkcje w klasycznym stylu, trochę jak z zeszłej epoki. Ocena: 4/6.

Happy Death Day 2U (2019)

Udana kontynuacja “Śmierć nadejdzie dziś” z równie świetną co w poprzednim filmie Jessicą Rothe w roli Tree. Ale jeśli spodziewacie się mieszanki slashera z komedią w stylu “Dnia Świstaka” to musicie zmienić oczekiwania, bo w dwójce slashera nie ma. Część druga to mieszanka SF o pętlach czasowych z komedią. Mnie nie przeszkadza, że twórcy ewoluowali z cyklem w inne gatunki, ale dla wielu widzów, to może być nie do przełknięcia. Nie mam też nic przeciwko kolejnej części co sugeruje scena po napisach, oczywiście jeśli poziom zostanie utrzymany. Dla mnie nieważny gatunek, jeśli film sprawia sporo zabawy, tak jak jest w tym przypadku. Ocena: 4.5/6.

https _blogs-images.forbes.com_scottmendelson_files_2018_10_MV5BNWQ5NTA0MWQtMWVmNS00ZTU4LThlYzAtZWU3YjRlZjBmZTBlXkEyXkFqcGdeQXVyNjQ4ODE4MzQ@._V1_-1200x674

London Fields (2019)

Film z byłym małżeństwem, czyli Johnny Deppem na trzecim planie i Amber Heard w roli głównej. Widocznie gdy film kręcono w 2015 rok,u to jeszcze między nimi było dobrze, choć nie mają żadnej wspólnej sceny, albo musiałem akurat usnąć na chwilę i przegapiłem, bo tak to “ciekawy” film był, że ciężko było nie odpłynąć.  Podobno film przeleżał kilka lat na półce z powodu zbyt pikantnych scen z dublerką Amber Heard o których aktorka nie wiedziała jak podpisywała kontrakt. I w końcu film można obejrzeć, ale widocznie postawiła aktorka na swoim, bo nie ma żadnych pikantnych scen.

Może kiedyś wyjdzie directors cut ze scenami z dublerką, ale szczerze to nie obejrzę, bo w wersji jaką możemy obejrzeć, jest to masakrycznie nudny i słaby czarny kryminał. Niby ma wszystko co powinien, czyli fajny klimacik, trochę jak z kina noir i trochę jak z “Sin City”, ale coś nie pykło jak trzeba. Na dodatek super obsadę mamy, która się marnuje. Oprócz Deppa i jego byłej żony w roli femme fatale są też Bob Thornton w roli pisarza, Theo James w roli zakochanego w femme fatale i Jim Sturgess, który ma sporo zabawy grając obrzydliwego bandziora, ale nawet obsada nie pomoże, bo to jest nieudany film.

Gdybym nie wiedział, że twórcy sądzą się z aktorką o sceny erotyczne jej dublerki, to pomyślałbym, że producenci przez 4 lata odkładali premierę, bo skapnęli się jaki powstał okropny i nudny paździerz. Dziwi mnie też co Heard tak się martwiła o swoją dublerkę (może zazdrosna?), zwłaszcza, że sama lubi rozbierać się w filmach. Heard nie jest świętoszkiem, nie ma problemów z nagością w filmach.  A co do filmu to postawię 2/6. Dla mnie jest to czołówka najgorszych filmów jakie widziałem w tym roku, nie dam mniej tylko ze względu na Heard i resztę obsady. No i lubię czarne kryminały.

Mary Poppins Returns (2018)

Bardzo lubię musicale, zwłaszcza z ostatnich kilkudziesięciu lat (np. genialne “Moulin Rouge”), ale klasycznymi też nie pogardzę, tak jak w tym przypadku. Jest to kontynuacja filmu z lat 60-ych, którą stworzył jeden ze specjalistów od musicali, czyli Rob Marshall. Stworzył kino wyglądające jak sprzed sześciu dekad i film nad którym unosi się duch Gene’a Kelly’ego. W roli enigmatycznej Mary Poppins obsadzono Emily Blunt, która wypadła idealnie.

