Styczeń 2020 – filmy

angel-of-mine

Angel of Mine (2019)

Film opowiada o rozwódce wychowującej samotnie syna, która pragnie zaprzyjaźnić się z pewną rodziną. Z każdym kolejnym spotkaniem rodzina zaczyna podejrzewać, że kobieta może być niebezpieczna. Jest to produkcja po której nie spodziewałem się za wiele, bo oczekiwałem typowego thrillera, jakie popularne były w latach 80 i 90, a zostałem miło zaskoczony.

Niby typowy dreszczowiec, ale nie do końca, bo zakończenie dużo zmienia w przypadku tej produkcji. Za samo zakończenie podwyższę ocenę. Jednym ze scenarzystów jest Luke Evans, który gra byłego męża Lizzie, którą świetnie sportretowała Noomi Rapace. W obsadzie jest też Yvonne Strahovski i Richard Roxburgh, który za bardzo nie ma co grać, ale za to Australijka polskiego pochodzenia ma drugą ważną rolę, po Noomi Rapace,  i gra dobrze.  Powiem tylko tyle, że w finale zabawiono się schematem wykorzystywanym od lat w thrillerach, wywrócono go do góry nogami i wyszło zaskakująco dobrze i sensownie. Ocena: 4.5/6.

Bliss (2019)

Malarka szukając inspiracji do nowego obrazu zaczyna eksperymentować z nieznanymi narkotykami. Po kilku nocach pełnych odjazdów artystka zauważa w swoim organizmie niepokojące zmiany. Doceniam robotę audiowizualną i świetną muzykę. Szanuję poświęcenie Dori Madison w głównej roli, która jest bardzo fizyczna, ale jak Ekstaza się skończyła to uznałem, że na tak dobrą rolę nie zasługuje ten średni film. Miałem wrażenie jakbym oglądał serial “Euforia” z Zendayą, tylko nakręcony przez Roba Zombiego.  Wychodzi na to, że nie przepadam za produkcjami o młodzieży, która się szprycuje, pije, bierze narkotyki, nie dba o swoje życie, bo też odbiłem się od serialu HBO z Zendayą, który jest uwielbiany.

111-9

Problemem było to, że nie polubiłem głównej bohaterki, więc miałem wywalone na to co się z nią dzieje. Czułem się w czasie seansu jakbym trafił na imprezę gdzie wszyscy są pijani, a ja ten jeden trzeźwy obserwował z coraz większym zażenowaniem co się dzieje. Zrobiło się ciekawiej jak poszło w gore, ale przez to, że nie polubiłem nikogo, to oglądałem bez żadnych emocji, ale rozumiem jak komuś film może podejść. Ocena: 3.5/6.

Gemini Man (2019)

Film Anga Lee, w którym Willa Smitha ściga jego klon, młodszy o 30 lat, to produkcja oparta na schematach, które w kinie widziałem już z milion razy, więc wieje nudą, mimo kilku nawet niezłych scen akcji. Scenariusz przeleżał kilkadziesiąt lat w szufladzie, więc nie dziwne, że historia niczym nie zaskakuje, ale tą produkcję nie ogląda się dla fabuły, tylko dla technologii w jakiej Gemini Man zrobiono. Film nakręcono w 120 klatkach na sekundę, ja widziałem wersję 4K, w 60 klatkach na sekundę i miałem takie same mieszane wrażenia, jak w czasie seansu “Hobbita” Petera Jacksona, gdzie ilość klatek też była nowatorska. Film Anga Lee wygląda bardzo realistycznie przez co znika całkowicie efekt filmowości. Czułem się jakbym patrzył przez okno, więc nie wszedłem  w przedstawiony świat.

gemini-man-trailer

Jedyne co warto pochwalić w tej reklamie nowych technologii to odmłodzonego Will Smith, który wygląda bardzo realistycznie, jakbym oglądał go wyciągniętego z serialu “Bajer z Bel Air”. Efekty odmładzania jeszcze lepsze jak w “Irlandczyku” Scorsese i marvelowskich filmach. Ale poza tym elementem to nie warto. Szkoda Willa Smitha, Mary Elizabeth Winstead i Clive Owena na tak słaby film.  Zresztą widać, że reżysera fabuła też nie interesuje, tylko technologia jaką mógł się pobawić, więc przez większość seansu wieje nudą. Ocena: 3/6.

