Czerwiec 2019 – filmy

Cyborg-z-dusza-czyli-nowy-zwiastun-adaptacji-mangi-Alita-Battle-Angel-w-rezyserii-Roberta-Rodrigueza_article

Alita: Battle Angel (2019)

Pomimo średnich recenzji od krytyków i dziennikarzy tej adaptacji mangi, to miałem nadzieję na dobrą rozrywkę, bo większość opinii od zwykłych widzów jest raczej na plus. Więc miałem nadzieję, że też będę zadowolony, a mam bardzo mieszane uczucia co do Ality. Od razu powiem, że to co wszyscy chwalą to prawda, w tych elementach jest dobrze.

Więc jeśli chodzi o główną bohaterkę, to jest świetnie wykreowana, nie przeszkadzają duże oczy, Rosa Salazar daje bardzo radę w tej roli (zresztą każdy aktor daje radę co gra cyborga, nawet jak tylko podkłada głos), tak samo świat jest ciekawy i chciałoby się go poznać jeszcze lepiej. To jest na plus, podobnie jak wszystkie sceny akcji, które są mocne i brutalne. Wiadomo, że cyborgi nie mają krwi, więc można pokazywać sceny np. rozrywania ciał, urywania głów, i takie sceny przejdą w kategorii PG -13 jeśli nie jest pokazany rozrywany człowiek. A jak zginął pies to kamera uciekła i to pokazuje jaką absurdalną polityką się w USA kierują w przypadku kategorii wiekowych.

799860_1.1

Przypomniała mi się w czasie seansu filmu Rodrigueza podobna sytuacja w serialu animowanym Samurai Jack gdzie też jest dużo mocnych scen. Główny bohater nie oszczędza przeciwników, a sceny są brutalne, ale że nie walczył z ludźmi, więc pokazywane wszystko jest dokładnie. A wracając do adaptacji mangi to czuć klimat filmów Jamesa Camerona z lat 80 i 90, który jest producentem i scenarzystą. Filmy Camerona może nie wyróżniają się historią, ale za to nadrabiają scenami akcji i realizacją, stroną techniczną.

Ale niestety jest w tej produkcji też nieszczęsny wątek romantyczny, który przynudza okropnie. No i nie ma chemii między Salazar i aktorem co gra jej przyjaciela, więc nie wierzy się w ich uczucie, mimo starań aktorów, zwłaszcza Salazar, ale to nic dobrego nie przynosi, jak wątek ten leży. Nie miałbym problemu z tym wątkiem, jakby nie był aż tak istotny, jakby nie był na planie pierwszym, ale niestety jest i to całe love story wybijało mnie z filmu. Dosłownie przysypiałem na tym melodramacie, a budziłem się gdy Alita kopała tyłki cyborgom, bo to było coś na co się patrzyło z prawdziwą przyjemnością.  Sceny akcji zrealizowane są tak jak Cameron do tego przyzwyczaił w swoich filmach, czyli nie można się do nich przyczepić.

alita-clip

Niby Robert Rodriguez jest reżyserem filmu, ale czuć rękę mojego ulubionego reżysera, którego każdy film mi się podoba (oprócz Piranii 2). Mam na myśli nie tylko te największe hity jak Avatar, Titanic, Terminator 1 i 2, Obcy 2 decydujące starcie, ale też te mniej znane, choć odniosły sukces jak Prawdziwe kłamstwa, czy te co poniosły klapę jak Otchłań, którą uwielbiam.  Lubię też te do których pisał scenariusze jak np. Dziwne dni z Ralphem Fiennesem. Wszystkie z filmów Camerona mają prostą fabułę, ale nie prostacką i nadrabiają techniczną stroną, która nie zestarzała się w żadnym filmie ani trochę (no możo w pierwszym Elektronicznym Mordercy). A co najważniejsze w każdym filmie Camerona są emocje, ale jak już pisałem watek emocjonalny w Alicie w ogóle nie działa.

Kolejną wadą są role Waltza (choć on gra dobrze tylko w filmach Tarantino), Mahershala Ali, Jennifer Connelly, których talentu aktorskiego w ogóle nie wykorzystano. Zmarnowano potencjał aktorów, o wiele lepiej wypadają ci co grają cyborgów. A gdyby tego było mało, to film się zakończył tak jakby Cameron i Rodriguez byli pewni, że powstanie ciąg dalszy. Jest to wkurzające, bo  mimo narzekania na sporo rzeczy, to chętnie obejrzałbym ciąg dalszy, ale nie wiadomo czy w ogóle powstanie. Inna sprawa, że byłem pewien, iż minęła moda na planowanie całej franczyzy przed premierą pierwszego filmu i zakładania z góry sukcesu, że będą kolejne filmy.

Alita-Heart

Więc po obejrzeniu Ality trochę się czułem tak jakbym obejrzał pilota serialu, którego nie wiem czy doczekam. Trochę podniosę ocenę za Rose Salazar/Alitę i sceny akcji, ale powinienem dać mniej temu ukochanemu projektowi Jamesa Camerona, który chciał zrealizować od 20 lat, ale w końcu oddał twórcy Desperado zajęty kolejnymi częściami Avatara, choć i tak nadzorował podobno na tyle na ile mógł produkcję. Ocena: 4=/6.

– Avengement (2019)

Jedno z lepszych filmów ze Scottem Adkinsem, choć nie ma tutaj tak wymyślnej choreografii, jak np. w Ninja 2 czy całym cyklu o Boyce, tylko są to bójki w bliskim kontakcie, bez miejsca na gimnastyczne popisy. Film jest też bardzo brutalny jak na filmy Adkinsa, pewnie dlatego, że to produkcja angielska.