Fajnie zobaczyć aktorkę w roli gdzie się uśmiecha, szarżuje, śpiewa, a nie gra znowu smutasa. Widać jaką miała frajdę na planie. Nie dziwię się, że dla wielu jej fanów, to jedna z jej najlepszych, jeśli nie najlepsza rola w karierze. Dobra jest też gwiazda Broadwayu, czyli Lin Manuel Miranda. Ciekawy epizod ma Meryl Streep, jedna scena, ale kapitalna w swej absurdalności. Jest też Ben Whishaw, który tym razem nie gra geja, ale męża co stracił żonę. Występuje też Colin Firth, ale niestety nie ma za wiele do grania. Jeśli warto obejrzeć to dla Bunt i Lin Manuela, którzy doskonale bawili się na planie, tryskają pozytywną energią, ale przyznam, że mnie trochę zmęczyło to magiczne show, choć doceniam wyobraźnię twórców i realizację. Ocena: 3.5/6.

thumbnail.45694.4

Mary Queen of Scots (2018)

Historia życia Marii Stuart, która po powrocie do Szkocji odzyskała należny jej tron, ale utrzymywała, że należy jej się tron Anglii. Szkocja i Anglia była wówczas pod władaniem jej kuzynki, Elżbiety I.  Dobry dramat historyczny, który ogląda się jak porządną sztukę teatralną co nie jest zaskoczeniem, bo Josie Rourke wcześniej pracowała w teatrze. Brawa dla reżyserki za tak dobry i dojrzały debiut filmowy.

Film się broni nie tylko samą historią, która jest bardzo ciekawa (zwłaszcza jak nie zna się historii Anglii i Szkocji), ale też jak już wspomniałem reżyserią oraz aktorstwem. Dobra jest Margot Robbie w roli Elżbiety, choć jest to rola bardzo drugoplanowa. Ale jeszcze lepsza jest w roli tytułowej Saoirse Ronan. Na drugim planie też trochę dobrego aktorstwa mamy w wykonaniu np. Davida Tennanta, Guya Pearce’a, ale najważniejsza jest Ronan Oprócz reżyserii i aktorstwa wyróżniłbym też piękne zdjęcia, muzykę, scenografię i kostiumy.

screen_mary_queen_of_scots_focus_features

Scenarzystą jest Beau Willimon, który najlepiej znany jest jako twórca serialu “House of Cards”, czyli produkcji o walce polityków o władze gdzie bohaterowie nie biorą jeńców, z nikim się nie patyczkują. Muszę przyznać, że coś z tej produkcji z Kevinem Spacey jest w tym dramacie historycznym, który przypomina właśnie trochę ‘Domek z Kart”, tylko akcja dzieje się w Szkocji i Anglii i  wśród polityków XVI wieku. No i główna bohaterka to nie jest Frank Underwood ani jego żona, zupełne przeciwieństwo tych antybohaterów.

Choć też Ronan nie gra idealnej bohaterki, Irlandka tworzy rolę pełnokrwistą o kilku odcieniach, podobnie jak Margot Robbie. Ale nie tylko z “Domkiem z Kart” mi się film skojarzył, bo też miałem wrażenie, jakbym oglądał film w stylu seriali takich jak “Rzym”, “Dynastia Tudorów” i “Gra o Tron” (tylko bez elementów fantasy). Ocena: 4.5/6.

Nightbreed (1990)

Powtórzyłem sobie po wielu latach “Nocne Plemię”, czyli najbardziej znany film Clive Barkera, oprócz “Wysłannika Piekieł”, ale w wersji director’s cut, czyli dłuższej o 20 minut od kinowej wersji. Choć przyznam, że nie wiem jakie sceny dodano, usunięto, zmieniono, bo filmu nie widziałem wieki. Wiem że jest też Cabal’s Cut, dłuższa wersja o 40 minut, ale tej nie miałem okazji obejrzeć.

Powtórka pokazała, że film słusznie dorobił się kultu mimo tego, że nie był zbyt dużym hitem. Uważam że szkoda, bo to jeden z ciekawszych miksów fantasy dla dorosłych z horrorem w stylu Clive Barkera, który się wcale tak mocno nie zestarzał, film się dobrze ogląda. Oczywiście to nie produkcja bez wad, tempo jest bardzo szybkie, jakby sporo scen wyleciało i aktorsko też jest bardzo drętwo, ale podobnie jest w “Hellraiser”. Nawet David Cronenberg nie uważam by grał lepiej od reszty aktorów.