Legiony (2019)

Kolejna polska patriotyczna produkcja, którą można uznać za kontynuację beznadziejnego “Piłsudskiego”. W obu produkcjach występuje Borys Szyc, ale w filmie Dariusza Gajewskiego nie gra Piłsudskiego, choć też historyczną postać. Film opowiada historię, którą pominięto w filmie z Szycem w roli głównej, czyli I wojnę światową, walkę Polaków z zaborcami o odzyskanie ojczyzny. Pojawia się sporo historycznych postaci, bo  nie tylko Józef Piłsudski (tym razem w tej roli Jan Frycz), ale też Stanisław Król Kaszubski, Zbigniew Wąsowicz (w tej roli Borys Szyc), Jerzy Topór Kisielnicki.

Najwięcej jest Króla granego przez Mirosława Bakę, którego dawno nie widziałem w polskim kinie, i może nie gra głównej roli, ale ważną drugoplanową rolę. Jest to dobry występ pana Baki. Głównym bohaterem jest Józek, dezerter z carskiego wojska, który wplątuje się trochę z przypadku w wielką wojnę. Jak nie przepadam za Sebastianem Fabijańskim to podobał mi się jak zagrał Józka, który chce uciec jak najdalej od wojny, zależy mu na czym innym. Udało się aktorowi pokazać przemianę jaka w Józku zaszła.

Legiony_Dariusz_Gajewski

Ważnym wątkiem filmu jest też miłość dwójki Polaków, Tadeusza i właśnie Józka, do Oli, agentki wywiadu. Wiktoria Wolańska podobnie jak Bartosz Gelner też dobrze się spisują, ale to Fabijański i Baka są najlepszymi aktorami w tej polskiej superprodukcji, która przypominała mi filmy Michaela Bay. Nie mam na myśli tylko trójkąta miłosnego, jak z filmu Baya “Pearl Harbour”, gdzie też był wątek dwóch facetów i jedna dziewczyna. Chodzi mi o to, że  film nakręcony jest w podobnej kolorystyce, każdy kadr wygląda pięknie, jak z teledysku i jest sporo scen w zwolnionym tempie, ale jestem mile zaskoczony, bo spodziewałem się chały, a to całkiem porządny film.

Film ma trochę wad, np. po godzinie zaczyna przymulać, gdzieś od momentu jak wychodzi na plan pierwszy historia miłosna, ale akt I, do ostatniego pojawienia się Mirosława Baki, i ostatni akt to dobra realizacyjnie robota. Jak wychodzi w połowie wątek miłosny to pomyślałem, że budżet się skończył i będą do końca przynudzać, ale od pewnego twistu pod koniec, którego każdy się domyśli w czasie seansu, to film zrobił się znowu dynamiczny.

Sceny batalistyczne są dobre, rozmach się wylewa z produkcji, widać że kasy poszło sporo, piękne zdjęcia i cudowna muzyka. Ale  wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem byłoby, jakby polscy filmowcy nakręcili jeden film, czyli wzięli budżet przeznaczony na “Piłsudskiego” i “Legiony”, i za kasę przeznaczoną na dwa filmy nakręcili produkcję z jeszcze większym rozmachem.  Ocena: 4-/6.

Maleficent: Mistress of Evil (2019)

Kontynuacja “Czarownicy”, gdzie zabawiono się baśnią o śpiącej królewnie, bo zamiast skupić się na Aurorze przedstawili historię Diaboliny, czyli złego charakteru tej baśni. W roli złej czarownicy wystąpiła Angelina Jolie i był to idealny wybór, aktorka świetnie odnalazła się w tej roli. Kontynuacja zaczyna się tak jak kończy się większość bajek, czyli książę prosi dziewczynę o rękę, ona się zgadza, ale jest pewien problem, trzeba powiadomić rodziców przyszłych małżonków, czyli Diabolinę, która wciąż uważana jest za zło wcielone i rodziców księcia, których grają Robert Lindsay i Michelle Pfeiffer.

Podobnie jak w poprzedniej części twórcy przerabiają motywy z baśni, więc jest odwrócony schemat, czyli tym razem to faceci nie mają nic do roboty, poza ładnym wyglądaniem, albo zapadaniem w głęboki sen niczym śpiąca królewna, a kobiety to są postacie, które działają, są wojowniczkami, trzymają w ręku władzę, itd.

Plusem są role Angeliny Jolie i Michelle Pfeiffer (film powinien mieć tytuł Zemsta Teściowej, albo Pojedynek Teściowych), ale niestety Elle Fanning odstaje aktorsko od starszych koleżanek. Jej postać mimo jakiegoś tam charakteru jest nudna, podobnie jak reszta postaci, więc specjalnie los Aurory (i księcia) nie obchodził mnie. No i film mimo wywracania i przerabiania schematów baśni, to ostatecznie, w finale, wraca do schematu tradycyjnej baśni. Ocena: 3.5/6.