Anglik gra tym razem drobnego złodziejaszka, który zostaje wrobiony przez swojego brata – gangstera i trafia do więzienia.  W zakładzie karnym codziennie więźniowie próbują go zabić, więc Cain aby przeżyć postanawia każdy dzień w kiciu traktować jak pole walki. No i dzięki temu zamienia się w bezwzględną maszynę do walki i zabijania. Po śmierci mamy ucieka z więzienia i postanawia zemścić się na bracie.

Adkins musi tęsknić za Boyką, choć wraca do tej roli co kilka lat w kolejnych odsłonach cyklu, bo główny bohater bardzo przypomina rosyjskiego zawodnika, nie tylko z zachowania, ale też z wyglądu, tylko Cain  wygląda jeszcze paskudniej. Dobre angielskie mordobicie, ostre, brutalne, ale też jest sporo humoru (zapomniałem dodać, że fajny główny motyw leci cały czas w tle) przez co kojarzył mi się trochę  film z pierwszymi filmami Guya Ritchiego. Ocena: 4/6.

avengement1-700x500

Captain Marvel (2019)

Kapitan Marvel to produkcja na typowym poziomie większości filmów z uniwersum MCU, ale z tych przedstawiających nowych bohaterów, czyli porządna, miejscami dobra robota. Jedyna różnica od innych genez superbohaterów jest taka, że tym razem nie mamy pokazanej całej genezy po kolei, czyli od wydarzeń w których bohater/bohaterka nabywa moce, a później pokazane jest jak się uczy mocy używać. Akcja zaczyna się od wydarzeń w galaktyce, gdy Carol Danvers ma problemy z pamięcią i nie wie co jest prawdą. Od początku dysponuje super zdolnościami, ale w miarę rozwoju intrygi odkrywa, a my razem z nią, w jaki sposób je zdobyła.

Przyznam, że ja czułem się podobnie zagubiony na początku filmu jak Carol, która nie wie co jest grane, gdy byłem razem z nią wrzucony w sam środek wojny między różnymi gatunkami. Ale jak już trafiamy z bohaterką na Ziemię, do lat 90-ych, to historia nie jest tak chaotyczna.  Dostajemy coś na kształt buddy movie w stylu filmów lat 80 i 90 z duetem Carol i Fury. Larson i Jackson mają fajną chemię, tworzą sympatyczny duet.

Nie wiem skąd te zarzuty co co Larson, że chodzi cały film nadęta, naburmuszona i nie pokazuje emocji. Moim zdaniem ona właśnie gra taką postać,  czyli żołnierza, którego uczono nie okazywać emocji. No i bez przesady, bo często się uśmiecha. Larson stworzyła sympatyczną rolę na tyle na ile pozwolił jej scenariusz. Przyznam, że bardziej podobała mi się w swoim filmie jak w “Avengers Endgame”,  w którym sprawiała wrażenie jakby była na doczepkę, jakby na siłę wklejono ją do filmu, bo musiała być.

captain-Marvel

Jak można było się spodziewać robi za marvelowego Supermana, czyli bardzo przepakowaną postać, której nikt rady nie da, ale jestem ciekaw jak  z tym zagrają w kolejnych solowych filmach o Carol. Z postaciami tak mocarnymi jak Carol czy Superman jest taki problem, jeśli nie ma się na nie pomysłu, że z czasem stają się nudne, bo nic im nie grozi.

Co do Samuela L. Jacksona to dobrze, że dostaliśmy film gdzie Fury może się wykazać w akcji, nie wydaje tylko poleceń jak w poprzednich filmach, chyba tylko w Zimowym Żołnierzu Nick brał udział w akcji. Choć oczywiście to jest inny Fury jak we wcześniejszych filmach z MCU, bo gra aktor sporo młodszego agenta, który nie wierzy w istnienie innych światów. Młody Fury jest narwany i  rzuca dowcipami, czyli klasyczny Jackson z filmów z lat 80-ych i 90-ych. Przyznam, że w scenach z Jacksonem czułem się jakbym cofnął się do lat 90-ych i oglądał jakiś akcyjniak z Samuelem w stylu np. Długiego pocałunku na dobranoc. Choć wygląda jeszcze młodziej jak w tym wymienionym filmie (trochę przypominał mi Willa Smitha).

Genialnie odmłodzili Jacksona, brawa dla magików od efektów specjalnych, jak przerobili go na młodszy model, bo w ogóle nie ma efektu sztuczności.  Jest to tak samo doskonały poziom odmłodzenia, jak Michaela Douglasa i Michelle Pfeiffer w Ant-manie 2. Choć w scenach akcji widać, że wieku się nie oszuka, bo już nie biega tak dynamicznie i szybko jak inni, można zauważyć, że czasami się zasapał aktor. Więc może dobrze, że za dużo nie dali mu scen wymagających wysiłku fizycznego, bo nie każdy jest Tomem Cruisem. Ale tak poza tym to świetną rolę stworzył Samuel L. Jackson i nie kłóci się dla mnie ten młody agent z wersją starszą, przecież ludzie się zmieniają.

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić w filmie, to jak już pisałem to początek, gdzie trochę się gubiłem w tym co się dzieje. Może tak miało być, żebyśmy poczuli się jak bohaterka, która też nie wiedziała co się dzieje, ale wybijało mnie to z filmu. No i ponarzekałbym na finał, gdy Carol robi totalną rozpierduchę i nic jej nie może zagrozić, ale w filmach MCU często rozwałka na koniec przynudza.

captain-marvel-samuel-l-jackson-nick-fury

Kapitan Marvel o wiele lepiej się ogląda jak jest historią dziewczyny, która nie wie kim jest i komu może ufać, gdy dostajemy buddy movie z fajnym duetem aktorskim. W scenach mniejszych, a nie na kosmiczną skalę, to jest fajna rozrywka. Podobały mi się też zwroty akcji, których z jednej strony się nie spodziewałem, ale też specjalnie nie zaskoczyły mnie. Nie będę pisał o co dokładnie chodzi, bo nie chcę spoilerować nikomu.

