Doctor Who (seria 12, BBC)

odc1

Poprzedni sezon Doktora Who Chrisa Chibnalla, to była seria, która wywołała sporo kontrowersji w fandomie. Przyznam, że gdy ogłoszono, że doktor będzie kobietą, to nie miałem nic przeciwko. To nie jest Indiana Jones czy James Bond, czy inna postać, której nie wyobrażam sobie jako kobiety. Uważam, że lepiej tworzyć nowe i ciekawe postacie kobiece w tych przypadkach, a nie  przerabiać męskich bohaterów na płeć piękną. Zresztą podobne zdanie ma Barbara Broccoli, która rządzi serią z Jamesem Bondem. W przypadku  Doktora nie mam problemu ze zmianą płci, bo Doktor jest kosmitą, czyli może zmienić się w kogokolwiek/cokolwiek.

Problemem 11 serii okazała się  nie zmiana płci postaci, tylko to jak ta seria była nijaka. Nie było w niej tragicznie złych odcinków, które zapisałyby się w historii jako jedne z tych najgorszych, np. do dzisiaj mam traumę po odcinkach z pierdzącymi kosmitami politykami i po epizodzie z zakochaną płytą chodnikową za ery Daviesa i Doktora w wykonaniu Davida Tennanta, tylko większość odcinków 11 serii była nijaka.

Do tego stopnia odcinki były do zapomnienia, że gdyby nie rozpiska moich seriali co tydzień jaką sobie robię, to bym zapominał o nich, a po czasie jaki minął od emisji 11 serii, to prawie wszystkie odcinki zlały mi się w jedną nijaką całość, nie pamiętam z nich nic. Jedyne odcinki jakie pamiętam z 11 serii to  “Kerblam!”, “The Witchfinders” z Alanem Cummingiem, w roli króla Jakuba I Stuarta (najlepszy występ w całym sezonie), oraz  zwariowany “It Takes You Away”. Są to dobre 3 odcinki na dziesięć w 11 sezonie, choć niepozbawione wad. Pamiętam też dodatkowy epizod napisany przez showrunnera, który poleciał 1 stycznia 2019 roku i był lepszy od większości epizodów Chibnalla w 11 serii.

Niezbyt dobre przyjęcie przez część fandomu 11 serii spowodowała spadek oglądalności w 11 serii, co odbiło się też na 12 serii, w której oglądalność obniżała się jeszcze bardziej z z każdym kolejnym odcinkiem. Oglądalność 12 serii jest tak niska, że pojawiają się już pytania do BBC, czy zamierzają kasować serial. Na razie BBC nie ma takich planów.

odc5

Są widzowie, którym podobają się sezony z Jodie Whittaker, nawet fani Doktora Who, ale są w mniejszości.  Ostatnio dominuje niezbyt dobry czas dla Doktora Who, co widać nie tylko po niskiej oglądalności 11 i 12 serii, ale też wiem to od kumpla mieszkającego w Anglii, który ujął to najlepiej, cytuję – “w tym momencie serial nikogo w Anglii nie obchodzi”.

Więc jestem ciekaw jak długo serial pociągnie, zwłaszcza w takiej formie. Mam na myśli to, i w tym momencie przejdę do jednego z plusów nowego sezonu, że Doktor Who za rządów Chrisa Chibnalla jest zrobiony na bogato. To już nie czasy ery Ecclestona  i Tennanta, gdy efekty specjalne były tragiczne, campowe i kiczowate, co miało swój urok. Oczywiście już za Matta Smitha  i Petera Capaldiego, gdy serialem rządził Steven Moffat widać było, że BBC sypnęło więcej kasy. Serial już wtedy wyglądał dużo lepiej, ale w 12 serii wygląda po prostu epicko. Zdjęciowo to rozmach kinowy, efekty specjalne podobnie, ogląda się odcinki jak blockbustery.

Oczywiście nie wszystkie, bo są mniejsze epizody, które nie potrzebują rozmachu aż takiego, jak premiera albo finał serii, ale te które wymagają dużych kosztów, to widać że kasy poszło sporo. Zastanawia mnie, jak długo BBC będzie sypało tyle pieniędzy na serial skoro od 11 serii oglądalność cały czas leci w dół.  Kiedyś skończy się kasa i może odcinki będą z mniejszym budżetem, co akurat nie przeszkadza, bo serial już kiedyś wyglądał biednie. Ale koniec zastanawiania się co przyniesie przyszłość, tylko przejdę do nowych 10 odcinków, które podobały mi się bardziej jak cała poprzednia seria.