Monument (2018)

Podobał mi się debiut pełnometrażowy Jagody Szelc “Wieża. Jasny Dzień”, więc byłem ciekaw jej drugiego filmu. A dokładnie jest to dyplom filmowy wydziału aktorskiego łódzkiej szkoły filmowej, nakręcony ze studentami, którzy mieli przy okazji tego projektu możliwość sprawdzić swoje talenty aktorskie. Sporo obiecywałem sobie, bo podobnie jak poprzednie dzieło pani Szelc Monument spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem, ale chyba zbyt dużo oczekiwałem, bo uważam za film słabszy od debiutu.

Wiem, że to dyplom, więc tania produkcja, ale nie przeszkadza mi to. Doceniam aktorstwo studentów i robotę reżyserką Szelc, jest kilka świetnych scen, np. zbiorowa scena pod koniec. Jest to drugi film, a zrobiony jak przez dojrzałego twórcę, film ma specyficzny klimat, trochę jak z kina grozy, ale problemem dla mnie jest to, że po 40 minut zacząłem się nudzić, nie interesowało mnie co się dzieje, więc moja ocena to 4-/6. Ale jestem ciekaw kolejnych filmów Jagody Szelc, bo to jedna z oryginalniejszych reżyserek, która ma swój wyróżniający się styl, jest czymś nowym w polskim kinie.

Pain and Glory (2019)

Ból i Blask to jeden z najbardziej osobistych filmów Pedro Almodovara, w którym Antonio Banderas gra jedną z najlepszych ról w swojej karierze. Postać reżysera jakiego gra Antonio to reżyser, w którym jest sporo z Pedro Almodovara. Reżyser podsumowuje tym filmem ponad 40-letnią swoją karierę, ale nie robi tego w stylu w jakim kręcił dawne swoje filmy. Ból i Blask to spokojny film, produkcja anachroniczna i bezpieczna, ale taki sposób podsumowania kariery idealnie pasuje do tej wzruszającej produkcji.

Więc nie dziwię się zachwytom widzów nad rewelacyjną rolą Banderasa, który gra przeciwieństwo postaci do jakich przyzwyczaił widzów, i nad robotą reżyserską Almodovara. Nie dziwię się jak wiele osób wysoko ocenia tą produkcję, bo to film, do którego nie można się o nic przyczepić, ale ja przekonałem się że Almodovar to nie moje kino. To jest trzeci film Almodovara jaki obejrzałem i kolejny, który mnie nie zachwyca, podobnie było z poprzednimi, np. Volver.

filmaster.com

Doceniam i szanuję reżysera, nie tylko za to, że dzięki niemu gwiazdami światowego formatu zostali Antonio Banderas i Penelope Cruz, która u Almodovara zawsze wygląda jak piękność nad pięknościami, nieważne czy gra panią z dobrego domu, czy wieśniaczkę, czy zapracowaną kobietę. Nie dziwię się zachwytom Almodovara nad jej urodą, widać miłość reżysera do tej artystki, o której nie raz mówił jak ją wielbi. Więc szanuję twórczość Almodovara, ale to nie moje kino, obejrzałem tylko dla Banderasa i Cruz, więc nie mogę dać więcej jak 4/6, choć wiem że film na więcej zasługuje.

Piłsudski (2019)

Nie spodziewałem się żadnej rewelacji po wszystkich recenzjach jakie obejrzałem i przeczytałem, a i tak się rozczarowałem. Twórcy mieli dobry pomysł, żeby przedstawić Józefa Piłsudskiego nie jak świętego i chodzący ideał, tylko jak faceta z ambicjami, porywczego, jak prawdziwego człowieka, z wadami i zaletami. No i Szyc się stara, gra dobrze, ale cała reszta filmu leży, więc nie ma co chwalić. Choć doceniam pomysł, że odłam socjalistycznej organizacji politycznej, który służy Piłsudskiemu przedstawiony jest trochę jak organizacja terrorystyczna. Jest to świetny pomysł na papierze, ale w filmie nie wybrzmiewa, może poza sceną zamachu, tej w której pojawia się dziecko.

Fajnym pomysłem było, że twórcy chcieli zrobić coś na kształt polskiej wersji “Peaky Blinders”, ale zupełnie nie wyszło. Jest to polski biedny film, więc nawet nie postarano się pokazać najważniejszych faktów, tylko trzeba czytać napisy, np. “w 1914 roku wybuchła wojna, która trwała 4 lata”, a potem jest przeskok w czasie, więc to film o Piłsudskim gdzie nie ma pokazanej wojny (za to ten element fabuły jest w “Legionach”). Jest w filmie kilka pourywanych wątków, jak choćby wycieczka Piłsudskiego w góry, która kończy się lawiną, ale nie wiemy co się stało później, bo akcja przeskakuje kilka lat do przodu. Lubię polskie kino, jest sporo dobrych filmów, ale Piłsudski zupełnie nie wyszedł. Mieć tak ciekawą i wieloznaczną postać i nakręcić tak nudny film to po prostu brak słów. Ocena: 2/6.