Po tym filmie jestem ciekaw kolejnych przygód Kapitan Marvel, bardziej jak po “Avengers End Game” gdzie  w ogóle Larson nie kupiła mnie swoją rolą. Ale po solowym filmie jestem na tak z wyborem Larson do głównej roli. Zresztą np. Chris Evans jako Kapitan Ameryka czy Chris Hemsworth w roli Thora wypadli spoko w swoich pierwszych filmach,  ale tak naprawdę rozkręcili się w kolejnych swoich filmach i w kolejnych odsłonach Avengersach gdzie udowodnili, że są idealnymi wyborami do tych ról. Liczę na to samo, że Larson też się z czasem rozkręci, a na razie daję jej kredyt zaufania. A za film postawię 4/6, czyli typowy poziom większości pierwszych solowych filmów MCU. I jeszcze słówko o kocie na koniec. Nie wiem co wszyscy się tak nim zachwycają, był fajny, ale bez przesady.

Deadwood The Movie (2019)

Deadwood: Film to produkcja HBO, której lepszym tytułem byłoby Deadwood – finał serialu, bo tym jest film HBO nakręcony 13 lat po tym jak stacja skasowała jeden z najlepszych swoich seriali (innymi przedwcześnie skasowanymi/urwanymi serialami HBO w tym samym czasie były Rzym i Carnivale, ale w tych przypadkach raczej finału się już nie doczekamy).

Jeśli nie oglądaliście serialu to nie macie nawet po co zasiadać do filmu, bo to będzie dla Was produkcja może nie tyle niezrozumiała, co nie wywołująca emocji, bo nie poznaliście Ala Swearengena, Setha Bullocka i świata stworzonego przez Davida Milcha w jednym z najlepszych westernów, bez podziału na seriale i filmy. Jeśli nie znacie serialu to będzie nudna, nieciekawa i bezsensowna produkcja, zwłaszcza w pierwszej połowie, gdzie z jednej strony mamy główny wątek, ale też dużo wraca się do przeszłości, sporo scen z serialu jest dodanych (choć nie wiem czemu HBO się samocenzuruje, bo jest jedna scena z serialu, którą ocenzurowali w filmie).

Deadwood-The-Movie_Poster

Ogólnie jest to ładne pożegnanie z Deadwood, choć są też wątki pozostawione na kolejne potencjalne filmy, albo sezony, ale akcja nie jest tak urwana jak było z 3 serią, której finał nie zapowiadał końca produkcji. Jest to dobre zakończenie 3 serii i całego serialu, tylko że bohaterowie są starsi o jakieś 10 lat (choć niektórzy wyglądają na sporo starszych).

Nie wierzę by powstał kolejny sezon/kolejny film, bo ciężko było zebrać całą ekipę razem po latach na jeden film, zgrać terminy wszystkich w jednym czasie. A poza tym twórca serialu to schorowany człowiek, któremu coraz ciężej idzie pisanie jak sam przyznał w jednym z wywiadów. Więc ja cieszę się z tego co dostaliśmy, bo nie każdy skasowany serial przedwcześnie i bez zapowiedzi dostaje po latach swój finał.

Jedyna wada to taka, że film jest za krótki, trwa niecałe 2 godziny, a moim zdaniem powinien trwać z minimum trzy godziny, by każdy z wątków wybrzmiał odpowiednio dobrze. Choć najlepiej byłoby jakby powstał 4 sezon, niekoniecznie 10 odcinkowy, ale nawet pięć odcinków by wystarczyło, bo widać, że czasami się śpieszą z fabułą, a niektóre postacie pojawiają się dosłownie na chwilę, a powrócili prawie wszyscy, ale wiadomo że serialu nie będzie. Oprócz Iana McShane’a i Timothy Olyphanta mamy też Brada Dourifa, Molly Parker, Kim Dickens, Anne Gunn, Paule Malcomson, Robin Weigert, Johna Hawkesa, Daytona Callie, Williama Sandersona (nie wiem czemu ale gdziekolwiek go widzę to w każdej roli przypomina mi J. F. Sebastiana z kultowego Blade Runner Scotta), a nawet wraca Keone Young w roli pana Wu.

deadwood-film-recenzja-1180x541

Z oryginalnej obsady nie ma Titusa Wellivera, który nie mógł wrócić ze względu na zobowiązania na planie serialu Bosch i Powersa Boothe’a, który  zmarł w 2017 roku. Ale nawet jak aktorzy co niektórzy pojawiają się dosłownie na chwilę, to podobnie jak w serialu grają tak charakterystyczne postacie, że zapamiętuje się ich występ. Choć moim zdaniem film należy do dwóch aktorów. Przede wszystkim do Olyphanta, którego uważam za średniego aktora, ale świetnie wypada w rolach stróżów prawa, zwłaszcza takich wściekłych bohaterów, którzy sami egzekwują prawo i sami decydują co jest prawem.