Ale za to film nadrabia klimatem i scenografią podziemnego świata, charakteryzacją aktorów w rolach mieszkańców Midian. Szkoda że nie powstały kolejne części rozbudowujące mitologię tego świata Barkera.  Chętnie bym obejrzał serial pokazujący i rozbudowujący ten świat lepiej jak film. Dziwne, że w czasach, gdy w telewizji i na platformach można pokazać wszystko, to jeszcze nikt nie wpadł na pomysł serialu pokazującego to fascynujące uniwersum Barkera. Ocena: 4/6.

nightbreed_shunasassi

Piercing (2018)

Historia statecznego męża i ojca, którego gra Christopher Abbott, czyli aktor z twarzą budzącą zaufanie i mający rozczulające spojrzenie niczym Bambi, widać że muchy by nie skrzywdził, który melduje się w eleganckim hotelu, gdzie planuje zamordować prostytutkę. Wszystko starannie przygotował, ale nie przewidział tego, jak sytuacja może się rozwinąć. Tak prawdę powiedziawszy to nie jestem pewien do końca, co reżyser mi chciał przekazać w tym filmie. Lubię Mia Wasikowską i Christophera Abbotta oraz oryginalne i porąbane filmy, ale film mogę tylko polecić miłośnikom sado maso, jest to obowiązkowa lektura dla nich;) Choć chyba nawet oni się zawiodą, bo w filmie nie ma aż tak znowu dużo przemocy i sadyzmu.

A na poważnie to zmarnowany potencjał na dobry horror/thriller, można było z tej historii wyciągnąć o wiele więcej i nie chodzi mi o sceny sado maso. Oprócz aktorów podobała mi się muzyka i to wszystko. Choć cały soundtrack jest “pożyczony”, składa się z muzyki z innych filmów. Mamy zastosowany podobny pomysł jaki stosuje najbardziej znany kinowy złodziej, czyli Tarantino w swoich filmach do których kradnie muzykę z innych dzieł. W tej obowiązkowej lekturze dla fanów sado maso mamy choćby utwory zespołu Goblin z filmów giallo, produkcji Dario Argento, ale nie tylko. Ocena: 3.5/6.

Slaughterhouse Rulez (2018)

Podczas odwiertów w kopalni gazu łupkowego inżynierzy uwalniają krwiożercze potwory. Niebezpieczne stworzenia zagrażają pobliskiej szkole. Simon Pegg i Nick Frost znowu razem, a poza tym Asa Butterfield i Michael Sheen, tylko co z tego jak ta mieszanka komedii, sf i horroru jest koszmarnie nudna. Ocena: 2.5/6.

Stan and Ollie (2019)

Rok 1953. Mający dawno za sobą najlepsze lata kariery, Laurer i Hardy, wyruszają na wyczerpującą trasę po Wielkiej Brytanii gdzie występują w teatrach dla ich wiernych fanów. Jest to miłosny list dla Flipa i Flapa, ale nie skupiający się na momencie jak byli u szczytu sławy, tylko o najmniej znanym momencie ich kariery, czyli na ostatnich latach ich współpracy, gdy widownia już nie chciała ich oglądać. Pamiętali o nich jedynie wierni widzowie, którzy przychodzili na ich występy w Anglii.

Uwielbiałem oglądać za dzieciaka Flipa i Flapa, chyba nawet bardziej ich ceniłem jak Charliego Chaplina i Bustera Keatona, więc chętnie obejrzałem film o latach kariery, których w filmach się raczej nie pokazuje, bo biopicy skupiają się przede wszystkim na najlepszych latach kariery różnych gwiazd. Dostałem piękny film o przyjaźni, choć widać, że było między nimi czasami ciężko, z doskonałymi rolami Johna C. Reilly w roli Flapa i Stevena Coogena w roli Flipa. Nie wiem, który z nich jest lepszy, ale za to wiem, że  panowie są po prostu fenomenalni. Reilly’ego tak ucharakteryzowali, że wygląda jak Oliver Hardy, w ogóle zapomina się o charakteryzacji, która jest doskonała. Dla mnie jest to rola na miarę występu Oldmana w roli Churchilla, który też miał  kilogramy charakteryzacji, a pomimo tego stworzył pełnokrwistą i prawdziwą postać, podobnie jak Reilly.