Nie mam tak jak w przypadku poprzedniej serii, że pamiętam tylko jeden odcinek (plus dodatkowy po sezonie), ale pamiętam praktycznie wszystkie. Nie jest tak, że muszę chwilę się zastanowić, ale od razu przypomina mi się (prawie) każdy epizod. Oczywiście to nie oznacza, że w tej serii nie ma słabszych odcinków, bo są’ podobnie jak nie oznacza, to że mamy same wybitne, bo tak nie jest. Po prostu cały sezon prezentuje w miarę wyrównany dobry poziom, poczynając od Pilota, a kończąc na ostatnim odcinku. Co tydzień miałem ochotę oglądać kolejny odcinek, nie zapominałem o serialu przez 10 tygodni jak w przypadku 11 serii.

odc4

Poprzednia seria wyróżniała się tym, że nie było żadnego głównego wątku, nie pojawiał się żaden stary wróg ani postać po stronie Doktora (przynajmniej tak pamiętam), a 12 sezon wyróżnia się tym, że jest główny wątek, który ma związek z tajemniczym dzieckiem z poza czasu, cybermenami i ojczyzną Doktora, Gallifrey. Już od pierwszego odcinka, który nawiązuje do filmów z Jamesem Bondem, czyli “Spyfall”, dostałem dobrą rozrywkę.

Może nie idealną ale dobrą, w której pojawia się pierwszy z wielu znajomych Doktora czyli Mistrz, grany przez nieznanego mi Sacha Dhawana. I jest świetny w tej roli. Gra trochę taką wersję Mistrza jaką grał John Simm, którego rola nie podobała mi się, była zbyt przeszarżowana, ale za to nowe wcielenie Mistrza bardzo mi się podoba. Dhawan szaleje na całego jak to Mistrz, ale jednocześnie aktor nie przeszarżował roli, tak jak Simm.

doctor-who-season-12-the-master

To nie jest jedyna stara postać znana Doktorowi i fanom produkcji. Powracają aktorzy, których dawno w serialu nie było, a dokładnie mam na myśli jeden przypadek, ale nie powiem o kogo chodzi, bo to było spore zaskoczenie dla wielu widzów i nie chcę psuć niespodzianki tym, którzy jeszcze nie oglądali. Tylko powiem tyle, że pojawia się raz, ale ma dość ważną rolę, bo dotyczy głównego wątku związanego z Gallifrey. No i liczę że pojawi się w kolejnych seriach. Wracają też inne dobrze znane postacie i powiem tylko tyle, że stworzone przez Russella T Daviesa.

Oglądając większość nowych odcinków odniosłem wrażenie, że nowy showrunner chciała zadowolić jak najwięcej fanów po krytyce jaka spadła na poprzedni sezon, albo dostał takie polecenie od stacji i dlatego wiele odcinków z powrotami starych znajomych, to trochę fanserwis, ale mnie to nie przeszkadza. Wracając do samych odcinków, to zaczyna się od dobrego 2-partera “Spyfall” jak już wspomniałem, a potem jest najsłabszy z całego sezonu “Orphan 55” (choć  wyróżnia się potworami, które są świetnie zrobione).

odc2

Ale za to epizod “Nikola Tesla’s Night of Terror”, w którym ekipa poznaje Nikola Tesle (świetny Goran Visnjic) to jeden z lepszych w sezonie. Kolejny, czyli “Fugitive of the Judoon”, to odcinek w którym wraca jeden z ulubieńców fanów i pojawia się niejaka Ruth, która namiesza sporo w mitologii serialu. Znakomity odcinek, który jest świetną zapowiedzią finału, o którym później.

“Praxeus” to niby kolejny z wielu epizodów o tym co ludzkość zrobiła z naszą planetą, w tej serii był na podobny temat “Orphan 55”, więc odcinki z przekazem, ale o wiele lepiej zrobiony od “Orphan 55”. Każdy z towarzyszy dostaje coś do roboty, działają jako drużyna i epizod działa znakomicie jako mieszanka SF i kina grozy (w niektórych momentach miałem skojarzenia z “Ptakami” Alfreda Hitchcocka). No i realizacyjnie też jest super, zwłaszcza zdjęcia, bo spora część odcinka nakręcona była w Afryce.

odc6

W poprzedniej serii też pewnie było kilka odcinków z tezą, gdy twórcy ustami bohaterów przekazywali ważne treści związane z np. rasizmem czy  ociepleniem klimatu (tak zakładam, bo nie pamiętam żadnego odcinka z 11 serii, ale pamiętam za co się serialowi obrywało przy 11 serii, czyli za odcinki z przekazem, w których przekaz jest ważniejszy od treści) i w  “Orphan 55” z 12 serii zrobili coś podobnego, co nie wyszło idealnie.