No i Gerald McRaney w roli Hearsta, którego chyba każdy kojarzy z 3 serii Deadwood, jaka to była kapitalna postać i podobnie jest w filmie. Nie zapomniałem o Ianie McShane, który jak zawsze dobrze gra, to jego nazwisko chyba najbardziej wypłynęło dzięki serialowi. Jest to świetny aktor, który nigdy poniżej dobrego poziomu nie schodzi, ale nie ma tak popisowych scen, jak dwójka panów wyżej wymienionych. W sumie to bym powiedział, że Al zepchnięty jest na drugi plan. Może też dlatego nie ma tak popisowych scen jak w serialu, bo  McShane gra przygaszoną wersje Ala, nie takiego bohatera jakiego znamy z serialu, tylko starszego i w sumie ma to sens. Choć oczywiście rzuca co trochę cocksuckerami, które u Ala brzmią jak poezja.  Moim zdaniem Swearengen to najlepsza rola aktora, nie zagrał do tej pory lepszej, choć ma sporo dobrych ról na koncie.

Oczywiście w filmie mamy, tak jak w serialu kwieciste dialogi, które ciężko przetłumaczyć na polski. Nie mówię o wulgaryzmach, których jest więcej jak w filmach Pasikowskiego z lat 90, tylko to jak te dialogi brzmią, jak są skomplikowane. Przyznam, że mi szkoda tłumaczy serialu i filmu Deadwood. Bo ciężko przełożyć dialogi Milcha na język polski, by brzmiały dobrze i sensownie, aby widz zrozumiał sens wypowiedzi, a na dodatek mają brzmieć ładnie, kwiecisto, poetycko, nawet jak przetykane są wulgaryzmami.

Deadwood-Ian-McShane-HBO-Movie

Jedyna różnica jaką zauważyłem w filmowym finale w porównaniu z serialu to coś czego raczej u Milcha wcześniej nie było, czyli czasami pojawia się ckliwość i sentymentalizm co do niektórych postaci, to jak ich potraktował ostatecznie. Widocznie ostatnie lata życia i choroba Milcha spowodowały, że pojawił się w jego twórczości sentymentalizm. Nie mówię, że to jest wada, mnie to nie przeszkadza, ale przyznam, że zaskoczyła mnie taka zmiana u niego.

Podsumowując Deadwood Film to ładne i dobre zakończenie jednego z klasyków jakościowej telewizji. Finał niepozbawiony wad, ale na tyle dobry, że cieszę, że powstał, choć trzeba było czekać 13 lat. I powtórzę, że to film tylko i wyłącznie dla widzów zaznajomionych z serialem, co pamiętają wydarzenia i relacje między bohaterami, dla reszty widzów ten film będzie produkcją bez sensu, to tak jakby oglądać finał serialu nie oglądając żadnego wcześniejszego odcinka. Ocena: 4.5/6.

958921252ef178d9626fa0fb1b89bc123b2e21efe86d8323036d1969b5e65e7d6e3e889ef918e051bc30d8d128561b7b

Domino (2019)

Brian De Palma od dawna nie nakręcił nic dobrego. Ostatnią dającą się oglądać produkcją De Palmy był “Femme Fatale” z Antonio Banderasem i Rebeccą Romijn z 2002 roku, ale mimo wszystko miałem nadzieję, że dostanę dobry dreszczowiec w jego stylu. No i dostałem realizacyjnie typowego De Palmę, czyli dużo zabaw z formą, scen bez dialogów gdzie emocje buduje odpowiednia praca kamery, montaż i muzyka, która brzmi jakby pochodziła z jakiegoś zaginionego filmu Hitchcocka.

Są też oczywiście zbliżenia na twarz typowe dla reżysera, ale niestety film jest straszliwie NUDNY, a trwa tylko 80 minut, licząc z napisami końcowymi. Przypominałem sobie dość niedawno niektóre filmy De Palmy, jak np. Życie Carlita, Świadek mimo woli, Nietykalni (ten z Costnerem i Connery, a nie francuski hit) i też te niedocenianie, jak np. Oczy węża, Mój brat Cain i wciąż bronią się po latach. Filmy te mają klimat i trzymają w napięciu, czego nie można powiedzieć o Domino, który nie dość że jest nudny, to wygląda tak strasznie biednie, jakbym oglądał jakąś tanią sztukę teatralną. Filmy De Palmy zawsze były przestylizowane, ale wierzyło się w świat przedstawiony, ale nie w tym przypadku.

Domino.2019.720p.AMZN.WEB-DL.DDP5.1.H.264-NTG.mkv_snapshot_00.55.58

Widać że próbował reżyser przedstawić swoje zdanie na temat terroryzmu, tylko, że nie powiedział nic nowego, a raczej spóźnił się ze swoim przekazem o jakieś 20 lat. Na dodatek tematyka terroryzmu połączona ze stylem De Palmy, który dużo czerpie z klasycznego kina za nic nie działa, tylko film mocno zgrzyta w szwach. Za nic tematyka terroryzmu i styl De Palmy nie łączą się w jedną ciekawą całość.

Dla mnie jest to jeden z najgorszych filmów roku, któremu postawię 2/6, tylko za aktorów,  których lubię i to nie tylko za role w Grze o Tron. A w rolach głównych mamy Nikolaja Coster Waldau (Jaime Lannister) i Carice van Houten (Melisandre, ale też grała choćby u Verhoevena w Czarnej Księdze), która bardzo mi w tym filmie przypominała Isabelle Adjani.