Savage (2019)

Trójka przestępców, którzy ukradli złoto natykają się po akcji na dwójkę policjantów. Znakomite połączenie intensywnego kina sensacyjnego w stylu Johna Woo ze współczesnym westernem (w końcówce widać inspirację “Nienawistną Ósemkę”, jeden z bohaterów milczy niczym Eastwood w filmach Leone) i kinem surwiwalowym, które trzyma w napięciu. Jest to produkcja dla miłośników zimowych produkcji, bo akcja dzieje się w zimę, którą się czuje z ekranu. Zdjęcia są piękne, wiele kadrów z filmu nadaje się na obraz lub na tapetę. Zachwyca też muzyka, która przypominała mi soundtracki Michała Lorenca do filmów Władysława Pasikowskiego. Dobre kino rozrywkowe pozbawione całkowicie propagandy chińskiej. Ocena: 4.5/6.

Sługi Wojny (2019)

Przyzwoite kino sensacyjne. Może bez zachwytów, ale całkiem dobrze się oglądało. Doceniam to, że nie licząc Pawła Królikowskiego, występują mało znani polscy aktorzy, a nie twarze, które pojawiają się w każdym polskim filmie i serialu. Doceniam też stronę techniczną, czyli dźwięk (uwaga, to jeden z tych polskich filmów, gdzie słychać każdy dialog), sceny akcji,  które wyszły naprawdę nieźle.

Plusem jest też Piotr Stramowski, który wypłynął dzięki rolom w filmach Vegi, znany jako Majami z ostatnich Pitbulli, więc fajnie, że gra też w filmach innych reżyserów. Nie cierpię filmopodobnych tworów Patryka Vegi, ale doceniam u niego to, że aktorzy grają role takie jakich nie dostają u innych reżyserów, np. Piotr Adamczyk, znany głównie z komedii, to u Vegi może poszaleć i zagrać gangstera, albo obsadza aktorów mało znanych, jak było w przypadku Stramowskiego, którego polskie kino zauważyło dopiero po rolach u Vegi. Ocena: 4-/6.

Terminator Dark Fate (2019)

Z serią Elektroniczny Morderca, taki miał tytuł pierwszy film z cyklu w Polsce, stworzoną przez jednego z moich ulubionych reżyserów, czyli Jamesa Camerona, mam tak jak chyba wszyscy, że za najlepsze uważam jedynkę i dwójkę. Część widzów uważa, że lepszy jest film z lat 80, a inni wolą sequel. A ja  obie części stawiam na pierwszym miejscu, wielbię oba filmy za co innego, oba uważam za genialne. W jedynce niektóre efekty się postarzały, ale całościowo to film, który nic się nie postarzał. Tak samo jest z dwójką, która choćby efektami specjalnymi bije większość współczesnych blockbusterów, nic się nie postarzały efekty, tak jak i sam film jako całość.

Z kontynuacjami powstałymi po filmie z lat 90 już mam tak, że choćby nie wiem jak się twórcy starali to nie doskoczą do poziomu filmów Camerona. Więc już trójkę uważam za sporą słabszą, ale to wciąż dobry film. Fajnym pomysłem był kobiecy elektroniczny morderca, film miał fajną scenę akcji, jak mnie pamięć nie myli z dźwigiem, ale miał jeden minus, czyli Connora zagranego przez Stahla, to jedna z największych pomyłek obsadowych w historii kina. Co prawda pomysł, żeby obrońca ludzkości był nieudacznikiem jest nawet spoko, ale zwyczajnie wkurzała mnie ta postać. Najlepszym Connorem jest facet, który pojawia się na chwilę w czołówce T-2. Film przyzwoity, miejscami dobry, ale nie ma co porównywać z poprzednimi.

terminator_dark_fate_01

Za to film z Christianem Balem w roli Johna Connora, czyli “Salvation” doceniam za to, że to jedyna produkcja, która próbowała zrobić coś nowego, skupić się na przyszłości po dniu sądu, ale problemem jest to, że nic nie pamiętam z tej produkcji. Więcej pamiętam z “Genysis”, który za najgorszą część franczyzy jest uważany, a dla mnie to przyzwoity film.  Nie jest to do końca kontynuacja, ani remake, tylko coś na kształt remiksu, który bawi się przetwarzaniem wątków z jedynki i dwójki. Jest to całkiem przyzwoita rozrywka, ale problemem jest obsada, np. Emila Clarke, którą lubię to za nic nie kojarzy mi się z waleczną Sarah Connor, choćby nie wiem jak się starała.