Stan-And-Ollie-Movie-Review

Równie dobry jest Coogan, który dosłownie wygląda i zachowuje się jak Stan Laurel. W ogóle zapomniałem, że widzę na ekranie aktorów wcielających się w gwiazdy kina, tylko uwierzyłem, że widzę Stana i Ollie’go. Coogan gra Flipa przez którego Flap w filmach wpadał w kłopoty, ale jak z filmu wynika, to właśnie Laurel odpowiadał za ich popularność, to on wymyślał skecze, żarty i piosenki. Jeśli jesteście fanami Olivera Hardy i Stana Laurela to jest dla Was obowiązkowy seans. Choć wydaje mi się, że każdy będzie się na tej produkcji dobrze bawił. Ocena: 4.5/6.

The Catcher Was a Spy (2018)

Film wojenno szpiegowski z Ant-manem w roli baseballisty, który został szpiegiem. Razem z Sam Goudsmitem i Robertem Furmanem mają za zadanie dowiedzieć się, czy Niemcy razem z Heisenbergiem planują zbudować bombę atomową. Średnie kino, które bez bólu się ogląda głównie dzięki obsadzie, bo oprócz Paula Rudda mamy Pierfrancesco Favino, Anne Geislerovą, Toma Wilkinsona, Connie Nielsen, Marka Stronga, Shea Whighama, Hiroyuki Sanade, Jeffa Danielsa, Guya Pierce’a i Paula Giamatti, ale z taką obsadą to mógł być o wiele lepszy film. Ocena: 3.5/6.

The Emperor of Paris (2018)

Vidocq po ucieczce z więzienia ukrywa się jako handlarz tkanin. Kiedy jego kryminalna przeszłość go dogania, wchodzi w układ z miejscową policją i podejmuje się oczyszczenia paryskich ulic ze złodziei i morderców. Dobre kino francuskie opowiadające o awanturniku François Vidocqu, a raczej drobny fragment jego fascynującego  życia.

Brawa dla twórców, że w dwie godziny udało się przedstawić historię tak, że nie pogubiłem się i nie ma wrażenia pójścia na skróty, a wątki, których jest dużo, ładnie się łączą i wybrzmiewają. Choć przyznam, że z tej historii byłby jeszcze lepszy serial, nawet na 10 jak nie więcej sezonów.

W filmie przedstawiono jedynie drobny fragment życiorysu Vidocqa, czyli jak ze słynnego awanturnika, który od 13 roku życia wymykał się francuskiemu prawu, stał się pracownikiem policji rozpracowującym dobrze znany mu francuski półświatek. W dowód zasług dostał ułaskawienie i został szefem wydziału kryminalnego. No i założył pierwszą na świecie agencję detektywistyczną.

maxresdefault

Chętnie obejrzałbym cały cykl filmów o nim, a jeszcze lepiej serial. Wszyscy bohaterowie, jak np. pracownicy Vidocqa, baronowa grana przez Kurylenko, albo czarne charaktery, są tak ciekawi, że chętnie zobaczyłbym serial, gdzie każdy z bohaterów jest odpowiednio rozwinięty.

Reżyseria, scenariusz, kostiumy, scenografia, muzyka, jak to we francuskim kinie bywa trzyma wysoki poziom.  Podobnie aktorsko nie ma do kogo się przyczepić. Vincent Cassel świetnie spisuje się w głównej roli, podobnie jak cała obsada na czele z Olgą Kurylenko. Świetne zrealizowane są pojedynki, strzelaliny, które są brutalne, ale też nie przesadzono. Ocena: 4.5/6.

The Lego Movie 2: The Second Part (2019)

Lubię część pierwszą “Lego Movie”, ale nie zachwycałem się też tym filmem jak większość widzów. W przypadku części drugiej mimo tego, że jest wiele świetnych pomysłów (np. świat jak z “Mad Maxa”) i kilka ciekawych twistów fabularnych, sporo żartów popkulturalnych i jeszcze lepszej animacji jak w przypadku jedynki, to przyznam, że mnie film zmęczył, zwłaszcza tym jak dużo się tutaj dzieje na pierwszym, drugim i trzecim planie. Nie jest to zła produkcja i nie powiem, że przeładowana, bo podobnie było w poprzednim filmie, gdzie ilość żartów na sekundę nie przeszkadzała mi (tak samo jak w “Batmanie Lego”, który wolę od “Lego Movie”), ale więcej jak 4-/6 to nie postawię.