Fasandraberne (2014)

Zabójca bażantów to druga część z cyklu o Departamencie Q, w której Carl i Assad z pomocą dopiero zatrudnionej co sekretarki badają sprawę z roku 1994, gdy zabito bliźniaków, a do zbrodni przyznał się miejscowy samotnik. Po tym jak samobójstwo popełnia ojciec dzieci gliniarze z Departamentu Q wznawiają sprawę, która zahacza o prestiżową szkołę z internatem, duńskie elity społeczeństwa i bezdomną Kimmie, która odegra bardzo ważną rolę w sprawie. Wciąż jak dla mnie jest poziom średni. Nie przeszkadza mi, że szybko poznajemy winnych zbrodni, bo to bardziej historia o krzywdzie sprzed lat domagającej się zadośćuczynienia. Klimat jest i dobrze zagrane, ale tak ogólnie to nie ma się czym zachwycać. Ocena: 3.5/6.

Flaskepost fra P (2016)

Wybawienie to trzeci film z serii o Departamencie Q i do tej pory najlepszy, choć realizacyjnie wygląda podobnie jak poprzednie, czyli żadnych popisów realizacyjnych, tylko jak produkcja telewizyjna. Historia zaczyna się od znalezienia na plaży butelki z tajemniczą wiadomością napisaną przez dziecko przy pomocy ludzkiej krwi. Sprawą zajmują się Carl i Assad. W międzyczasie zostaje porwana dwójka dzieci, których rodzice są Świadkami Jehowy. Jak napisałem już wcześniej jest to lepszy film od dwóch poprzednich, ma ładne zdjęcia, kadry, trzyma w napięciu, ale to nie jest znakomity poziom. Po prostu porządny skandynawski thriller/kryminał na 4/6.

I Am Mother (2019)

Po masowej zagładzie ludzkości wychowana przez robota o nazwie Matka nastolatka zaczyna zadawać trudne pytania. Na progu bunkra w którym przebywają zjawia się ranna kobieta. Dobry SF, ale jeśli oczekujecie lekkiej rozrywki, to nie w tym przypadku. Jest to film w stylu np. Ex Machiny, czyli mający w sobie więcej  z dramatu psychologicznego a nie kina akcji. Ocena: 4/6.

Il Primo Re (2019)

Włoski film poświęcony Romulusowi i Remusowi, braciom, którzy przyczynili się do założenia Rzymu. Ale nie jest to film przedstawiający wersję znaną z mitów i legend, czyli z udziałem bogów, wychowaniem braci przez wilczycę, tylko historia przedstawiona realistycznie. Oczywiście wierzenia i religie odgrywają ważną rolę, bo mamy świat w którym praktykowane są pogańskie kulty, a ludzie powierzają swoje wybory woli bóstwa, które identyfikuje się jako ogień.

il-primo-re-recensione-rovere-borghi-lapice-roma-romolo-remo-04

Film nakręcono w całości przy naturalnym świetle (np. słońce, ognisko, pochodnie) i wszystkie dialogi są w języku łacińskim. Ogląda się tą produkcję o założycielach Rzymu jak połączenie “Apocalypto” Mela Gibsona z “The Revenant” Innaritu.

Film ma niesamowity klimat zbudowany przez fantastyczne zdjęcia i muzykę. Świetnie w rolach głównych sprawdzili się Alessio Lapice jako Romulus i Alessandro Borghi w roli Remusa (znany choćby z roli Ósemki w filmie i serialu Suburra). Jest to bardzo dobra produkcja opierająca się na klimacie, nie na scenach akcji, więc co niektórzy mogą się zanudzić, ale mnie klimat kupił od pierwszych minut filmu. Ocena: 5/6.

foto-il-primo-re-19-high

Journal 64 (2018)

Najnowsza część spraw prowadzonych przez Carla i Assada zbiera dość wysokie oceny, a moim zdaniem ten film, jak i pozostałe, trzymają wyrównany przyzwoity poziom. Jakbym miał zaklasyfikować to pewnie byłaby Kartoteka 64 na pierwszym miejscu razem z Wybawieniem, ale nie są to filmy aż tak rewelacyjne. Tym razem cała historia zaczyna się od odkrycia trzech zmumifikowanych ciał w kamienicy kopenhaskiej.

Zebrane dowody zaprowadzą głównych bohaterów do okrytego złą sławą szpitala z lat 60-ych dla kobiet w Sprogo. Jeśli czymś film różni się od poprzednich części to tym, że mamy wątek związany z Assadem, który postanawia przenieść się do innego wydziału policji, jest też wątek związany z jego rodziną. Ale poza tym to typowy film serii, choć na końcu przeżyłem zaskoczenie, bo widać, że jednak Carl się zmienia, zaczął okazywać jakiekolwiek uczucia do innych i nawet uśmiecha się. Ocena: 4/6.

Kvinden I Buret (2013)

Przed najnowszą filmową adaptacją kolejnej powieści Jussiego Adlera Olsena z serii o Departamencie Q przypomniałem sobie wszystkie poprzednie części. Oczywiście zacząłem od Kobiety w klatce, którą widziałem wieki temu. Zresztą nie pamiętam czy widziałem wszystkie, ale czwarta adaptacja kolejnej powieści zebrała tak dobre opinie, że postanowiłem obejrzeć wszystkie.

Główny bohater to pokiereszowany przez życie Carl Morck (Nikolaj Lie Kaas), zmagający się z poczuciem winy po nieudanej akcji, w której zginął jeden z przyjaciół, a drugi trafił do szpitala w ciężkim stanie. Szef Carla przydziela go do nowego działu, Departamentu Q, czyli do spraw nierozwiązanych. Zadaniem Carla jest zamykanie niewyjaśnionych przestępstw w ciągu tygodnia. Detektyw jednak daje się wciągnąć w sprawę porwania parlamentarzystki i zamierza sprawie przyjrzeć się bardzo dokładnie. Drugim oddelegowanym policjantem do działu Q jest Assad, gliniarz mający bardziej optymistyczne podejście do życia, w tej roli Fares Fares.