A co do najnowszej części, czyli szóstki (a tak naprawdę tytuł powinien być Terminator 2.5, bo film kasuje wszystkie części, które powstały po dwójce), to nie jest aż tak źle, ale super też nie jest.  Początek to nawiązanie do dwójki, są sceny z tego filmu, a potem jest scena, która dzieje się zaraz po “Terminatorze 2” (brawa dla speców od efektów specjalnych jak odmłodzili Lindę Hamilton). Jest to przypadek produkcji takiej jak ostatnie Halloween, który jest kontynuacją tylko filmu Carpentera, tak jakby nie było wszystkich następnych części.

Miałem wyrąbane na ten film mimo powrotu Camerona do franczyzy. Odpowiada za pomysł na film, choć scenariusz napisali inni, jest też producentem, ale Cameron od dawna nic nie kręci, tylko zajęty jest kolejnymi częściami Avatara. Nie miałem zbyt dużych oczekiwań, bo reżyserem jest Tim Miller, znany z “Deadpoola”, który był jednym z najnudniejszych filmów jakie widziałem w ostatnich latach. Trailery nowej części franczyzy pokazały, że za wiele dobrego nie mogę po filmie oczekiwać co mnie nie zaskoczyło, bo Miller to taki sobie rzemieślnik. A poprzedni film, którym Cameron wrócił częściowo do kina, czyli Alita, też nie był jakiś super, przyzwoita produkcja i tyle.

retrocity-news-terminator-dark-fate-trailer-international-800x400

No i takie jest Mroczne Przeznaczenie, czyli na poziomie takim do jakiego przyzwyczaiły mnie wszystkie filmy powstałe po dwójce. Zaczyna się mocno i kontrowersyjnie, ale kontrowersyjny początek nie wywołał u mnie emocji. Choć pochwalę takie rozpoczęcie filmu, wydaje się być super, przynajmniej na papierze, tylko że nic nowego za tym pomysłem później nie idzie. Podobno to Camerona był pomysł, żeby tak rozpocząć, czyli uderzeniem widza w twarz, ale może dobrze się stało, że wiedziałem przed seansem jak się film zaczął, bo jakbym nie znał spoilerów, to mogło  by mnie wybić z seansu.

Niektórzy nazywają początek splunięciem w twarz fanom, ale dla mnie to taki pomysł jak rozpoczęcie filmu Finchera “Alien 3”,  gdzie wiadomo co zrobiono z pewnymi postaciami, tylko że w tamtym przypadku, za takim a nie innym początkiem, szło nowe podejście do cyklu, a w Dark Fate dostajemy przetworzenie tych samych motywów z jedynki i dwójki, niektóre sceny wyglądają jak kopia scen akcji z dwójki. Trochę pozmieniano w fabule, ale to są zmiany kosmetyczne, które nic nowego do tej serii nie wnoszą.

Jest to kolejna próba zrobienia początku nowej trylogii, a wyszło znowu tak samo, czyli mimo lepszego przyjęcia przez część widzów,  to znowu się skończyło na kolejnym początku nowej trylogii, której kolejnych części nie zobaczymy, tak jak było z poprzednią rozpoczętą trylogią, która zaczęła się od filmu z Emilią Clarke i na niej się skończyło, bo Genysis okazał się klapą finansową.

terminator-dark-fate-mackenzie-davis-3

W przypadku najnowszego filmu przyjęcie jest trochę lepsze, że to przyzwoita produkcja, lepsza od ostatnich filmów, ale też prawie nikt na niego nie poszedł, w tym fani cyklu np. ja odpuścili seans w kinie, a nowi widzowie nie byli zainteresowani, co mnie nie dziwi, bo młodzież nie kojarzy filmów Camerona z lat 80 i 90 (chyba że ktoś jest kinomaniakiem i nadrabia filmy).

A co do obsady starej to powiem tak, że jeśli zaakceptuje się kontrowersyjny pomysł jaki twórcy mają na postać Arnolda, w jaką stronę poszła ta postać, to można się całkiem dobrze bawić. Ale jak zacznie się myśleć kim terminator tutaj jest to można się wkurzyć. Ja pewnie dlatego, że poznałem spoilery przed seansem przyjąłem to ze wzruszeniem ramion. Jest to komediowe podejście do tej postaci, tak jak w każdym filmie po dwójce, gdzie też były elementy humorystyczne, ale od trójki Terminator z każdym kolejnym filmem to coraz bardziej komediowa postać.  A co do kwestii starzenia się T-800 to wyjaśniono to już dawno w prosty i genialny sposób, że skóra ludzka się starzeje.