The Perfection (2018)

Jest to produkcja, którą zakupił Netflix na swoją platformę po sukcesie z jakim się film spotkał na Fantastic Fest, czyli  festiwalu zajmującym się gatunkiem SF i horroru. Wcale się nie dziwię, bo to dobra mieszanka thrillera i horroru ze świetnymi rolami Allison Williams i Logan Browning. Aktorki grają dziewczyny utalentowane muzycznie, które się zaprzyjaźniają. Nic więcej nie powiem, bo to jest taki film o którym lepiej przed seansem nie wiedzieć nic, nie oglądać trailerów, tylko oglądać. Choć przyznam, że film byłby jeszcze lepszy, gdyby reżyserem był David Lynch albo David Cronenberg u szczytu formy, bo to jest idealna tematyka dla tych reżyserów. Ocena: 4.5/6.

011641211.jpg

The Pool (2018)

Day zasypia na materacu w basenie. Gdy się budzi poziom wody jest tak niski, że nie może wyjść z basenu. W okolicy krąży krokodyl. Jeśli jesteście miłośnikami gatunku horroru jakim jest animal attack to polecam Wam “Basen”. Film całkiem nieźle trzyma w napięciu i jest fajnie nakręcony. A oprócz głównego bohatera mamy też psa Lucky/Szczęściarza o którym wspominam nie przypadkowo, bo odgrywa bardzo ważną rolę, bierze czynny udział w wydarzeniach.

Dla mnie jest to produkcja  na 4-/6, ale fanom tego gatunku pewnie bardziej się spodoba. Przyznam, że pech jaki bohatera spotyka zaczął mnie wnerwiać czym dłużej film oglądałem (nie wierzę że nazwanie psa Szczęściarzem to był przypadek, tylko jest to  żart scenarzystów). No i to co chyba w każdym filmie z tego gatunku wkurza mnie, czyli czym bliżej końca, to coraz bardziej niewiarygodnie się robi.

The Quake (2019)

Kilka lat po wydarzeniach z filmu “Bolgen/Fala” geolog Kristian boryka się z zespołem stresu pourazowego. Jego była żona Idan wychowuje samotnie dzieci, postanawiają naprawić relacje. Nie wiedzą jednak, że dojdzie do trzęsienia ziemi. Niby typowy film katastroficzny opierający się na kliszach, ale od hollywoodzkich produkcji wyróżnia go to, ze wcale nie jest najważniejsza rozwałka, która następuje po godzinie, tylko Kristian i jego rodzina, którzy nie stanowią dodatku do akcji, ale jego emocjonalne sedno. Udało się twórcom niski budżet zamienić w zaletę.

Przez połowę filmu obserwujemy Kristiana jak próbuje wszystkim udowodnić, że dojdzie do trzęsienia, ale nikt mu nie wierzy. Oglądamy do pewnego czasu dramat psychologiczny o rodzinie, która próbuje poskładać swoje życie do kupy. No i mnie spodobało się takie podejście. Dzięki temu z jaką empatią twórcy potraktowali rodzinę, to jak zaczyna się trzęsienie film trzyma w napięciu.

Bohaterowie dzięki takiemu rozwiązaniu stali się bliscy, przynajmniej dla mnie. Zależało mi, aby wszyscy przeżyli, trzyma się za rodzinę kciuki. Jeden z niewielu katastroficznych filmów, w którym rozpierducha nie jest najważniejsza, ale główni bohaterowie. Jedynie co rozczarowuje to zakończenie, które jest pośpieszne i jakby ucięte. Miałem takie wrażenie jakby twórcy skapnęli się, że film się kończy i brakło kasy, więc trzeba zakończyć film jak najszybciej. Ocena: 4/6.