Za to  przy “Praxeus” wyszło o wiele lepiej, choć jak będziecie mieli skojarzenia z serialami przyrodniczymi BBC z sir Davidem Attenboroughem, to żadne zaskoczenie. Sam takie miałem, zwłaszcza na początku i na końcu, gdy słychać monolog Doktora, który brzmi jak teksty sir Davida z seriali takich jak “Planeta Ziemia”.

W “Orphan 55” miała Doktorka przemówienie do towarzyszy, a tak naprawdę skierowane do widzów, ale nie wyszła ta scena najlepiej, w przeciwieństwie do tego odcinka. Nie mam nic przeciwko epizodom z przekazem, zwłaszcza jak poruszają ważne tematy,  ale jak są dobrze zrobione, a nie tak, że teza ważniejsza jest od odcinka, co zgubiło ostatnio  Jordana Peele’a w nowej “Strefie Mroku”, gdzie klimat SF i grozy praktycznie w żadnym odcinku nie był odczuwalny.

MV5BZGRkMWJlNGYtMTA1Yy00ZmJjLTlhNTgtZTMyZjQ2OTAwYjAwXkEyXkFqcGdeQXVyOTQxNDA0NjY@._V1_

Oglądając nową Strefę Mroku można odnieść wrażenie, że interesowało Peele’a bardziej to, żeby pokazać widzom co go boli w USA, a reszta jest mniej ważna, czyli dobra zabawa z horrorem i SF.  Doktor Who to serial dla dzieci i młodzieży, z walorem edukacyjnym, przynajmniej takie były początki serialu, więc wróciła produkcja do swoich początków w 12 serii.

“Can You Hear Me?” to porządny epizod, zahaczający o kino grozy gdzie bohaterowie poznają swoje najgorsze koszmary. Jest to też odcinek, w którym więcej dowiadujemy się o towarzyszach, choć moim zdaniem taki epizod powinien powstać w poprzedniej serii.

odc7

“The Haunting of Villa Diodati” to najlepszy epizod sezonu, w którym ekipa poznaje Mary Shelley, czyli autorkę “Frankensteina” w noc, która zainspirowała ją do stworzenia tego klasyka gatunku.

Odcinek działa jako kino grozy, trzyma w napięciu, ale też bawi. Jest w nim sporo znakomitych scen, jak choćby pierwsza scena z Doktorem i ekipą u znajomych pisarki, które jest kopią jednej z kultowych scen z “Buffy” Jossa Whedona, albo scena tańca Doktorki i towarzyszy, oraz sporo świetnych dialogów. Bardzo dobra rozrywka, a jednocześnie świetne wprowadzenie pod dwuczęściowy finał.

odc8

Pierwsza cześć finału, czyli “Ascension of the Cybermen” średnio mi podeszła. Choć dzieje się dużo, rozmach jest, kasy widać że poszło sporo, ale jakoś tak spłynął po mnie odcinek. Za to “The Timeless Children”, w którym zostaje wyjaśnione kim jest dziecko z poza czasu, jak się ma do cybermanów i Mistrza, jak to się to wszystko łączy,  to epizod, który nawet mi się spodobał, choć moim zdaniem mógł być sporo lepszy.

Nie ma zaskoczenia, że w fandomie wywołał dużą gównoburzę, oczywiście wśród tych co jeszcze oglądają, przez to że ingeruje w kanon serialu, miesza mocno w mitologii Doktora, w przeszłości. Ja nie jestem uprawniony by pisać cokolwiek o mitologii serialu, bo znam Doktora od ery Ecclestona, nie widziałem klasycznych odcinków z lat 60-80, ale wiem od lepiej poinformowanych, że mitologia serialu to jeden wielki burdel.

odc9 2

Więc ja podchodzę do tego tak, że jak dla mnie każdy nowy showrunner może robić co chce z  przeszłością Doktora, z jego/jej domem. Oczywiście jeśli ma konkretny pomysł na kolejne sezony, a nie dla samego mieszania w głowach fanom.  Jeśli Russell T Davies i Steven Moffat robili własną mitologię, inspirowali się klasycznymi odcinkami, to też może to robić Chibnall.

Osobną sprawą jest to jak podejdą rozwiązania Chibnalla widzom i fanom (choć fandom to wiadomo, że zawsze jest niezadowolony). I powiem tak, że to czego się dowiedziałem z finału podoba mi się. Choć nie dziwię się jak co niektórzy twierdzą że Doktor teraz jest jeszcze bardziej przepakowaną postacią jak wcześniej, ale więcej nie zdradzę.

odc 9

Podoba mi, też że nie poznaliśmy wszystkich faktów z przeszłości Doktora. Widać, że Chibnall ma jakiś tam pomysł na mitologię serialu, którą pewnie będzie rozwijał w kolejnych sezonach. No i tym mnie totalnie zaskoczył, bo byłem pewien że ten sezon będzie podobny do poprzedniego, czyli niepowiązane ze sobą historie.  Inna sprawa, że ta zmiana to w sumie niewiele zmienia w samym serialu, przynajmniej w tym momencie, co nawet sama główna bohaterka to zauważa.