Co do Lindy Hamilton to stara się jak może, ale widać że miała sporą przerwę od aktorstwa. Ale też nie wypada jakoś bardzo tragicznie. Z nowej obsady podobała mi się najbardziej Mackenzie Davies, a reszta nowych wypada tak sobie lub ok, ale bez zachwytów, w tym aktor grający nowego terminatora, który próbuje robić za nowego Roberta Patricka, i niezbyt mu to wychodzi.

terminator-mroczne-przeznaczenie-recenzja-dark-fate-1

Sceny akcji są różne. Jak są zrealizowane efektami praktycznymi jak pościg samochodowy to spoko, ale np. sceny w samolocie z dużą ilością efektów CGI wypadają średnio. Jest to produkcja, w której dostałem powtórkę z poprzednich filmów, czyli nic nowego, ciągle to samo. Film okazał się klapą finansową, więc pewnie to koniec, przynajmniej na kilka lat, tej serii. Częściowo zgadzam się z opiniami, że film nie jest aż tak zły, ale też nie uważam, żeby był lepszy od każdego poprzedniego, czyli od trójki do piątki, bo dla mnie każdy z tych filmów jest przyzwoity, średni. I tak samo oceniam szóstkę, a raczej część drugą i pół, czyli na 4-/6.

Zastanawia mnie przy każdym kolejnym Terminatorze, czemu w nowych filmach, chyba już od trójki, nie ma w ogóle muzyki Brada Fiedela. Przecież to jest kult nad kulty i to nie tylko główny motyw, który pojawia się tylko na chwilę. A jak wrócił Cameron to myślałem, że wróci do serii też kompozytor, ale tak się nie stało. Widoczne Brad Fiedel całkowicie porzucił pracę przy filmach.

The Courier (2019)

Olga Kurylenko gra kuriera, a tak naprawdę żeńską wersję Rambo (nawet dialogi ma podobne, np. co zrobi wrogowi mówi podobnym tekstem jak Rambo), która ochrania jedynego świadka. Chłopak ma zeznawać przeciwko Gary Oldmanowi, któremu chyba zamarzył się powrót do roli z Leona Zawodowca, bo znowu się drze, gra furiata. Olga pierze facetów po gębach aż miło, nie daje sobą pomiatać, więc jeśli uwierzy się, że tak drobna kobieta, nawet jak jest wyszkolona położy  wielkich facetów, to można się nawet dobrze bawić. A tak poza tym to typowe kino akcji klasy B, gdzie większość antagonistów to idioci, a największy to szef oddziału. Choć wszystkich bije snajper, który chyba ma zeza, bo nie trafił Olgi i świadka ani raz przez cały film. Ocena: 3.5/6.

The Lighthouse (2019)

Drugi film Roberta Eggersa, który zadebiutował kilka lat temu świetnym horrorem “The Witch” potwierdza, że to jeden z ciekawszych reżyserów ostatnich lat, nie tylko kina grozy, ale w ogóle. Podobnie jak w “Czarownicy” widać jak zdolnym i pewnym swoich możliwości jest reżyserem, choć to zupełnie inna produkcja jak debiut. Są elementy kina grozy, ale bardziej jest to połączenie kina surrealistycznego, pełnego metafor, który każdy zinterpretuje po swojemu, choć Eggers w finale sugeruje mocno o czym tak naprawdę jest film.

Jest to produkcja inspirowana twórczością Edgara Allana Poe, Melville’a, ale też można znaleźć nawiązania do niemieckiego ekspresjonizmu, Davida Lyncha, Bergmana, Tarkowskiego. W sumie to czego w tym filmie nie ma,  bo jest też zainspirowany różnymi morskimi mitami i legendami, jak choćby o Prometeuszu, są elementy jak z Lovecrafta (ale nie tyle co niektórzy by oczekiwali), i jeszcze długo mógłbym wymieniać, np. są elementy Freuda, Junga, ale jakimś cudem film nie staje się papką niedającą się oglądać tylko fascynującą przygodą.

the-lighthouse-kadr-z-filmu

Latarnia jest fenomenalnie zagrana przez Willema Dafoe i Roberta Pattinsona. Choćby dla ich totalnego aktorstwa warto zobaczyć tą produkcję. Doskonale reżyser operuje dźwiękiem, wszelkie odgłosy jak deszcz, burza, mewy, wzburzone morze, dźwięk syreny, który brzmi jak wycie jakiejś mitycznej kreatury, plus zdjęcia budują niesamowity klimat. Podobnie jak w poprzednim filmie Eggersa, są dialogi, które są tak napisane i brzmią, jakby pochodziły z XIX wieku. Po dwóch tak znakomitych filmach biorę każdą następną produkcję Roberta Eggersa w ciemno. Ocena: 5/6.