The Wandering Earth (2019)

Jeden z największych hitów w Chinach, który można zobaczyć na Netflixie z pomysłem wydającym się dość absurdalnym, ale nie jestem naukowcem więc mogę się mylić;)           Jest to produkcja o dosłownie wędrującej Ziemi przez kosmos. W wyniku zagrożenia życia na Ziemi przez katastrofy i ze strony słońca, które w ciągu 20 lat zamieni się w czerwonego olbrzyma doprowadzi to wszystko do unicestwienia Układu Słonecznego. Ludzkość przygotowuje się do podróży Ziemi, skierowania jej do układu Alfa Centauri. W czasie podróży planety przez kosmos dochodzi do wydarzeń w wyniku, których grozi naszej planecie zderzenie z Jowiszem.

Chcieli Chińczycy pokazać, że potrafią kręcić filmy wysokobudżetowe dorównujące rozmachom superprodukcjom z Hollywood. Więc stworzyli film będący mieszanką pomysłów z filmów Emmericha, takich jak “2012”, “Pojutrze” z “Armageddonem” Michaela Baya (jest wiele scen i wątków zapożyczonych z tej produkcji) . Ale moim zdaniem nie powinni Chińczycy czerpać pomysłów z Hollywood, bo dobrze im wychodzi jak kręcą superprodukcje oparte na własnych pomysłach.

Wielokrotnie kino azjatyckie, nie tylko chińskie udowodniło, że potrafią dobrą superprodukcję nakręcić bez inspirowania się superprodukcjami z USA. Ale muszę przyznać, że film jest rozbuchany niesamowicie, polecam oglądać z dobrym nagłośnieniem i na jak największym ekranie, bo to co się dzieje na ekranie, to nawet nie wiem z czym porównać jeśli chodzi o skalę wydarzeń. Jak powiem że DUŻO się dzieje i wielki rozmach, to i tak powiem za mało, bo film jest EPICKI. Może ujmę to tak jak Siara w “Kilerze”, czyli mają rozmach skurwisyny:)

the-wandering-earth-1

Ale co tam rozmach skoro film jest strasznie chaotyczny. Dzięki temu ile filmów z Azji obejrzałem, to od dawna nie mam problemu z rozróżnianiem aktorów azjatyckich, z czym ma problem wielu widzów, ale przyznam, że w tym przypadku miałem problem z tym kogo w danym momencie widzę, kto właściwie zginął, itd. Nie dość, że film jest chaotyczny to rozróżnianie bohaterów utrudnia też to, że większość postaci cały czas chodzi w skafandrach, czyli twarzy bohaterów nie widać.

Na dodatek film jest patriotyczny w chińskim najgorszym stylu. Wszyscy grają jeszcze bardziej podniośle i górnolotnie, jak w innych chińskich produkcjach ku pokrzepieniu serc. Wiec drą się, krzyczą i płaczą tak jak tylko Azjaci potrafią, co dla wielu widzów nie zaznajomionych z azjatyckim kinem może być nie do przeskoczenia. Więc nie mogę postawić więcej jak 3/6, ale to tylko za rozmach i efekty specjalnie. Liczyłem na wiele więcej, bo kino azjatyckie, w tym rozrywkowe, prezentuje bardzo dobry poziom od wielu lat, ale akurat NIE w tym przypadku.

Underdog (2019)

Dobre role Lubosa, Popławskiej i Janusza Chabiora w pierwszym polskim filmie o MMA, ale nawet obsada nie ratuje tego słabego filmu. Widziałem kilka dni temu, a film już całkowicie wyparował mi z głowy i nie z powodu sklerozy. Ocena: 3-/6.

Us (2019)

Gdy debiutujący reżyser odnosi ogromny sukces kasowy swoim pierwszym filmem i dodatkowo zachwycają się filmem krytycy i dziennikarze w USA, tak jak było z debiutem Jordana Peele’a “Uciekaj!”, to oczekiwania do drugiego filmu zawsze są podniesione do granic możliwości. W takich wypadkach drugi film może rozczarować wielu widzów, kino znało już takie przypadki, ale na szczęście nie jest tak w tym przypadku.