Kobieta w klatce to typowy szwedzki thriller/kryminał z ciekawą sprawą kryminalną i typowym mrocznym skandynawskim klimatem. No  i z fajnym duetem w rolach głównych, którzy początkowo nie przepadają za sobą. Film realizacyjnie niczym się nie wyróżnia, a powiedziałbym, że wygląda jak film telewizyjny, ale też nie ogląda się źle. Po prostu jest to mocny średniak, ale dla głównego duetu i skandynawskiego klimatu obejrzę pozostałe części. Ocena: 3.5/6.

Murder Mystery (2019)

Nie oglądam filmów z Adamem Sandlerem, w tym też tych co kręci dla Netflixa w hurtowych ilościach, ale tą produkcję chciałem zobaczyć, bo pomysł wydawał mi się być ciekawy. Jest to historia fryzjerki i jej męża policjanta, którzy poznają bogacza, który zaprasza ich na urodziny miliardera na jachcie. W czasie imprezy miliarder ginie, a wszyscy goście są podejrzani.

Jest to pastisz i hołd dla twórczości Agathy Christie, a dodatkowo z fajną obsadą, bo oprócz Sandlera, to w roli jego żony mamy Jennifer Aniston, a na drugim planie Luke Evansa, Gemmę Arterton, Olafura Olaffsona i Dany Boona, ale niestety film jak na komedię za bardzo nie bawi. No i jako kryminał nie trzyma  w napięciu. Sandler wydaje się być znudzony, Aniston też nie popisała się zbytnio, a Evans, Arterton, Olaffson i Boon nie mają co grać. Ocena: 3/6.

Pet Sematary (2019)

Udana adaptacja “Smętarza dla zwierząt” Kinga, choć sporo pozmieniana, ale rozumiem dlaczego twórcy zdecydowali się na takie zmiany. Gdyby fabuły w niektórych elementach nie przerobiono, to ciężko byłoby zrealizować niektóre sceny i mogłyby wypaść niezamierzenie komicznie, jak było w poprzedniej adaptacji jednej z lepszych książek Kinga. Choć można też powiedzieć, że skoro nakręcili w latach 80-ych sceny z mordującym brzdącem, to dali by radę też w roku 2019 przy odpowiednim zaplanowaniu scen, ale mnie zmiany nie przeszkadzają w adaptacjach książek. Dla mnie  najważniejsze, żeby film był dobry, tak jak jest w tym przypadku. Ocena: 4.5/6.

Pet Sematary-FILM-panel

Planeta Singli 3 (2019)

Po beznadziejnej Planecie Singli 2 mogę ogłosić, że PS 3 to o wiele lepszy film jak dwójka, choć idealnie nie jest. Poprawa poziomu w stosunku do części drugiej to zasługa tego, że dostajemy komedię bardziej w stylu filmów takich jak Kogel – mogel, czyli nowość w cyklu bo na wsi jeszcze nie byliśmy. Ania i Tomek jadą do rodziny Tomka i dostajemy coś właśnie w stylu polskich komedii o wsi połączonych z mniej drastyczną wersją Wesela Smarzowskiego.

Nie widziałem najnowszej kontynuacji Kogla Mogla 1 i 2, bo recenzje mnie odstraszyły, ale zaryzykuję że PS 3 to o wiele lepszy Kogel Mogel 3 jak Miszmasz czyli Kogel-mogel 3. Nie każdy żart jest udany, ale tym razem nie jest przestrzelonych tyle co w części drugiej gdy ani raz nie zaśmiałem się, a w PS 3 jednak sporo się uśmiałem. Obsada z poprzednich części daje rade, czyli pierwszy i drugi plan (tak, mam na myśli też Karolaka, ale np. Danuta Stenka ma też co grać), i nowe nazwiska w obsadzie też się dobrze sprawdzają, zwłaszcza Maria Pakulnis, Bogusław Linda, Borys Szyc, Anna Smołowik i Jakub Józefowicz.  Ocena: 4-/6.

Shaft (1971)

Przed najnowszym Shaftem dostępnym na Netflixie przypomniałem sobie oryginalny film z Richardem Roundtreem w roli tytułowego bohatera, nazywanego czarnoskórym Brudnym Harrym. Wiem jak to istotny film nie tylko dla kina blaxploitation, ale też hit lat 70-ych. Wiem jak to ważna postać dla czarnoskórej społeczności USA, którzy uważają detektywa Johna Shafta za swojego bohatera. Choć ja bym porównał głównego bohatera do Jamesa Bonda, a nie Brudnego Harry’ego, bo to postać na którą leci każda  kobieta, nieważne jakiego koloru skóry jest dziewczyna, co pewnie dla wielu widzów w latach 70-ych musiał być duży szok.

Może tego nie widać aż tak w części pierwszej, ale z fragmentów serialu i dwóch kontynuacji z lat 70-ych co widziałem na youtube, to w kolejnych częściach bardziej przypomina przygody Bonda co wyśmiano w nowym Shafcie. W jednym z filmów Shaft trafia do Afryki i podrywa laski, a dziewczyny też lecą na detektywa.