Togo (2019)

Film oparty na faktach. 1925 rok. Dochodzi do wybuchu epidemii błonicy w Nome, w Alasce, która dotyka dzieci. Warunki pogodowe są tak trudne, że jedyną możliwością, aby przywieźć lekarstwo są psie zaprzęgi. Jednym z uczestników jest Leonhard Seppala, a jego psi zaprzęg prowadzi Togo. Jeden z lepszych filmów Disneya, który przedstawia niesamowitą i prawdziwą historię.

thumbnail.52284.4

Domyślam się że sporo pozmieniano, np. sekwencja na jeziorze wydaje się być przesadzona (choć podobno miała miejsce), ale to produkcja, która wzrusza, bawi i trzyma w napięciu. No i jak jest nakręcona, niektóre kadry wyglądają cudownie. Film w piękny sposób pokazuje przyjaźń między człowiekiem i jego najlepszym przyjacielem. No i jak to bywa z filmami ze zwierzętami, to pies jest największą gwiazdą, ukradł film takiemu dobremu aktorowi jak Willem Dafoe. Ocena: 4.5/6.

Toy Story 4 (2019)

Czwarta część jednej z najlepszych trylogii nie tylko filmów animowanych, gdzie każdy z  filmów trzyma wysoki poziom, a zakończenie trzeciej części uważane jest za idealne, więc jak większość widzów obawiałem się czwartej części przygód ekipy Chudego, bo nie widziałem sensu jej powstania, skoro seria zakończyła się w doskonały sposób. A okazało się, że czwórka to film trzymający poziom poprzednich części, twórcy mają pomysł na każdy film z serii. Można nazwać tą część epilogiem do części trzeciej, w pewnym sensie zakończeniem historii Chudego, ale też otwarciem nowych drzwi dla tej serii.

Przed seansem byłem pewien, że nawet jak mi się spodoba, a film jest znakomity, dorównujący poziomowi TS I-III (końcówka też jest dobra, wiele osób ją krytykuje, nie każdemu leży, ale akurat ja do niej nie mam zastrzeżeń), to raczej nie chciałbym piątej, szóstej części, ale finał zmienił moje zdanie co do kolejnych filmów z serii, bo TS 4 otwiera tak wiele interesujących drzwi na kontynuacje, że jak będą mieli dobry pomysł to niech kręcą. Choć TS 4 może też być zakończeniem całej serii. Animacja jak to u Pixara po prostu zachwyca, wizualnie to jest dzieło sztuki, scenariusz też super, nowe postacie są fajne, zarówno te dobre jak i negatywne, nie irytują, nie wkurzają, nawet jak robią za element humorystyczny.

toy-story-4

Nie mam żadnych zastrzeżeń, może poza faktem, że większość starej ekipy stanowi drugi plan, to Chudy jest najważniejszy, ale widocznie potrzebny był tej postaci epilog, choć nie zdawałem sobie z tego sprawy.  Cała seria Toy Story to jedna z najrówniejszych serii filmowych, gdzie każdy film ma coś ciekawego do zaoferowania. Nie przypominam sobie żadnego innego cyklu filmów, gdzie wszystkie cztery części trzymają tak wysoki poziom (może seria z ksenomorfem, czyli Alien Resurrection, który trochę odstaje od Alien 1-3, ale wciąż zachowany jest niezły poziom w czwartej części). Ocena: 5/6.

Troop Zero (2019)

Christmas Flint po śmierci mamy zaczyna interesować się kosmosem. Kiedy pojawia się szansa na nagranie dla NASA skierowane dla innych cywilizacji, postanawia założyć drużynę skautów, dzięki której będzie mogła brać udział w konkursie. Jest to jeden z lepszych familijnych filmów jakie ostatnio widziałem. Dobrze zagrany przez dorosłą i dziecięcą obsadę, sporo humoru i wzruszeń, ale najważniejsza w tym filmie nie jest np. Viola Davis, tylko 13-letnia McKenna Grace, która dla mnie jest objawieniem takim samym jak kiedyś Jacob Tremblay w “Pokoju”.