Ja co prawda “Get Out!” nie uważam za tak przełomowe dzieło jak amerykanie (choć rozumiem czemu dla nich to tak ważny film jest), tylko jedynie za dobre kino rozrywkowe bawiące się gatunkami. Identyczne zdanie mam w przypadku “To My”, który jest dla mnie horrorem, ale takim na którym będą się też dobrze bawić osoby co nie przepadają za tym gatunkiem, gdzie groza i napięcie przeplata się z humorem, czyli trochę jak w serii “Krzyk” Wesa Cravena. Choć film Peele’a to nie jest produkcja wyśmiewająca gatunek, ani horror na poziomie meta, gdzie bohaterowie są świadomi reguł slasherów, a morderca to miłośnik horrorów.

Peele ma talent do budowania scen trzymających w napięciu, a jednocześnie dodaje humor co nie zgrzyta. Drugim filmem potwierdził, że to nie był przypadek jak mu wyszedł pod względem technicznym debiut, bo “Us” jest równie dobrze zrealizowany jak debiut. Reżyser panuje nad całym filmem idealnie. Film ma świetne zdjęcia, genialną muzykę (oryginalną i piosenki jakie wykorzystano) i jest dość oryginalny, jeśli chodzi o formę, bo wiele scen dzieje się w dzień co raczej w horrorze nie ma miejsca.

Film Title: Us

“To my” ma dość lekki ton i też nie ma przesadnie brutalnych scen, których reżyser i scenarzysta unikają, więc to jeden z tych horrorów, który mogą obejrzeć też widzowie nie przepadający za tym gatunkiem. Oprócz strony technicznej czyli reżyserii, zdjęć, montażu i doskonałej muzyki muszę pochwalić aktorstwo. Mam na myśli wszystkich aktorów, na pierwszym i drugim planie, w tym dzieciaki.

Nie przeszkadza mi to, że ojciec rodziny to czasami fajtłapa, który wprowadza do filmu najwięcej humoru. Ale też nie przeszarżował roli Winston Duke, zresztą sporo się udaje też Gabe’owi. Nie narzekam bo to miała być taka rola, że ojciec rodziny robi za damę w opałach, a mama jest tą, która walczy o rodzinę, czyli odwrócenie schematu znanego nie tylko w horrorze. Ale osobne słowa uznania należą się Lupicie Nyong’o, która wymiata jako Adelaide i jej zły bliźniak.

Co do scenariusza można się przyczepić, ale mnie to nie przeszkadza, bo traktuję tą produkcję nie jak wybitne dzieło, ale rozrywkę oddającą hołd filmom klasy B. Jest to produkcja inspirowana klasykami kina i telewizji z gatunku horroru i SF, np. Strefą Mroku, która znana jest choćby z tego, że często odcinki kończyły się zwrotami akcji, podobnie jak “Us” (zresztą Peele współtworzy nową wersję “Strefy Mroku”).

Więc nie mam nic przeciwko twistowi rodem z filmów Shyamalana na koniec, kupuję go. Dla mnie to kolejny dobry rozrywkowy film Peele’a, ale podobnie jak “Uciekaj!” nie jest to żadne arcydzieło, tylko dobra rozrywka. Czekam na kolejne filmy Peele’a, bo facet ma talent do przetwarzania znanych i ogranych już wielokrotnie schematów znanych z horrorów i SF w ciekawą rozrywkę. Ocena: 4.5/6.

11-us-trailer-jordan-peele.w700.h467

Vice (2018)

Dobra rola Christiana Bale’a w roli Dicka Cheneya oraz Amy Adams, Sama Rockwella plus ciekawe podejście do kina biograficznego, bo bardziej jest to eksperyment filmowy z ciekawą stroną formalną i sporą dawką humoru niż typowy film biograficzny. A poza tym doskonały montaż i dobra reżyseria, ale przyznam, że po godzinie film mnie zaczął nudzić i dlatego postawię 4-/6, choć doceniam całą robotę filmową po obu stronach kamery.

Zabawa zabawa (2018)

Pomimo dobrych ról Agaty Kuleszy, Doroty Kolak i Marii Dębskiej oraz tematyki, która w polskim kinie rzadko jest poruszana, czyli alkoholizmu wśród kobiet, to nie jest tak dobra produkcja jak poprzednie filmy Kingi Dębskiej, jak np. “Moje córki krowy”, tylko zwykły średniak. Ocena: 3.5/6.

5c2fc805211ee_o_full

Advertisements
Maj 2019 – filmy

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.