A co do pierwszego Shafta to jest typowe kino lat 70-ych, które cenię sobie choćby za brudny i prawdziwy klimat miasta, za realizm w filmach z tej epoki. Nie mam na myśli tylko kina  blaxploitation, ale ogólnie filmy z lat 70-ych, jak np. Francuskiego łącznika Friedkina, gdzie miasto było często jednym z bohaterów. W dzisiejszych filmach tak prawdziwie przedstawione i pulsujące życiem miasta można zobaczyć chyba, tylko w serialach Davida Simona, jak np. The Wire, Treme, a przede wszystkim Kroniki Times Square z Jamesem Franco i Maggie Gyllenhaal, którego akcja dzieje się w Nowym Jorku lat 70-ych.  Oglądając ten serial czuję się jakbym oglądał zaginiony film z lat 70-ych.

shaft-1971

Wracając do oryginalnego Shafta to poza znaczeniem jakie film ma dla czarnoskórej społeczności jest to średni film sensacyjny z porządną rolą Roundtree. Zaskoczyło mnie, że sporo humoru jest, zwłaszcza w relacjach detektywa z jego kumplem gliniarzem. A poza tym świetna muzyka Isaaca Hayesa, ale nie mam na myśli, tylko rewelacyjnego głównego motywu, ale całą ścieżką dźwiękową co napisał. Tekst, który śpiewa Isaac Hayes w Shaft Theme (oprócz bycia świetnym kompozytorem, znany jest też z podkładania głosu Szefowi w South Park) jest ciekawy, warto poszukać tekstu piosenki. W zabawny sposób przedstawiono bohatera Harlemu. Ocena: 3.5/6.

Shaft (2000)

Przyznam że dopóki nie zobaczyłem trailera Shafta z 2019 roku nie wiedziałem, że Shaft z 2000 roku to nie jest remake z bohaterem przeniesionym do współczesności, ale kontynuacja/spinoff, którego bohaterem jest John Shaft II, czyli siostrzeniec Johna Shafta służący w policji, którego gra Samuel L. Jackson. W Shafcie z 2000 roku Richard Roundtree pojawia się, ale zapomniałem o tym co nie jest takie dziwne skoro film widziałem wieki temu.

Film sprzed 19 lat nie niszczy legendy oryginalnego Shafta, a nawet powiem, że jest lepszą produkcją od filmu z lat 70-ych, który nie jest wybitnym filmem. Jest to typowy akcyjniak końcówki lat 90-ych i początku lat 2000-ych ze sporą dawką humoru. Pewnie jest to zasługa reżysera i współscenarzysty , jak dobrze się ogląda, bo za film odpowiada świętej pamięci John Singleton, znany m.in z Boyz n the Hood z 1991 roku. Oczywiście to nie jest jakiś super poziom, ale porządna rozrywka.

shaft2000_01

Oprócz Jacksona pojawia się sporo dobrych aktorów jak Christian Bale w roli rasisty, który zabił czarnoskórego chłopaka za co próbuje dopaść go John Shaft. Film powstał kilka lat przed Batmanami Nolana, ale nie zdziwiłbym się jakby dzięki choćby tej roli dupkowatego syna bogacza dostał rolę Bruce’a Wayne’a. W sumie to często gra role dupków, choćby ostatnio w Vice gdzie zagrał Dicka Cheneya.

Pojawia się też Toni Colette w roli świadka i Jeffrey Wright w roli gangstera. No i przyznam, że Wright aktorsko podobał mi się najbardziej w roli gangstera. Cały film próbowałem przypomnieć sobie skąd go znam, a dopiero w końcówce załapałem się, że to Bernard z serialu Westworld. Szkoda, że gra ostatnio głównie role podobne do Bernarda,  czyli smutasów i ponuraków, bo świetny był jako bandzior z dominikańskim akcentem. Miło było zobaczyć też aktorkę, której dawno nie widziałem, czyli Vanessę Williams. Zniknęła z kina w ostatnich latach, a uwielbiałem ją z 20 lat temu. Ocena: 4/6.

Shaft (2019)

Najnowszy Shaft dystrybuowany przez Netflixa to dla mnie najlepsza część z tych co widziałem. Więc nie zgadzam się z opiniami większości, że to najgorszy film o Shafcie i jeden z najgorszych roku. Jest to dobry buddy movie z fajnym duetem syna i ojca. Miłym zaskoczeniem jest dla mnie Shaft Junior, bo w trailerze zapowiadał się na najgorszy element filmu, a tak nie jest. Tworzy fajną postać, nie jest tylko elementem komediowym filmu.

Świetny jest Samuel L. Jackson, choć gra jak zawsze Jacksona, czyli rzuca sucharami i bluzgami, co nie miało miejsca w poprzednim filmie, a tutaj co trochę jakiś dowcip, często poniżej pasa, ale też sporo dobrego humoru jest. Więc zgadzam się że jest sporo żartów niepoprawnych politycznie, sporo rasistowskich, niektóre nieudane, jak żarty z kobiet choćby, ale też sporo udanych jak żarty ze stosunku do broni, żarty z FBI, żart z Fisburne’a. Richarda Roundtree jest mało, ale w przeciwieństwie do filmu z 2000 roku ma coś do roboty, a nie pojawia się gościnnie. Jedynie czego mi w filmie brakowało, to oryginalnego motywu muzycznego, tylko jakieś nowoczesne przeróbki. Ocena: 4.5/6.

Shaft-2019-Photo-Samuel-L-Jackson-Richard-Roundtree

The Kid (2019)

Rio zabija ojca w obronie własnej, który zatłukł na śmierć mamę. Ucieka razem z starszą siostrą, Sarą, przed wujkiem, który próbuje ich dopaść. W czasie ucieczki spotykają Billy the Kida i Patta Garretta. Przyzwoity western w reżyserii Vincenta D’Onofrio (m.in. Kingpin w serialowym Daredevilu) z dobrymi rolami Jake Schura i Leili George w rolach Rio i Sary. Ale ciekawszy jest drugi plan, bo w rolach Billy the Kida i Patta obsadzono Dane DeHaana i Ethana Hawke’a. W przypadku starszego aktora w roli szeryfa można się spodziewać, że nie zejdzie poniżej dobrego poziomu, ale zaskoczył mnie pozytywnie DeHaan w roli Kida. Nie dość że przypomina w tym filmie z wyglądu młodego Di Caprio, to jeszcze dobrze gra.