5e289f9cd252b.image

Grace już znałem wcześniej, bo kojarzę ją z serialu Flanagana “Nawiedzony dom na wzgórzu”, z roli młodej Sabriny w serialu Netflixa, ale też z ról w filmach “Ja, Tonya”, “Kapitan Marvel” czy “Annabelle wraca do domu,” gdzie zagrała córkę Warrenów. We wszystkich tych filmach była dobra, ale dopiero w tej produkcji bardziej zwróciła moją uwagę. Dziewczynka nie tylko jest przeurocza,  ale  jeszcze gra jak doświadczony aktor, choć po tylu rolach, to żadne zaskoczenie. Od teraz baczniej będę się przyglądał karierze tej aktorki. A tej pięknej opowieści o rodzinie i przyjaźni postawię 4.5/6.

Uncut Gems (2019)

Rosnące długi i coraz bardziej niecierpliwi wierzyciele zmuszają jubilera z Nowego Jorku do podjęcia ryzykownej akcji. Nie przepadam za komediami z Adamem Sandlerem, ale to dobry aktor i potwierdza to rolą w Nieoszlifowanych diamentach. Komik jest doskonały w roli dupka i krętacza, którego nie da się lubić. Tą rolę w latach 70-90 mógłby zagrać Al Pacino. Zresztą wydaje mi się, że mocno wzorował się Sandler na najbardziej szarżujących występach Ala Pacino.

Uncut-Gems-najnowszy-film-z-Adamem-Sandlerem-pobil-rekord-iloscia-przeklenstw_article

Brak nominacji do Oscara dla niego tłumaczę jedynie tym, jak dużo dobrych męskich ról było w zeszłym roku. Ale nie tylko dla roli komika warto obejrzeć – film też wizualnie i muzycznie prezentuje się świetnie. Jeden z bardziej intensywnych filmów jakie widziałem w ostatnich latach, przypominający  filmy Martina Scorsese (jest producentem więc to chyba nie przypadek), ale jakimś cudem nie męczy mimo zawrotnego tempa. Ocena: 4.5/6.

Villains (2019)

Mickey i Jules włamują się do mieszkania. Oczywiście wpadają w poważne kłopoty, gdy wracają właściciele. Czarna komedia z niezłymi rolami Maiki Monroe, Billa Skarsgarda (na początku go nie poznałem, fajnie że potrafi grać też sympatyczne role, a nie tylko samych psychopatów i  clownów), Kyry Sedgwick i Jeffrey Donovana. Seans zleciał szybko, ale jak się film skończył to pomyślałem, że to zmarnowany potencjał. Niby filmowi niby nic nie brakuje, ale można było wyciągnąć z tej historii jeszcze więcej. Więc postawię 4-/6, bo miło spędziłem czas, ale też nie ma się czym zachwycać.

Zombieland: Double Tap (2019)

Kontynuacja “Zombielandu”, który był dobrą rozrywką,  choć bardziej komedią jak horrorem z zombiakami, z fajną drużyną bohaterów, choć po 10 latach z poprzedniego filmu pamiętam tylko epizod Billa Murraya.  No i też nie wiem czy to była produkcja na tyle dobra, żeby kręcić kontynuację dopiero po 10 latach, nie wiem czy ktokolwiek czekał na ciąg dalszy. Zwłaszcza że temat zombie przejadł się już dawno chyba nie tylko mnie. Mam dość zombie od czasu porzucenia serialu Walking Dead, który mi skutecznie obrzydził żywe trupy. Nieważne czy na poważnie, czy komediowe podejście kino do żywych trupów co trochę wraca, ostatnio choćby Jim Jarmusch nakręcił film z zombiakami, który się okazał jednym z najgorszych filmów Jarmuscha.

Więc miałem odpuścić “Zombieland Kulki w łeb”, mimo fajnej obsady znanej z poprzedniej części, czyli Jesse Eissenberga, Woody Harrelsona (ta dwójka jest najlepsza z głównej obsady), Emmy Stone i Abigail Breslin, a na drugim planie Zoey Deutch (świetna w roli głupiej blondynki) i Rosario Dawson (jeśli powstanie trójka to liczę, że dołączy na stałe do obsady), ale nie miałem co oglądać, a miałem ochotę na lekką produkcję. No i miłe zaskoczenie, bo ten nikomu niepotrzebny odgrzewany kotlet to całkiem fajna komedia, którą oceniam na 4/6.

O wiele lepiej bawiłem się na tym filmie jak na najgorszym filmie Jarmuscha. Choć nie jest to też nic oryginalnego i można się zastanawiać, czy nie mogli wymyślić nic bardziej oryginalnego przez 10 lat, ale rozczarowania nie przeżyłem, może dlatego, że poprzednie “Zombieland” to tylko fajna rozrywka i nic więcej, podobnie jest w tym przypadku.

Zombieland-wraca-z-cala-obsada!-Zobacz-zwiastun-2.-czesci-filmu_article

Styczeń 2020 – filmy

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.