Może przejdę teraz do bohaterów. No i zacznę od Doktorki. Bardzo lubię Whittaker, uwielbiam jej akcent i stylówę Doktora. Lubię ją też za inne role, to dobra aktorka jest, ale miałem problem z jej interpretacją Doktora w poprzedniej serii. Nie do końca ją kupowałem i przypominała mi mocno Doktora w wykonaniu Davida Tennanta. Inną sprawą jest to jak pisze tą postać Chris Chibnall, bo nie robi tego najlepiej. Aktorka się stara,  żeby wyciągnąć jak najwięcej z materiału jaki dostaje i nie zawsze wychodzi obronną ręką, jak choćby przemówienie na koniec w “Orphan 55”, ale to nie jej wina.

odc10 ost

Ale w końcu zaakceptowałem Doktorkę, choć nastąpiło to w odcinkach nie pisanych przez showrunnera serialu, tylko przez pozostałych scenarzystów i scenarzystki, mam na myśli choćby odcinek z Mary Shelley. Na razie Doktorka w wykonaniu Whittaker nie jest tak ciekawą postacią, jak Doktorzy grani przez Ecclestona, Tennanta, Smitha, Capaldiego (uwielbiam na równi każde z tych wcieleń), ale jest na tyle fajną bohaterką z potencjałem rozwoju na kolejne sezony, że czekam na kolejne serie.  Zresztą żeby być całkowicie sprawiedliwy, to ze Smithem miałem podobnie przez jakiś czas. Ciężko mi było się przestawić z Ecclestona i Tennanta na Matta Smitha, a po jakimś czasie stał się jednym z moich ulubionych wcieleń Doktora.

Czekam na kolejne sezony, zwłaszcza że widać że Chibnall ma jakiś pomysł na tą postać, że będzie jakoś rozwijana (przynajmniej mam taką nadzieję). W przypadku tej produkcji chyba nigdy nie popełniono wtopy z wyborem aktorów, przynajmniej odkąd wznowiono serial (wcześniejszych nie znam). Podoba mi się,  że w tej serii Doktorka już nie jest tylko zwariowaną i  sympatyczną postacią, jaką była w 11 serii, ale też potrafi się zachować jak dupek w stosunku do swoich towarzyszy, np. nie o wszystkim im mówi.

The-Timeless-Children-p2-1

A jak już piszę o towarzyszach to muszę wspomnieć, że to jest wciąż duży problem dla mnie , taki sam jak w 11  serii. Lubię każdego towarzysza z ery Daviesa i Moffata, a w przypadku ery Chibnalla, to w ogóle mnie nie obchodzą towarzysze podróży. Są dla mnie tak nijacy, że jakby nagle zniknęli z serialu to bym nie odczuł tego w ogóle.

Obejrzałem 2 sezony i wciąż nie pamiętam ich imion, a to chyba nie najlepiej świadczy o tych bohaterach. O przepraszam, zapamiętałem Grahama, to jedyna postać, którą polubiłem przez 2 sezony, a młodych to musiałem w tym momencie sprawdzić jak mają na imię, bo znowu zapomniałem.

Innym problemem jest to, że cały czas powtarzają Ryan, Yasmin i Graham, że są rodziną. Doktorka też tak mówi cały czas, ale ja tego w ogóle nie widzę na ekranie. Nie czuję między nimi żadnej chemii, przywiązania i  przyjaźni mimo tego, że tyle przygód już przeżyli, rozbudowano ich wątki, a nawet dostali kilka wspólnych scen osobistych rozmów. I to jest mój problem z nowym Doktorem największy, który trwa już 2 sezony.

Choć jak pisałem na początku 12 sezon to poprawa w porównaniu z poprzednia serią, widać że stał za tą serią jakiś pomysł. Epizody w większości trzymają dobry poziom i dlatego moja ocena to 4.5/6, czyli dobra rozrywka. Oczywiście nie uważam za jeden z najlepszych sezonów, bez przesady, ale 12 sezon to dobry prognostyk na przyszłość, na kolejne serie. Fakt, że Chibnall miał pomysł na 12 sezon może świadczyć za tym, że  z kolejnych seriach też może wyjść coś dobrego. Więc tym razem czekam na 13 serię, ale  z umiarkowanym zainteresowaniem.

final

Doctor Who (seria 12, BBC)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.