Ale wszystkich bije Chris Pratt, czyli Star Lord ze Strażników Galaktyki, w roli wujka dzieciaków, czyli Granta. Nie dość, że go w ogóle nie poznałem przez zarost, to jeszcze go tak ucharakteryzowali, że wygląda na potężniejszego jak jest. Dla mnie to najlepsza rola Pratta, chyba pierwsza w której mi się podobał. Gość budzi przerażenie. Fajnie, że pokazał, że potrafi grać coś innego, jak sympatycznych gości, a nie jechać typowym Prattem w każdym filmie.  Może to nie idealny film, ale całkiem przyzwoity western. Ocena : 4-/6.

The Professor and the Madman (2019)

Film o pracy nad oxfordzkim słownikiem języka angielskiego w XIX wieku w Anglii, przy którym pomagał skazany za morderstwo doktor William Minor. Myślałem, że zanudzę się na śmierć, bo jak można ciekawie pokazać drobiazgową pracę nad angielskimi wyrazami, szukaniem historii pochodzenia słów, a ogląda się film zaskakująco dobrze, trochę jak typowy patriotyczny i ku pokrzepieniu serc film Mela Gibsona. I chyba nie powinienem być zaskoczony, bo jest to film przez niego wyprodukowany i też gra jedną z głównych ról. Czuje się klimat filmów Gibsona w tej produkcji.

Mel wciela się w szkockiego profesora Jamesa Murraya,  a w roli skazanego za morderstwo obsadzono Seana Penna. Gibson pokazuje klasę aktorską, dobra kolejna rola po filmie Zahlera “Dragged Across Concrete”, nawet ma przemowę pod koniec, w której brzmi jak William Wallace w Braveheart, ale gwiazdą jest fenomenalny  Sean Penn.

Professor-And-The-Madman-Trailer

Pewnie nie ma co liczyć na nominację za tą rolę do Oscara, bo  nikogo nie obchodzi ta produkcja. Zresztą film przeleżał 2 lata na półce przez walkę Gibsona w sądzie z producentami. Oprócz Seana i Mela wyróżniłbym też świetną Natalie Dormer w roli wdowy, której męża zabił Minor, a na drugim planie sporo dobrych angielskich aktorów, jak np. Eddie Marsan, Steve Coogan. Warto zobaczyć dla ról aktorów i ciekawej historii, choć pozornie wydaje się nudna i zupełnie nie filmowa. Ocena: 4/6.

53752345_385904772006308_9054934191680443897_n

Welcome to Marwen (2019)

Poprzedni film Roberta Zemeckisa “Allied” z Pittem i Cotillard spotkał się ze słabym przyjęciem, a mnie się nawet podobał, więc miałem nadzieję, że będzie podobnie z najnowszą produkcją ze Steven Carellem, gdzie Zemeckis połączył film fabularny ze swoją ulubioną techniką, czyli motion capture. A nie jest to pierwszy raz, gdy Zemeckis łączy film animowany z fabularnym, bo wieki temu nakręcił znakomitego “Kto wrobił królika Rogera?”, ale  tym razem nie wyszło.

Choć film nie jest aż tak zły jak wszyscy mówią, bo to wciąż porządnie zrobiony film, jak przystało na rzemieślnika jakim jest Zemeckis, czyli ogląda się bez bólu, ma ładną muzykę stałego kompozytora reżysera, czyli Alana Silvestri i  świetną rolę Stevena Carella, ale tak poza tym to średniak. Choć fabuła inspirowana faktami wydaje się być idealna dla reżysera “Powrotu do przyszłości” (jest też nawiązanie do trylogii). Film opowiada o rysowniku komiksów, którego fascynuje II wojna światowa i damskie obuwie. Niestety w barze spotyka neonazistów, którzy dowiadują się o nietypowych upodobaniach Marka Hogancanpa i biją go prawie na śmierć.

Welcome-to-MArwen_Universal-Pictures.Courtesy-900x581

Mark trafia na intensywną terapię, musi się od nowa nauczyć mówić i chodzić, ale niestety nie może już rysować. Po pobiciu zapomina całe życie przed tragedią, jaka go spotkała. Nie może otrząsnąć się po tym co go spotkało i ucieka w wyobraźnię, gdzie przetwarza traumę w wymyślonym przez siebie belgijskim miasteczku Marwen. W miasteczku tym jest kapitanem Hogie dowodzącym oddziałem pięknych i bezgranicznie oddanych mu kobiet, gdzie polują na Niemców w czasie II wojny światowej. Choć w sumie to panie równie często go ratują.

Historia Marka Hogancampa to idealny bohater i temat dla Zemeckisa. Mogło wyjść z tego filmu połączenie Forresta Gumpa (główny bohater jest równie poczciwy jak Gump) z “Kto wrobił królika Rogera?”, ale scenariusz nie jest zbyt dobry, więc wyszła wydmuszka. Jak pisałem film jest porządnie nakręcony, ale to u Zemeckisa norma, i jeśli w ogóle warto obejrzeć, to dla roli Stevena Carella, który kolejny raz pokazuje jak jest wszechstronnym i utalentowanym aktorem. Ocena: 3.5/6.

2494_TTP2_00034-thumb-700x367-198344

Czerwiec 2019 – filmy

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.